Poszła do szpitala po zdrowie i już nie wróciła

Zgłosiła się na operację do Starachowic, aby pozbyć się uporczywego bólu biodra i poprawić swą sprawność ruchową. Miała wrócić za kilka dni, podjąć rehabilitację. Chciała jak najszybciej zająć się ulubionym, przydomowym ogródkiem, pełnym owocowych krzewów, warzyw i hodowanych od lat kwiatów. Poszła „z marszu” do wybranej lecznicy po zdrowie i już nie wróciła.
Rodzina, znajomi, sąsiedzi pani Władzi nie mogą pogodzić się z tym, co się stało. Niespodziewanie odeszła kobieta pełna energii, wigoru, wzór pracowitości i zaradności. Nigdy nie prosiła o niczyją pomoc, choć nieraz jej potrzebowała. Sama potrafiła rozwiązywać swe problemy, których życie jej nie szczędziło.
Na zabieg w Starachowicach zdecydowała się 1,5 roku temu. Dlaczego tam? Bo w tej lecznicy wprowadzono nowatorskie, małoinwazyjne chirurgiczne cięcie przy operacji wszczepienia endoprotezy, czyli sztucznego stawu biodrowego. Pacjenci, u których można było je wykonać, zaczynali chodzić już następnego dnia po zabiegu i szybko wracali do zdrowia i fizycznej sprawności. I o to jej właśnie chodziło. Nie chciała nikogo obciążać opieką nad sobą. Od śmierci męża mieszkała samotnie.
Kiedy dobiegł termin, na który oczekiwała, zgłosiła się do starachowickiego szpitala. Nie zmieniła wcześniejszej decyzji, choć lekarz, któremu zaufała i który zakwalifikował ją do operacji, już w tej lecznicy nie pracował. Miała świadomość potencjalnego ryzyka, ale też i korzyści, na które oczekiwała po wszczepieniu endoprotezy.
Do szpitala przyjęto ją w środę, 26 kwietnia br., a operację wyznaczono na następny dzień. W czwartek, tuż przed zabiegiem dzwoniła do znajomych, zapewniając, że wszystko jest w porządku i za parę godzin się do nich odezwie. To były ostatnie z nią rozmowy. Po przeprowadzonym zabiegu, doszło do powikłań. Doznała ciężkiego krwotoku. Przewieziono ją na Oddział Intensywnej Terapii Medycznej, przetoczono krew. Krwotoku nie udało się jednak opanować. Zmarła w niespełna godzinę od przewiezienia na OIOM.
Następnego dnia rano przeprowadzono sekcję zwłok, w celu ustalenia, co było przyczyną śmierci? Rodzina oczekiwała informacji, czy nie doszło do błędu w sztuce lekarskiej? Z uwagi na przerwę „majowych” świąt nie udało nam się skontaktować z dyrektorem naczelnym starachowickiej lecznicy. Jak wiemy nieoficjalnie, dyrekcja szpitala uważa, że nie ma podstaw do tezy, iż doszło do błędu medycznego. W komunikatach powiatu starachowickiego, który nadzoruje szpital, także znajdujemy informację, że lekarze zrobili wszystko, aby ratować życie pacjentki. Tymczasem najbliższa rodzina pani Władzi chce wyjaśnić, co zadziało się na sali operacyjnej.
Sprawą na wniosek najbliższych zajęła się Rejonowa Prokuratura w Starachowicach.
-Obecnie zostały zabezpieczone dokumenty medyczne i ustalony krąg świadków -mówi rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach, Daniel Prokopowicz. -Postępowanie prowadzone jest w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci pacjentki. Opinia ujawni, czy doszło do błędu lekarskiego. Badanie sprawy zajmie kilka tygodni.
Mamy nadzieję, że wyniki postępowania prokuratorskiego będą odpowiedzią na wciąż dręczące najbliższą rodzinę pytania i to jedno najważniejsze: czy można było uratować życie kobiecie?
A.Mroczek, D.Moskalik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *