Wojciech Trochim: “Naszym celem jest zbudowanie w Ostrowcu piłkarskiej twierdzy…”

-Jakie są twoje pierwsze wrażenia po wygranym meczu z sandomierską Wisłą w Okręgowym Pucharze Polski?


-Sądzę, że w naszym zespole rodzi się prawdziwy, twardy charakter i to pokazujemy na boisko, bo walczymy jeden za drugiego i to w ciężkich momentach, jak dajmy na to w Skarżysku, gdzie przegrywaliśmy 1:3 – mówi pomocnik KSZO, Wojciech Trochim. –Chcemy pokazać, że w drużynie jest dużo jakości i umiejętności. Dziś przychodzi nam to z trudem, bo przecież jesteśmy w ciężkim treningu i nogi nie funkcjonują jeszcze tak, jakbyśmy chcieli. Nie, nie tłumaczę się wcale, ale mówię, jak jest. W tej sytuacji jesteśmy wszyscy i to nas chyba cementuje. Pod tym względem jest dużo lepiej, niż zimą, kiedy przychodziłem do KSZO.

-Słowem, sukces rodzi się w bólach?
-Jak najbardziej, bo bóle w spotkaniu z Wisłą faktycznie mieliśmy. Z perspektywy meczu, w II połowie całkowicie przejęliśmy inicjatywę, o czym świadczy chociażby szybko zdobyta druga bramka po tym, jak Wisła wyrównała. Musimy jednak popracować nad tym, by po strzeleniu gola nie dekoncentrować się i nie pozwalać na ripostę rywala, bo to nas rozbija i powoduje nerwowość. Tej wyrównującej bramki mogliśmy uniknąć. Zanim celnego podania do Pawła Kaczmarka, piłka wróciła na nasze pole karne, no i stało się… z drugiej strony, nie chcemy operować długą piłką. Na treningach pracujemy nad tym, aby prowadzić atak pozycyjny, mieć swój styl i wypracowywać sytuacje podbramkowe. Szybko zdobyta bramka na 2:1 świadczy o tym, że szybko podnieśliśmy się i nie daliśmy Wiśle złapać wiatru w żagle i nadziei na szansę. Chcemy zbudować w Ostrowcu prawdziwą twierdzę. Ma być w naszej grze charakter i ogień.
-Kibice chcą, by to był przełomowy sezon KSZO…
-Nikt nie wie, jaki to będzie sezon, bo długo czekaliśmy na wznowienie rozgrywek, a teraz okazuje się, że w wielu zespołach wielu zawodników jest kontuzjowanych. Dobrze, że w KSZO nie mamy z tym problemu, ale to też efekt tego, że w okresie izolacji dużo biegaliśmy. Jeśli młodszych ode mnie łapią kurcze, to tylko mogę się cieszyć, że z moim zdrowiem wszystko jest OK. Zapewniam, że w każdym meczu będziemy grali o pełną pulę, a co to przyniesie, to pogadamy o tym za kilka miesięcy.
-Coraz lepiej wygląda twoja współpraca w środku pola z Mateuszem Mąką…
-Nasza współpraca układa się bardzo dobrze, zarówno na boisku, jak i poza nim. Mateusz jest w 90 procentach taki, jak ja. Mieliśmy w przeszłości podobne problemy. Obaj byliśmy też krnąbrni. Cieszę się widząc, jak Mateusz pracuje na treningach i jak gra w meczach, chcąc oddać całego siebie za KSZO. To się liczy!
-Wojtku, przyznaj się, ponoć po trenerze Sasalu masz najwięcej do powiedzenia w drużynie? Czujesz się takim liderem zespołu?
-Pamiętam naszą rozmowę sprzed pół roku, kiedy deklarowałem, że przychodząc do KSZO z wyższej ligi chcę w różny sposób pomagać zespołowi. Każdy wie, że po Marcinie Kaczmarku mam najwięcej rozegranych meczów w wyższych klasach rozgrywkowych i powiem, że chłopaki i także trener oczekują ode mnie tych rad, wskazówek. Cieszę się, że młodsi koledzy mogą czerpać z mojego doświadczenia. W szatni jesteśmy mocni i tak powinno być na murawie.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *