Huty wciąż czekają na lepsze czasy…

-Jest pan nowym przewodniczącym Krajowej Sekcji Hutnictwa NSZZ „Solidarność”. Jakie cele, zadania, wyzwania przed panem?
-Ogromne, bo i hutnictwo boryka się z ogromnymi problemami – -mówi Andrzej Karol, na co dzień przewodniczący „S” w katowickich zakładach „Baildon”. -Cały czas napływa do Polski stal, np. z Chin i Białorusi, na którą chcemy – wspólnie z pracodawcami – by rząd nałożył cła zaporowe. Z tego powodu wyniki finansowe naszych hut są coraz gorsze, co – oczywiście odbija się na sytuacji pracowników.
-KE wszczęła przecież postępowanie antydumpingowe w sprawie stali z Białorusi?
-To dopiero początek tych działań. Chcemy, o co monitujemy do rządu, by także w kwestii cen energii stworzył nam takie same warunki funkcjonowania hut, jakie obowiązują w Europie. Tam rządy dotują rynek energetyczny, co pozwala ustalić finalny koszt produkcji w zupełnie innej skali. Do tego dochodzą wciąż nie ustalone zagadnienia, związane z pakietem klimatycznym i ubieganiem się chińskiej gospodarki o status wolnorynkowy.
-No tak, Chińczycy, którzy mają czterokrotnie wyższy wskaźnik produkcji stali, niż cała Europa, zdążyli już kupić hutę Smederevo w Serbii za 46 mln euro. Pana zdaniem, jest możliwe zdominowanie europejskiego rynku hutniczego przez Państwo Środka?
-Istnieje takie zagrożenie. Skoro będą mieli ograniczenia związane z eksportem stali, to będą chcieli inaczej zaznaczyć się w Europie. Kupno hut jest drogą do tego celu.
-Rząd deklaruje wsparcie dla rodzimego przemysłu zbrojeniowego i stoczniowego, ale żeby huty mogły liczyć na wzrost zamówień, musiałyby znów brać kredyty i uruchamiać linie produkcyjne stali grubej, które  kiedyś – jako nieopłacalne – były zamykane. Co pan na to?
-To paradoks, który wynika z wieloletnich zaniedbań i lekkomyślnych decyzji rządu. Nie będę wyliczał, które ekipy rządowe do tego się przyczyniły i popełniły tak znaczące błędy. Dziś politycznie podnosi się te kwestie, ale rozpoczyna się też działania ku powstaniu koncernu Śląskich Hut Stali, właśnie ku uruchomieniu produkcji stali grubej, stosowanej w przemyśle zbrojeniowym i przemyśle okrętowym. Niegdyś te przemysły funkcjonowały na zasadzie naczyń połączonych i szkoda, że tę gałąź sami sobie podcięliśmy. Mam nadzieję, że ten rząd nie tylko będzie mówił, ale i wprowadzał zmiany, prowadzące do odrodzenia się tych rodzimych przemysłów.
-Mamy hutnictwo w Polsce z pracodawcami z innych państw. Jak układa się związkowcom współpraca z nimi?
-Zdarza się, że zupełnie inne warunki współpracy, a także pracy, obserwujemy w różnych hutach, które mają tych samych właścicieli. Zadaniem związku staje się wyrównywanie poziomu płac w hutnictwie. Inaczej są wynagradzani przecież hutnicy w Ostrowcu, Warszawie i na Śląsku. Cały czas chcemy, by wreszcie pracodawcy siedli z nami do stołu do konkretnych rozmów. Niegdyś mieliśmy ponadzakładowy układ zbiorowy pracy, który pozwolił nam na przeżycie najgorszych czasów w hutnictwie. Niestety, został wypowiedziany przez pracodawców. Rząd znów powinien z nami siąść do rozmów i zawrzeć podobny pakiet, chociażby na wzór niemiecki.
-Paradoksem jest, że choć istnieją szkoły zawodowe, to nadal nie korzysta się z usług ich absolwentów, a zatrudnia do pracy w hutach po szkoleniach…
-To efekt zapaści szkolnictwa zawodowego, które czeka na reformy i powiązanie z rynkiem pracy w hutnictwie. Do pracy w hutach przyjmuje się np. piekarzy, którzy nie znają pomiaru, suwmiarki, mikromierza i trzeba ich wszystkiego uczyć od podstaw.
-Dziękuję za rozmowę.
Dariusz Kisiel

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *