Pozdrowienia z Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Temperujący widok kamerki

-Niedawno dostałem „pozdrowienia” od firmy zarządzającej odcinkowym pomiarem prędkości –mówi czytelnik. Mam tu na myśli nadesłany na mój adres pakiet dokumentów, z których wynika, że w dniu 26 marca 2019 r. przekroczyłem w Radlinie dozwoloną prędkość o 14 km/h, za co grozi mandat w kwocie 100 zł. A przecież, widząc nad jezdnią kamerki za znakiem, zwolniłem do prędkości nawet poniżej 50 km/h i to zarówno przy wjeździe, jak i przy wyjeździe ze strefy.
Wszyscy słyszeli o istnieniu odcinkowego pomiaru prędkości w Radlinie. Jak widać nie wszyscy dobrze zrozumieli, na czym polega ten, stosowany w kilkudziesięciu miejscach w Polsce, system kontroli ruchu.
Odcinkowy pomiar prędkości
System opiera się o bramki z kamerami, posadowione na początku i na końcu pomiarowego odcinka. Przy w jeździe na kontrolowany obszar kamera robi kierowcy zdjęcie, a podczas wyjazdu ze strefy drugie. Na podstawie tych dwóch fotografii opatrzonych dokładnym czasem system oblicza automatycznie średnią prędkość przejazdu. Jeśli okaże się, że kierowca jechał ze średnią prędkością wyższą niż dopuszczalna, to automatycznie otrzyma on karę. W innym przypadku zdjęcia są natychmiast kasowane z bazy danych.
Odcinki oznaczone są znakiem D-51 (Kontrola prędkości Fotoradar) wraz z tabliczką informującą, na jakiej długości drogi jest kontrolowana średnia prędkość. Odcinkowy pomiar prędkości został wyposażony w kamery fotografujące pojazd zarówno z przodu, jak i z tyłu. Według rozporządzenia, długość pojedynczego odcinka w obszarze zabudowanym nie może być dłuższa niż 10 km, zaś poza obszarem zabudowanym nie dłuższa niż 20 km.
Start systemu był kilkukrotnie przekładany z powodu obaw o zgodność z prawem. Robienie zdjęć kierowcom poruszającym się po drogach w sposób przepisowy może budzić wątpliwości. W końcu system ruszył na pierwszych trzech odcinkach w dniu 19 listopada 2015 r. Aktualnie działa na 29 odcinkach dróg w całej Polsce. Nadzór nad systemem sprawuje Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym CANARD.
Robią fotki w Radlinie
Odcinkowy pomiar prędkości w Świętokrzyskim obejmie 4-kilometrowy fragment drogi krajowej nr 74, rozpoczynający się za rondem w Cedzynie, a kończący się w Górnie. Świętokrzyscy policjanci chwalą funkcjonowanie sytemu. Twierdzą, że od momentu działania odcinkowego pomiaru prędkości, liczba wypadków zmalała prawie o połowę. Ostatni śmiertelny wypadek odnotowano na początku 2016 r. Na przestrzeni lat 2017-2018 nie było tam żadnego zdarzenia, w którym ktoś straciłby życie.
Ale gwoli prawdy idealnie nie jest. Wypadki są i to o różnych skutkach. Dla przykładu podam, że w dniu 6 maja 2019 r., o godz. 17.30, w Radlinie na drodze nr 79, w zdarzeniu drogowym obrażenia ciała odniósł 13-letni pasażer opla, który trafiił do szpitala. Jak poinformowali policjanci, 20-letni kierowca opla jadący w kierunku Kielc chciał skręcić w lewo na posesję, gdy w tył jego wozu uderzył dostawczy fiat ducato.
Z kolei w lutym 2019 r., 34-latka kierująca citroenem, zjechała na lewy pas drogi, gdzie zderzyła się z 70-latkiem kierującym peugeotem. Mężczyzna trafił do szpitala. Kobieta miała 0,4 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Jak widać nawet tak drakońskie ograniczenia ruchu (fotoradar i podwójna ciągła linia) nie gwarantują pełnego bezpieczeństwa.
Mają problem
Nie wszyscy kierowcy są zadowoleni z odcinkowego pomiaru prędkości w Radlinie. Najważniejszy zarzut, jaki pada z ich strony, jest taki, że jazda ze ściśle określoną prędkością w tłoku, jeden pojazd za drugim, jest ogłupiająca i stresująca, bo każdy bojąc się mandatu kurczowo patrzy na licznik, a niejeden nie ma dość cierpliwości, by jednocześnie bacznie obserwować drogę przed sobą, co grozi zagapieniem się i najechaniem na tył poprzednika. Także ci, którzy mają tempomat, czyli urządzenie utrzymujące stałą prędkość pojazdu niezależnie od tego, czy pojazd porusza się po płaskiej nawierzchni, czy też pochyłej, muszą zwalniać i przyspieszać, bo jadący przed nimi zwalniają i przyspieszają.
Nie wolno zapominać, że pomimo funkcjonowania odcinkowego pomiaru prędkości, nie wszyscy kierowcy jadą przez Radlin z przepisaną prędkością. Ci bowiem, którzy przed zakończeniem strefy skręcają w jedną z bocznych dróg, nie muszą bać się mandatu. Tacy decydują się nawet na wyprzedzanie i to pomimo podwójnej ciągłej linii, bo nic im nie grozi ze strony systemu. Inni natomiast, po szybkiej jeździe przez Radlin, nagle zatrzymują się, oczywiście wewnątrz tego czterokilometrowego odcinka, by np. zrobić zakupy w sklepie lub odpocząć i na koniec wyjechać ze strefy ze średnią wynoszącą 20 lub 25 km/h. Jeszcze inni wybierają objazd wcale nie tak znów długi przez sąsiednią miejscowość.
O dziwo, problem mają też mieszkańcy Radlina, dla których bezpieczeństwa ten odcinkowy pomiar funkcjonuje. Okazuje się, że przejście z jednej strony drogi na drugą, pomiędzy sznurami aut nieprzerwanie jadącymi w obie strony, stanowi dla nich w godzinach szczytu nie lada kłopot. Żal czasem patrzeć, jak co bardziej niecierpliwi z nich, nie chcąc czekać na lukę, decydują się na bieganie między autami niczym kury przed kogutem. A jak już któryś z kierowców, jadących w długim sznurze pojazdów, nagle zatrzyma się, aby pozwolić pieszemu spokojnie przejść przez jezdnię, to naraża się na „dzwon”, czyli uderzenie w tył swego auta przez kierowcę, który akurat się zagapił. Taki przypadek miał miejsce w Radlinie całkiem niedawno, a jego ofiarą padł nasz redakcyjny kolega. Na szczęście uderzenie w tył jego skody było stosunkowo lekkie, a uszkodzenia zderzaka niewielkie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *