Jerzego Bobińskiego przygoda z Ostrowcem

Jerzy Bobiński, absolwent Instytutu Elektrotechnicznego w Petersburgu, należał do grona przedwojennych inżynierów Zakładów Ostrowieckich. Członkowie przedwojennej kadry technicznej byli ludźmi o ogromnej kulturze osobistej i wiedzy oraz wszechstronnych zainteresowaniach.
Małgorzata Karlińska, wnuczka Jerzego Bobińskiego, przy wsparciu rodzinny przygotowała publikację opartą na wspomnieniach inżyniera, która ukazuje jego nietuzinkowe życie i dokonania.
Młodość w mieście Lermontowa
Jerzy Władysław Bobiński urodził się w Warszawie, gdzie jego dziadek był współwłaścicielem browaru. Najstarszy syn dziadka Michał, ukończył wydział fizyczno -matematyczny Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytut Dróg i Komunikacji w Petersburgu. Pracował przy kanalizacji Warszawy, a później na Kolei Warszawsko -Wiedeńskiej. Ożenił się z Jadwigą Gerson, córką słynnego malarza. Średni syn Bobińskich i ojciec ?ostrowieckiego inżyniera? był lekarzem weterynarii. Pierwszą pracę po studiach otrzymał na Kaukazie, gdzie rogaciznę dziesiątkowała choroba płuc. Sądził, że będzie to praca czasowa i niebawem z rodziną wróci do Warszawy, ale życie napisało inny scenariusz. Przyszły inżynier przemierzył z rodzicami tysiące kilometrów przez kresy, stepy i góry Kaukazu.
-Rodzice przenosili się z jednej stanicy do drugiej (osiedla kozackie) ? wspomina w pamiętnikach Jerzy Bobiński. -Mieszkali m.in. w Piatigorsku na północnym Kaukazie, gdzie spędziłem dzieciństwo. Był to kurort o doskonałym klimacie i wyglądzie europejskim. Podczas dobrej pogody z miasta widoczne były góry Kaukazu ze śnieżnymi szczytami. W Piatigorsku mieszkał i zakończył życie w pojedynku Lermontow, wielki rosyjski romantyk, pisarz i poeta.
Pobyt na Kaukazie przerywany był wyjazdami w rodzinne strony. Podróż do Warszawy trwała tydzień. Bobińscy mieli pięć przesiadek. Na niektórych stacjach czekali po 18 godzin na kolejne połączenie. Gdy Jerzy Bobiński miał 8 lat, jego rodzice przenieśli się do miejscowości Achałcych. 
Historia rodziny Bobińskich jest ciekawa. Warto wspomnieć o Krzysztofi e Bobińskim, dziennikarzu i publicyście, wieloletnim korespondencie ?Financial Times? i ?The Washington Post? oraz jego żonie prof. Lenie Kolarskiej Bobińskiej, europosłance i minister nauki i szkolnictwa wyższego.
Droga do Polski
Zwieńczeniem okresu szkolnego inżyniera Jerzego Bobińskiego były studia w Instytucie Elektrotechnicznym w Petersburgu. W tym czasie podróżował też po Europie: Francji, Niemczech, Belgii, Włoszech i Szwajcarii. Interesował się nowinkami technicznymi. Praktyki wakacyjne odbywał w Warszawie w fabryce Rohn -Zieliński, w Hucie Częstochowa w warsztatach Kolei Warszawsko -Wiedeńskiej oraz w Kamieńsku w Zakładach Dnieprowskiego Towarzystwa Metalurgicznego.  W Kamieńsku-Zaporoże znajdowała się największa w tej części Europy huta z 5 wielkimi piecami, szeregiem pieców martenowskich, walcownią i elektrownią. Zatrudniała ponad 10 tys. pracowników, w tym wielu polskich inżynierów.
Po obronie projektu dyplomowego pt. ?Elektrownia Rejonowa Okręgu Łódzkiego?, Jerzy Bobiński pełen nadziei rozglądał się za pracą. Dowiedział się o vacacie inżyniera elektryka w Kolei Nadwiślańskiej, ale etatu nie dostał, bowiem rząd carski obsadzał stanowiska rządowe Rosjanami. Od dawnego kolegi z uczelni otrzymał wiadomość, że w Zakładach Metalurgicznych w Kramatorsku na Ukrainie, była posada asystenta Wydziału Elektrycznego. Tam pojechał. W tych zakładach podobnie jak w Kamieńsku pracowali młodzi polscy inżynierowie. Chętnie ich zatrudniano, ponieważ znali języki obce. W tym czasie duże przedsiębiorstwa na Wschodzie znajdywały się w rękach zachodniego kapitału.
W pamiętnikach Bobiński dokładnie opisuje strukturę zakładów, w których pracował, wyposażenie i organizację zakładowych elektrowni. Pasjonowały go zagadnienia techniczne. Z Petersburga sprowadzał artykuły naukowe i książki techniczne. W 1914 roku do Kramatorska przyjechała żona inżyniera. Tam dotarła do nich wiadomość o wybuchu I Wojny Światowej.  Zakłady wystąpiły o zwolnienie Bobińskiego z obowiązku służby wojskowej, ale ostatecznie otrzymał kartę mobilizacyjną. Pojechał do Oficerskiej Szkoły Elektrotechnicznej do Petersburga, a później jako oficer rozpoczął służbę w Armii Kaukaskiej. Wędrował po terenie dzisiejszej Gruzji, Iranu i Turcji. W grudniu 1917 roku uciekając przed rewolucją, wrócił do Kramatorska. Był to czas wielkich zmian. Ogłoszono powstanie państwa Ukraińskiego. W kraju tym robiło się niebezpiecznie i polska kolonia w Kramatorsku zaczęła się przygotowywać do wyjazdu, licząc, że ojczysty kraj po odzyskaniu niepodległości będzie potrzebował inżynierów z praktyką w branży hutniczej.
– W ciągu kilku dni zorganizowała się grupa 40 osób gotowych do wyjazdu: szefowie wydziałów, majstrowie i ich rodziny ? pisze w pamiętnikach Jerzy Bobiński. – Przekroczenie frontu komunistycznego wydawało się przedsięwzięciem niebezpiecznym, dlatego postanowiliśmy jechać koleją do Noworosyjska, a następnie popłynąć statkiem wzdłuż wybrzeża krymskiego do Odessy i przez Rumunię przebić się do Polski. Pociągiem przez Lwów dotarliśmy do Warszawy. Po krótkim odpoczynku zacząłem szukać zatrudnienia, ale o pracy w przemyśle zrujnowanym przez wojnę można było jedynie pomarzyć. Na granicy polsko -rosyjskiej było niespokojnie i wszyscy spodziewali się wybuchu wojny. 
Ogłoszono mobilizację oficerów i Jerzy Bobiński został skierowany do baonu radiotelegrafi cznego na Mokotowie. W marcu 1921 r. już po wojnie polsko ? bolszewickiej, niespodziewanie zjawił się u niego kolega z Kramatorska inż. Ligęza z informacją, że w Zakładach Ostrowieckich jest nieobsadzone stanowisko szefa wydziału elektrycznego. On już miał angaż w Ostrowcu jako szef pieców martenowskich. 
– Bardzo mi to stanowisko odpowiadało. Nazajutrz zgłosiłem się do zarządu Zakładów Ostrowieckich na placu Trzech Krzyży, gdzie przyjął mnie dyrektor naczelny inż. Kazimierz Chrzanowski. Z Warszawy kilka razy pojechałem do Ostrowca, gdzie omawiałem różne sprawy techniczne, dotyczące odbudowy i rozbudowy urządzeń elektrycznych. Nareszcie miałem przystąpić do wykazania się umiejętnościami w swoim zawodzie w niepodległej Polsce ?pisze.
Odbudowa zakładów ostrowieckich
Jerzy Bobiński 5 maja 1921 roku rozpoczął pracę jako szef wydziału elektrycznego w zakładach należących do Spółki Akcyjnej Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich. Wspomnienia z Ostrowca zaczyna od opisu potwornych zniszczeń, jakich dokonali podczas I wojny światowej Rosjanie i Niemcy. Obydwa ostrowieckie wielkie piece zostały zrujnowane ładunkami dynamitu. Pozostały aparaty Kaupera i zdekompletowane dwie maszyny, turbina wiatrowa oraz rurociągi kotłowni wielkopiecowej. W pięciu walcowniach pozostały zdekompletowane walcownicze maszyny parowe oraz silniki elektryczne do napędu urządzeń pomocniczych.
W innych wydziałach brakowało silników elektrycznych. Niemcy wywieźli wszystkie grubsze przewody miedziane, stojany prądnic trójfazowych i część maszyn parowych z elektrowni siły. Pozostała tzw. elektrownia oświetlenia z lokomobilą parową i prądnicą. Elektrownia ta mogła dostarczyć energię do oświetlenia budynków fabrycznych, mieszkań oraz kilku silników zainstalowanych w odlewni żeliwa, warsztacie mechanicznym oraz modelarni. Działy te pracowały wyłącznie w celu odbudowy zakładów.
– Zadanie moje polegało na odbudowie i rozbudowie napędu elektrycznego przedwojennych wydziałów jak też odbudowie elektrowni siły, budowie nowej części elektrowni o mocy 1.750 kW i budowie napędu elektrycznego projektowanej fabryki wagonów kolejowych ? wspomina inż. Bobiński. -Poza tym należało wykonać instalacje oświetlenia wydziałów i placów fabrycznych oraz osiedla.

W skład wydziałów fabrycznych przeznaczonych do odbudowy wchodziły: wielki piec, trzy piece martenowskie z odlewnią stali i odlewnią żeliwa, modelarnia, walcownia duża, średnia, blachy i uniwersalna, obręczy wagonowych i parowozowych, hakownia, śrubiarnia oraz młotownia (kuźnia ? kucie osi, odkuwki dla obręczy). Walce walcowni napędzały maszyny parowe o dużej mocy.
-Zapoznawszy się z istniejącym stanem z entuzjazmem przystąpiłem do pracy. Przy końcu dnia roboczego zarządziłem zebranie pracowników, którym się przedstawiłem i zaznajomiłem ich z przewidywanymi robotami, prosząc o lojalną i zgodną współpracę. Robotników było niewielu. Na ich czele stało dwóch brygadzistów: Marian Oszuciński i Stanisław Banasik. Zawsze miałem pociąg do kształcenia robotników, dlatego z uwagi na brak przygotowanych kandydatów do elektrowni, zorganizowałem kursy, na których wykładałem elektrotechnikę, a inż. Mieczysław Radwan inne przedmioty.
Na kursy uczęszczało kilkunastu robotników m.in. Marian Oszuciński, Stanisław Banasik, Adolf Krzyżanowski, Jan Stefański. Po zakończeniu roku szkolnego był egzamin a dyrektor Kozierowski wręczył absolwentom książki techniczne.
-Jako biuro otrzymałem pokój w małym drewnianym budynku w pobliżu elektrowni siły i walcowni uniwersalnej. Zamieszkałem w hotelu fabrycznym. Mieszkali tam świeżo przyjęci inżynierowie, m.in. Mieczysław Radwan i Stanisław Kawiński. Na parterze tego obiektu były pokoje dla członków zarządu z Warszawy oraz mieszkanie komisarza PKP inż. Żukowskiego, a na pierwszym piętrze pokoje gościnne. W hotelu fabrycznym jedzenie było mało pożywne. Zdarzało się, że na obiad dawali kartofl ankę i kotlety kartofl ane z kartofl ami. Generalnie płace robotników i urzędników były bardzo niskie. Zarząd tłumaczył to złym stanem finansowym spółki. 

W tym czasie zakładami ostrowieckimi kierował dyr. zarządu inż. Kazimierz Chrzanowski. Po nim stanowisko dyrektora przejął inż. Jan Kozierowski, wcześniej szef walcowni Zakładów Dniepropietrowskich w Kamieńsku. Wicedyrektorem był inż. Mieczysław Iwaszkiewicz. Bobiński współpracował na co dzień z szefami wydziałów: Mieczysławem Radwanem- Biuro Techniczne, Janem Pomykalskim ? młotownia, wydział remontowy, hakownia, Brzostowiczem ? wielki piec, Michałem Ligęzą – piece martenowskie, Janem Teodorowiczem- montownia wagonów, Wincentym Gronwaldem ? kuźnia wagonów, Izdebskim ? walcownie i Janem Jarkowskim ? wydział budowlany. Wszyscy ci szefowie byli inżynierami. Na majstra wydziału elektrycznego Bobiński zaproponował Jana Fortunę ? byłego majstra z Kramatorska.
Wielu szefów wydziałów i ich asystentów, pracowników i rzemieślników zatrudnionych w zakładach ostrowieckich przyjechało z Rosji. Nadawali oni ton i styl pracy, ale jak podkreśla inż. Bobiński, od początku był podział na dwie grupy – tych przyjezdnych ze Wschodu i tubylców. W 1923 roku większa część zakładów była już uruchomiona. Wykonywano wagony kolejowe. Warsztat mechaniczny został rozbudowany pod kątem potrzeb fabryki wagonów. Poza obiektami przemysłowymi wzniesiono 10 domów mieszkalnych 2 i 4-kondygnacyjnych oraz jeden duży dom z 48 mieszkaniami dla robotników. Osiedle skanalizowano, a ścieki spływały do wybudowanego septyka. We wszystkich domach zainstalowano oświetlenie elektryczne. Park fabryczny na terenie osiedla, zaniedbany na skutek postoju wojsk okupacyjnych, został ogrodzony, a teren wyrównany. Wykonano estradę pod dachem, zainstalowano ławki, dosadzono drzew.
Życie w dawnym Ostrowcu
My miejscowi powiedzielibyśmy w Ostrowcu i w Klimkiewiczowie, bowiem miasto wtedy zaczynało się za mostem na Kamiennej, a osada Klimkiewiczów z hutą, osiedlem, szkołą, kościołem, parkiem, hotelem została włączona do Ostrowca w 1924 r. Inż. Bobiński opisuje życie w mieście, podkreśla mocne więzi towarzyskie hutniczej kadry.
-Po otrzymaniu 5-pokojowego mieszkania w drewnianym parterowym domu przy ulicy Poniatowskiego i Traugutta sprowadziłem z Warszawy rodzinę. Wspólnie z inż. Ligęzą kupiliśmy warsztat stolarski, na który przeznaczyłem jeden z pokoi. Robiłem tam meble kuchenne, stoły, stołki, półki do mieszkania. Biurko otrzymaliśmy od teściowej, a parę żelaznych łózek kupiliśmy w fabryce ze złomu, który trafiał do przetopu w piecach martenowskich. Żyliśmy bardzo skromnie, zamiast cukru używaliśmy sacharynę. Na potrzebną ilość tłuszczu nie można było sobie pozwolić.
Na początku życie w Ostrowcu było monotonne ? ocenia młody inżynier. – Ożywiło się kiedy wszyscy mieszkańcy hotelu fabrycznego otrzymali rodzinne mieszkania. Zaproponowano mi zmianę mieszkania w nowo wybudowanym domu przy ulicy Kościuszki – naprzeciwko parku fabrycznego. Było to 4-pokojowe, eleganckie mieszkanie. Na parterze urządzili się Jurkowscy. Nad nami mieszkali Radwanowie, a obok nich Pomykalscy. Po poświeceniu mieszkań przez miejscowego proboszcza, zorganizowaliśmy mały bankiet. Było trochę gości m.in. ksiądz i doktorowa Wardyńska. Niebawem ochrzciliśmy nowo narodzonego syna Seweryna. Na uroczystość chrztu przyjechała rodzina z Warszawy.
-Jedyną atrakcją w Ostrowcu ? podkreśla inż. Bobiński, były dwa kina: ?Marzenie? oraz ?Czary?- Malinowskiego. Były blisko siebie i konkurowały. Wieczory tańcujące jak również przedstawienia odbywały się przeważnie w ?Marzeniu?. Obrazy były wtedy nieme, przygrywano na pianinie. Mojażona występowała tam dwukrotnie, raz na przedstawieniu jako Balladyna, drugi raz grała na pianinie do obrazu na cel dobroczynny. W przedstawieniu brała również udział pani Radwanowa, która ukończyła szkolę dramatyczną. Ponieważ panowała wtedy powszechna bieda, stosunki między ludźmi były szczere. Na zabawach ludzie bawili się ochoczo i nie pysznili się. Latem urządzano w parku fabrycznym kiermasze na cele dobroczynne m.in. budowę seminarium  nauczycielskiego. Poza tym w parku przygrywała w niedziele dęta orkiestra fabrycznej straży pożarnej pod batutą pana Walaska.
Na jakiś czas w domach zapanowała moda na cotygodniowe herbatki. Kilka takich herbatek odbyło się u nas. Produkty spożywcze do gospodarstwa nabywało się przeważnie w sklepie fabrycznym tzw. komitecie. Sklep obejmował oddział ogólny, odział w pieczywem, własną piekarnię oraz młyn. Na czele sklepu stał pan Życiński, a na czele ?komitetu? dyrektor Iwaszkiewicz. 

Nowe wyzwanie w Skarżysku
Po wykonaniu zadania w Ostrowcu i uruchomieniu w wydziale elektrycznym turbozespołu inż. Jerzy Bobiński zaczął szukać nowego zawodowego wyzwania m.in. na Górnym Śląsku. Pozostał jednak nad Kamienną. Od inżyniera Widery z montowni dowiedział się bowiem, że w Skarżysku budowana jest fabryka amunicji, w której prawdopodobnie potrzebny będzie inżynier elektryk.
-Nie chciałem zwalniać się w roboczym dniu, by nie wzbudzić podejrzenia u dyrekcji. Wpadłem na pomysł, aby pojechać do Starachowic i obejrzeć elektrownię hutniczą i fabrykę broni, a stamtąd wpaść do Skarżyska. Dostałem delegacje do Starachowic, a później pokonałem pieszo 9 km, odcinek drogi do Skarżyska. Fabryka amunicji była w początkowej fazie budowy.

Ostrowiecki inżynier elektryk z praktyką, świetnie wykształcony był najlepszą opcją, więc takiego kandydata nie wypuszczono już ze Skarżyska. W listopadzie 1923 roku został szefem wydziału elektrycznego Wytwórni Amunicji w Skarżysku. W tym czasie wymówił również pracę w Zakładach Ostrowieckich inż. Jan Teodorowicz, który został powołany na stanowisko dyrektora Fabryki Wagonów w Ostrowie Wielkopolskim.
– Przed wyjazdem z Ostrowca urządzono nam pożegnalny obiad z toastami i przemówieniami oraz wykonano zdjęcie z asyście dyrekcji, pracowników umysłowych i robotników. Tak zakończył się 2.5-letni okres mojej pracy w Zakładach Ostrowieckich. Były to pierwsze moje kroki na samodzielnym odpowiedzialnym stanowisku- pisze w pamiętniku Jerzy Bobiński.
Jak się jednak okazało, nie było to ostateczne rozstanie z Ostrowcem i hutą. Po 4,5 roku inż. wrócił do Zakładów Ostrowieckich na stanowisko szefa Wydziału Energetycznego. W hucie zastał duże zmiany kadrowe. Kolejnym wyzwaniem były planowane pod koniec lat dwudziestych inwestycje, czyli wyposażenie elektrowni w turbozespół o mocy 3.000 kW, elektryfikacja Walcowni Dużej i Uniwersalnej oraz inne ważne przedsięwzięcia w wydziale wielkiego pieca, na martenach, montowni wagonów, kuźni itp. Rozpoczęto budowę Odlewni Rur Żeliwnych.
W Zakładach Ostrowieckich Jerzy Bobiński pracował do lat 50. poprzedniego wielu. We wspomnieniach przybliża nam cały okres międzywojenny: inwestycje w hucie, przedsięwzięcia technologiczne, wyzwania techniczne, strukturę kadrową i oczywiście życie w mieście. Miał ogromny wkład w rozwój Zakładów Ostrowieckich. Przyczynił się do zaprojektowania, wykonania i eksploatacji wielu ważnych urządzeń elektroenergetycznych. Ponieważ znał języki obce, rozmawiał w sprawie zakupu urządzeń z europejskimi koncernami energetycznymi. Przypomniał także traumatyczny dla huty jej załogi i mieszkańców Ostrowca, okres okupacji niemieckiej oraz przykre dla niego i części kadry kierowniczej lata powojenne. Mimo ogromnych zasług położonych dla polskiego przemysłu, w czasach stalinowskich był represjonowany i pozbawiony stanowiska. Te trudne chwile w życiu inżyniera przeżywała cała jego najbliższa rodzina. Ale jest to już materiał na oddzielną publikację poświęconą przedwojennej kadrze inżynieryjnej Zakładów Ostrowieckich.
Zdjecia pochodzą z archiwum rodziny Bobińskich

Print Friendly, PDF & Email