Rozterki ostrowieckiego kulturysty z Wysp

-Od naszej ostatniej rozmowy minęło ponad pół roku. Wtedy mówiłeś, że wznowiłeś treningi po wielu perturbacjach związanych z pandemią i stanem zdrowia, które wyeliminowały cię z treningów na okres ośmiu miesięcy…

-Obrałem sobie wtedy za cel występ– być może po raz ostatni – na mistrzostwach świata federacji PCA, które zaplanowano na listopad br. – mówi Rafał Kwiatkowski, ostrowiecki kulturysta, absolwent THM, mieszkający na stałe w Anglii. –Oczywiście, jak to bywa, musiało się coś pozmieniać…Włodarze federacji postanowili bowiem przenieść tę imprezę na maj przyszłego roku. Chciałem wystąpićw tych zawodach, bo tylko raz w nich nie startowałem, ale byłem po zabiegu i zająłem 6 miejsce. Na koniec mojej przygody z kulturystyką chciałem więc zaliczyć start z mocnym akcentem, uczynić to tak z przytupem…
-No to ciągle ten start przed tobą…
-Tak. Nie próżnowałem, wznowiłem treningi, miałem wreszcie swobodny dostęp do siłowni, gdyż przez długi czas korzystałem z prywatnego sprzętu kolegi. Na przygotowania dałem sobie 20 tygodni. Każdego dnia pracowałem po 11 godzin, a po powrocie do domu czekały mnie jeszcze inne obowiązki, przygotowywanie posiłków… Tempo zajęć wpływało na mnie niekorzystnie, tym bardziej, że jestem przecież po zawale. Poddawałem się ciągłym badaniom, wizytom w szpitalu, wszystko robiłem w biegu. W maju na świat przyszedł mój synek Iwan. Radości nie było końca, a treningi, dieta i cały reżim zajęć zszedł na dalszy plan. Gdy ochłonąłem, okazało się, że z 20 na przygotowania pozostało mi 12 tygodni. Kiedy dowiedziałem się, że mistrzostwa świata zostały przeniesione, postanowiłem wziąć udział w innych zawodach, a mianowicie NPC Worldwide, będące kwalifikatorem na tegoroczny Arnold Sport Festiwal, odbywający się w październiku w Anglii. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. W zawodach zająłem drugą lokatę, co było dla mnie zadowalające, ale czułem niedosyt i głód walki…

-Dlatego wystąpiłeś w jeszcze jednych zawodach, tym razem dla federacji UKBFF?
-No, tak… Zawody South Coast Championships są mi dobrze znane. Startowałem w nich trzy lata z rzędu, zajmując miejsca na podium. Nie inaczej było i teraz. Wywalczyłem drugie miejsce. Otrzymałem zaproszenie na Arnold Classic Europe 2022, a także British Finals. Można rzec, że lepszego powrotu i zarazem zakończenia przygody ze startami nie mogłem sobie wyobrazić, zwłaszcza biorąc pod uwagę kłopoty z sercem, dla którego ekstremalne treningi nie są wskazane. Pamiętam, jak wiele osób pukało się w głowę, mówiąc mi, że jestem szalony i że starty mogą się skończyć tragicznie. Poniekąd mieli racje, zresztą, sam byłem świadomy zagrożeń.
-I mimo to wystartowałeś?
-No widzisz, ty też jesteś skłonny pukać się w czoło, ale to, co działo sie w mojej głowie sprawiło, że chciałem spróbować raz jeszcze poczuć to, czego mi brakowało, za czym tęskniłem. Stanąć na scenie, poczuć adrenalinę, chęć rywalizacji. Nie zależało mi na lokatach, pucharach, bo tego miałem już wiele, ale właśnie na tym, by raz jeszcze to wszystko poczuć. Zawsze przygotowywałem się do zawodów z pietyzmem dla dyscypliny, dawałem na nich z siebie wszystko, bo reprezentowałem federację, kraj, siebie, swoją rodzinę.


-Czy podjąłeś już decyzję, że te starty definitywnie były twoimi ostatnimi?
-Starty dedykowałem mojemu trzymiesięcznemu synkowi. Była motywacja, ale czy były ostatnimi, tego sam nie wiem. Być może. Z pewnością Iwanek będzie na takich zawodach, bo do treningów wróciła jego mama Monika, która przed ciążą była bardzo dobrą zawodniczką kategorii body fitness. W ciągu dwóch lat zaliczyła jedenaście startów dla czterech federacji, będąc zawsze na podium i otrzymując zaproszenia na mistrzostwa świata. Będę ją wspierał z całego serca. Ja biję się z myślami, bo przede mną wciąż te zaległe mistrzostwa świata (śmiech)…
-Niezwykłe jest twoje podejście do życiowej pasji!
-Chęć rywalizacji, zamiłowanie do sportu pozostaną we mnie na zawsze. W życiu bardzo ważne jest, by mieć pasje, rozwijać je, wyznaczać i realizować cele. Sport jest tego dobrym przykładem. Cieszę się, że mogłem być uczestnikiem tej wspaniałej przygody, być może krótkiej, ale jakże intensywnej. Dzięki kulturystyce mogłem się wiele nauczyć, poznać wspaniałych ludzi i uczestniczyć w niezapomnianych wydarzeniach. Żałuję tylko, że zacząłem trenować tak późno. Rodzice nie mogli już zobaczyć moich startów, ale cieszę się, że mam takich kibiców, jak córka Wiktoria i syn Iwan. Cieszę się także z tego, że za pośrednictwem Gazety mogło mi kibicować tak wielu ostrowczan. To była dla mnie wielka radość, tym bardziej, że nasze miasto ma tak wielu wspaniałych sportowców. Z ostrowieckimi kibicami zawsze mogłem się utożsamiać, bo nieistotne jest gdzie jestem i co robię, ale że nigdy nie zapominam swego pochodzenia. Dlatego dziękuję wszystkim, pozdrawiam mieszkańców Ostrowca i moich wszystkich znajomych. 
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *