Najciemniej pod latarnią

W Ostrowcu Świętokrzyskim, na ul. Żeromskiego (na wysokości IV LO), ustawiono dodatkowe znaki drogowe ostrzegające przed śliską nawierzchnią oraz stromym zjazdem.
Jakiś czas wcześniej, właśnie na ul. Żeromskiego (na wysokości dawnej PSP Nr 13), postawiono kilka innych znaków, a mianowicie znak ograniczający dozwoloną prędkość do 40 km/h, znak zakazu wyprzedzania, znak uwaga na dzieci, a także znak zakazu zatrzymywania się i postoju. W sumie mamy tych znaków sześć – aż strach taką ulicą jechać!
Przypomnę, jak ogólnopolska telewizja używała sobie na nowo oddanej do użytku ul. Waryńskiego, gdzie – jak donoszono – postawiono ponad sto znaków drogowych. Kto to spamięta, kto będzie na to zwracał uwagę – grzmiały ogólnopolskie media. A tymczasem zarządzający ruchem wcale się tym nie przejmują, bo nie tylko ostrowieckie, ale i wszystkie inne miasta, miasteczka oraz wsie, obrastają kolejnymi znakami zakazu, nakazu, informacyjnymi i ostrzegawczymi.
Tak się też dziwnie składa, że te dwa dodatkowe znaki ostrzegawcze (śliska jezdnia oraz stromy zjazd), na ul. Żeromskiego, pojawiły się po niedawnym incydencie, jaki wydarzył się właśnie na tej ulicy, kiedy to kierujący autem osobowym, który być może przekroczył dozwoloną prędkość, na zakręcie wypadł z toru jazdy i wylądował na poboczu. To dobre przykłady na zilustrowanie działań, jakie podejmują zarządzający ruchem, zgodnie z zasadą: jeden zawinił, wszyscy dostali po łapach.
Super bezpiecznie
W Radlinie, na drodze nr 74, zderzyły się trzy auta osobowe. Jak poinformował sierżant sztabowy Karol Macek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach, 41-letnia kobieta kierująca oplem uderzyła w tył toyoty. Następnie toyota zderzyła się z hondą, a ta z oplem, który zjechał do rowu i uderzył w betonowy przepust. Do szpitala trafi ła kierująca oplem oraz 55-letni kierowca hondy. Dwie osoby zostały przewiezione do szpitala. W miejscowości, w której z uwagi na zastosowane obostrzeń związanych ze strefą kontroli prędkości, nic złego na drodze nigdy nie powinno się zdarzyć, co jakiś czas dochodzi do wypadków lub kolizji drogowych. Co więcej – zamiast ubywać, przybywa niezadowolonych z jazdy po tym odcinku drogi, i kierowców, i pieszych.
Ranny pasażer opla i promile W innym zdarzeniu drogowym, oczywiście w Radlinie, obrażenia ciała odniósł 13-letni pasażer opla, który trafił do szpitala. Jak poinformowali policjanci, 20-letni kierowca, jadący w kierunku Kielc, chciał skręcić w lewo na posesję, gdy w tył jego wozu uderzył dostawczy fiat ducato. Sprawcą kolejnego zdarzenia drogowego była 34-latka kierująca citroenem, która zjechała na lewy pas drogi, gdzie zderzyła się z 70-latkiem kierującym peugeotem. Mężczyzna trafił do szpitala. Kobieta miała 0,4 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Bez komfortu
Radlin to jedyna w województwie świętokrzyskim miejscowość, w której obowiązuje odcinkowy pomiar prędkości. Przy wjeździe i wyjeździe ze strefy, o długości ok. 4 km, znajdują się znaki informujące o strefie oraz kamerki, które robią wszystkim pojazdom fotki. W obrębie strefy kierowcy mogą poruszać się z prędkością do 50 km/h, a wyprzedzanie – z powodu wymalowanej na jezdni podwójnej ciągłej linii – jest całkowicie zabronione. Zamiast spodziewanego wzrostu bezpieczeństwa i komfortu jazdy co jakiś czas na jezdni tworzą się korki, a w godzinach szczytu spada przepustowość drogi.
Dla kierowców jazda przez Radlin to droga przez mękę, a nie czysta przyjemność. Skazani na jazdę gęsiego – nawet za powoli jadącym traktorkiem, myślą tylko o jednym, a mianowicie o utrzymaniu stałej prędkości. Bo jeśli się zapomną (a cały odcinek ma ok. 4 kilometrów) i pojadą za szybko, to czeka ich mandat oraz punkty karne. W Radlinie problem mają też niektórzy piesi, bo czują się niejako pokuszeni do łamania przepisów. Nie mogąc bowiem przejeść przez drogę, na której obowiązuje zakaz wyprzedzania, gdzie są pasy awaryjne (wyrysowane po obu jej stronach), a zamiast ścieżki dla rowerzystów są tzw. martwe pola, po których wszelki ruch jest zakazany, próbują skrócić sobie drogę. Co bardziej wygodni, nie chcąc udawać się do odległych przejść, wchodzą pomiędzy auta, jak im akurat wygodnie.
Kary dla wszystkich
Od zawsze byłem zdania, że zarządzający ruchem powinni dostosowywać przepisy i zasady ruchu bardziej do kierowców odpowiedzialnych, niż do tych, którzy raczej nie powinni otrzymać prawa jazdy. Rzeczywistość tymczasem jest zgoła odmienna. Wyraźna mniejszość, a mam tu na myśli tych, którzy siadają za kierownicę nie stroniąc od kieliszka, nie używają migaczy, wyprzedzają przed i w zakrętach, bez powodu gwałtownie hamują nawet na śliskiej nawierzchni, pokonują skrzyżowania na żółtym i czerwonym świetle, nie zwalniają w zakrętach, skręcają w lewo bez upewnienia się, czy nie są wyprzedzani, zawyża statystyki obejmujące wypadki i kolizje, a potem zarządcy ruchu karzą wszystkich jednakowo – nowymi zakazami i nakazami, od nadmiaru których może rozboleć głowa.
Czy takie karanie jest sprawiedliwe?
Czy kara nie powinna dotykać tych, którzy naruszyli prawo? To nie wszystkim powinno być gorzej, ale tylko tym, którzy złamali obowiązujące zasady. Uważam, że niektóre ograniczenia prędkości, zakazy wyprzedzania czy parkowania, wprowadzone w reakcji na zaistniałe wypadki, powinny stopniowo znikać z naszych dróg. Ich miejsce jest tylko tam, gdzie to absolutnie konieczne – ze względu na bezpieczeństwo kierujących, pieszych oraz spokój mieszkańców. Restrykcje wprowadzane na gorąco, a więc zaraz po wypadkach, w tym nowe ograniczenia prędkości, nie zawsze odnoszą zamierzony skutek, o czym przekonujemy się po czasie. Nadmiar ograniczeń raczej szkodzi, a nie pomaga. Nie należy ograniczać dozwolonej prawem wolności, ale ją umiejętnie poszerzać. Wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe. Natomiast tych, którzy lekceważą podstawowe zasady ruchu, sprawiedliwie i nieuchronnie karać. Bo nic tak nie uczy rozumu jak kara sprawiedliwa i nieuchronna, choćby nawet niewielka.
Więcej światła
Ileż to było dyskusji przy okazji podnoszenia dolnych limitów i znoszenia ograniczeń prędkości na drogach krajowych. Generalnie wyszło na to, że rację mieli ci, którzy się za tym opowiadali, a nie ci, którzy byli przeciw. Co prawda policjantom w takich warunkach jest trudniej dopaść pirata, ale za to ruch na takiej drodze jest bardziej płynny i przez to jest bardziej bezpiecznie.
Zasada jest prosta: jeśli zakazy lub nakazy pojawiają się tam, gdzie nie są konieczne, lub obowiązują przez cały rok, choć ich ustawienie zasadne jest tylko w porze zimowej, to wywołują odwrotny skutek do zamierzonego. Ludzie, widząc je w różnych miejscach, zaczynają z czasem lekceważyć wszystkie znaki. W rezultacie po pewnym czasie jest jeszcze gorzej pod względem bezpieczeństwa, niż gdyby tych nowych znaków tam w ogóle nie było.
Byłoby dobrze
Ci, którzy zarządzają i nadzorują ruchem, nie powinni wyłącznie inwestować w coraz droższe urządzenia służące do kontroli prędkości, które tak naprawdę niczego nie gwarantują, lub na siłę ustanawiać stref kontroli z uwagi na zakupiony sprzęt, lecz raczej powinni pomyśleć o tym, jak usprawnić ruch. A można to osiągnąć, w pierwszej kolejności ograniczając na drogach krajowych ruch lokalny. Bo to nie ci, którzy jadą, dajmy na to z Rzeszowa do Radomia, są tzw. zawalidrogami na drodze przelotowej, lecz zazwyczaj kierowcy lokalni.
Czy rzeczywiście dla zarządzających ruchem pozostaje tajemnicą, że to niektórzy miejscowi kierowcy, wyjeżdżając ze swej posesji wprost na drogę krajową, stwarzają zagrożenie? Czy to nie ci, którzy celebrują zjeżdżanie z drogi głównej na swoją posesję, zmuszają innych do hamowania, a nawet przymusowego postoju i powstawania korków? Czy to nie miejscowi skręcając w lewo – w drogę boczną lub na swoją posesję – bez upewnienia się, czy nie są wyprzedzani, powodują wypadki?
Wszystko się sypie
Zarządzający ruchem nie powinni wszystkiego załatwiać za kierowców, zwalniać ich od myślenia, nie pozwalać na inicjatywę w granicach prawa. Gdy tak się dzieje, w sytuacjach skrajnych wszystko się sypie. Wystarczy bowiem, że zepsują się światła na skrzyżowaniu, a wybucha panika. Ci, którzy lubią wszystko mieć podane na tacy, tak naprawdę nie potrafią jeździć w oparciu o znaki drogowe – poziome i pionowe. A przecież to podstawa podstaw.
Bez dogmatów
Nie twierdzę, że wszystko jest złe, bo złe nie jest. Wręcz przeciwnie – dziś jest dużo lepiej niż 10 czy 20 lat temu. Także wypadków ze skutkiem śmiertelnym jest mniej. Dzięki unijnym i rządowym funduszom bowiem polscy drogowcy znacznie poprawili stan naszych dróg, a także ich oznakowanie. I to jest ten dobry kierunek. O ile nowe drogi są lepsze niż stare, to martwi upieranie się zarządców ruchu przy stosowaniu zbyt restrykcyjnego oznakowania, mającego hamować ruch, zamiast go upłynniać. Zakazy prędkości są w wielu miejscach na drogach krajowych niepotrzebne. Podobnie zakazy wyprzedzania, na prostych i z dobrą widocznością odcinkach dróg krajowych, nie pomagają kierowcom, a jedynie zakłócają płynność ruchu. Ruch na drogach krajowych powinien być bardziej płynny, bo powolna jazda gęsiego stresuje. Kierowcy, widząc przed sobą sznur wlokących się w ogonku aut, myślą tylko o pedale hamulca. Co chwilę bowiem muszą hamować i ponownie ruszać. W końcu ile razy tak można?
Więcej swobody
Za bezpieczeństwo na drogach ponosimy odpowiedzialność wspólnie – kierowcy, piesi i zarządzający ruchem. Rzecz w tym, abyśmy wszyscy się dobrze rozumieli i nie próbowali dążyć do celu jedni kosztem drugich. Nie naśladujmy w sposób bezkrytyczny obcych wzorów, dążąc do tzw. siłowego hamowania ruchu. Ślepe naśladowanie wzorów z państw skandynawskich, może przynieść więcej szkód niż pożytku. Inna mentalność, inny temperament, inna infrastruktura drogowa i w ogóle prawie wszystko inne.Miejmy też świadomość, że zbyt długie odzwyczajanie ludzi od myślenia i jednoczesne zabijanie w nich inicjatywy oraz wprowadzanie do kodeksu drogowego kolejnych niedoprecyzowanych i wieloznacznych zapisów, może doprowadzić do złych skutków oraz spadku, a nie poprawy, bezpieczeństwa, tak na drogach, jak i na przejściach dla pieszych i to na długi czas.

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Najciemniej pod latarnią

  • 30 grudnia 2019 at 10:25
    Permalink

    Modne też jest ograniczenie prędkości do 50 km/h przed rondem – obowiązuje tylko nocą w godz. 23.00 – 5.00. A na Waryńskiego wiele znaków wykluczają same przepisy – zakaz zatrzymywania się, zakaz wyprzedzania – to regulują zakazy zachowania się przed skrzyżowaniem i przed przejściem dla pieszych.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *