Tajemnicza amnezja świadka. Radnemu nie będzie miał łatwo…

Czy można wyprzeć z pamięci jakieś ważne zdarzenie? Owszem można tyle, że nie przed sądem.
Przekonał się o tym dobitnie jeden ze świadków, który w dniu 28 marca 2018 r. zeznawał przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim w sprawie Huberta Żądło.
Nie oglądali meczu
Radny powiatowy, Hubert Żądło walczy przed sądem o całkowite oczyszczenie go z zarzutu postawionego w 2015 r. Chodzi o zarzut zmuszenia innej osoby do określonego zachowania (art. 191 par. 1 Kodeksu karnego). Zdaniem prokuratora, przemoc (ze strony radnego) miała polegać na szarpaniu za ubranie i na popychaniu Mariusza K. Zdaniem oskarżyciela publicznego, radny chciał w ten sposób zmusić go do okazania wnętrza opla corsy. Oskarżony podejrzewał bowiem, że szkalujące go ulotki znajdują się właśnie w tym oplu.
Jak informowałem, w dniu 15 listopada 2016 r. Sąd Rejonowy w Ostrowcu Świętokrzyskim uniewinnił radnego od zarzutu uszkodzenia auta. W sprawie drugiego, postawionego mu zarzutu, sąd umorzył postępowanie. Wyrok ten został zaskarżony do II instancji. W dniu 2 czerwca 2017 r. Sąd Okręgowy w Kielcach rozpatrzył apelację od tego wyroku, utrzymując go w mocy odnośnie zarzutu uszkodzenia auta, a nakazując ponowne rozpatrzenie sprawy co do zarzutu zmuszenia innej osoby do określonego zachowania.
Przypominam, że oba zarzuty zostały postawione radnemu Hubertowi Żądło po „incydencie wyborczym” w gminie Bałtów w dniu 14 listopada 2014 r. Ok. godz. 17, radny Hubert Żądło telefonicznie dowiedział się, że w okolicy są kolportowane szkalujące go ulotki. Wynikało z nich, że on, jako kandydat na radnego, nie może pełnić funkcji wójta. Mimo meczu piłkarskiego w telewizji Polska –Gruzja radny wspólnie ze znajomym ruszył w teren oplem astrą, aby sprawdzić te pogłoski. Po drodze doszło do spotkania z Mariuszem K. oraz Piotrem L., którzy również nie oglądali w tym dniu meczu i również wyruszyli w teren tyle, że oplem corsą.
Kulisy nagłej utraty pamięci
W czasie „rekonesansu wyborczego” radnemu Hubertowi Żądło towarzyszył w oplu astrze mieszkaniec gminy Bałtów. Chcąc nie chcąc, był on bezpośrednim świadkiem wydarzeń, które rozegrały się po zatrzymaniu obu aut na skwerku. Ale świadek zamiast zeznawać o tym, co widział i słyszał, jak to było w śledztwie i w czasie pierwszego procesu, zaczął zasłaniać się niepamięcią.
-Nie wszystko pamiętam –zeznał świadek. Prowadzę aktywny tryb życia, być może pewne sprawy wyparłem ze swej pamięci.
Niestety, świadek trafił na dociekliwą sędzię – Jolantę Iwon. Zwykłe tłumaczenie, że nagle świadek o wszystkim zapomniał, nie wystarczyło. Świadek bowiem ma obowiązek zeznawać zgodnie z prawdą. Po odczytaniu jego wcześniejszych zeznań, sędzia próbowała ustalić, z jakiego powodu świadek nagle utracił pamięć i dlaczego nie chce zeznawać? Dlaczego potwierdził zeznania, które złożył kilka lat temu, a przed sądem twierdzi, że już nic nie pamięta? Dlaczego jego zeznania w niektórych punktach były ze sobą sprzeczne?
Tajemnicza „amnezja” świadka pozostała tajemnicą, ale nie do końca. „Odświeżającymi” pamięć świadka okazały się pouczenia sądu, że za składanie przez niego fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna. Świadek z niemałym „wzruszeniem” przyjął też informację o możliwości skierowania go na badania lekarskie.
Chcąc nieco rozjaśnić przyczyny „amnezji”, obecna na sali sądowej prokurator spytała świadka o jego relacje z oskarżonym? Świadek odparł, że nie jest od radnego w żaden sposób, w tym ekonomiczny i polityczny, uzależniony. Znają się obaj od ok. 20 lat. Utrzymują ze sobą poprawne sąsiedzkie kontakty, ale nie są zaprzyjaźnieni. Jedyne, co ich łączy, to fakt, że obaj budują domy w tej samej miejscowości.
Skąd zatem tak nagła utrata pamięci u świadka? Sędzia Jolanta Iwon nie chciała uwierzyć, że chodzi jedynie o to, że wydarzenie w Skarbce było dla świadka wydarzeniem „dużego kalibru” oraz że pobyt na sali sądowej łączył się dla niego „z dużym stresem”. Przecież świadek zeznawał już w I instancji przed sądem i nie był aż tak zestresowany. Padły więc kolejne, bardzo konkretne, pytania do świadka, także z ust adwokata Radosława Płonki. Jednak konkretów w tym momencie nie usłyszeliśmy.
Potem były kolejne pytania do świadka, tym razem dotyczące jego relacji z oskarżycielem posiłkowym oraz świadkiem Piotrem L. Świadek szybko określił je jako obojętne.
-Towarzysko się z nimi nie spotykam –zeznał. Świadek powiedział też przed sądem, że nikt nie wywierał na niego żadnego wpływu, gdy składał swe zeznania. On tylko „wyparł” całe to zdarzenie ze swej pamięci.
-Nie jest dla przeciętnego obywatela miłe przebywać na sali sądowej w postawie zasadniczej –bronił się świadek. To, co zeznałem, jest prawdą. Nie posiadam informacji, które mogłyby narazić kogokolwiek na odpowiedzialność karną.
Padło więc koleje pytanie do świadka o tzw. relacje szeroko rozumiane, ale już nie o relacje jego samego w stosunku do innych osób występujących w tej sprawie, ale o relacje świadka w stosunku do jego krewnych i osób, u których ci krewni pracują.
Chodziło o to, czy brat i bratowa świadka pracują w firmie znanego biznesmena? Padła z ust świadka odpowiedź, że to prawda. Czyżby zatem te, być może odległe i bliżej niesprecyzowane „relacje” krewnych świadka, mogły być przyczyną nagłej i tak mocnej „amnezji” pamięciowej? Czy świadek mógł stracić pamięć tylko z tego powodu, że znalazł się jakby między młotem a kowadłem? Kto jest zwolennikiem teorii spiskowych, być może w to uwierzy.
Na koniec adwokat Radosław Płonka powiedział, że rozważy, czy wystąpi z wnioskiem do sądu o ponowne przesłuchanie tego świadka w obecności psychologa.
Prawie gładko
Przesłuchania dwóch innych świadków – Piotra L. oraz Mariusza K. nie były już tak ekscytujące. Obaj w zasadzie zeznali to, co wcześniej, a więc w śledztwie i przed sądem I instancji.
-Pamiętam agresję ze strony radnego –zeznał Mariusz K. Było to w 2014 r. w Skarbce Dolnej. Za nami jechał opel astra. Gdy na skwerku próbowałem zawrócić, z opla astry wyskoczył oskarżony z latarką w ręku. Uderzył ręką w dach corsy i próbował wtargnąć do środka pojazdu. Swoim ciałem próbowałem mu to uniemożliwić.
Ale żeby nie było tak całkiem dobrze, dodam, że przed sądem także temu świadkowi nie wszystko poszło gładko. Otóż i ten świadek miał problem z wytłumaczeniem sądowi, na czym polegało owo uniemożliwianie przez niego dostępu radnemu do opla corsy.
-Ja go powstrzymywałem, obaj się poszarpaliśmy, on się wycofał –zeznał świadek. Broniłem przed nim swojego mienia, bo niby jakim prawem miałby zaglądać do wnętrza corsy? Stałem mocno oparty o auto.
No i tu pojawił się problem. Z zeznań innych świadków wiadomo, że oskarżony trzymał w prawej ręce latarkę. Zatem jak mógł szarpać oboma rękoma świadka za ubranie?
-To wszystko działo się tak szybko, dziś nie pamiętam szczegółów –zeznał świadek. Nie pamiętam, czy oskarżony uderzał mnie także latarką, czy też nie. Wiem, że był mocno agresywny.
Próbował wtargnąć
Kolejny świadek – Piotr L. także w zasadzie potwierdził swe wcześniejsze zeznania. Jednak nie do końca, bo pewne informacje, dotyczące scysji z radnym, padły z ust świadka po raz pierwszy. Piotr L. zeznał, że oskarżony uderzał pięścią w dach i kopał nogą w drzwi opla corsy, próbował też siłą wtargnąć do wnętrza auta. Do tego momentu zeznania świadka wydawały się klarowne i spójne. Ale gdy świadek zaczął zeznawać o szarpaninie, jaka miała miejsce pomiędzy oskarżonym, a Mariuszem K., pojawiły się pewne nieścisłości. Widać, diabeł tkwi w szczegółach. Bo zaraz wypłynęła kwestia latarki. Nie było już takie oczywiste dla świadka, czy oskarżony w chwili napierania na Mariusza K. miał w ręku latarkę, czy nie? A jeśli tak, to w której ręce ją trzymał?
A skąd w ogóle wziął się problem z latarką? Ano stąd, że świadek zeznał, iż radny Hubert Żądło szarpał Mariusza K. rękami za ubranie. Sędzia Jolanta Iwon chciała wiedzieć, jak mógł to uczynić, skoro w jednej ręce dzierżył latarkę? Jeśli szarpał Mariusza K., to pewnie tylko jedną ręką? Drugą rękę miał zajętą.
-Nie pamiętam szczegółów – odpowiedział na to świadek. Jak widać, cała ta sprawa jest prosta, ale pod warunkiem, że patrzy się na nią z pewnego dystansu. Bo z bliska widać już rysy i pęknięcia, a szczegóły burzą misterny obraz całości. Taki prosty obraz przebiegu wydarzeń świadek próbował zaprezentować sądowi, ale mu to chyba nie do końca wyszło. W trakcie tej rozprawy nie obyło się bez pytania o relacje pomiędzy oskarżonym, a świadkiem Piotrem L. Tym razem jeden mówił co innego, a drugi co innego. Jeden bowiem obstawał przy tym, że nie są one najgorsze, a drugi że wręcz przeciwnie. Ja się temu nie dziwię, bo dokładnie tak bywa między politycznymi konkurentami. Kolejny termin tego sporu sądowego w maju.

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Tajemnicza amnezja świadka. Radnemu nie będzie miał łatwo…

  • 16 kwietnia 2018 at 10:13
    Permalink

    Pan Żądło to dawny członek Samoobrony, teraz wierny żołnierz PIS-u- trudno więc wirzyć temu co mówi.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *