Ciągle brak porozumienia w szpitalu. I tak zawsze zapłaci pacjent – prowizorka staje się codziennością

Spór płacowy, który ma miejsce w ostrowieckim szpitalu, można utwierdzić się w przekonaniu, że od dziesięcioleci niewiele się zmieniło na linii lekarze i ich pracodawcy.


Mało tego, patologiczny system, mający swe korzenie w okresie PRL-u, stał się jeszcze bardziej patologiczny, bo doszło do tego, iż lekarzy wszystkich specjalności coraz bardziej brakuje.
Liczba studentów medycznych uczelni się nie zmniejszyła, a lekarzy, w tym szczególnie specjalistów, ciągle ubywa. Obraz dzisiejszego ostrowieckiego lekarza w opinii społecznej to człowiek zasobny, bogaty, ale pracujący od świtu do późnej nocy. Dyżurujący także w nocy. Płacący wysoką cenę za swój ponadprzeciętny status materialny. Ale wysoką cenę płaci także pacjent. Bo przepracowany lekarz nie może z równą uwagą i należytą troską leczyć wszystkich pacjentów. Jest to po prostu fizycznie niemożliwe! A kiedy ma się dokształcać, co w tym zawodzie jest warunkiem niezbędnym, by uprawiać ten zawód. Lekarz emeryt, pracujący w szpitalu, w przychodni, na pogotowiu na równi z rezydentem nie należy do rzadkości. System opieki zdrowotnej w Polsce od zarania opierał się na patogennym systemie, który przepoczwarzając się dotrwał do dziś.
Lekarz zawsze oficjalnie zarabiał stosunkowo niewiele, za to państwo przymykało oczy na inne źródła powiększania zasobów lekarskich portfeli. I nie oszukujmy się, tak trwa do dziś. Z tym, że sytuacja się bardziej skomplikowała, bo lekarzy jest jak na lekarstwo. Gdzie są młodzi pediatrzy, okuliści, gdzie są młodzi lekarze pierwszego kontaktu, gdzie są specjaliści?
Lekarz, który związany jest etatowo ze swoim miejscem pracy, np. szpitalem, powinien tyle zarabiać, by to dawało mu pełną satysfakcję finansową i wytwarzało silną więź ze swoim miejscem pracy. By nie traktował etatu tylko jak odskoczni do  zdobywania pieniędzy niemal przez całą dobę. Nikt nie zabroni lekarzowi prowadzenia prywatnych praktyk, gdzie i tak notabene na wizytę także trzeba czekać w kilometrowych kolejkach, czy też pełnienia wysoko opłacanego dyżuru w szpitalu, czy pogotowiu. Ale to rodzi dramaty i po stronie lekarzy, a przede wszystkim pacjentów.
Klauzula opt- out pozwala lekarzom pracować ponad 48 godzin tygodniowo. Wprowadzono ją, by dać polskiemu rządowi po wejściu do Unii Europejskiej czas na zwiększenie liczby pracowników medycznych. Niestety, to prowizoryczne rozwiązanie stało się codziennością. Chyba wszyscy w naszym kraju zdają sobie sprawę z tego, jakie to niesie zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków. Z powodu przemęczenia lekarz może popełnić błąd. Nikt nie chciałby być operowany przez chirurga, który jest na nogach od kilkudziesięciu godzin. Coraz większy niedobór lekarzy i pielęgniarek stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa pacjentów i o tym trzeba głośno mówić. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, iż wypowiedzenie klauzuli opt-out może skutkować po prostu brakiem kadr w szpitalach, stopniowym zamykaniem oddziałów i dłuższym oczekiwaniem na realizację podstawowych zabiegów medycznych.
Fakt, iż w szpitalu pracuje 80 lekarzy, z czego większość to są tzw. dochodzący, budzi głęboki niepokój. To nie wróży dobrze bezpieczeństwu i stabilizacji funkcjonowania szpitala. Stąd zapewne biorą się ogromne sumy płacone lekarzom, dojeżdżającym na dyżury często z innych miejscowości, a z drugiej strony rozgoryczenie lekarzy od lat etatowo związanych z ostrowiecką placówką. Różnice płacowe, o których mówi przedstawiciel lekarzy, P. Walasik, od kilkunastu lat pracujący w szpitalu i znający go od podszewki, są delikatnie mówiąc niesprawiedliwe, wymuszone sytuacją, do której doprowadziła dramatycznie źle prowadzona od lat polityka kadrowa, a właściwie jej brak. Zastanawiam się, czy Ostrowiec jest tak nieatrakcyjny dla lekarzy kończących studia, czy może problem tkwi w tym, iż od lat dyrekcja szpitala nie prowadziła żadnej polityki kadrowej. Z należytą determinacją nie zabiegała o pozyskiwanie młodych medyków. W tym miejscu trzeba otwarcie powiedzieć, iż nasze miasto nie ma szczęścia do dyrektorów, którzy byliby prawdziwymi menadżerami z wizją funkcjonowania placówki na długie lata, prowadzącymi szpital twardą ręką. Są to zawsze tylko nominaci partyjni. A fakt, iż szpitale podlegają powiatom, czytaj: lokalnym politykom, tylko je osłabia, w niczym nie pomaga.
I w tym także trzeba upatrywać źródeł dzisiejszej, jakże beznadziejnej sytuacji. Jeżeli w konflikcie dyrekcja szpital dojdzie do zgniłego kompromisu, a nie systemowych rozwiązań, to problem wcześniej, czy później powróci ze zdwojoną siłą. Chciałoby się, by dyrekcja szpitala jak najszybciej przedstawiła społeczeństwu jasną i klarowną wizję funkcjonowania szpitala i zabezpieczenia kadrowego na najbliższe lata. Dyrektorowanie to nie tylko bieżące administrowanie, to znacznie coś ważniejszego dla bezpieczeństwa zdrowotnego dziś i jutro w naszym mieście i regionie.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Ciągle brak porozumienia w szpitalu. I tak zawsze zapłaci pacjent – prowizorka staje się codziennością

  • 19 stycznia 2018 at 22:26
    Permalink

    To najmądrzejszy i najbardziej obiektywny komentarz do całej sytuacji jaki oststnio czytałem.Pełna zgoda w każdym aspekcie.Kazdy kto się wypowiada na temat obecnej sytuacji w szpitalu powinien go przeczytać…

    Reply
  • 20 stycznia 2018 at 12:06
    Permalink

    Zapytajcie się pana Grabowskiego dlaczego za jego kadencji odeszło tylu młodych lekarzy którzy chcieli pracować w tym szpitalu. No ale skoro myslał, że cały czas pracuje na hucie, a lekarz to taki gorszy młotkowy. Jakoś w innych miejscach dało się bez problemu specjalizować czy doktoryzować. Więc taki jest tego efekt. To On zniszczył ostrowiecki szpital, a teraz siedzi na sowitej czerwonej emeryturce

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *