Z Ostrowca prosto do amazońskiej dżungli

Karol Waga, młody ostrowczanin, wiedzie nietuzinkowe życie. Jest prawdziwym obieżyświatem. Wraz ze swą pochodzącą z Węgier żoną Katalin, którą poznał w trakcie studiów w Joensuu w Finlandii, podróżuje po świecie. Małżonkowie, co widzą i przeżywają, opisują i ubogacają zdjęciami na swym blogu podróżniczym. Odwiedzili już ponad 40 różnych krajów na całym świecie. Dziś dzielą się wrażeniami z pobytu w amazońskiej dżungli.

Marzenia z dzieciństwa

-Planowaliśmy podróż do Kazachstanu, ale dowiedzieliśmy się o promocyjnych cenach biletów i wylądowaliśmy po drugiej stronie globu, w Sao Paulo – opowiada Karol. -Brazylia, w której spędziliśmy miesiąc, to ogromny kraj, toteż rozplanowaliśmy sobie kilka wariantów podróży, ale w żaden sposób nie mogliśmy się zmieścić w naszym limicie czasowym i zobaczyć wszystko, co chcemy. Zdecydowaliśmy, że większość czasu spędzimy w Amazonii. Ten region Brazylii oboje chcieliśmy zobaczyć od dzieciństwa. Mieliśmy więc okazję do zrealizowania tego marzenia.

Na wyprawę zabraliśmy małe, trzydziestolitrowe plecaki. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu zabierać rzeczy na każdy dzień pobytu, bo przecież gdzieś po drodze na pewno będziemy mieli możliwość zrobienia prania… Mimo, że w Sao Paulo i Rio de Janeiro miała być zima, to i tak temperatura miała nie spaść poniżej 10 stopni, więc nie braliśmy nic oprócz swetrów i kurtek przeciwdeszczowych. Dorzuciliśmy kilka koszulek i sandały i po 12 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku w Sao Paulo wieczorem czasu lokalnego.

Mimo, iż hostel, który zarezerwowaliśmy był blisko stacji metra, to i tak dojazd z lotniska położonego za miastem zajął dwie godziny. Zdziwiliśmy się, że recepcjonistka nie mówi po angielsku, a tylko po portugalsku i hiszpańsku. Okazało się to standardem w całej Brazylii. Podczas naszego pobytu tylko dwa razy ktoś z obsługi mówił po angielsku. Dzięki temu mieliśmy motywację, żeby szybko nauczyć się kilku podstawowych, portugalskich słówek, głównie liczb.amazonka-pelna-smieci dom-na-palach las-zalany-przez-amazonke

W stolicy Amazonii

-Z Sao Paulo polecieliśmy prosto do stolicy Amazonii, Manaus. Lot, podczas którego  mogliśmy podziwiać Amazonię, trwał cztery godziny. Ujrzeliśmy olbrzymie obszary pokryte zielenią, poprzecinane rzekami. Poziom wody we wszystkich rzekach był wysoki po porze deszczowej, która dopiero niedawno się skończyła – mówi Karol, który podkreśla, że w Brazylii Amazonka w górnym biegu od granicy z Kolumbią do Manaus jest znana pod nazwą Rio Solimoes, a dopiero od Manaus do ujścia do Oceanu Atlantyckiego nazywana jest Amazonką.

-Mieliśmy też świetny widok na Spotkanie Wód, gdzie Amazonka spotyka się z Rio Negro. Wody obu rzek mieszają się powoli ze względu na różną temperaturę, gęstość i prędkość. Rio Negro jest, jak nazwa wskazuje, prawie czarna, podczas gdy Amazonka jasno brązowa. Woda w Rio Negro ma 28 stopni Celsjusza, a w Amazonce tylko 22. Spotkanie Wód jest jedną z głównych atrakcji Manaus i codziennie w tym miejscu można zobaczyć mnóstwo statków i łodzi wycieczkowych.

Karol z Katalin poznali życie w Manaus. To największe miasto Amazonii zamieszkane przez około dwa miliony mieszkańców. Złote czasy Manaus przeżywało w XIX wieku, gdy wzrosło zapotrzebowanie na kauczuk po wynalezieniu procesu wulkanizacji. Przez pewien czas kauczuk był tak samo istotnym towarem eksportowym Brazylii, jak kawa. Wielu mieszkańców miasta zostało milionerami, a w mieście powstawały drogie budynki. Jednym z symboli świetności miasta z tamtego okresu jest gmach opery zbudowany przy użyciu materiałów pochodzących z Europy. Czasy świetności skończyły się wraz z wykradzeniem przez Brytyjczyków nasion kauczukowca i założenie przez nich plantacji tego drzewa w brytyjskich koloniach w Azji Południowo – Wschodniej. Również wynalezienie syntetycznego kauczuku nie poprawiło sytuacji miasta. Dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku miasto zaczęło znowu odżywać po ogłoszeniu Manaus portem bezcłowym. Port cały czas pełni ważną rolę w życiu miasta. Mimo, że Manaus jest położone prawie 1500 kilometrów od oceanu to do miasta zawijają statki oceaniczne z dostawami różnych towarów.

-Zaraz po przylocie musieliśmy zacząć przystosowywać się do panującej tu wysokiej temperatury powyżej 30 stopni w cieniu i dużej wilgotności powietrza. Samo miasto nie różni się bardzo od innych miast w kraju – mówi Karol. -Ulice w centrum są pełne ludzi i samochodów, więc jest bardzo głośno, a upał wcale nie pomaga. Jednak w mieście jest kilka parków, które oferują odrobinę cienia, ucieczkę od nagrzanych asfaltowych ulic i od zgiełku miasta. Tak samo jak w innych miastach Brazylii widać podział na bogate i biedne rejony. W samym centrum oprócz opery można odwiedzić kilka pałaców z czasów świetności miasta. Można zobaczyć też wiele kamieniczek zbudowanych przez bogatszych obywateli, ale większość z nich obecnie jest w ruinie. Warto też wybrać się na spacer w okolice portu. Wzdłuż nabrzeża nad Rio Negro stoją małe statki, na których mieszkają i pracują mieszkańcy miasta. Niestety, widać że mało kto przejmuje się tutaj środowiskiem naturalnym i wiele śmieci trafia do rzeki. W pobliżu nabrzeża jest wielki targ, na którym można kupić lokalne produkty, a pomarańcze i banany wypełniają całą przestrzeń pod dachami stoisk. W wielu miejscach w pobliżu rzeki na ulicach stały ogromne kałuże wody. Jak się dowiedzieliśmy nie było to spowodowanie awarią wodociągów lecz wysokim poziomem wody w Amazonce. W Manaus mieliśmy w końcu okazję spróbować lokalnych dań. W całym kraju popularne są restauracje, gdzie można nałożyć na talerz po trochę z różnych potraw, a płaci się po zważeniu całości. W ten sposób można tanio spróbować wielu rzeczy i nie ryzykuje się tym, że zamówione danie nie będzie nam zupełnie smakowało.

W sercu dżungli z małpami i aligatorami

Po dwóch dniach spędzonych w Manaus, Karol i Katalin udali się na  wycieczkę do dżungli.

-Ponieważ nie znaliśmy ani portugalskiego ani hiszpańskiego musieliśmy zdać się na lokalnych organizatorów takich wyjazdów do dżungli – wspomina Katalin. -W planie mieliśmy spędzenie kilku dni z dala od miasta. Spośród wszystkich ofert wybraliśmy opcję połączoną z zakwaterowaniem na jednej z wysp na Rio Negro. Jak się okazało, wyspa była w całości pod wodą. Próg naszego domku był prawie na tej samej wysokości, co woda w rzece. Ale mimo tego mieliśmy dostęp do elektryczności z generatora przez dwie godziny dziennie. W porze suchej główny budynek naszego ośrodka miał nie tylko restaurację, ale również i basen, którego zarys był teraz widoczny pod powierzchnią wody. W restauracji mimo wysokiego poziomu wody, która czasami zalewała podłogę budynku, podawano posiłki dla wszystkich gości. Ponieważ cała wyspa była pod wodą, poszczególne budynki były od siebie oddzielone głęboką wodą, więc do głównego budynku na posiłek docieraliśmy łódką.

-W czasie naszego pobytu mieliśmy pełny program każdego dnia. Pierwszy dzień to przejażdżka łódką po dżungli znajdującej się pod wodą. Według naszego przewodnika, głębokość wody przekraczała 10 metrów, a mimo tego i tak na powierzchni widocznych było mnóstwo drzew tworzących ścianę zieleni – opowiada Karol. –Nasz przewodnik, Fabio, mieszkał w wiosce w pobliżu i nigdy w swoim życiu nie wyjechał poza Amazonię. Po wpłynięciu między dolne partie koron drzew często musieliśmy używać maczety, żeby oczyścić sobie drogę. Czasami zdarzało się też, że trzeba było przepychać naszą łódkę pomiędzy rosnącymi blisko siebie drzewami. Dżungla była pełna życia. Za każdym razem, gdy trzeba było odepchnąć się od jakiegoś drzewa, lepiej było najpierw sprawdzić czy akurat tam, gdzie chcemy położyć rękę, nie siedzi jakiś pająk. Oprócz tego widzieliśmy mnóstwo ptaków, małp, leniwce i młode aligatory. Głównym punktem programu drugiego dnia było łowienie piranii. Okazało się to całkiem łatwym zadaniem, bo surowe mięso z kurczaka przywabiło ich mnóstwo do naszej łódki. W ciągu niecałej godziny udało się nam złowić kilkanaście sztuk. Po udanym połowie obejrzeliśmy drugi już zachód Słońca nad Rio Negro z naszej łódki na środku rzeki. Ten zachód Słońca był zresztą częścią naszego programu codziennie tak jak i kąpiel w rzece. Wyjątkiem były dwa dni kiedy nie nocowaliśmy w naszym ośrodku, a w dżungli, śpiąc w hamakach, pomiędzy drzewami w dżungli. Znaleźliśmy tam małą norkę w ziemi. Fabio, przy użyciu kija, postanowił pokazać nam pająka, lokatora tej norki. Nocleg w hamaku, w dżungli, to było bardzo ciekawe, nowe dla nas doświadczenie. Zupełnie inne, niż noclegi w lesie w Finlandii.

W indiańskiej wiosce pieczone termity

W czasie pobytu w dżungli Wagowie mieli też okazję odwiedzić indiańską wioskę.

-Wioska okazała się niestety typową atrakcją nastawioną na turystów. Chaty były co prawda zbudowane tradycyjnie, ale wypełnione były sprzętami z supermarketu – mówi Katalin. -Podobnie ubrania. Mieszkańcy normalnie nosili koszulki i szorty, a przed przybyciem turystów część przebierała się w tradycyjne stroje. Wielu Indian wyjechało z dżungli do Manaus, żeby podnieść swój standard życia. I wielu z nim to zupełnie nie udało. Brazylijski rząd stworzył im szansę osiedlenia się w „tradycyjnych” wioskach w dżungli w okolicy Manaus i życia z dochodów z turystyki. Dlatego w trakcie odwiedzin wioski można kupić ręcznie robione pamiątki, a za odpowiednią opłatą zobaczyć rytualny taniec plemienny. Ale nawet w takim miejscu udało nam się spróbować czegoś nowego: pieczonych termitów. Inną atrakcją była możliwość pływania z różowymi delfinami rzecznymi. Dla turystów przygotowana była specjalna platforma na środku rzeki. Delfiny były przywabiane do platformy przy pomocy ryb. Każdy chętny mógł popływać z delfinami i spróbować ich dotknąć. Ponieważ platforma była sprawdzonym źródłem pokarmu, to w okolicy nie brakowało delfinów. Brazylijski rząd próbuje ograniczyć uzależnienie delfinów od dokarmiania przez ludzi i pływanie z delfinami możliwe jest tylko w wybrane dni tygodnia.miejscowe-dzieci nasz-domek opera-w-manaus

Na styku granic

Po tygodniu spędzonym w dżungli nad Rio Negro nadeszła pora powrotu do Manaus, a następnego dnia rozpoczęliśmy kolejną przygodę. Tym razem udaliśmy się w tygodniowy rejs statkiem w górę Amazonki z Manaus to Tabatingi, gdzie stykają się granice Brazylii, Kolumbii i Peru. Tak naprawdę, to mieszkańcy żyją w jednym mieście, które tylko oficjalnie jest podzielone pomiędzy te trzy kraje, ale w samym mieście nie ma żadnych kontroli granicznych, a płacić można każdą z narodowych walut.

Karol i Katalin przebywając w Brazylii byli także w Rio de Janeiro, gdzie wspinali się na posąg Chrystusa, z którego rozpościera się cudowny widok na zatokę. Zwiedzili słynny stadion Maracana i smażyli się na słońcu na plaży Copacabana. Gorąco polecają odwiedzić ten cudowny zakątek na Ziemi, który jeszcze bardziej po minionych igrzyskach olimpijskich zapadł nam w pamięci.

Dariusz Kisiel

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Z Ostrowca prosto do amazońskiej dżungli

  • 27 października 2016 at 08:21
    Permalink

    Jak się jest freelancerem to i można sobie pozwolić na tak długie zwiedzanie.
    Super sprawa !

    Reply
    • 30 października 2016 at 06:08
      Permalink

      Tak w zasadzie żadne z nas nie jest freelancerem. Obecnie oboje mamy pracę na pełen etat. Chociaż przyznaję, że w czasach studenckich było dużo łatwiej o wolny czas na takie wyjazdy.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *