W setną rocznicę urodzin Jana Pawła II. Brak poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia…

…na takie niebezpieczeństwa dla współczesnego świata zwracał uwagę nasz święty papież, Jan Paweł II podczas homilii wygłoszonej w Zamościu w 1999 r. Dziś obchodzimy setną rocznicę urodzin największego z rodu Słowian, naszego Wielkiego Rodaka i Papieża. Bez wątpienia jest największym mistykiem, wizjonerem i prorokiem naszych czasów. Ale jak to najczęściej z prorokami bywało, w czasach, w których przyszło im żyć, nie zawsze należycie ich rozumiano i doceniano.
Owszem, Jan Paweł II był kochany, podziwiany na całej kuli ziemskiej. Świadczą o tym jego pielgrzymki, które gromadziły miliony ludzi oraz żądanie santo subito zaraz po śmierci, dochodzące do Watykanu z całego świata. Już nawet podczas uroczystości pogrzebowych. Był człowiekiem, który wywarł wielki wpływ na historię świata drugiej połowy dwudziestego wieku. Ale czy był do końca rozumiany? Czy świat gdy żył i dziś, gdy go od 15 lat z nami nie ma, czerpie z jego myśli? Czy świat tak do końca zna jego bogaty dorobek intelektualny, filozoficzny, duchowy, który jest o wiele większą wartością, jaką JP II wnosi w historię ludzkości, niż wymienione przeze mnie wyżej dokonania. Jak wiele jego myśli jest ciągle jeszcze nie do końca należycie odkrytych. To nie o koncerty, o przedstawienia, o pomniki i popiersia czy ckliwe wspominki tu chodzi przy okazji kolejnych rocznic. Jeśliby dorobek duchowy JP II znał i rozumiał świat i wzięlibyśmy sobie do serca my jego rodacy, świat bez wątpienia byłby o wiele lepszy, bogatszy duchowo, bez wszelkich form przemocy i niesprawiedliwości. Wpadł mi w rękę taki cytat JP II: „Dzisiaj potrzeba światu i Polsce ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze służą i miłują, błogosławią, a nie złorzeczą, i błogosławieństwem ziemię zdobywają”. (Homilia, Sopot, 1999 r.) Nic dodać, nic ująć. Czyż Polska polityka, ludzie w niej rozdający karty choć trochę są osobami o jakich mówi Jan Paweł II? A ile miernot funkcjonuje w światowej polityce. Dlatego mamy tak jak mamy. “Dekalog jest jak kompas na burzliwym morzu, który umożliwia nam trzymanie kursu i dopłynięcie do lądu”. (Homilia, Lwów, 2001 r.) Czyż nie jest to genialne spostrzeżenie, wskazówka na dzisiejsze czasy. Czyż przestrzeganie dziesięciu prostych przykazań nie jest uniwersalną normą, odnoszącą się do zachowań ludzkich, prowadzącą do pokoju, sprawiedliwości, praworządności i lepszego, przyjaznego ludzkiej istocie świata? A stwierdzenie, że cytuję: “Ewangelia (…) to proroctwo o człowieku. Poza Ewangelią człowiek pozostaje dramatycznym pytaniem bez odpowiedzi”. (Książka Pamięć i tożsamość, 2005 r.) nie jest niewyczerpanym źródłem, z którego można bez końca czerpać szukając sensu ludzkiego istnienia.
Chciałam przy toczyć fragmenty homilii Papieża, wygłoszonej przez niego w Zamościu ponad dwadzieścia lat temu. JP II mówi w niej o dziele Stworzenia świata i obowiązkach człowieka w kontakcie z naturą. Epicentrum całego dzieła Stworzenia, które Bóg ukochał najbardziej na świecie, jest człowiek. “A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” z Księgi Rodzaju (1:26) Jasno z niego wynika, iż ludzkie istoty są tymi, które dominują nad wszelkim stworzeniem, nad całą ziemią, że to właśnie my jesteśmy tymi, którzy są ponad wszystkimi innymi gatunkami życia. Bóg postawił nas w pozycji dominującej. Ale powstaje pytanie: w jaki sposób będziemy to interpretowali, jak będziemy odnosić się do tego stwierdzenia. I na tak postawiona kwestię znajdujemy odpowiedź w homilii wygłoszonej przez Świętego Papieża w Zamościu. Przesłanie zawarte w tym wystąpieniu jest szczególnie aktualne dziś. W czasach wielkiego zamętu i pomieszania wielu pojęć i wartości, co do roli i miejsca człowieka na ziemi. W czasach, w których następuje swoisty proces odhumanizowania człowieka, a humanizowania zwierzęcia. Stawianie zwierzęcia przez współczesnych obrońców przyrody, współczesnych pseudo-ekologów ponad człowieka, przypisując zwierzęciu cechy wręcz ludzkie.
W Zamościu JP II o przyrodzie i człowieku mówił między innymi tak: „Wedle tego biblijnego zapisu, Bóg w kolejnych dniach stworzenia patrzył niejako na dzieło swojego zamysłu i widział, że wszystko, co uczynił, było dobre. Nie mogło być inaczej. Harmonia stworzenia odzwierciedlała bowiem wewnętrzną doskonałość Stwórcy. Na końcu uczynił Bóg człowieka. Uczynił go na obraz i podobieństwo Swoje. Jemu zawierzył całą wspaniałość świata, aby ciesząc się nim i korzystając z jego dóbr, w sposób wolny i rozumny twórczo współpracował w doskonaleniu Bożego dzieła. I mówi Pismo, że wtedy “Bóg widział, iż wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Jednakże po pierworodnym upadku człowieka, świat, jako Jego szczególna własność, podzielił niejako Jego los. Grzech nie tylko zerwał więź miłości pomiędzy człowiekiem i Bogiem, zburzył jedność pomiędzy ludźmi, ale również zakłócił harmonię całego stworzenia. Cień śmierci padł nie tylko na rodzaj ludzki, ale także na wszystko, co z woli Bożej miało istnieć niejako dla człowieka.[…] Jeżeli dzisiaj mówię o tej świętości i godności, to czynię to w duchu dziękczynienia Bogu, który tak wielkich dzieł dokonał dla nas, a równocześnie czynię to w duchu troski o zachowanie dobra i piękna, jakim Stwórca obdarował ten świat. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że to, co tak cieszy oczy i raduje ducha, może ulec zniszczeniu.
Wiem, że biskupi polscy wyrażali taki niepokój już przed dziewięciu laty, zwracając się do wszystkich ludzi dobrej woli w liście pasterskim na temat ochrony środowiska. Słusznie pisali, że “każda działalność człowieka jako istoty odpowiedzialnej ma swój wymiar moralny. Degradacja środowiska godzi w dobro stworzenia ofiarowane człowiekowi przez Boga – Stwórcę jako nieodzowne dla jego życia i rozwoju. Istnieje powinność należytego korzystania z tego daru w duchu wdzięczności i szacunku. Z drugiej zaś strony świadomość, że dar ten przeznaczony jest dla wszystkich ludzi, stanowi dobro wspólne, rodzi również właściwe zobowiązanie względem drugiego człowieka. Dlatego też uznać trzeba, że wszelkie działania, które nie uwzględniają prawa Boga do swego dzieła, jak i prawa człowieka obdarowanego przez Stwórcę, sprzeciwiają się przykazaniu miłości. (…) Trzeba zatem uświadomić sobie, że istnieje ciężki grzech przeciwko środowisku naturalnemu obciążający nasze sumienia, rodzący poważną odpowiedzialność przed Bogiem-Stwórcą” (2 maja 1989 r.). […] Jeżeli mówimy o odpowiedzialności przed Bogiem, to mamy świadomość, że tu już nie chodzi tylko o to, co we współczesnym języku zwykło się nazywać ekologią. Nie wystarczy upatrywać przyczyny niszczenia świata jedynie w nadmiernym uprzemysłowieniu, bezkrytycznym stosowaniu w przemyśle i rolnictwie zdobyczy naukowych i technologicznych, czy w pogoni za bogactwem bez liczenia się ze skutkami działań w przyszłości. Chociaż nie można zaprzeczyć, że takie działania przynoszą wielkie szkody, to jednak łatwo dostrzec, że ich źródło leży głębiej, w samej postawie człowieka. Wydaje się, że to, co najbardziej zagraża stworzeniu i człowiekowi, to brak poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia. Prawo, które zostało przez Boga wpisane w naturę i które można odczytać za pomocą rozumu, skłania do poszanowania zamysłu Stwórcy – zamysłu, który ma na celu dobro człowieka. To prawo wyznacza pewien wewnętrzny porządek, który człowiek zastaje i który powinien zachować. Wszelkie działanie, które sprzeciwia się temu porządkowi, nieuchronnie uderza w samego człowieka. Tak też dzieje się, gdy zanika poczucie wartości życia jako takiego, a w szczególności życia ludzkiego. Jak można skutecznie stawać w obronie przyrody, jeśli usprawiedliwiane są działania bezpośrednio godzące w samo serce stworzenia, jakim jest istnienie człowieka? Czy można przeciwstawiać się niszczeniu świata, jeśli w imię dobrobytu i wygody dopuszcza się zagładę nienarodzonych, prowokowaną śmierć starych i chorych, a w imię postępu prowadzone są niedopuszczalne zabiegi i manipulacje już u początków życia ludzkiego? Gdy dobro nauki albo interesy ekonomiczne biorą górę nad dobrem osoby, a nawet całych społeczności, wówczas zniszczenia powodowane w środowisku są znakiem prawdziwej pogardy dla człowieka. Trzeba, aby wszyscy, którym leży na sercu dobro człowieka na tym świecie, stale dawali świadectwo, iż “szacunek dla życia, a przede wszystkim dla ludzkiej godności, jest podstawową zasadą zdrowego postępu ekonomicznego, przemysłowego i naukowego”.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *