Kupiłam wadliwy telewizor…

Zakup nowego, „wypasionego” sprzętu RTV nie zawsze dostarcza nabywcy samych przyjemności.
Przekonała się o tym nasza czytelniczka, która trzy miesiące temu zakupiła nowy, 65-calowy telewizor za ok. 6 tys. zł.
To miał być nasz prezent na święta, do nowo wyremontowanego mieszkania – podkreśliła na wstępie nasza rozmówczyni. Stało się jednak inaczej. Po przywiezieniu sprzętu do domu, nie był wyjmowany z opakowania. Musieliśmy odczekać kilka dni na zamontowanie przez elektryka właściwego wieszaka na ścianie. Potem wyjęliśmy nasze „cacko” z pudelka i uruchomiliśmy. Niestety, telewizor nie odbierał. Zapakowaliśmy go więc z powrotem, aby zawieźć do sklepu. I tu zaskoczenie. Zgłoszenia naprawy należy kierować do serwisu. Poprzez infolinię skontaktowaliśmy się z odpowiednią placówką w Kielcach. Przy okazji dowiedzieliśmy się w sklepie, że nabyty przez nas sprzęty był „powystawowy”, choć nam wcześniej o tym nie powiedziano, ani nie zaproponowano obniżki ceny z tego tytułu. Po kilku dniach od zgłoszenia reklamacji, przyjechał przedstawiciel serwisu z Kielc i zabrał telewizor. W następnym tygodniu otrzymaliśmy informację, że naprawa została wykonana i wkrótce otrzymamy telewizor. Kiedy go z powrotem przywieziono, mechanik odmówił uruchomienia i sprawdzenia sprzętu. Zapewnił jedynie, że jest sprawny. Powiedział, że boi się dotykać tak drogiego telewizora. Cóż miałam robić? Podpisałam podsunięte mi dokumenty, potwierdzające wykonanie naprawy. Przed odejściem mechanika zapytałam go, co robić, gdy telewizora znów nie uda się uruchomić. Odpowiedział, że zgłosić do kolejnej naprawy. W swojej naiwności uwierzyłam, że sprzęt jest sprawny. Przyznaję się do kolejnego popełnionego błędu – nie sprawdzenia telewizora. Byłam jednak zaaferowana wyjazdem do sanatorium, do którego miałam dotrzeć następnego dnia. Telewizor odczekał więc w pudełku kolejne trzy tygodnie aż do mojego powrotu. W domu nie było wówczas nikogo. Po przyjeździe z Kołobrzegu, poprosiłam zięcia o uruchomienie sprzętu. Niestety, telewizor dalej nie odbierał. Znów kolejny telefon do Kielc i kolejna wizyta mechanika z serwisu .Po kilku dniach otrzymałam od niego szokującą wiadomość. Telewizor został uszkodzony mechanicznie, prawdopodobnie przy nieprawidłowym montażu, za co my ponosimy odpowiedzialność. Nie dopuszczono nawet takiego faktu, że uszkodzenie mogło nastąpić w czasie kilkakrotnego transportu. To było dla mnie nie do przyjęcia. To zamykało drogę do skorzystania z gwarancji, czy z rękojmi. Z tytułu rękojmi za wadliwy towar odpowiada sprzedawca, zaś z tytułu gwarancji – producent. Uszkodzenie mechaniczne wykluczało skorzystanie z obu tych możliwości. Pozostaliśmy więc bez sprawnego telewizora i zainwestowanych w jego zakup pieniędzy. Zdecydowaliśmy się na skierowanie pozwu od sądu. Wcześniej poprosiliśmy jeszcze o pomoc powiatowego rzecznika konsumentów.
Ze swoim problemem klientka zwróciła się także do redakcji. Sprawa naszej czytelniczki, za pośrednictwem Marka Osmali, rzecznika konsumentów, trafiła do specjalisty ds. prawnej obsługi klienta centrali firmy, w której został kupiony telewizor. Otrzymaliśmy od rzecznika telefon do prawniczki, zajmującej się tą sprawą. Przeprowadzona z nią telefoniczna rozmowa, szczegółowe przedstawienie wszystkich okoliczności i nasuwających się w związku z tym wątpliwości, a przede wszystkim ujawnienie uchybień ze strony serwisu doprowadziło do podjęcia decyzji o ugodowym zakończeniu sprawy. Zapewniono nas, że interweniująca, następnego dnia otrzyma zwrot pieniędzy za telewizor.
Co jednak nierozważna klientka przeżyła i doświadczyła przez minione miesiące – trudno opisać. Przypominamy więc o konieczności sprawdzenia towaru przy zakupie, czy po naprawie, nie podpisywanie dokumentów „na wiarę”, bez ich faktycznej weryfikacji. Aby uniknąć uszkodzenia mechanicznego i zarzutu jego spowodowania, warto zapłacić za transport ze sklepu oraz za uruchomienie sprzętu przez wyspecjalizowany personel. Dodatkowy wydatek nie pójdzie na marne.

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Kupiłam wadliwy telewizor…

  • 24 stycznia 2018 at 10:45
    Permalink

    “…warto zapłacić za transport oraz za uruchomienie sprzętu przez wyspecjalizowany personel” – Ludzie !!! Toż to tylko odbiornik telewizyjny a nie ultrasonograf czy inne skomplikowane urządzenie !!!
    Czy sprzedawcy tego telewizora nie wstyd,że wypycha buble za taką kasę i jeszcze unika jakiejkolwiek odpowiedzialności za swój wizerunek ?
    Czy tak ma wyglądać przyszłość naszej cywilizacji ?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *