Ostrowiecki sierżant z Las Vegas – miasta grzechu

Marcin Zemsta od 24 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Od 14 lat zamieszkuje i pracuje w Las Vegas. Do USA wyjechał jako 18-letni chłopak, tuż po ukończeniu trzeciej klasy LO im. St. Staszica w Ostrowcu Świętokrzyskim. Miał także za sobą 10 lat nauki w szkole muzycznej, gdzie uczył się gry na fortepianie i perkusji. I pierwsze piosenkarskie sukcesy. Wygrane konkursy wokalne w Ostrowcu Świętokrzyskim, Kielcach i Warszawie.

Wiedział, że nie wróci

-Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale od dziecka „ciągnęło” mnie do USA, czułem, że to jest powrót do Stanów Zjednoczonych, a nie wyjazd – mówi.

Marcin wyleciał w ramach wymiany uczniowskiej do Północnej Kalifornii. Pobyt i nauka w USA miały trwać rok. Marcin zamieszkał w  małej miejscowości obok Sacramento. Rozpoczął kontynuację nauki w szkole średniej w Don Pedro.

– Pierwszy tydzień to zderzenie z językiem, w USA język amerykański jest inny niż angielski, który uczyliśmy się w liceum – wspomina. Jest dużo idiomów, których w ogóle nie znałem. Jednak po ok. 3 -4 miesiącach nie miałem już najmniejszego problemu z komunikacją.

Marcinowi nie sprawiały trudności nauka historii świata, geografii czy biologii. Szkołę ukończył z dużym wyróżnieniem. Jak przyznaje, edukacja w Polsce jest na bardzo wysokim poziomie. Miał zatem bardzo dobre przygotowanie.

-Jak wchodziłem do samolotu to już wiedziałem, że nie wrócę, powiedziałem o tym rodzicom – wspomina. Mama nie uwierzyła w to, co powiedziałem.

Podczas pierwszego roku w USA, Marcin dowiedział się, że może uczyć się dalej w 2-letnim college’u. Złożył aplikację. Dostał się.

-Po dwóch latach nauki w college”u złożyłem papiery do Berkeley University oraz do University of California Los Angeles. Wybrałem tę drugą szkołę, ponieważ dostałem tam pełne stypendium naukowe- opisuje.  Nauka w tej szkole to ogromne koszty, z którymi dzięki stypendium nie musiałem się męczyć.

Praca w amerykańskiej policji

Podczas nauki na studiach, Marcin złożył papiery o obywatelstwo, które otrzymał w 2005 roku. W 2006 r. swoją karierę zawodową związał z Las Vegas Metropolitan Police. Zaczynał od oficera policji pierwszego stopnia. Przeszedł 6-miesięczną Akademię Policyjną, a następnie 6-miesięczne praktyki.

-Akademia i praktyka były okresem próbnym – opowiada Marcin. W tym czasie można stracić pracę z byle powodu. Na przykład jak policjant  nie stawi się do pracy bądź jak nie skończy raportu. Jednak policjanci w okresie próbnym nie tracą pracy często, ponieważ miasto w takiego człowieka już zainwestowało pieniądze i czas.

Po okresie próbnym pracował w patrolu – odpowiednik polskiej prewencji w policji.

-Pracowałem na ulicach Las Vegas, gdzie mieszka ok. 1,5 mln ludzi, gdzie w ciągu doby policjanci odbierają 5 tysięcy zgłoszeń – mówi Marcin. Najczęściej wzywani jesteśmy do bójek z użyciem noża oraz przemocy w rodzinie. Bardzo dużo jest także ogólnych kradzieży, w tym samochodów. Niestety zdarzają się zabójstwa i gwałty.

Cały departament liczy 10 komend w mieście oraz 2 więzienia. Prawa w Las Vegas łącznie strzeże 3 tysięcy oficerów.

Jak przyznaje mój rozmówca, praca którą wykonuje jest ciężka, ale są momenty, kiedy jest wdzięczna. Tak było m.in. 5 lat temu kiedy wraz z kolegą przywrócił czynności życiowe mężczyźnie, który miał na przystanku atak serca. Za swój czyn policjanci zostali nagrodzeni.

Po prewencji, Marcin trafił do sekcji, która miała za zadanie mieć większą „styczność”  ze społeczeństwem.

-Nie na zasadzie karania, tylko bliższego kontaktu od tak zwanej ludzkiej strony. Stąd nasze częstsze wizyty w szkołach czy  na osiedlach- wspomina.  Pamiętam jak wjechaliśmy na jedno z osiedli i zrobiliśmy tam dla ludzi grilla. Wszystko po to, aby zbudować ze społeczeństwem zaufanie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najszczęśliwszy dzień – awans na sierżanta

Po 6 latach pracy w policji, Marcin mógł ubiegać się o stopień sierżanta. Awans ten był poprzedzony zdaniem egzaminu pisemnego i zdaniem trzech egzaminów z praktyk. Musiał także przejść rozmowę kwalifikacyjną.

-Po awansie na stopień sierżanta przez rok byłem na okresie próbnym – słyszę. W tym czasie można być zdegradowanym, a nawet stracić pracę w policji. Jak sierżant jestem także odpowiedzialny za grupę ludzi.

Warto dodać, że amerykańska policja wyróżnia się mundurami od polskich.

-Nasze mundury robione są z wełny. W środku lata jest w nich trochę gorąco- mówi Marcin.  Tym bardziej, że spodnie ważą ok. 3-4 kg. Policjant nosi przy sobie jeden lub dwa pistolety. Ja przez dłuższy czas nosiłem dwa pistolety, jeden przy pasie, drugi przy kostce. Każdy oficer jest wyposażony w radiostację, kamizelkę kuloodporną, paralizator, pałkę, gaz, kajdanki, a także w kamerkę z funkcją audio i wideo. Policjanci w USA jeżdżą oznakowanymi radiowozami chevroletami tahoe oraz fordami exploer.

Sierżant Marcin Zemsta  pracuje w śródmieściu w nocy, w godz. od 19 do 7. Zarobki w amerykańskiej policji w Las Vegas zaczynają  się od 50 tys. dolarów rocznie.

 Jak przyznaje, o policjantach w Las Vegas mówi się, że mają cel na plecach tylko dlatego, że noszą policyjne mundury i jeżdżą w radiowozach.

-Czy się boję? Wychodząc do pracy mam świadomość, że mogę nie wrócić – słyszę.

– W Polsce wydaje mi się, że jest więcej spokoju. Tempo życia jest inne. Ludzie nie zabijają się o pieniądze dosłownie – porównuje Marcin. Ludzie znajdują czas, aby się spotkać, aby napić się herbaty czy kawy. Usiąść z rodziną przy stole. W USA panuje ciągła presja, bieg i wyścig.

Nie samą pracą człowiek żyje

Marcin w wolnym czasie zajmuje się renowacją starych, zabytkowych samochodów. Nowe życie dzięki niemu zyskał ford mustang z 1967 r. Ponadto gra w siatkówkę plażową w parku publicznym. Spotyka się ze znajomymi, także Polakami. Nie zapomina również o swoim muzycznym hobby, jakim jest gra na fortepianie. Rok temu w salonie jego domu stanął piękny fortepian.

-Gram najczęściej Chopina, ale tworzę także swoją muzykę – podkreśla. Nie mam jednak aż tyle czasu, aby się poświęcić mojej muzycznej pasji. Cieszę się, że w Las Vegas gra wielu sławnych na całym świecie muzyków. Przez zawód, który wykonuje miałem styczność z znanymi wokalistami jak Lady Gaga, Metalica czy John Bon Jovi.

Las Vegas to zagłębie kasyn i hazardu, gdzie funkcjonuje prężnie około 50 dużych kasyn. Najwięcej kasyn liczy ok. 6 7 km ulica Las Vegas Boulevard. Przy tym jest mnóstwo wspaniałych hoteli i najlepsze restauracje świata, do których restauratorzy są w stanie w ciągu 24-godzin ściągnąć świeże kraby czy raki z drugiego krańca Ameryki.  Miasto kasyn ściąga ponadto „grube ryby” z każdej branży. Niektórzy czasami myślą, że są ponad prawem.

 -Zdarzało się, że grałem w kasynach, i przegrałem i wygrałem- mówi Marcin. Hazard wciąga. Trzeba mieć się na baczności. W Las Vegas krąży sentencja, że gdyby każdy w kasynach wygrywał to już dawno zgasłoby tam światło. 

Wizyty w Polsce

 Marcin przez lata pobytu w USA, dom rodzinny w Ostrowcu Świętokrzyskim odwiedził kilka razy. Na przestrzeni tych lat w Las Vegas gościł tatę, brata, a także swoją babcię Irenę, która odważyła się lecieć do USA mają siedemdziesiąt kilka lat.

-Babcia zupełnie nie znała języka, brat napisał jej na kartce, że nie zna języka i aby jej pomóc przesiąść się do kolejnego samolotu, bo leciała z przesiadką – wspomina już świętej pamięci babcię. Jeszcze kilka dni temu wraz z bratem wspominaliśmy wyprawę babci do mnie. Dużo uśmiechu u brata wywołał powrót babci, kiedy na lotnisku jechała na wózku. Brat zaniepokojony zapytał czy coś jej dolega, że jest wieziona, a ona odparła, że nie, zaproponowali to skorzystałam.

Jak mówi Marcin, lubi odwiedzać Polskę  i spotykać się ze znajomymi ze szkolnej ławy. Odwiedza też chętnie swoim były nauczycieli. Po rozmowie ze mną pobiegł na spotkanie z młodzieżą LO im. St. Staszica, gdzie miał opowiedzieć o swojej pracy policjanta z Las Vegas.

Już za kilka dni Marcin wraca do Las Vegas, popularnie nazywanym miastem grzechu, by dalej strzec prawa.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *