Tragedia, która może dotknąć każdą rodzinę…

Dramatyczny list, który został opublikowany w mediach społecznościowych, poruszył nie tylko naszą redakcję.
To emocjonalne wyznanie młodego ostrowczanina, który stracił tatę zakażonego COVIDEM –19, bo jego zdaniem pomoc przyszła zbyt późno. Skontaktowaliśmy się z autorem listu. Jak mówi, to nie jest akt zemsty, a jedynie przestroga dla innych, gdyż w czasie trwającej pandemii, taka tragedia może dotknąć każdej rodziny…
– Napisałem tego posta, aby ulżyć swojemu sumieniu i być może przesłać innym wiadomość. 22 października w szpitalu w Ostrowcu zmarł mój tata na COVID-19, tak przynajmniej wynika z podanej nam informacji. Cała choroba taty zaczęła się 7 października, objawiała się bardzo wysoką gorączką powyżej 40 stopni, która w bardzo małym stopniu reagowała na powszechnie dostępne środki przeciwgorączkowe. Gorączka albo spadała na chwilę o stopień, półtora albo wcale, gorączce nie towarzyszyła potliwość ciała. Tata skontaktował się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej w przychodni. Lekarz kazał tacie leżeć i obserwować siebie. Nie wystawił żadnej recepty, leku, czegokolwiek. Kolejne dni tata leżał z wysoką gorączką. Po drugim kontakcie z tą samą przychodnią, dostał skierowanie na badania pod kątem koronawirusa. Po 2 -3 dniach był wynik – negatywny. Był to piątek, 16 października. Już wtedy tata leżał w gorączce 10 dni, beż żadnej medycznej pomocy. Dopiero w piątek dostał antybiotyk, jak test wyszedł negatywnie. W sobotę z rana pierwszy raz tacie gorączka spadła do normalnych wartości i zalały go poty. Mama poprosiła mnie, bym zawiózł tatę do szpitala do przychodni wieczornej i świątecznej. Mając w ręku wynik negatywny pojechaliśmy, oczywiście mieliśmy maseczki, brak jakiego kontaktu fizycznego, praktycznie bez słowa. W szpitalu na wejściu ochroniarz powiedział, że nas nie wpuści dalej, a pani która mierzy temperaturę powiedziała, że trzeba telefonicznie się kontaktować. Zadzwoniłem do pani doktor, opisując sytuację. Usłyszałem, że pani doktor taty nie obejrzy, nie przebada, bo się boi i nie poświęci oddziału dla jednego człowieka.  Zdenerwowany poprosiłem o imię i nazwisko oraz nr lekarza. Pani doktor powiedziała, że nie poda, że jestem agresywny przez telefon i się rozłączyła. Wezwałem policję opisując całe zajście. Policjant ze strażnikiem miejskim weszli do pani doktor i dowiedzieli się, że ona nie widzi zagrożenia życia u pacjenta i odesłała go do domu. Zaznaczam, że kobieta nawet nie widziała mojego taty na oczy, ani nawet chwili z nim przez telefon nie rozmawiała, bo tata nie był w stanie mówić. Oczywiście policja poinformowała mnie, że sporządziła notatkę. I poradzili, abym dzwonił na pogotowie –relacjonuje zdarzenie młody człowiek.
Nocą, kiedy stan mężczyzny się pogorszył i powróciła gorączka, rodzina wezwała pogotowie. Człowiek został przyjęty na Oddział Pulmonologii. Wykonane testy potwierdziły u pacjenta obecność COVID –19.
-Tata trafił pod tlen i na leczenie – pisze dalej. W sobotę po południu siostra rozmawiała z tatą. Powiedział, że już troszkę lepiej się czuje, ale jest nieco słaby. Nocą, w niedzielę tata trafił na OIOM pod respirator, bo podobno miał problemy z oddychaniem. Cała rodzina drżała ze strachu. Z informacji jakie uzyskaliśmy ze szpitala wynikało, że sytuacja jest tragiczna, ale w głębi serca wierzyłem, że tata wygra tę walkę. Był przecież jeszcze młodym, silnym człowiekiem. Tłumaczyłem sobie, że tak musi być i trzeba czekać. W czwartek, o 1.20 w nocy otrzymałem informację ze szpitala, że tata nie żyje. Nie mogłem otrząsnąć się z szoku. Nie mogę w to uwierzyć. W naszej żałobie jest najgorsze to, że mama jest zamknięta w domu sama, na kwarantannie, nawet nie ma jak jej wesprzeć. Jedynie ten Internet nas ratuje, bo nie wiadomo co może się stać. Dziś proszę wszystkich znajomych, aby dbali o siebie i swoje rodziny, gdyż nie wiadomo, niezależnie od tego czy to COVID czy inna choroba, otrzymamy pomoc w odpowiedni momencie. Mój tata jej nie otrzymał –przyznaje młody człowiek.
Ta historia może dotyczyć każdego z nas. Szalejąca pandemia budzi strach każdej rodziny. Wielokrotnie podczas rozmów z dziennikarzami, dr Adam Karolik mówił o nierównej walce z COVID –19, której cały ciężar dźwiga ostrowiecki szpital, z wciąż rosnącą liczbą zakażonych lekarzy i pielęgniarek. Apelował także do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej o pomoc.
-Mamy falę nawrotową covidu i jest ona zdecydowanie bardziej silniejsza niż ta fala pierwotna, która była wiosną. Ilość zachorowań jest dziesięciokrotnie większa w skali Polski. Rzutuje to na sytuację naszego szpitala i naszego personelu szpitalnego. Nie możemy liczyć na pomoc z zewnątrz. Nadal jestem zdania, że walka z covidem jest nierówna. To my walczymy z covidem, w przychodniach rejonowych większość lekarzy pracuje w komfortowych warunkach, jak w urzędzie telekomunikacyjnym 30 lat temu, przy zamkniętych drzwiach. Tak wygląda walka z covidem. Tam idą także dodatkowe środki finansowe z NFZ. Obawiam się, że dojdzie do takiej sytuacji, że lekarz poz napisze e-skierowanie chyba do Pana Boga dlatego, że na SOR –ze nie będzie lekarza i w szpitalu nie będzie lekarza. I wtedy być może władza się ocknie i wyciągnie z tego należyte wnioski. Mówię to emocjonalnie, ale chcę też podkreślić: nasz personel pracuje z niesamowitym zaangażowaniem i poświeceniem. Jako przykład powiem, że jedna z lekarek przerwała urlop macierzyński, odeszła od 5 –miesięcznego dziecka i na ochotnika wróciła do pracy, żeby ratować naszą Stację Dializ, gdyż praca tej stacji nie może ulec wstrzymaniu. Proszę dać przykład pracownika innej instytucji w Ostrowcu, który przerwał urlop macierzyński, aby ratować sytuację –mówił na konferencji 21 października br. dr A. Karolik.
Nie ma wątpliwości co do tego, że wzrost zachorowań na COVID –19 spowodował dramatyczną sytuację ostrowieckiej lecznicy. A dramatyczna historia młodego człowieka i śmierci jego taty pokazuje jak bardzo realne jest zagrożenie załamania całego systemu opieki zdrowotnej, nie tylko w ostrowieckim szpitalu, ale w całym kraju.  

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Tragedia, która może dotknąć każdą rodzinę…

  • 3 listopada 2020 at 10:07
    Permalink

    Bywam czasami w Ostrowcu i widziałam, że ogólnie ludzie nie dbają o siebie i innych. Chodzą z maseczkami pod nosem lub na brodzie. Kiedy na początku października zwróciłam młodemu człowiekowi bez maseczki w Kauflandzie, aby się odsunął ode mnie, bo nie ma maseczki, to stwierdził, że jest wolnym człowiekiem i nikt nie będzie mu mówił co ma robić. Z takim podejściem długo będzie problem z epidemią. Musimy nauczyć się dbać o siebie i innych.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *