Tragedia po pasterce. Nawet nie wiedziała, co w nią uderzyło…

-Wyszłyśmy z mamą z kościoła po pasterce –zeznała w sądzie kobieta siedząca na inwalidzkim wózku. Nagle było uderzenie. Nawet nie wiedziałam, co we mnie uderzyło.
Dla wiernych, którzy po pasterce opuszczali sanktuarium na os. Ogrody, wypadek, jaki się wydarzył na przejściu dla pieszych przed kościołem, był niesamowitym, strasznym przeżyciem. Jedna z kobiet zginęła, a druga odniosła poważne rany. Cud, że nikt więcej nie zginął ani nie odniósł obrażeń, bo pieszych było w tym czasie na pasach jak mrówek. W dniu 13 lutego 2019 r. sąd rozpatrujący tę sprawę odrzucił wniosek obrońcy oskarżonego Mateusza. Z. o zmianę tymczasowego aresztowania na inny środek zapobiegawczy.
Wyszły z kościoła
Proces Mateusza Z. rozpoczął się w dniu 8 sierpnia 2018 r. przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim. W wigilijną noc po pasterce zginęła 75-latka, a 58-latka odniosła obrażenia ciała. Według śledczych, kierowca przyznał się do winy, choć nie od razu.
-Mateusz Z., kierujący samochodem osobowym marki Mazda, potrącił przechodzące przez oznakowane przejście dla pieszych dwie ostrowczanki – mówi prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Sprawca nie pozostał na miejscu wypadku, lecz odjechał. Po niespełna dwóch godzinach od wypadku do ostrowieckiej komendy zgłosił się 23–letni właściciel mazdy. Mężczyzna początkowo zaprzeczał, aby to on kierował autem i potrącił kobiety. Policjanci jednak nie uwierzyli w jego wersję i zatrzymali go. W chwili zatrzymania 23-latek był nietrzeźwy, miał ponad promil alkoholu w organizmie. Po upływie kilku kolejnych godzin w miejscowości Przyborów został odnaleziony samochód, który posiadał uszkodzenia świadczące o tym, iż brał udział w zdarzeniu drogowym.
-Mateusz Z. usłyszał zarzuty: spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz ucieczki z miejsca zdarzenia, do których się przyznał –dodaje prokurator Daniel Prokopowicz. Sprawca, który w chwili zdarzenia był nietrzeźwy (1,1 promila alkoholu we krwi), nie dostosował prędkości oraz sposobu jazdy do warunków drogowych, nie obserwował należycie jezdni i doprowadził do potrącenia dwóch kobiet prawidłowo przechodzących na pasach przez jezdnię. Jedna z nich zmarła, a druga odniosła poważne obrażenia ciała. Po wypadku kierowca zbiegł z miejsca zdarzenia.
W dniu 8 czerwca 2018 r. prokurator skierował do Sądu Rejonowego w Ostrowcu Świętokrzyskim akt oskarżenia w tej sprawie. Oskarżony został tymczasowo aresztowany przez Sąd. Za zarzucany mu czyn grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Nie wiedziałam…
W dniu 15 stycznia 2019 r. przed Sądem zeznawała tylko jedna z ofiar wypadku. Sama przeżyła, ale jej matka nie miała tyle szczęścia co ona, bo zginęła na miejscu.
-Doszłyśmy razem z innymi do pasów –zeznała kobieta siedząca na wózku. Nic nie jechało, więc weszłyśmy na pasy dla pieszych. Nawet nie wiedziałam, co we mnie uderzyło. To było uderzenie w lewy bok. Straciłam przytomność. Potem pamiętam, jak proboszcz stawiał mi krzyżyk. Leżałam na jezdni, było pełno ludzi. Pamiętam też przyjazd pogotowia i jak zakładali mi kołnierz na szyję.
59-latka przeżyła traumę na całe życie. Jednak od dnia tego strasznego wypadku porusza się na wózku. Sędzia odczytał zeznania świadka ze śledztwa. Wynikało z nich, że obie kobiety szły wraz z innymi ludźmi po pasach w stronę os. Ogrody.
-Szłam z mamą pod rękę –usłyszałem. Nie widzieliśmy żadnego pojazdu. Po tym strasznym wypadku trafiłam do szpitala w Ostrowcu. Potem przeszłam dwie operacje w szpitalu w Otwocku: jedną na nogę, a drugą na bok. Czeka mnie jeszcze jedna operacja. Później zostanie podjęta decyzja co do dalszego mojego leczenia.
Tak zeznała świadek w toku śledztwa. Potem odpowiadała na pytania stron. Potwierdziła, że mimo nocy widoczność była dobra. Weszły obie z mamą wraz z innymi ludźmi na pasy, bo na jezdni nie było żadnego auta. Na pytanie obrońcy oskarżonego, ile czasu upłynęło od chwili wejścia na jezdnię do momentu uderzenia przez samochód, odpowiedziała, że nie wie.
Sąd odroczył postępowanie na kolejny termin. Jeszcze na korytarzu kobieta – jedna z ofiar tego wypadku, płakała. Tego, co się stało, nie da się już wymazać z pamięci. Nie da się też przywrócić utraconego zdrowia, nie mówiąc o życiu.
Wniosek odrzucony
W dniu 13 lutego 2019 r., na kolejnej rozprawie, przed sądem zeznawali dwaj świadkowie. Jeden z nich, Marcin Ż. zeznał, że uczestniczył w wigilijnej kolacji w domu Mateusza Z. Siostra cioteczna Mateusza jest jego narzeczoną. Uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, Marcin Ż stwierdził, że podczas kolacji nie spożywano alkoholu. Spotkanie wigilijne zakończyło się ok. godz. 20. Przed rozstaniem Mateusz prosił o podwiezienie na os. Pułanki, ale tak się nie stało. Na pytanie, dlaczego Mateusz o to prosił, świadek nie potrafił odpowiedzieć.
Drugi ze świadków, który zeznawał w dniu 12 lutego 2019 r., zeznał, że w noc wigilijną widział Mateusza Z. Jak powiedział, oskarżony był zakrwawiony. W tej sprawie nawet dzwonił parę razy do szpitala. Według niego Mateusz Z. miał zostać pobity tego wieczora na osiedlu przez nieznanych sprawców. Ale on twarzy tych sprawców nie widział i nie mógłby ich rozpoznać.
Obrońca Mateusza Z. wniósł o zmianę środka zapobiegawczego, tj. tymczasowego aresztowania na dozór policji połączony z zakazem wyjazdu za granicę oraz poręczeniem majątkowym. Wniosek ten argumentował tym, że Mateusz Z. przebywa w areszcie już od blisko 14 miesięcy, a obawa matactwa z jego strony odpadła. Przeciwni temu wnioskowi byli prokurator oraz oskarżyciele posiłkowi.
Sąd nie uwzględnił tego wniosku. Zdaniem sądu nie ustały przesłanki do dalszego stosowania tymczasowego aresztu. Sprawcy grozi za popełniony czyn wysoka kara pozbawienia wolności, a obawa matactwa z jego strony nadal istnieje. Jak stwierdził sąd, na kolejnej rozprawie będzie słuchany kolejny świadek.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *