Wojciech Krasuski: “-Brakuje dialogu z rządem…”

-Ponad 150 ostrowieckich członków „Solidarności” pikietowało w czwartek pod budynkiem Urzędu Wojewódzkiego w Kielcach. Dlaczego?
-Pikieta nie była wymierzona przeciwko rządowi – mówi szef Delegatury NSZZ „Solidarność” i przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” Celsa Huty Ostrowiec w Ostrowcu Świętokrzyskim, Wojciech Krasuski. –Naszym zdaniem brakuje dialogu w rozwiązywaniu spraw pracowniczych, o które od kilkunastu miesięcy lub nawet kilku lat postulujemy do rządu. Chcieliśmy przypomnieć rządowi o naszych postulatach tym bardziej, że są one niezwykle ważne nie tylko dla pracowników, ale i dla całej gospodarki krajowej. Pikieta miała, zgodnie z założeniami sztabu protestacyjno -strajkowego, jaki utworzył się w styczniu br., charakter ogólnopolski i była prowadzona pod każdym z urzędów wojewódzkich w kraju.
-No właśnie, trwa wielki protest nauczycieli, ale na wysokość zarobków narzekają także inne grupy zawodowe zatrudnione w budżetówce. Co pan na to?
-Dlatego najważniejszą dla nas sprawą jest podwyżka płac w sektorze finansów publicznych. Chcemy, by odmrożony został zamrożony w 2013 r. zakładowy fundusz świadczeń socjalnych. Dla nas hutników, przedstawicieli przemysłu ciężkiego, szalenie istotną sprawa jest obietnica ówczesnego kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy, dotycząca powiązania okresu składkowego z wiekiem emerytalnym, Mam tu na myśli wiek 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Dlaczego? Otóż, są takie zawody, w których – niestety – nie ma możliwości dopracowania pełnego wieku emerytalnego do 65 roku życia. Na naszym podwórku dotyka to głównie stalowników i walcowników i praktycznie każdych ciężko pracujących fizycznie w przemyśle hutniczym.
Tymczasem trwa powolne wygaszenie emerytur pomostowych, ułatwiających pracownikom pracującym w warunkach szczególnych wcześniejsze przejście na emeryturę. Przewiduje się nawet, że w 2030 r. nastąpi definitywny koniec emerytur pomostowych. Nie zamierzamy na to wyrazić zgody, bo co zrobimy z pracownikami, którzy w wyniku ciężkiej pracy stracili zdrowie? Ważnym naszym postulatem jest również niewliczanie dodatku stażowego do minimalnej płacy krajowej. Uważamy to, jak związkowcy, za skandaliczne rozwiązanie. Nie może być tak, by wieloletnia wysługa była wliczana do minimalnego wynagrodzenia. Nic dziwnego, że zarobki zasadnicze kształtują się na poziomie 1.600 -1.800 zł. Mimo, iż ustawa obowiązuje, to premie i dodatki wciąż wliczane są przez pracodawców do minimalnego wynagrodzenia.
-No tak, ale jak wywalczycie podwyżki płac, to znów zdrożeje cena energii. I co? Znów trzeba będzie walczyć o kolejne podwyżki?
-Powtarzamy od dawna, że szalenie ważną sprawą są ceny energii i to zarówno dla odbiorców indywidualnych, jak i przedsiębiorstw. „Solidarność” stoi na stanowisku, że żadna podwyżka płacy nie będzie miała znaczenia, gdy będą wzrastały ceny energii, gazu i paliw. To oczywiste, że siła nabywcza pieniądza traci wówczas na wartości. Dlatego chcemy, by obniżono stawkę podatku VAT z 23 do 15 % dla indywidualnych odbiorców energii. Kolejny nasz postulat, zgłoszony już w 2016 r. na radzie dialogu społecznego, dotyczy rekompensat dla zakładów energochłonnych. Przemysł energochłonny w Polsce stanowi około 90% kapitału zagranicznego, który np. – jak to jest w przypadku huty Arcelor Mittal – zastanawia się nad dalszymi inwestycjami w naszym kraju. Jeśli nie będzie rekompensat, to zakłady hutnicze nie będą w stanie konkurować nie tylko z eksportem stali z gospodarek znajdujących się poza Unią Europejską, czyli z Rosji, Białorusi, Ukrainy, Chin, ale także z gospodarkami obszaru wspólnotowego, głównie z Niemiec. Niemiecka gospodarka dla porównania ma kilkadziesiąt złotych tańszą energię na każdej megawatogodzinie. Oczywiście, nasi pracodawcy, po części rekompensują sobie straty kosztami pracowniczymi. Po prostu płacą mniej, by utrzymać się na rynku, ale chyba nie tędy droga… Chcemy normalnych, systemowych rozwiązań, które przez inne rządy w Europie Zachodniej zostały wdrożone, by ratować swoją gospodarkę. W przeciwnym razie nasze zakłady przemysłu ciężkie upadną. Rząd musi pamiętać, że działalność przemysłu energochłonnego zasila w 8 -10% budżet państwa. Łatwo przewidzieć, co stanie się wówczas z dochodami, a przecież trzeba będzie jeszcze utrzymywać całą armię bezorobotnych.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *