Jak Wojownicy zdobyli “Twierdzę Przemyśl”

Z misternie przygotowanym planem taktycznym jechali do Przemyśla szczypiorniści KSZO, ale także z obawami, bo nigdy jeszcze tam nie wygrali.
Obawy potęgowała dodatkowa niewiadoma, dotycząca dyspozycji drużyny, zwłaszcza po dwutygodniowej przerwie w rozgrywkach z powodów epidemicznych. Pomarańczowo-czarni zagrali bardzo dobrze i co najważniejsze – wygrali, czyniąc nam wspaniałą niespodziankę, a sobie awans na trzecią pozycję w tabeli.
Drużyna SRS, występująca w rozgrywkach ze wsparciem potężnego sponsora, była faworytem spotkania i nawet objęła prowadzenie 2:0. Odpowiedź ostrowczan była piorunująca, bo już w 11 min. prowadzili 3:7. Nasi szczypiorniści bardzo dobrze prezentowali się w grze obronnej, a między słupkami bramki refl eksem popisywał się raz za razem Michał Piątkowski. Gospodarze jednak nie składali broni, bo wystarczyło, że dwa nasze ataki załamały się, a w 18 min. zmniejszyli straty do stanu 7:8. By poprawić skuteczność w ofensywie, trener Tomasz Radowiecki szybko sięgnął po Grzegorza Tkaczyka, licząc na jego rzuty z drugiej linii. W 27 min. było 11:12.
Końcówka tej części meczu była jednak dla nas niezwykle udana. Gospodarze bowiem pudłowali, a KSZO – po bramkach Damiana Falasy, Grzegorza Tkaczyka i Michała Grabowskiego z rzutu karnego – schodził na przerwę z trzybramkową przewagą. 

Karol Szewczyk, wiceprezes KSZO ds. piłki ręcznej: -Zademonstrowaliśmy w Przemyślu dojrzałą grę. Dotychczas to przemyślanie w meczach z nami emanowali większym doświadczeniem. Tym razem role się odwróciły. Owszem, to był mecz pełen walki i błędów, toczony w dobrym tempie, ale my zagraliśmy mądrze i odnieśliśmy historyczne, bo pierwsze zwycięstwo w przemyskiej hali. Pamiętam, jak kilka lat temu byliśmy bliscy wygranej w twierdzy Przemyśl. Na 40 sekund przed końcem mieliśmy dwie bramki przewagi i piłkę w ataku, a mimo to przegraliśmy. Cieszę się, że zespół w chwili, kiedy SRS objął prowadzenie w końcówce, nie załamał się, a walczył do końca, pokazując swoją wyższość. Z satysfakcją oglądałem, jak świetnie bronił Michał Piątkowski, zwłaszcza rzut w ostatnich minutach doświadczonego Michała Kubisztala, a także jak skutecznie radzą sobie w ataku Sebastian Włoskiewicz i Michał Grabowski.

Zastanawialiśmy się, jak na dobrą grę KSZO zareagują po zmianie stron zaskoczeni przemyślanie. Ta część gry rozpoczęła się od dwuminutowej kary Michała Grabowskiego i SRS w 34 min. zmniejszył straty do stanu 16:17. Trzy minuty później mieliśmy jednak znów wspaniałe humory, bo po skutecznych kontrach Sebastiana Włoskiewicza i Michała Grabowskiego znów odskoczyliśmy i prowadziliśmy 16:20! Od 40 do 52 min. utrzymywaliśmy jedno, dwu lub trzybramkowe prowadzenie. W 47 min. plac gry za czerwoną kartkę musiał opuścić Adrian Wojkowski i zanim nasza drużyna przegrupowała szyki, gospodarze to wykorzystali. W 52 min. zrobiło się 22:22, a minutę później przemyślanie objęli prowadzenie 23:22. W 55 min., po trafieniu Sebastiana Włoskiewicza i przy stanie 23:23, z przerwy na żądanie skorzystał trener Tomasz Radowiecki. Okazało się to zbawienne dla naszego zespołu, bo końcówka meczu, to prawdziwy popis KSZO. Raz jeszcze dał próbkę swojego kunsztu Michał Piątkowski, który świetnie się ustawiał i bronił rzuty miejscowych. Najpierw, w 56 min. kolejną bramkę zdobył Sebastian Włoskiewicz, w 58 min. trafił Maciej Jeżyna, a w 59 min. sukces drużyny przypieczętował Wiktor Jędrzejewski, który po chwili otrzymał dwuminutową karę. Mimo, iż do końcowej syreny graliśmy w osłabieniu, nie daliśmy sobie strzelić ani jednej bramki, odnosząc w sumie w pełni zasłużone zwycięstwo 23:26.

 

Tomasz Radowiecki, trener KSZO: -Można rzec, że wygrywając w Przemyślu faktycznie piszemy historię. Kluczem do zwycięstwa była realizacja przedmeczowych założeń, opartych na dobrej grze w obronie. To oczywiste, że nie ustrzegliśmy się błędów, ale rywale popełnili ich o wiele więcej. Jesteśmy na ścieżce zwycięstw, która chcemy by była jak najdłuższa, a dobra passa trwała i trwała. Cieszy mnie, że zawodnicy zagrali z sercem, na 100 i więcej procent z pełną koncentracją, co przełożyło się na wynik. Od poniedziałku zapominamy o sukcesie, a rozpoczynamy operację „Zagłębie”, bo w tym czekającym nas spotkaniu też zamierzamy sięgnąć po pełną pulę. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *