Niezwykła kobieta. Nadzwyczajna lekarka. Z misją humanitarną do Afryki

1.12
Anna Winiarska ukończyła Akademię Medyczną w Lublinie. Pracę zawodowa rozpoczęła na oddziale dermatologii Szpitala Powiatowego w Ostrowcu Świętokrzyskim. Później rozpoczęła specjalizacje pod okiem dr Jadwigi Czuby. Z wyróżnieniem zdała egzamin specjalizacyjny w Klinice Dermatologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Posiada tytuł specjalisty II stopnia w zakresie dermatologi I wenerologii. Jest ambasadorem Fundacji Dzieci Afryki.

Z wyglądu doktor Anna Chałupczak -Winiarska jest subtelną, delikatną blondynką.
Aż trudno uwierzyć, że w tej drobnej kobiecie może drzemać tak wielka odwaga i determinacja w niesieniu pomocy tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Dlatego już trzykrotnie wyjeżdżała z grupą innych lekarzy, z humanitarną misją do Afryki.
Zdecydował zwykły przypadek
Jeszcze kilkanaście lat temu nic nie wskazywało na jej udział w jakże ryzykownych i wymagających przygotowania, wyprawach. O wszystkim zdecydował zwykły przypadek. Któregoś dnia zerwała się ze ściany i upadła na podłogę pólka, na której leżało sporo korporacyjnych gazetek, jakie lekarze często otrzymują.
-Przez lata odkładam je, licząc, że kiedyś będę miała chwilę czasu na ich przejrzenie -mówi doktor Anna Chałupczak -Winiarska. Nie było wyjścia, trzeba było książki i gazety uporządkować. Przeglądałam je i trafiłam na artykuł pt. „Dentysta w Afryce”. Wyrwałam kartkę, przyszłam do domu, rzuciłam do Internetu znajdujące się tam nazwiska, adresy. Wtedy zakiełkowała we mnie myśl, że może i ja dałabym radę. Zaczęłam szukać wiarygodnej fundacji.
Wiarygodna dla naszej bohaterki fundacja to taka, która zamieszcza zdjęcia osób zaangażowanych w jej działalność, rozliczenia finansowe i co ważne, efekty pracy. Bardzo spodobała jej się Fundacja Dzieci Afryki. Przed 4 laty pojechała do Warszawy na pierwsze spotkanie członków fundacji, które odbyło się w siedzibie Rzecznika Praw Dziecka na Powiślu. I tak to się zaczęło.
-Nieraz zastanawiałam się, co mnie do tego kroku skłoniło? Może mam taki charakter, że ciągle czegoś szukam? A może dlatego, że jestem zodiakalnym Wodnikiem? Od dawna we mnie istniała wewnętrzna potrzeba zwiedzania najciekawszych miejsc w Europie, a także krajów i kultur Wschodu. Ale dlaczego Afryka i to ta najczarniejsza, najbrudniejsza i najbiedniejsza! Zawsze porusza mnie krzywda innych. Nawet jeśli moje przekonania są inne, ale widząc na przykład, że jakieś wolności są ograniczane, zawsze staram się stanąć w ich obronie.
W „wiosce czarownic”
-Ghana to moja trzecia po Ugandzie i Kamerunie misja humanitarna do Afryki – mówi doktor Chałupczak-Winiarska. Do tego wyjazdu przygotowywałam się ponad rok. Tyle bowiem trwały szczepienia przeciwko popularnym w Afryce chorobom: cholerze, malarii, żółtej febrze. Później musiałam kupić specjalną odzież bawełnianą nasączoną płynem „antykomarowym”, który chroni przed malarią. Zbierałam leki i fundusze na ich zakup. Udało się je zapakować do dwóch ogromnych waliz. Zawsze mój niepokój budzą celnicy na lotnisku w Afryce, martwię się czy pozwolą nam te leki wnieść na teren danego kraju. Tym razem (podobnie jak w Kamerunie) nie poszło tak łatwo. Nasze walizki, już na miejscu w Akrze, zostały oznaczone do specjalnej kontroli. Jednak kiedy pokazaliśmy listy polecające z fundacji, celnicy okazali zrozumienie.
Celem trzeciej mojej misji była pomoc medyczna dla najbiedniejszych kobiet, dzieci i mężczyzn z tzw. ”wiosek czarownic”. Pomoc dla ludzi wykluczonych ze swoich środowisk. Ci nieszczęśnicy zostali oskarżeni o najgorsze czyny: choroby współplemieńców, zabijanie dzieci czy sprowadzenie epidemii na wioskę. W tle zwykle jest zazdrość lub zawiść i chęć pozbycia się takiej osoby. Jeśli w danej społeczności dzieją się rzeczy złe, ludzie nie rozumieją pewnych zjawisk, szukają wytłumaczenia i często oskarżają kobietę, dziecko lub mężczyznę o czary. Ludzie ci uciekają ze swoich wiosek tak jak stoją, nie zabierając niczego. Pozostanie, oznaczałoby dla nich śmierć. Bywa, że są tam bite, mają połamane nogi, ręce, wykłute oczy. Dlatego zostawiają cały swój dobytek, rodzinę i uciekają do buszu, do miejsc, gdzie skupiają się podobni jak oni ludzie. Jest ich kilka w Ghanie. To bardzo smutne miejsca.
Fetysz-szaman
DSC_4092W każdej takiej wiosce jest tzw. fetysz -szaman, który zabija koguta podrzynając jego gardło, podrzuca ptaka do góry i jeśli ten upadnie na brzuch, świadczy to o tym, że osoba oskarżona włada czarną magią, jeśli na plecy to jest niewinna. Wiara w czarną magię wciąż jest żywa, zwłaszcza w północnej Ghanie na granicy z Togo. Za wszystkie bolączki, niepowodzenia, suszę, choroby obwinia się czarną magię. Mieszkańcy wierzą, że nocą czarownice uprawiają czary. Taka osoba, która jest o to oskarżona, jest dotkliwie bita, a bywa że i zabijana. Oskarżone osoby, piętno noszą już przez całe życie, do śmierci. Do Gnani, Gushiego czy innych takich podobnych miejsc, uciekają wiele kilometrów pieszo zwykle nocą.
„Wioską czarownic” rządzi szaman. Mieszkańcy wierzą, że po przyjściu i zamieszkaniu w takim miejscu, czarownicy tracą swoją moc. Każdy nowo przybyły musi zapłacić szamanowi. Aby tam pozostać, poddaje się następnemu okrutnemu rytuałowi, a mianowicie pije krew z zabitej kury zmieszaną z tajemnymi składnikami (receptura wywaru jest tajemnicą). Wywar ten ma pozbawić nowo przybyłą osobę tajemnych mocy. Dopiero wówczas może zamieszkać w glinianej chacie. Utrzymuje się ze zbierania chrustu, bądź z pracy w gospodarstwach u gospodarzy w wioskach za miskę kukurydzy za cały dzień, czy tydzień pracy.
Pomoc polskich misjonarzy
Do takiego właśnie smutnego miejsca przyjechaliśmy z misją medyczną, by choć trochę ulżyć tym biednym ludziom w ich ciężkim życiu. Od samego rana ustawiały się kolejki, które udawało się rozładować dopiero wieczorem.
Zdarzało się, że po poradę szli do nas ludzie z odległych miejsc oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.
Organizacją naszej misji medycznej zajęli się polscy misjonarze werbiści, a głównie ojciec Mariusz Pacuła SVD współpracujący z naszą Fundacją Dzieci Afryki. Gościny użyczyły nam również polskie misjonarki nazaretanki.
Szczególne podziękowania należą się siostrze Alicji Żelasko – za pomoc podczas naszej misji. Wraz ze mną był też okulista Darek Tuleja i dentysta Konrad Rylski, jak również wolontariuszka Karina Walczyk. Razem udzieliliśmy ponad siedemset porad. Przychodzili do nas nie tylko mieszkańcy wiosek wykluczonych, ale też mieszkańcy okolicznych wsi i dzieci z internatu ze szkół misyjnych. Przebadaliśmy też misjonarzy SVD w Akrze, Yendi i parafiach, w których mieszkaliśmy dzięki gościnności proboszczów.
Po ukąszeniach węży i skorpionów
DSC00128Do pani doktor zgłaszali się ludzie z różnymi problemami zdrowotnymi, nie tylko skórnymi, ale i internistycznymi, płucnymi np. bólami w piersi, bólami brzucha, po ukąszeniach przez węże czy skorpiony. Zgłaszali się po pomoc w ataku malarii i innych chorób tropikalnych. Każdy z wioski wykluczonych, kto przyszedł po pomoc, otrzymał leki, jak również mydło zakupione za pieniądze zebrane dla naszej fundacji.
Praca na takiej misji jest niezmiernie trudna, ponieważ nie ma zaplecza w postaci laboratorium, gdzie można wykonać dodatkowe badanie. Trzeba polegać jedynie na swojej wiedzy i doświadczeniu, by postawić właściwe rozpoznanie i podać leki, które przyniosą pacjentowi ulgę.
-W Fundacji Dzieci Afryki mam specjalne konto, na które można wpłacać 1 proc. podatku z zaznaczeniem „Dermatolog dla Afryki”, a także dowolne wpłaty -mówi. Z tych właśnie środków kupuję leki, opatrunki, środki czystości. Nasza rozmówczyni apeluje do ludzi dobrej woli o wsparcie dla misji. Nie otrzymuje za wyjazd żadnych pieniędzy. Sama kupuje bilety, a z mieszkania i wyżywienia korzysta u polslich misjonarzy i polskich misjonarek, którzy pełnią swoją misyjną posługę na afrykańskiej ziemi.
Polski akcent
Pamięta, że był też polski akcent w wiosce Bundoli.
-Na jednym z boisk w buszu zobaczyłam „Lewandowskiego”, a raczej jego wizerunek na koszulce małego chłopca, co uwidoczniłam na zdjęciu -mówi doktor Anna Chałupczak -Winiarska. Przed odjazdem kobiety z Gushiegu, przed drzwiami pokoju, w którym spałam na misji, położyły łyżkę. Podobno oznacza to, że chcą bym tam wróciła. W pokoju doktor Winiarskiej w przychodni przy Alei Jana Pawła II na ścianie znajduje się mapa świata z zaznaczonymi miejscami, w których była i pracowała.
Ale to zapewne mapa robocza, bowiem doktor już myśli o kolejnej wyprawie do Afryki. Jeszcze nie wiadomo, czy nastąpi to za rok czy za dwa?

14956004_1051752611613535_961967948345692306_n15094297_1054852934636836_3225983376853883349_nDSC_4183DSC_4186DSC_4247DSC_4249DSC_4251DSC_4266DSC_4483ghana11y4DSC_4553lewa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Danuta Moskalik
Krzysztof Florys

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Niezwykła kobieta. Nadzwyczajna lekarka. Z misją humanitarną do Afryki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *