A nad nami Orzeł Biały, czyli o potrzebie budowy Muzeum Powstania Styczniowego w Ostrowcu Świętokrzyskim

„Jedlnia, Szydłowiec, Bodzentyn, Suchedniów, Baranowska Góra, Wąchock, Święty-Krzyż i Staszów 

w ciągu dwudziestu siedmiu dni okryły sławą Was obdartych, ogłodzonych, zziębniętych i utrudzonych marszami i biwakami.

Kraj, który ma takich żołnierzy, musi bydź wolnym i potężnym. Towarzysze broni! Ojczyzna i historya Was nie zapomną.”

(z odezwy gen. Mariana Langiewicza do wojska po bitwie w Staszowie dn. 18 lutego 1863 r., pisownia oryginalna)

Leży przede mną pokaźnych rozmiarów album, reprint oryginału z XIX w. zawierający fotografie ówczesnych mieszkańców ziem polskich. Zdjęcia są w kolorze sepii, odwzorowane z dagerotypów, pożółkłe, archaiczne, ale jakże dla nas cenne. Sfotografowani ludzie siedzą lub stoją pojedynczo albo w grupach, mężczyźni w odświętnych ubraniach, surdutach, czamarach, bekieszach, żupanach, dawnych mundurach, niekiedy kontuszach, w konfederatkach lub magierkach na głowach, z kapeluszami i cylindrami w rękach. Niektórzy z bronią, szablami przy boku. Brodaci, wąsaci, gładko ogoleni. Kobiety w szerokich krynolinach. Nikt z nich się nie uśmiecha. Patrzą na wprost, a z ich póz i twarzy bije powaga, duma, poczucie godności, hardość i niezwykły upór w dążeniu do celu. Obok fotografii zamieszczono adnotacje pisane odręcznie, cyrylicą. Jest to album policmajstra warszawskiego barona Płatowa Aleksandrowicza Fredericksa (1828-1888), naczelnika Warszawskiego Okręgu Żandarmerii w latach 1866-1873, zatytułowany Pamiat’ miatieża (‘Pamiątka buntu’) znajdujący się dziś w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Zawiera 729 obiektów, w większości fotografii. Album to po prostu kartoteka policyjna najgroźniejszych dla Cesarstwa Rosyjskiego przestępców, „buntowszczikow” – polskich patriotów. To oni i im podobni spiskowali, walczyli i tworzyli tajne struktury podziemnego państwa polskiego. Ich celem, tak wściekle zwalczanym przez jawne i tajne służby carskie, była wolna, niepodległa i suwerenna Polska.

W nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r. wybuchł ów „polskoj miatież”, który przeszedł do historii pod nazwą Powstania Styczniowego, jednego z najtragiczniejszych zrywów niepodległościowych w dziejach Polski. Bezpośrednią przyczyną powstania była ogłoszona 14 stycznia 1863 r. branka, w wyniku której do armii rosyjskiej chciano wcielić kolejnych 30 tys. mężczyzn. Miał to być zarazem skuteczny środek zaradczy na uspokojenie trwających od 3 lat demonstracji patriotycznych. Dobrze pamiętano w kraju, że poprzednio, w latach 1832-1862 z Królestwa Polskiego do armii carskiej na 25 lat służby trafiło ok. 300 tys. rekrutów, a do kraju wróciło zaledwie od 3 do 5% z nich. Do powstania stanęło w sumie 200 tys. Polaków, lecz jednocześnie w polu nie znalazło się więcej niż 25-30 tys. W ciągu 16 miesięcy rozgorzało 1228 zbrojnych starć, potyczek i bitew, w tym 956 (78%) w Królestwie Polskim, 237 na Litwie i Białorusi i 35 na Ukrainie. Najwięcej bojów stoczono w Górach Świętokrzyskich, na terenie ówczesnej guberni lubelskiej i w rejonach przygranicznych Galicji i Prus. Ostatnie grupki powstańców dotrwały na Podlasiu do wiosny 1865 r. Bezpośrednio w walkach zginęło ok. 22 tys. powstańców, prawie 40 tys. skazano na katorgę (Kaukaz, Syberia). Ogólną liczbę powstańców i konspiratorów, którzy polegli w walkach, zamęczeni w więzieniach, skazani przez sądy wojskowe na śmierć, zmarli wskutek ran i chorób w latach 1863-1864 oblicza się obecnie na 112 tys. Wojsko zaborcy natomiast straciło w bitwach ok. 4500 ludzi, z czego na terenie etnicznej Polski 3343. Rosjanie spalili 16 miasteczek, 85 wsi, o 10% zmalało pogłowie koni, o 20-30% zmniejszyła się produkcja przemysłowa w Królestwie Polskim, które po stłumieniu powstania zostało zunifikowane z Rosją i nazwane Krajem Nadwiślańskim (Priwislinskij kraj). Wiele miast straciło prawa miejskie, co doprowadziło do ich poważnego zubożenia. Carat dokonał konfiskaty majątków „miatieżnikow”, którymi za darmo obdarowano zasłużonych w tłumieniu powstania oficerów carskich (tzw. „majoraty”). W samym Królestwie Polskim skonfiskowano ponad 1600 majątków szlacheckich. Na terenie dzisiejszej Ukrainy rząd rosyjski przejął 144 polskie majątki o powierzchni 164 tys. hektarów. W samej guberni kowieńskiej skonfiskowano do lipca 1863 r. ziemie 1515 przedstawicielom średniej szlachty i 279 chłopom. Ponad 10 tys. uczestników powstania wyemigrowało z kraju. Pod naciskiem decyzji Tymczasowego Rządu Narodowego, który dekretem z 22 stycznia 1863 r. uwłaszczał chłopów, car dokonał tego samego w 1864 r. Rosyjski stał się językiem urzędowym. Lista represji jest długa, bardzo długa…

O przyczynach klęski napisano wiele tomów, wskazując na złą taktykę, strategię, brak uzbrojenia i dyscypliny, kiepską logistykę, spory polityczne działaczy niepodległościowych, wreszcie złą koniunkturę międzynarodową, itd. itd.

Najzacieklejsze walki toczyły się na terenie dzisiejszego województwa świętokrzyskiego, w tym nieopodal Ostrowca. Jedną z nich była bitwa w grudniu 1863 r. w lesie koło wsi Janika i osady Sadłowizna. Mam przed sobą kolejną cenną książkę, Monogafię historyczną Kunowa nad Kamienną i jego okolicy księdza Aleksandra Bastrzykowskiego z 1939 r., w której znajdują się informacje dotyczące tragicznych losów tego zbrojnego starcia. Poległych zebrano z pobojowiska i ulokowano w dzwonnicy w Kunowie w celu identyfikacji i pochowku na miejscowym cmentarzu. 19 grudnia 1863 r. urzędnik stanu cywilnego ks. Antoni Dąbrowski dla dopełnienia czynności sądowych dokonał wpisu do „Akt Zmarłych w Latach 1856-1886”. Identyfikacji 38 zabitych dokonywały żony, matki, sąsiadki, brat i zgromadzeni ludzie. Rozpoznano 20 z nich, 18 pozostało nieznanymi. Być może ich głowy i twarze były zmasakrowane nie do poznania. Tego nie wiemy, choć we wpisie nie ma żadnych danych dotyczących rodzaju ran zabitych. Czytam: „1. Chmielowski Józef. Trup wzrostu średniego, chuderlawy, włosy ciemnobląd, lat dwadzieścia pięć, twarz okrągła, nos spiczasty, ubrany w koszulę i spodnie płócienne. I dalej, kolejne nazwisko, opis ciała, pochodzenie, nazwisko osoby identyfikującej, zawód lub stan cywilny martwego. Pochodzili z Wielkiej Wsi, Iłży, Błazin, Tychowa, Piotrkowa, Jedlni, a nawet z Galicji. Mieli od 18 aż do 50 lat…

Leżeli równo, obok siebie, często w samej bieliźnie, koszuli, gatkach, obdarci z odzieży wierzchniej i butów, pohańbieni przez cmentarne hieny. Ich ubrane na czarno matki, siostry i małżonki, zanosząc się od płaczu, rozpoznawały w poległych swych bliskich. To nie byli żadni „panowie szlachta” czy też zaprawieni w boju żołnierze. To zwykli ludzie: szewc, tkacz, gajowy, lokaj, syn sołtysa, mieszkańcy okolicznych wiosek i miasteczek, tacy sami jak my dzisiaj, nasi sąsiedzi. Bo to nie było pospolite ruszenie „panów braci”, jak w minionych wiekach Pierwszej Rzeczypospolitej. To zryw narodu, wszystkich warstw społecznych. Taka bowiem była Historia powstania narodu polskiego, jak swe dzieło wydane na obczyźnie w latach 1867-1871 zatytułował jego uczestnik, historyk Agaton Giller.

Kiedy śpiewamy nasz hymn, nie wszyscy dziś zdają sobie sprawę z tego, jak głęboką prawdę zawierają słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Państwo może nie istnieć, ale świadomy swej tożsamości naród zawsze przetrwa.

We Lwowie w 1903 r. opublikowano zbiór dokumentów i wspomnień uczestników walk zatytułowany W Czterdziestą Rocznicę Powstania Styczniowego. Znamienne jest motto, jakie redaktorzy umieścili na pierwszej stronie. Składa się z dwóch cytatów. Pierwszy z nich pochodzi z Krzyżaków Henryka Sienkiewicza i brzmi: „Więc tobie wielka, święta przeszłości i tobie krwi ofiarna, niech będzie chwała i cześć po wszystkie czasy”. Drugi (nieco zmodyfikowany) cytat wzięto z Eneidy Wergiliusza: „Z kości naszych powstaną mściciele”. Owo motto przyświecało w następnych dziesięcioleciach historykom wychowującym kolejne pokolenia patriotów. Polityczne i militarne dzieje powstania były nie tylko dawnymi przykładami bohaterstwa przodków oraz ich dotkliwych porażek. Szczegółowo analizował je Józef Piłsudski i uczył się na wówczas poczynionych błędach. W swojej polityce już ich nie popełnił, skutecznie wykorzystując nadarzającą się koniunkturę międzynarodową w czasie pierwszej wojny światowej i po niej. Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość i dodatkowo umocniła ją wielkim zwycięstwem nad bolszewikami w 1920 r., bowiem patriotyczny duch w narodzie nie umarł.

Z doświadczeń roku 1863 skorzystano także w czasie drugiej wojny światowej. W okupowanej Polsce powstała bowiem największa w Europie armia partyzancka (AK) i podziemne państwo polskie.

W okresie międzywojennym, w wolnej Ojczyźnie zadbano o jeszcze żyjących weteranów powstania. Upamiętniano także ich groby stosownymi pomnikami. W wielu miastach nazwano ulice imionami powstańczych przywódców. ”Jeśli o nich zapomnimy, niech Bóg zapomni o nas”, powiadano. Nie zapomniano o nich także w PRL-u w setną rocznicę wybuchu insurekcji i później w III RP. Na terenie naszego województwa upamiętnień takich znajduje się ich sporo, w tym kilka w Ostrowcu i okolicy. Jednym z najpiękniejszych jest pomnik na cmentarzu w Szewnie poświęcony powstańcom poległym w bitwie w Gromadzicach i zmarłym w szpitalu w Klimkiewiczowie po bitwie bodzechowskiej. Tym, co uderza w podpisie,  jest wiek poległych. Taki sam jak ich spadkobierców ideowych – Powstańców Warszawskich na cmentarzu na Powązkach. 17, 18, 20 lat. Przed nimi było jeszcze całe długie życie, ale bez wahania oddali je dla Ojczyzny, bo wierzyli, że „Polska to wielka rzecz”.

Jaka jest imponująca siła patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny, widzimy teraz na Ukrainie. To doskonale pokazują Ukraińcy, zbrojnie zmagając się z naszym wschodnim sąsiadem od wieków zaczadziałym ideą światowego imperium, Rosją, która mimo zmian ustrojowych wciąż pokazuje swe nieludzkie oblicze. Walczący Ukraińcy nie ukrywają, że przykładem dla nich jest zwycięstwo polskie w 1920 r., a swój hymn zaczynają bliźniaczo podobnymi do naszego słowami „Szcze ne wmerła Ukrajiny i sława, i wola”.

Tak w podsumowaniu swego opracowania z 1906 r. zatytułowanego Zapiski o polskich spiskach i powstaniach pisał o nas carski historyk Mikołaj Berg:

„Polacy, czy w Królestwie Polskim, czy na Litwie i Rusi, nie przestaną nigdy być Polakami, takimi, jakich widziało ich już kilka rosyjskich pokoleń. Zawsze oni w głębi swych serc żywić będą też same nadzieje, też sama marzenia, i nie pozbędą się swojej nienawiści do wszystkiego co rosyjskie. I jak ich przodkowie, tak i następne pokolenia nie dadzą się wyleczyć żadnemi zawodami i klęskami, żadną niesumiennością zachodniej polityki, żadnemi konfiskatami majątków, wieszaniami i zsyłkami na Sybir. Takie jest nasze najgłębsze przeświadczenie. Po zmianie stosunków w Rosyi można nimi lepiej rządzić; można ostatecznie osiągnąć, że przestaną uważać Rosyan za Mongołów i barbarzyńców, za swego pierwszego i głównego wroga. Lecz w zupełności ich zadowolić; jest dla Rosyi niepodobieństwem. Jest to tak samo próżne marzenie jak zlanie się Polski i Rosyi w jeden bratni naród. Nowa Rosya, jakikolwiek ustrój przybierze, pozostanie dla Polaków tem, czym była dawna i teraźniejsza, to jest, nieubłaganym wrogiem. Będzie tak samo gnębić ich i poskramiać bez litości. Pozbądźmy się marzeń! Na ogromnych przestrzeniach, między Bałtykiem a Czarnem morzem, między Uralem a Zachodnią Europą, dwóch panów być nie może! Rosya lub Polska musi wyłącznie rządzić i gospodarzyć. My, albo oni! Innego rozwiązania kwestyi polskiej niema, i być nie może.” (pisownia oryginalna).

Warto tu przytoczyć jeszcze inną opinię o Polakach, wygłoszoną przez cara Mikołaja I Romanowa: „Znam tylko dwa typy Polaków, tych, którzy się zbuntowali przeciwko mnie, i tych, którzy pozostali mi wierni – jednych nienawidzę, drugimi gardzę”. Tak też myślą również dziś rosyjskie rządzące elity, a wraz z nimi także znaczna część społeczeństwa post-sowieckiej Rosji. Nic się nie zmieniło. I nie powinniśmy o tym nigdy zapominać.

A oto kolejny przykład powtarzalności historii. Szczęsny Stanisław Potocki herbu Pilawa zaocznie został skazany przez narodowy Sąd Najwyższy Kryminalny na karę śmierci jako „herszt spisku targowickiego”. 29 września 1794 r. jego portret symbolicznie powieszono na szubienicy. Wcześniej szczodrze szafował kłamliwymi hasłami swej miłości do Ojczyzny „do krwi ostatniej”. W 1795 r. za swą „działalność” otrzymał od carycy Katarzyny II Order Aleksandra Newskiego i rangę generała en chef. Po abdykacji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego twierdził, że nie chce już mówić „o przeszłej Polsce i Polakach. Znikło już to państwo, i to imię, jak znikło tyle innych w dziejach świata. Ja już jestem Rosjaninem na zawsze”. Zmarł na „gnicie nerek” 14 marca 1805 r. i został pochowany w mundurze rosyjskiego generała.

Niecałe trzy lata temu poseł Sejmu RP Krzysztof Mieszkowski (PO) z Wrocławia, który wcześniej składał przysięgę w Sejmie na wierność Polskiej Konstytucji, w telewizji publicznej stwierdził, że jest „Europejczykiem polskiego pochodzenia”, a „Polska będzie zlikwidowana ewolucyjnie”. Powieściopisarka Maria Nurowska zaraz po ostatnich wyborach prezydenckich zamieszczała w mediach społecznościowych wpisy w rodzaju: „Nie chcę Cię Takiej Polsko! Już wolałabym Cię pod protektoratem Rosji… Byliśmy wszyscy raczej niebogaci materialnie, ale za to duchowo…” Zostawiam te wynurzenia bez komentarza.

„Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów strzeżcie się agentur”, przestrzegał w 1927 r. marszałek Józef Piłsudski. I dobrze wiedział, o czym mówi. Dodam jeszcze do jego słów – „i użytecznych idiotów”, jak taki typ ludzi nazywali bolszewicy. Kiedy przychodzi czas próby, maski spadają i ukazują się prawdziwe oblicza „patriotów” różnych frakcji politycznych.

Tuż przed wybuchem Powstania Styczniowego literat Felicjan Faleński pisał:  „Gdzie nie ma przeszłości, tam i ojczyzny być nie może; bo ojczyzna to koniecznie ziemia z prochu ojców. Komu brak ojczyzny, tego i narodowość jest czystą abstrakcją.”

Powiada się, że historia uczy, że nikogo nie nauczyła. Nieuków owszem. Kto nie zna historii, skazany jest na powtarzanie błędów. Kto nie zna przeszłości, nie rozumie teraźniejszości i nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Naród bez historii przestaje być narodem. Staje się łatwo sterowalnym zbiorowiskiem zatomizowanych jednostek podatnych na wszelkie manipulacje. To są znane od bardzo dawna prawdy, prawie truizmy, które niestety trzeba ciągle powtarzać kolejnym pokoleniom rodaków zapatrzonym teraz w urojoną, „bajeczną” przyszłość Europy i fantasmagorycznego „narodu europejskiego” zjednoczonego „pod berłem” naszych zachodnich sąsiadów. Ten projekt to kolejna wersja niemieckiego imperium, tym razem w wersji soft. Mechanizmy społeczne i procesy dziejowe są powtarzalne. Choć pojawiają się w nowych kostiumach, łudzących naiwnych ludzi. Unia Europejska przetrwa tylko wtedy, kiedy będzie unią wolnych, współpracujących ze sobą narodów, szanujących się wzajemnie i ceniących swoje tradycje oraz historię. Piękno, bogactwo i wartość Europy polega na jej wspaniałej różnorodności, a nie na utylitaryzmie, kulturowej „urawniłowce” i centralistycznym zarządzaniu.

 „Historia to uzgodniony zbiór kłamstw” powiadał niegdyś Napoleon Bonaparte. Oczywiście, zbiór uzgodniony z aktualną władzą. Jeszcze ciekawiej wypowiedział się na ten temat Edward Bernays, badacz mechanizmów manipulacji i propagandy (siostrzeniec słynnego twórcy psychoanalizy Zygmunta Freuda): „Historia jest bronią”. I tak jest do dziś. Bohaterowie stają się zdrajcami, zdrajcy bohaterami. Nic nowego. Co jakiś czas wszystko się odwraca.

Wsiu istoriju nado brosit’ w lampoczku”, powiedział mi pijany przedstawiciel władzy sowieckiej, kiedy w 1988 r. przejeżdżając tranzytem przez Ukrainę, chciałem zwiedzić zamek w Chocimiu, miejscu tak ważnym dla naszych dziejów w XVII w. Historię, którą indoktrynowano Polaków w czasach carskiej rusyfikacji przed  pierwszą wojną światową, wedle której w szkołach podstawowych i średnich uczono (oczywiście w języku rosyjskim!), że Polacy dawniej byli prawosławni, w bitwie pod Grunwaldem krzyżaków pokonali Rosjanie, a Wiedeń przed Turkami uratowali prawosławni kozacy – istotnie należałoby spalić bez czytania. Historię z czasów sowietyzacji Polski, która mówiła m.in. o „wyzwalaniu narodów Europy w latach od 17 września 1939 r. do jesieni 1945 r. przez Armię Czerwoną”, Katyniu jako zbrodni hitlerowskiej, „biełych” i „krasnych Poliakach” w XVI w., Słowianach istniejących już w czasach paleolitu i tym podobnych bredniach – także. „Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”, przestrzegał w XIX w. Józef Szujski. W minionych dziesięcioleciach doświadczyliśmy tego wręcz namacalnie i bardzo boleśnie. Dziś również słyszymy opowieści o „polskich obozach koncentracyjnych” i tajemniczych „nazistach, którzy pod wodzą Hitlera podbili Niemcy”. Tym razem takie zdumiewające „baśnie” opowiadają potomkowie zachodnich okupantów. Przykłady można mnożyć.

Krew i życie oddane za wolność, niepodległość i suwerenność Polski nigdy nie powinny być zapomniane. Jeśli zapomnimy o swoich bohaterach, o ich cierpieniu i bezprzykładnych ofiarach, będzie to oznaczać, że nie jesteśmy ich godni, że ich poświęcenie było nadaremne, ponieważ jesteśmy duchowymi niewolnikami, zdeformowanymi kompleksem niższości, niewierzącymi w swoje możliwości, talenty i siły. A przecież to dzięki nim, polskim patriotom, mimo wynaradawiania, zsyłek, czystek etnicznych, katorgi, prześladowań i potwornych zbrodni – żyjemy. Wciąż żyjemy!

„Polacy, czy w Królestwie Polskim, czy na Litwie i Rusi, nie przestaną nigdy być Polakami, takimi, jakich widziało ich już kilka rosyjskich pokoleń. Zawsze oni w głębi swych serc żywić będą też same nadzieje, też sama marzenia, i nie pozbędą się swojej nienawiści do wszystkiego co rosyjskie. I jak ich przodkowie, tak i następne pokolenia nie dadzą się wyleczyć żadnemi zawodami i klęskami, żadną niesumiennością zachodniej polityki, żadnemi konfiskatami majątków, wieszaniami i zsyłkami na Sybir. Takie jest nasze najgłębsze przeświadczenie. Po zmianie stosunków w Rosyi można nimi lepiej rządzić; można ostatecznie osiągnąć, że przestaną uważać Rosyan za Mongołów i barbarzyńców, za swego pierwszego i głównego wroga. Lecz w zupełności ich zadowolić; jest dla Rosyi niepodobieństwem. Jest to tak samo próżne marzenie jak zlanie się Polski i Rosyi w jeden bratni naród. Nowa Rosya, jakikolwiek ustrój przybierze, pozostanie dla Polaków tem, czym była dawna i teraźniejsza, to jest, nieubłaganym wrogiem. Będzie tak samo gnębić ich i poskramiać bez litości. Pozbądźmy się marzeń! Na ogromnych przestrzeniach, między Bałtykiem a Czarnem morzem, między Uralem a Zachodnią Europą, dwóch panów być nie może! Rosya lub Polska musi wyłącznie rządzić i gospodarzyć. My, albo oni! Innego rozwiązania kwestyi polskiej niema, i być nie może.” (pisownia oryginalna).
„Niewolnikiem jest ten, kto czeka, aż mu ktoś podaruje wolność” (Ezra Pound). Wolność nie jest dana raz na zawsze. Należy o nią dbać, a kiedy zaistnieje taka potrzeba – o nią walczyć. Niewolnik boi się wolności, albowiem zawsze łączy się ona z odpowiedzialnością. Za siebie, swoją rodzinę, naród, państwo. Za swe decyzje, czyny, oszustwa i podłości. Niewolnik szuka pana, aby się mu podporządkować, a zarazem zrzucić na niego całą odpowiedzialność za swoje nędzne działania. Mentalny niewolnik jest ludzką kreaturą. „Niewolnicy wszędzie i zawsze niewolnikami będą – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami”, pisał Cyprian Kamil Norwid. Czy takimi mamy i chcemy być?

 

Nie ma przyszłości bez przeszłości. Utrwalanie pamięci historycznej kolejnych generacji narodu, świadomości dokonań przodków oraz ceny, jaką przyszło zapłacić minionym pokoleniom za niestrudzoną walkę o wolność i niepodległość, jest rzeczą podstawową. Stąd istnieje potrzeba zachowania i kultywowania dziedzictwa narodowego oraz wychowania młodzieży i społeczeństwa w duchu patriotycznym. To rzecz tak oczywista…

Od prawie dwudziestu lat optuję za zmianą dotychczasowego profilu Muzeum w Częstocicach, aby miało ono znaczenie ogólnopolskie. Muzeum w Krzemionkach uzyskało w 2019 r. najwyższe w opinii światowych specjalistów uznaniewpis na Światową Listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Krzemionki i neolityczne kopalnie z nimi sąsiadujące to pierwszy i jak dotychczas jedyny zabytek archeologiczny z Polski umieszczony na tej Liście. To niezwykły sukces i zaszczyt. A co z pięknie odnowionym teraz gmachem pałacu Wielopolskich? Otóż właśnie.

Muzeum to oprócz statutowych zadań gromadzenia, magazynowania, opracowywania i udostępniania zbiorów powinno mieć, moim zdaniem, znaczący wkład w edukowanie kolejnych pokoleń Polaków w duchu patriotyzmu (nie należy mylić tego pojęcia z nacjonalizmem i szowinizmem!), miłości Ojczyzny oraz szacunku do niepodległościowych tradycji, jakie od wieków istnieją na ziemi świętokrzyskiej. Edukacyjny charakter muzeum powinien ugruntować w młodzieży przynależność do narodu polskiego w ramach wspólnoty europejskiej, dać silne poczucie tożsamości, przywiązanie do Polski, rozbudzić dumę i stać się zarazem natchnieniem do działania dla narodowego dobra. Należy czcić heroizm i zwycięstwa przodków, cieszyć się ich wielkimi dziełami i uczyć się na ich błędach, aby ich w przyszłości nie powtarzać.

To szczytne zadanie można zrealizować poprzez przekształcenie charakteru dotychczasowego muzeum i nadanie mu innej formuły działania. Przypomnieć tu należy nie w pełni jeszcze doceniony okres wielkiego zrywu patriotycznego, jakim w XIX wieku było Powstanie Styczniowe 1863 roku. Prawie połowa bitew i potyczek, jakie miały miejsce w Królestwie Polskim toczyła się na terenie ziemi sandomierskiej, w tym w Ostrowcu i jego najbliższym rejonie. Ten bohaterski, a zarazem tragiczny zryw odnotowany został jedynie epizodycznie w muzeach centralnych, lecz jak dotychczas nie stworzono w Polsce żadnego muzeum w całości poświęconego Powstaniu Styczniowemu. Wiedza o tym traumatycznym dla narodu doświadczeniu powinna być powszechnie znana.

Za lokalizacją tego typu placówki w Częstocicach przemawiają gmach dotychczasowego muzeum pochodzący z XIX w., tradycje bojów powstańczych upamiętnionych wieloma pomnikami, a także rosnące wśród mieszkańców Polski zainteresowanie tym okresem. Istnienie takiej placówki jest wartościowym uzupełnieniem ogólnej oferty turystycznej województwa świętokrzyskiego. 11 maja 2014 r. w Sudole jednorazowo (niestety) nasze muzeum zrealizowało mój pomysł dotyczący rekonstrukcji bitwy pod Jeziorkiem, imprezę edukacyjną, która cieszyła się dużym powodzeniem. Warto ją wznowić.

Raz jeszcze powtarzam, Muzeum w Częstocicach należy rozwinąć w instytucję ponadlokalną, poprzez wyznaczenie mu nowej misji, opowiadającej dzisiejszym i nadchodzącym niełatwym czasom. Warszawa ma znakomite Muzeum Powstania Warszawskiego, Ostrowiec i ziemia świętokrzyska powinny mieć nowoczesne Muzeum Powstania Styczniowego o ogólnopolskim znaczeniu, co ewidentnie podniesie rangę tej instytucji kulturalnej oraz – co nie ukrywam – zwiększy również wydatnie frekwencję zwiedzających i przyczyni się do rozsławienie tego miejsca ważnego dla historii Ojczyzny.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *