Pomoc nadeszła w porę

Pani Teresa ma 73 lata. Po ciężkim zawale, złamaniu kości miednicy i zdiagnozowaniu tętniaka, jest osobą niepełnosprawną, poruszającą się po domu za pomocą balkoniku.
Jej syn, choć młodszy o 20 lat, po przebytym niedawno udarze również nie odzyskał w pełni sprawności i chodzi o kulach. Tych dwoje schorowanych i życiowo nieporadnych ludzi, od czterech miesięcy zajmuje lokal socjalny, na Gutwinie, mieszkając w ekstremalnych i zagrażających ich zdrowiu warunkach. Bez wody, łazienki, stacjonarnego ogrzewania i kuchni z możliwością gotowania posiłków. Źródłem ciepła podczas mrozów był dymiący piecyk wmontowany w pokojową ścianę, a tak naprawdę to elektryczna „farelka”, którą się dogrzewali. Pomimo tego w pomieszczeniach było tak zimno, iż nie zdejmowali z siebie palt.
Jeszcze do połowy grudnia ub. r. pani Teresa z synem zajmowali mieszkanie w bloku przy ul. Siennieńskiej. Jednak przez dłuższy czas kobieta nie płaciła czynszu.
-Brałam kilkakrotnie pożyczki,  aby zmniejszyć zadłużenie, ale nie udało mi go zlikwidować, zwłaszcza po tym, jak syn stracił pracę – wyjaśnia pani Teresa. Utrzymywaliśmy się tylko z mojego zasiłku przedemerytalnego. Popadłam w kolejne, jeszcze większe długi, które ostatnio przekroczyły 40 tys. zł. W końcu usłyszeliśmy o grożącej nam eksmisji. W końcu października ub. r., kiedy wydawało się nam, że obowiązuje okres ochronny, zaproponowano przeprowadzkę do lokalu socjalnego. Nie byłam w stanie zobaczyć, w jakim stanie jest to mieszkanie. Pojechał tam syn, obejrzał „kawalerkę” i stwierdził, że po umalowaniu (czego sam się podjął) da się w nowym miejscu jakoś żyć. Plusem miało być to, że w podwórku jest łaźnia. W środku zimy nie byliśmy przygotowani do palenia w piecyku ani pod węglową kuchnią, która w końcu okazała się nie do użytku. Po przeprowadzce mieszkanie było tak wyziębione, że nie dało się w nim siedzieć bez zimowych okryć. Do tych problemów doszedł jeszcze poważniejszy, a mianowicie ten, że u syna stwierdzono udar. Trafił do szpitala, a ja zostałam bez opieki. Nie byłam w stanie wyjść po zakupy, przynieść wody, zaopatrzyć się w leki, czy wylać nieczystości z wiadra, zastępującego łazienkową muszlę.
O dramatycznej sytuacji tej rodziny powiadomiła nas jedna z czytelniczek. Pojechaliśmy pod wskazany adres. Drzwi do mieszkania były otwarte. Starsza kobieta leżała na łóżku w zimnym pokoju. Nikt się nią nie zajmował.
Od razu podjęliśmy interwencję w ZUM, a następnie w MOPS. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W mieszkaniu poprawiono drożność kuchni oraz uszczelniono rurę od piecyka w pokoju. Dyrektor ZUM-u wspomniał również o planach uruchomienia w mieście tzw. mieszkań chronionych, które służyłyby rodzinom wymagającym okresowo całkowitej opieki. Przedstawił również inne, niż podane w wyjaśnieniach kobiety, przyczyny powstania zadłużenia czynszowego tej rodziny. Wynikały one z wyłącznej winy syna pani Teresy. Jednak sytuacja, w jakiej się teraz oboje znaleźli, wymagała udzielenia im szybkiej pomocy. Otrzymali ją z MOPS-u. Panią Teresę zaczęła odwiedzać pracownica socjalna, aby świadczyć usługi opiekuńcze. Zapytaliśmy też o gorący posiłek dla podopiecznej. Dostarczany jest obecnie od poniedziałku do piątku, zaś na obiady w okresie weekendu MOPS przyznał pieniądze. Pozostał teraz do rozwiązania problem zapewnienia rodzinie stałego dochodu. Zasiłek, który syn otrzymywał za sprawowanie opieki nad matką, po tym jak trafił do szpitala, został mu wstrzymany. Sam nie był w pełni sprawny, aby zajmować się chorą matką. Pracownice MOPS-u pomogły mu w przygotowaniu dokumentów medycznych na komisję przyznającą grupę inwalidztwa. Jeśli ją otrzyma, ma szansę na zasiłek stały w wysokości 640 zł., co znacznie podreperowałoby skromny budżet tej rodziny. Dopełnienia kilku formalności wymagało też ubezpieczenie mężczyzny (na okres 90 dni), tak aby okres ten zaczynał się od pierwszego dnia jego pobytu w szpitalu. Inaczej musiałby zapłacić za wszystkie usługi medyczne, z których w czasie choroby skorzystał. W przygotowaniu dokumentów również pomogły podopiecznemu pracownice MOPS. Natomiast nie ma na razie możliwości zamiany tego mieszkania na inne, bardziej przystosowane dla osoby niepełnosprawnej, choć interweniowaliśmy w tej sprawie kilkakrotnie w dyrekcji ZUM.
Jak poradzi sobie teraz ta rodzina? Najtrudniejsze problemy ma już za sobą. My dalej będziemy monitorować ich sytuację i pomagać, jeśli taka będzie potrzeba.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *