Dziś 77 rocznica egzekucji na ostrowieckim Rynku. To była zbrodnia ludobójstwa!

30 września minie 77 lat, kiedy to w mrokach wojny, na Rynku w Ostrowcu Świętokrzyski, powieszonych zostało 29 obywateli naszego miasta. Oddając im należną cześć i pamięć, warto powiedzieć, że przez wiele lat sprawa ta była ukazywana w jawnej sprzeczności z faktami.

Instytut Pamięci Narodowej, a konkretnie Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wszczął śledztwo na wniosek Eugeniusza Martina i Tadeusza Plaskoty, których najbliżsi zostali straceni na Rynku. Przypomnijmy, że śledztwo prowadzone przez byłą Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach, zostało zawieszone. Teraz prokurator w toku prowadzonego śledztwa zebrał materiał dowodowy nie tylko w oparciu o nadesłane informacje z archiwów, opracowania historyczne, ale przede wszystkim zeznania świadków i materiałów będących w zasobach Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej oraz otrzymanych materiałów z Prokuratury przy Sądzie Krajowym w Hamburgu.

W 77. rocznicę egzekucji na ostrowieckim Rynku 30 września odbędą się uroczystości upamiętniające to wydarzenie. O godz. 17.30 nastąpi zapalenie zniczy pod pomnikiem na cmentarzu przy ulicy Denkowskiej.O godz. 18 w kolegiacie pod wezwaniem św. Michała Archanioła odbędzie się msza w intencji ofiar, po której nastąpi przejście na Rynek. O godz. 19 zaplanowano na nim okolicznościowe wystąpienia i składanie wiązanek.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego prokurator ustalił, że w nocy na 16 września 1942 r., funkcjonariusze miejscowej Komendy Gestapo, rozpoczęli akcję aresztowań wśród mieszkańców Ostrowca Św., zatrzymując w niej 30 mężczyzn i dokonując rewizji w ich domach. W akcji zatrzymani zostali: Leon Braziulewicz, Jerzy Cywiński, Józef Duda, Jan Dzienniak, Kazimierz Gałka, Józef Gierdalski, Antoni Grad, Jan Gronwald, Tadeusz Gryglewicz, Stefan Kosmaciński, Teodor Kosmaciński, Stanisław Liburski, Stefan Łosiński, Zbigniew Madejski, Zbigniew Martin, Stanisław Matyas, Władysław Opala, Michał Pakuła, Feliks Pieterek, Jan Plaskota, Zygmunt Salmonowicz, Stanisław Saski, Leon Smoleński, Franciszek Späth, Bronisław Szymczyk, Józef Szymczyk, Józef Trepczyński, Jan Widmański oraz Witold Wróblewski. Osoby te reprezentowały różne środowiska zawodowe i społeczne, byli wśród nich pracownicy Zakładów Ostrowieckich, urzędnicy Zarządu Miejskiego, pracownicy Ubezpieczalni Społecznej i Urzędu Skarbowego, nauczyciele, lekarz, właściciele sklepów i restauracji, właściciel browaru, pracownicy Urzędu Pocztowego oraz uczeń. W toku śledztwa nie zdołano jednak jednoznacznie ustalić, jakimi kryteriami kierowało się Gestapo w Ostrowcu Św. sporządzając listę osób podlegających zatrzymaniu.

Na podstawie zachowanych meldunków Posterunku Policji w Ostrowcu do Komendanta Sipo i SD na Dystrykt Radom wynika, że w tym czasie rozpracowywana była jakaś konspiracyjna organizacja „ZZZ” z Ostrowca Św. i okolic. Wydaje się więc najbardziej prawdopodobne, że akcja Gestapo miała na celu zlikwidowanie siatki konspiracyjnej w Ostrowcu Św. i osoby zatrzymane uznane zostały, na podstawie operacyjnego rozpoznania, jako zaangażowane w taką działalność.

Mniej prawdopodobne wydaje się twierdzenie, że akcja zatrzymania miała związek z wcześniej dokonanym wysadzeniem mostu na linii kolejowej Skarżysko -Rozwadów, w miejscowości Romanów. Akcja dywersyjna na moście w Romanowie odbyła się 11 września 1942 r. i przez lata przypisywana była jako wielki sukces Gwardii Ludowej. Ustalenia prokuratorskie wskazują, że przez lata mord na Rynku wykorzystywano do celów politycznych. Do rangi wielkiego wydarzenia urastało bowiem to, że – jak czytamy w materiałach Biura Historycznego Wojska Polskiego – za sprawą Gwardii Ludowej „most kolejowy między Ostrowcem, a Skarżyskiem –Kamienną osiadł na dnie rzeki Kamiennej” i że w odwecie „rozwścieczeni Niemcy wybrali kilkudziesięciu najbogatszych obywateli miasta Ostrowca” do przeprowadzenia na nich publicznej egzekucji. To samo wydawnictwo kłamliwie podawało na dodatek, że ówczesnym prezydentem naszego miasta był powieszony właściciel browaru, Stanisław Saski, którego rzekomo do momentu aresztowania „chroniła dobra znajomość z niemieckimi dygnitarzami”. Można było więc odnieść wrażenie, że to jedynie Gwardia Ludowa walczyła z hitlerowskim najeźdźcą. Tymczasem w okupowanym Ostrowcu nie funkcjonował nawet urząd prezydenta. Przez lata, źródła historyczne przemilczały również fakt, że ponad połowa straconych na Rynku aktywnie uczestniczyła w ruchu oporu, będąc członkami Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, czy też Polskiej Partii Socjalistycznej Wolność Równość Niepodległość. Zostali więc aresztowani za swoją świadomą działalność podziemną w ramach Polski Walczącej i zapłacili za nią najwyższą cenę. Byli bohaterskimi patriotami, a nie przypadkowymi zakładnikami odwetu za zniszczony most.

Trzeba również pamiętać o kontekście historycznym, w którym doszło do powieszenia ostrowczan. Rok 1942 był bowiem przełomowym, jeśli chodzi o stosowanie przez Niemców terroru. To okres, który charakteryzował się likwidacją inteligencji i osób nie tylko czynnych, ale potencjalnie mogących brać udział w ruchu oporu. Wraz z nasilającymi się aktami dywersji, Niemcy masowo stosowali coraz bardziej wyrafinowane i prowadzone na ślepo uderzenia w ludność polską. Rozszerzyli formy terroru, wprowadzili jawne egzekucje publiczne, o czym świadczy chociażby smutna lektura Dziennika Hansa Franka.

Ustalenia prokuratorskie obaliły również rozpowszechniane informacje o tym, jakoby aresztowany Henryk Widmański, popełnił w areszcie samobójstwo. Osoby aresztowane zostały przewiezione do aresztu mieszczącego się w budynku Zarządu Miejskiego przy ulicy Głogowskiego. Część z zatrzymanych przewożono na przesłuchania do budynku Gestapo przy ulicy Sienkiewicza. Tam właśnie, w sposób brutalny, przesłuchiwano dwóch z zatrzymanych. Jednym z nich był lekarz miejski Józef Duda, u którego w czasie przeszukania mieszkania znaleziono pisma konspiracyjne. Biciem i torturami usiłowano uzyskać od Józefa Dudy informacje o organizacji konspiracyjnej. Fakt użycia przemocy i tortur spowodował, że w dniu egzekucji Józef Duda nie był w stanie o własnych siłach przejść z aresztu na Rynek, gdzie został przywieziony. Podobnie brutalnym metodom przesłuchań został poddany wspomniany Henryk Widmański, który nie przeżył stosowanych metod i w wyniku bicia i innych form torturowania przez funkcjonariuszy Gestapo w budynku siedziby tej niemieckiej policji politycznej, zmarł przed datą egzekucji.

Jak wynika z zeznań świadków przesłuchanych w śledztwie, ale także świadków przesłuchanych w latach wcześniejszych, egzekucja została przeprowadzona bez udziału publiczności. Żandarmeria niemiecka nie pozwalała wejść na Rynek osobom postronnym, a w mieszkaniach znajdujących się przy Rynku nakazała zamykać okna i zasłaniać je zasłonami. Świadkami zbrodni byli więc nieliczni mieszkańcy, którzy z ukrycia obserwowali wydarzenia. Wśród takich obserwatorów był Tadeusz Plaskota, którego ojciec Jan Plaskota, został podczas egzekucji powieszony. Do powieszenia 29 osób zostały przymuszone prawdopodobnie osoby narodowości żydowskiej z pobliskiego getta, które miały zasłonięte twarze. Podczas wieszania, zerwał się z szubienicy Antoni Grad, którego po związaniu nóg i przywiązaniu do przęsła szubienicy, ponownie powieszono.

Prokurator jest zdania, że nie można ustalić jednoznacznie, kto kierował akcją na Rynku. Z relacji świadków i przedstawionych okoliczności można jednak stwierdzić, że rolę dowodzącego przebiegiem egzekucji oraz postępowaniem późniejszym ze zwłokami, sprawował ówczesny zastępca komendanta Gestapo w Ostrowcu Św., Hans Peters. Po zakończeniu egzekucji zwłoki powieszonych pozostawiono na szubienicach przez kilka godzin i dopiero w godzinach wieczornych, platformami konnymi z browaru Stanisława Saskiego, który również został powieszony, zabrano je i przewieziono pod mur cmentarny przy ulicy Denkowskiej, gdzie złożono je do wspólnej mogiły w wyrobisku piachu. Tam też spoczęły zwłoki zamordowanego wcześniej w Gestapo, Henryka Widmańskiego. Jego syna Jana, powieszono na Rynku. Potwierdzili to w swoich zeznaniach świadkowie przesłuchani w śledztwie, a jednocześnie osoby najbliższe pomordowanych, a więc Tadeusz Plaskota, którego ojciec Jan Plaskota, pełnił funkcję kierownika Ekspedycji Urzędu Pocztowego w Ostrowcu Św., Barbara Gogol, której ojciec Antoni Grad, był pracownikiem Spółdzielni „Społem” i restauratorem, Maciej Smoleński – syn zamordowanego Leona Smoleńskiego, właściciela składu aptecznego i jednocześnie komisarza Ubezpieczalni Społecznej, Krystyna Kapturkiewicz, której ojciec Teodor Kosmaciński był urzędnikiem Huty Ostrowiec oraz Eugeniusz Martin – syn Stanisława, który w dacie aresztowania pracował jako sprzedawca w sklepie w Ostrowcu Św.

Wszyscy świadkowie zgodnie twierdzą, że po egzekucji rodziny nie mogły zabrać zwłok, nie otrzymały także żadnego dokumentu potwierdzającego śmierć najbliższych. Większości rodzin zostały zwrócone ubrania osób zamordowanych. Jak wynika z zeznań świadków oraz opracowania Edmunda Reńskiego, zwłoki w maju 1944 r., zostały chemicznie spalone przez specjalny oddział niemiecki, który wtłoczył w zbiorową mogiłę środek chemiczny.

Prokurator nie ma wątpliwości, że działania z 30 września 1942 r., prowadzone przez funkcjonariuszy Gestapo, były całkowicie wbrew zasadom prowadzenia działań wojennych i międzynarodowym regulacjom prawnym, dotyczącym postępowania z ludnością cywilną w czasie wojny i okupacji, zawartym w Konwencji Haskiej IV z 1907 r. Konwencja ta, jak też jej załącznik, czyli Regulamin dotyczący praw i zwyczajów wojny lądowej z 18 października 1907 r., zawierają przepisy nakazujące władzy wojennej na terytorium państwa nieprzyjacielskiego uszanowanie życia jednostek. Nakaz ten nie został dochowany.

Prokurator nie ma także wątpliwości, że cała akcja aresztowania, a następnie powieszenia zatrzymanych była skierowana przeciwko ludności cywilnej obszaru okupowanego i stanowiła nieuzasadnioną represję. Bezwzględne zabijanie, do którego doszło 30 września 1942 r., a w przypadku Henryka Widmańskiego, w dacie wcześniejszej, świadczy jednoznacznie o zamiarze i intencji wyniszczenia pewnej grupy osób z uwagi na ich przynależność narodowościową.

Zachowania takie wyczerpują znamiona przestępstwa opisane w art. 123 § l pkt. 4 Kodeksu karnego i stanowią zbrodnie wojenne oraz zbrodnie przeciwko ludzkości, określone w art. 3 ustawy z dnia 18.12.1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Zbrodnie te nie ulegają przedawnieniu, dlatego ich ściganie jest nadal możliwe i uzasadnione prawnie. Prokuratorowi nie udało się jednak, w toku czynności prowadzonych zarówno przez byłą Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach, jak i obecnie w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, doprowadzić do ustalenia, kto wydał rozkaz przeprowadzenia akcji aresztowania, a następnie pozbawienia życia zatrzymanych i kto określił sposób takiego ich potraktowania. Nie ma w tym zakresie żadnych dokumentów oraz relacji. Na podstawie zeznań świadków można jedynie ustalić, że samym przebiegiem egzekucji kierował zastępca komendanta Gestapo w Ostrowcu Św., Hans Peters. Jednocześnie z ustaleń śledztwa wynika, że Hans Peters został w późniejszym czasie przeniesiony do Buska Zdroju, gdzie został zastrzelony przez grupę żołnierzy Armii Krajowej 11 lipca 1944 r. Nie zdołano także ustalić pozostałych sprawców, w tym sprawcy śmierci Henryka Widmańskiego. Niewątpliwie byli to funkcjonariusze Gestapo z Ostrowca, przy czym nie można wykluczyć, że decyzje zwierzchnie wydawali funkcjonariusze Gestapo z Dystryktu w Radomiu.

Brak dokumentów związanych z tym wydarzeniem w zasobach archiwalnych w Lublinie, Radomiu i Kielcach stanowią zasadnicze utrudnienie wykrycia sprawców. Do ustaleń nie przyczyniły się również materiały otrzymane z Prokuratury Sądu Krajowego w Hamburgu, które zawierają relacje zatrudnionego w Gestapo, volksdeutscha Erwina Raczyńskiego. Jego relacje nie precyzują osób sprawców poza określeniem formacji niemieckich uczestniczących w egzekucji. Wykluczają przy tym jego sprawczą rolę w wydarzeniach. Potwierdza to również opinia historyczna wydana na potrzeby śledztwa przez Głównego Specjalistę OKŚZpNP w Krakowie, dra Marcina Chorązkiego.

Prokurator wyjaśnia, że nie zgromadzono w sprawie jednoznacznych i pewnych dowodów, w tym dokumentów, na podstawie których można w sposób pewny określić poszczególnych sprawców zabójstw, jak też funkcjonariuszy niemieckich wydających rozkazy zabójstwa podczas egzekucji. Samo ustalenie składu osobowego Gestapo w Ostrowcu Św. nie pozwala sprecyzować, kto wydał decyzję o pozbawieniu życia wszystkich zatrzymanych. Nie można też wykluczyć, że decyzje takie zapadły na innym szczeblu Gestapo, w tym w Komendzie Dystryktu w Radomiu. Wciąż więc nie wiemy, kto jest karnie odpowiedzialny za dokonanie 30 zabójstw. Prokurator podkreśla, że wyczerpano możliwości procesowe, prowadzące do wykrycia sprawców. Uwzględniono przy tym aktualny stan badań historycznych, dotyczących tego wydarzenia. Jeżeli zaś chodzi o sprawców bezpośrednich, czyli osoby przymuszone do sytuacji, w jakiej się znajdowały, to ich odpowiedzialność nie może być rozpatrywana w aspekcie prawnokarnym.

Po wojnie, na Rynku, gdzie stały szubienice, postawiono pomnik – krzyż z tablicą upamiętniającą „Miejsce uświęcone męczeńską krwią Polaków walczących o wolność”. Później, w 1955 r., stanął w tym miejscu zwanym już Placem Wolności „pomnik Bielowej”, postawiony wyzwolicielom miasta rzekomo przez wdzięcznych ostrowczan. Dopiero w 1992 roku stanął pomnik, jako symbol pamięci o tamtym strasznym dniu i czasach, w jakich żyli mieszkańcy Ostrowca. Dziś, oddając hołd powieszonym, warto zastanowić się, czy wydarzenia 30 września 1942 roku nie powinny stać się przedmiotem rzetelnej, wnikliwej analizy poprzedzonej badaniami historycznymi?

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *