Polska – mój drugi dom…

Gdy przyjechał do Ćmielowa 17 lat temu, wzbudzał niemałą sensację.2

-Zanim wyszedłem z domu swojej dziewczyny, jedna z jej sąsiadek przyznała, że czekała pół dnia, aby mnie zobaczyć – mówi dzisiaj z uśmiechem Facourou Baba Madioury Tandia.
Tandia – tak zwracają się do niego najbliżsi i rodzina, to miły, uśmiechnięty, o wysokiej kulturze i olbrzymiej wiedzy międzynarodowej Mauretańczyk. Jego rodzinne miasto to Kaedi. Poliglota. Swobodnie mówi w 8 językach: angielskim, francuskim, włoskim, arabskim, językach afrykańskich: soninke, pular, wolof, hassaniya.
-Zaraz po maturze wraz kolegą wygraliśmy stypendium naukowe – mówi Facourou Madioury. Mogłem wybrać naukę we Włoszech, Francji bądź Rosji. Wówczas znałem już język francuski. Rosyjski nigdy mi się nie podobał, mimo, że mój wujek studiował w Rosji i jest lekarzem pediatrą. Wybrałem zatem Włochy. Chciałem zostać dyplomatą, tak jak kilka osób z mojej rodziny. Pierwsze 3 miesiące pobierał naukę języka włoskiego na Uniwersytecie dla obcokrajowców w Perugii.
Egzamin z języka włoskiego pozwolił Tandia na podejście do egzaminu na Uniwersytecie Federico II w Neapolu na prawo. Po czterech latach nauki jako pierwszy czarnoskóry obronił prawo, osiągając maksymalny wynik. Z uwagi na łatwość przyswajania wiedzy i bardzo dobre wyniki w nauce, przez kolegów na studiach nazywany był magic. Następnie zrobił także doktorat i specjalizuje się w prawie międzynarodowym. Jest także współautorem książki „Prawo dla obcokrajowców w krajach Unii Europejskiej”.  Książka została napisana w trzech językach: francuskim, arabskim i włoskim. Jeszcze na studiach, gdy dorabiał sobie w jednym z hoteli jako recepcjonista, poznał Jolę. Początkowo jedynie służbowa znajomość, (Jola także pracowała jako recepcjonistka), przerodziła się w miłość.
-W 2000 roku Jola przywiozła mnie do Polski, najpierw do Krakowa, potem do Ćmielowa – mówi Facourou. Polska bardzo mi się spodobała. Jest zielona i ma piękne pejzaże. Ludzie są bardzo mili i gościnni, choć nieco nieufni. Przeniosłem się z 3- milionowego Neapolu do malutkiego Ćmielowa. Dlatego początkowo było mi trochę trudno. Ludzie byli ciekawi mojej osoby. Jednak nie ma nigdzie tak dużej gościnności, jak jest w Polsce.
3Facourou rozumie ciekawość ludzi. Jak był małym dzieckiem, gdy do jego rodzinnego miasta przyjeżdżali „biali”, to także wzbudzali sensację. Z ciekawości z kolegami biegał nawet za nimi.
-Dzisiaj, po 17 latach mogę powiedzieć, że mieszkańcy Ćmielowa przyzwyczaili się do mniemówi. Są też bardziej otwarci. Częściej bywają w innych krajach. Barierą jest na razie język. Uczę się języka polskiego. Dużo  rozumiem.
Tandia i Jola pobrali się kilka lat temu. Wesele było iście międzynarodowe. Na parkiecie jednego z ostrowieckich hoteli bawili się ambasadorzy: Beninu, Kamerunu, Haiti, Gabonu i Algerii. Obecnie Facourou Maudiory zawodowo związany jest z Rzymem, gdzie prowadzi swoją kancelarię prawną. Cały sierpień był w Ćmielowie. W ciągu roku co miesiąc przyjeżdża na kilka dni do domu. Na pytanie dlaczego wybrał z żoną Polskę, a nie Włochy, gdzie pracuje, odpowiada, że nasz kraj ma bardzo wysoki poziom szkolnictwa. Stąd decyzja, aby syn Joseph uczył się właśnie w Polsce. Obecnie Joseph uczęszcza do piątej klasy Szkoły Podstawowej.
-Włochy nigdy nie byłyby krajem mojego syna, bowiem obydwoje z żoną bylibyśmy tam obcokrajowcami- mówi. Bardzo ważne jest to, aby dziecko poznało kulturę, historię i tradycje państwa, z którego pochodzi przynajmniej jedno z rodziców. Dlatego zdecydowaliśmy, że Joseph wychowa się w Polsce. Nie mogliśmy jechać do Afryki, bo to zbyt odległy kontynent.
Tandia nie czuje ograniczenia granic między państwami. Jak mówi, czuję się obywatelem świata. Podkreśla także to, że potrafi szanować kulturę, historię i religię kraju, w którym mieszka. Lubi polską gościnność, ale także polskie dania, jak gołąbki, pierogi z mięsem czy rosół. Przyznaje, że brakuje mu rodziny: mamy i sześciorga rodzeństwa oraz przyjaciół z dzieciństwa. Na szczęście przynajmniej raz w roku odwiedza rodzinne miasto Kaedi. Tak też było w minione wakacje. Do Mauretanii pojechali w trójkę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *