Bezpieczna przystań pod obcym dachem

Wojna za wschodnią granicą, która niesie za sobą wiele zła, zmusiła mieszkańców Ukrainy do opuszczenia swoich domów i ucieczki w nieznane. Większość z nich nie wiedziała, gdzie trafi. Tymczasem Polacy otworzyli nie tylko swoje serca, organizując pomoc humanitarną, ale także swoje domy. Mieszkańcy miasta również chętnie udzielają schronienia ukraińskim uchodźcom.

Już 28 lutego w domu Weroniki Pawlonki pojawiły się pierwsze osoby z Ukrainy. Kiedy odwiedziłam rodzinę wieczorem, w domu panował nieustanny ruch. Co chwilę ktoś przychodził, przynosząc dary dla ukraińskich rodzin, co chwilę ktoś dzwonił oferując pomoc lub informując o sytuacji na granicy. W salonie siedziały dwie młode kobiety: Irina i Oksana, zmęczone podróżą i wydarzeniami ostatnich dni. Weronika czekała na kolejne osoby z Ukrainy, które utknęły w korku, w drodze do granicy. W między czasie do kuchni zeszły z góry dzieci Weroniki ? nastoletni syn Bruno i młodsza Livia, których nie dziwiła konieczność omijania stojących na podłodze różnych pudeł i kartonów z produktami oraz odzieżą potrzebnymi uchodźcom. W ferworze rozmów i przygotowywania kolacji, mogłyśmy chwilę porozmawiać. Duży dom Weronika otrzymała od dziadków. Niedawno zakończyła jego remont. Jest w nim dużo miejsca dla wielu osób. A pozytywna energia, którą roztacza wokół siebie młoda gospodyni powoduje, że po kilku minutach każdy czuje się tu jak u siebie.

-Kiedy dotarły do mnie informacje z Ukrainy wiedziałam, że taka pomoc będzie potrzebna. Jestem prawnikiem, jednak prowadzę działalność w innej branży. Często z mężem podróżujemy w sprawach biznesowych i mamy liczne kontakty, także z kontrahentami na Ukrainie. Dlatego, gdy wybuchła wojna napisałam smsy do wszystkich osób z Ukrainy, z którymi gdzieś tam się spotkałam i ich nazwiska miałam w telefonie. Było to około 30 nazwisk. Na początku wszyscy pisali, że niczego nie potrzebują. Jednak już za chwilę zadzwoniła do mnie Irina, że chce z rodziną wyjechać z Ukrainy. Potem rozdzwoniły się telefony od znajomych, poprzez innych znajomych i tak poszło. Nie miałam wątpliwości, że chcę pomóc. Ważne jest podanie ręki w tych pierwszych chwilach. Ludzie uciekają, ale gdzie i jak? Trzeba więc im pomóc ogarnąć technicznie. Dla mnie to był normalny odruch. Nie znam tych osób. Irinę spotkałam na targach w Kolonii w Niemczech, w ubiegłym roku. Rozmawiałyśmy i wtedy wymieniłyśmy się numerami telefonów. Żadna z nas wówczas nie przypuszczała, że spotkamy się w Ostrowcu, w moim domu, a Irina będzie uciekać przed wojną ?mówi Weronika.

Irina stara się zachować spokój i włączać w rozmowę. Biegle mówi po angielsku. Jeszcze do niedawna wraz z rodziną mieszkała w Kijowie. Do Ostrowca przyjechała z mężem i trójką dzieci ? 9 ?letnimi bliźniakami i córką. Rodzina jechała przez Węgry, aby uniknąć stania w długiej kolejce na granicy. Zabrali ze sobą jedynie to, co najpotrzebniejsze. Jej najstarszy syn pozostał wraz z żoną, by wraz z innymi mężczyznami, bronić stolicy. Jej mąż pojechał po kolejne osoby. Irina jest dzielna. Nie chce opowiadać o tym, co przeżywa. Nie zdradza swoich emocji. Bardzo martwi się o najstarszego syna, ale jest pełna nadziei, że zachodni świat powstrzyma działania wojenne. Jak mówi nie lubi bezczynności, dlatego też chce włączyć się w pomoc humanitarną dla Ukrainy, ale też nawiązać kontakt z organizacjami, które mogą wspierać ją militarnie.

Oksana przyjechała z obwodu frankowskiego. Przywiózł ją tata. Młoda kobieta jest położną. Jej mama wraz z babcią pozostały na Ukrainie. 80?letnia babcia nie chciała opuszczać rodzinnej wioski. Oksana jest tutaj sama. Śledzi wydarzenia na Ukrainie. Wciąż jeszcze słyszy wycie syren alarmowych. Próbuje odnaleźć się w nowych warunkach. Nie wie co będzie dalej. Chce, aby wojna skończyła się jak najszybciej. Cieszy się, że znalazła schronienie pod dachem Weroniki.

W między czasie do domu Weroniki z kolejnym kartonem wchodzi Patrycja Kosmacińska, która przyjechała z kartonem potrzebnych rzeczy z Fundacji Aktywnych Mam, gdzie od kilku dni trwa zbiórka. Zaraz potem pojawił się komendant hufca ZHP, Dariusz Czupryński, z deklaracją pomocy dla ukraińskich rodzin. O tym, że będą tu uchodźcy z Ukrainy

dowiedział się od znajomych. Tuż po tym Weronika odebrała telefon od Miszy, który utknął na granicy. W samochodzie wiózł siedem osób ? trzy dorosłe i czworo dzieci w wieku od 1,5 do 7 lat. Do granicy pozostało im jeszcze 7 km. W ciągu ostatnich sześciu godzin kolejka przesunęła się jedynie o 3 km. Weronika wie, że za kilkanaście godzin jej dom zapełni się kolejnymi osobami. Bruno jest gotowy oddać swój pokój dla gości z Ukrainy, a Livia chce podzielić się z ukraińskimi dziećmi ulubionymi zabawkami.

-Zobaczymy ile będzie osób. Najwyżej rozłożymy dodatkowe materace. Muszę przygotować ręczniki. Przydadzą się kosmetyki dla dzieci i pampersy ?mówi Weronika, segregując kolejne rzeczy z kartonu.

Pomimo zmęczenia Weronika nie traci pozytywnej energii i powera, którymi zaraża wszystkich wokół siebie. Szeroko otworzyła drzwi, aby dom jej rodziny stał się bezpieczną przystanią dla tych, którzy uciekają przed ostrzałami rosyjskich wojsk.

Print Friendly, PDF & Email