Ludzie nie chcą żyć przy śmietnisku

Na ulicę Jana Kilińskiego, pod opuszczony budynek dawnego OZMO, powracamy na prośbę mieszkańców sąsiednich bloków.
Problem nie znika od kilku lat, a mieszkańcy wciąż skarżą się na uciążliwości, bo kto chciałby żyć przy śmietnisku?
-Pustostan nie tylko straszy i psuje wizerunek tej części miasta, gdyż czasy świetności ma już za sobą -mówi jedna z mieszkanek. -Najgorszy jednak jest teren wokół. Zakrzaczony, zachwaszczony dziki parking, o który nikt nie dba. Teren służy także za toaletę kierowcom Tirów, którzy przyjeżdżają tu do punktów handlowych lub też mieszkańcom, którzy parkują tu swoje auta, odwiedzając targowisko. Swoje samochody parkują też tutaj pracownicy pobliskich firm. Stąd też uważam, że ich właściciele powinni zadbać chociaż o ten parking.
-Staramy się dbać o to, aby przy naszych blokach było schludnie, dbamy o zieleń, tymczasem latem nie można wyjść posiedzieć na ławce, gdyż smród jest nie do wytrzymania. Nie można otworzyć okien, do tego musimy jeszcze oglądać gołe tyłki, bo ludziom się wydaje, że jak wejdą za potrzebą w krzaki, to ich nie widać z naszych okien -dodaje inny mieszkaniec. -Jesienią mamy w domu pełno robactwa, które przedostaje się z tego terenu, a w piwnicach mamy gryzonie. Nikogo to nie interesuje.
Problem budynku i przyległego terenu mieszkańcy zgłaszają od dawna na zebraniach rady osiedlowej. W tym roku nie było inaczej.
-Co z tym dalej będzie -pytali mieszkańcy. -Jak długo można mieszkać przy takim śmietnisku. Krzakami zarasta już przyległy chodnik, który prowadzi do punktów usługowo -handlowych wzdłuż ulicy. Droga wewnętrzna stanowiąca dojazd do firm, jest nieutwardzona, co powoduje że po przejeździe ciężkich samochodów kurz unosi się wokół. Przyjeżdżający ludzie pozostawiają tu resztki jedzenia i inne odpady. Do tego wiatr przywiewa tu śmieci z całego osiedla. Cały teren wymaga uporządkowania, abyśmy mogli w miarę normalnie żyć.
Niestety, jak się okazuje, uciążliwości mieszkańców nie znikną tak szybko, a być może nawet na rozwiązanie problemów ludzie będą musieli poczekać kolejne lata.
Jak wyjaśniała podczas zebrania wiceprezydent Marzena Dębniak, budynek i przyległy teren należy do prywatnej osoby, która nie mieszka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Budynek wystawiony jest na sprzedaż, jednak przez kilka lat nie znalazł zainteresowania wśród nabywców. Straż Miejska także interweniuje w tej kwestii. Sprawa miała także swój finał w sądzie grodzkim, w wyniku czego właściciel terenu dwa razy w roku przyjeżdża i sprząta teren. Budynek jest zabezpieczony i choć jego stan techniczny jest fatalny, to jednak nadzór budowlany nie nakazał jego rozbiórki.
-Zakład Usług Miejskich, jeśli  wygospodaruje jakieś środki, w drodze wyjątku uporządkuje teren dzikiego parkingu –zapewnia wiceprezydent M. Dębniak. Ale to rozwiązuje problem jedynie na jakiś czas.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *