Stracili dorobek życia i potrzebują pomocy

Czteroosobowa rodzina do dziś nie może otrząsnąć się z szoku. Ułamek chwili, w której do domu wdarł się ogień, odmienił ich spokojne życie.
Było zwyczajne, sobotnie przedpołudnie. Ojciec rodziny był w pracy. Pani Monika poprosiła starszego syna, aby poszedł do kotłowni i napalił w piecu.
-Syn poszedł do kotłowni, aby napalić. Nic nie wskazywało na to, że stanie się coś złego. Po napaleniu w piecu, wrócił do mieszkania. Ja zajęłam się zwykłymi, domowymi zajęciami. W pewnym momencie usłyszałam huk. Zaraz potem syn krzyknął, że pali się. Błyskawicznie udaliśmy się do kotłowni. Było pełno dymu i ogień. Zaczęliśmy gasić pożar, lecz po niedługim czasie przepaliła się instalacja i zostaliśmy odcięci od wody. Ogień był coraz większy, więc zostawiliśmy wszystko i uciekliśmy z domu. Natychmiast wezwaliśmy na pomoc Straż Pożarną. W domu znajdowały się dwie butle z gazem. Nie ryzykowaliśmy więc wejścia z powrotem i ratowania jakichkolwiek rzeczy –relacjonuje zdarzenie pani Monika.
Na miejscu natychmiast pojawili się strażacy, którzy rozpoczęli akcję gaśniczą.


-Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń – mówi Sebastian Klaus z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Mieszkańcy opuścili miejsce pożaru przed przybyciem strażaków. Nasze działania polegały na natychmiastowym ugaszeniu pożaru oraz niedopuszczeniu, by pożar rozprzestrzenił się na sąsiedni budynek gospodarczy. Po skutecznej akcji gaśniczej, strażacy przystąpili do rozbiórki nadpalonych elementów obiektu. Akcja gaśnicza i ratownicza trwała ponad 2 godziny. Udział w niej brało 5 samochodów ratowniczo-gaśniczych, w tym 16 strażaków.
W wyniku pożaru dom uległ całkowitemu zniszczeniu. Pozostała jedynie konstrukcja ścian. Po wizji lokalnej inspektor nadzoru budowlanego Stanisław Adamski stwierdził jednoznacznie, że budynek nie nadaje się do zamieszkania, a jedynie do odbudowy.
Zniszczeniu uległy też meble i inne przedmioty gospodarstwa domowego. Jednorodzinny, nieduż y dom zamieszkiwali pani Monika wraz z mężem i synami w wieku 19 i 16 lat. Chłopcy jeszcze się uczą. Domownicy pozostali jedynie w tym, co mieli na sobie. Okopcone i przemoczone meble nie nadają się do użytku. Spaleniu uległ też dach domu, podłogi i domowe sprzęty. Rodzina znalazła tymczasowe schronienie u mamy pani Moniki. Zajmuje jeden z dwóch pokoi jej niewielkiego mieszkania.
Z pomocą natychmiast ruszyli sąsiedzi, zakłady pracy małżonków, radni z tego terenu, miejscowy ksiądz proboszcz oraz lokalna społeczność osiedla. Po zdarzeniu na miejsce przybył prezydent Jarosław Górczyński, a także naczelnik Tomasz Gębka oraz dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ostrowcu Świętokrzyskim, Magdalena Salwerowicz wraz z pracownikami socjalnymi.
Rodzina otrzymała dotację w maksymalnej wysokości, która zostanie zagospodarowana na odbudowę domu. Jednak potrzeby wciąż są bardzo duże. Akcję pomocową dla rodziny zainicjował jeden z sąsiadów, przedsiębiorca Marek Kula, który zaangażował pracowników swojej firmy do prac porządkowych i odbudowy dachu. Podjął także współpracę z zaprzyjaźnionymi przedsiębiorcami – Piotrem Podeszwą i Edwardem Grabowcem, którzy także obiecali wsparcie. Większość uzyskanej dotacji pochłonie budowa dachu. Wciąż potrzebne są materiały budowlane.
-Cały czas pracujemy i chcemy jak najszybciej przykryć całość domu. Potem trzeba będzie wykonać docieplenie budynku, instalacje. Potrzebne są regipsy, styropian, wełna, materiały izolacyjne. Jest jeszcze dużo pracy. Czekamy na gesty dobroci –mówi Marek Kula.
Rodzina nadal jest w szoku. Wszyscy porządkują pogorzelisko. W sprzątanie angażują się także szkolni koledzy chłopców. Prace związane z budową dachu posuwają się do przodu. Położone są już więźby dachowe. Rodzina na ten cel zakupiła drewno.
-Gdyby nie sąsiad, nic by nie było, tylko czarna rozpacz. Nie wiedzielibyśmy od czego zacząć. Do tej pory staraliśmy się radzić sobie pracą własnych rąk. Jednak teraz bez pomocy ludzi dobrej woli nie dalibyśmy sobie rady. Jesteśmy wdzięczni sąsiadom i wszystkim osobom za serce i pomoc –mówią małżonkowie.
Obecnie rodzina potrzebuje wszystkiego. Oprócz wspomnianych materiałów budowlanych potrzebne są meble oraz inne przedmioty gospodarstwa domowego. Każdy, kto zechciałby w jakikolwiek sposób wspomóc rodzinę, proszony jest o kontakt pod nr telefonu pani Moniki 506 523 391 lub z naszym redakcyjnym numerem 41 – 265 -38 -00. Czekamy na pomoc i gesty dobroci.
Anna Mroczek
Paweł Słowiński

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *