35 lat temu zastanawialiśmy się: wejdą, czy nie wejdą…? Między mitem a rzeczywistością

Dr Paweł Gotowiecki, ur. 1983, historyk, nauczyciel akademicki, dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Technicznych WSBiP.
Dr Paweł Gotowiecki, ur. 1983, historyk, nauczyciel akademicki, dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Technicznych WSBiP

-Panie doktorze, decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego pozostaje jedną z tych dysput historycznych, które – podobnie jak przewrót majowy czy powstanie warszawskie – nigdy nie znajdą satysfakcjonującego rozwiązania. Zawsze będą ci, którzy przyjmą argumenty o wyborze „mniejszego zła” i ci, dla których decyzja gen. Jaruzelskiego jest godna potępienia. Co pan na to?
-To fakt, że na skutek braku dostępu do rosyjskich archiwów, nie możemy ze stuprocentową pewnością powiedzieć, czy Rosjanie „weszliby” czy jednak „nie weszliby” w grudniu 1981 r. – mówi historyk, dr Paweł Gotowiecki. -Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną, pomijaną w dyskusjach, kwestię. Jesienią 1981 r. „Solidarność” zradykalizowała swoje postulaty, które mocno przesunęły się od kwestii ekonomicznych i socjalnych ku sprawom politycznym. Dochodziło np. do prób usuwania partii z zakładów pracy. W Ostrowcu próbowano usunąć Komitet Miejski PZPR z Zakładowego Domu Kultury. Akcją miał kierować Robert Minkina. Na Walnym Zebraniu Delegatów hutniczej „Solidarności” Wacław Dudkiewicz ostentacyjnie zaproponował, by PZPR zmieniła nazwę i nie szargała słowa „robotnik”. Dwa dni wcześniej szeregi „Solidarności” opuścił Czesław Stępień, członek KC PZPR i najwyższy rangą działacz partyjny w szeregach hutniczej „Solidarności”. Atmosfera w mieście i całym kraju stawała się naprawdę gorąca.
Z chwilą, w której związek oficjalnie czy nieoficjalnie zaczął podważać realia ustrojowe PRL, pole manewru i kompromisu radykalnie się kurczyło. W 1981 r. kiedy na Kremu urzędował Breżniew, a USA jeszcze nie ogłosiło doktryny Reagana, próba obalenia komunizmu mogła się skończyć tak, jak w 1956 r. na Węgrzech czy w 1968 r. w Czechosłowacji. Stan wojenny więc nie był alternatywą dla bezkrwawego przejęcia władzy przez „Solidarność”, lecz – jestem o tym przekonany – dla innej, zewnętrznej czy wewnętrznej formy konfrontacji.
-Wszyscy pamiętamy, że ostrowiecka huta była wówczas jedynym strajkującym zakładem Kielecczyzny…
-W dniach od 13 do 14 grudnia 1981 r. w całym województwie kieleckim podjęto kilka, czy kilkanaście prób strajkowych, natomiast jedynym zakładem pracy, w którym skutecznie przeprowadzono strajk, była Huta im. Nowotki. Zapewne wpływ na to miało kilka czynników – dyscyplina załogi, wyłonienie się charyzmatycznych liderów  czy swoisty paraliż dyrekcji i Komitetu Zakładowego PZPR, z którego zresztą gremia te były już w stanie wojennym rozliczane. Ostrowiec miał spore szczęście, że nie powtórzył losu tych zakładów pracy, w których protest pacyfikowano siłą. Myślę, że na to także złożyło się kilka czynników – mądrość przywódców strajku, zwłaszcza Jerzego Jabłońskiego i Andrzeja Dudka, niedopuszczenie do głosu związkowej ekstremy, rozsądek dyrektora huty Adama Śniadowskiego oraz dowodzącego operacją odblokowania huty płk Stanisława Iwańskiego, który nie tylko skutecznie prowadził negocjacje nad zakończeniem strajku, ale powstrzymał zapędy co niektórych „jastrzębi” z PZPR i resortu MSW. A przecież zebrani 13 grudnia w siedzibie Komitetu Miejskiego najbardziej aktywni działacze partyjni liczyli się, że zostaną uzbrojeni. Opinia taka znalazła się w późniejszym oficjalnym protokole. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby do głosu doszli radykałowie z jednej bądź drugiej strony.
-Jak ocenia pan w kontekście okresu stanu wojennego funkcjonowanie solidarnościowego podziemia?
-Jednym z mitów dotyczących stanu wojennego jest przeświadczenie o masowym oporze społecznym. Prawda jest bardziej złożona i chyba należałoby zacząć od definicji oporu społecznego czy tzw. konspiry. Postawy opozycyjne w stanie wojennym były zróżnicowane, także pod kątem penalizacji. Czym innym w kontekście ewentualnych konsekwencji było drukowanie podziemnej prasy czy broszur, czym innym udział w tzw. mszach za ojczyznę, na które władza patrzyły niechętnie, ale które nie były nielegalne.
Natomiast jeżeli chodzi o liczbę tych, którzy w Ostrowcu czynnie zaangażowali się po 13 grudnia w działalność podziemną, zapewne nie przekraczała ona jednorazowo kilkudziesięciu osób. Były to zresztą osoby, które w okresie „karnawału Solidarności” należały do drugiego, czy nawet trzeciego szeregu związkowców, później zaś poczuły impuls do aktywnej działalności. Ze zrozumiałych względów przeważały – choć od reguły bywały wyjątki – osoby młode. Brak doświadczenia, niestety, zbierał swoje owoce. Działalność pierwszej zorganizowanej grupy podziemnej – Komitetu Ocalenia Związku – zakończyła się wsypą i aresztowaniem sześciu jej członków. Doświadczenie działania w „konspirze” miało przyjść z czasem.
-Dziś o stanie wojennym mówi się w kontekście tajnych współpracowników i ich czarnej legendzie, o tym kto miał, a kto nie miał założonej teczki…
-Tajni współpracownicy SB to temat, na który trudno się wypowiadać bez znajomości jej zasad i technik pracy operacyjnej. Niestety, gierki polityczne wokół archiwów PRL, „dzika lustracja” Wildsteina, wreszcie naturalna, ludzka potrzeba sensacji spowodowały, że temat TW, to dziś bardziej publicystyka historyczna niż rzetelne badania. Tajni współpracownicy oczywiście funkcjonowali, ale w pojęciu tym mieści się przynajmniej kilka kategorii osób, pozyskiwanych do współpracy w różnych, interesujących resort bezpieczeństwa obszarach. Także tych nie mających związku z polityką. W działaniach operacyjnych związanych z „Solidarnością” i opozycją uczestniczył mały procent TW – ludzie mający dostęp do „jądra” opozycji i na tyle inteligentni, żeby nie tylko informować, ale podejmować działania czy wpływać na ich kształt. W stanie wojennym władze podejmowały intensywne próby werbunku wśród ludzi związanych z „Solidarnością”, m. in. po to, by mieć kontrolę nad ewentualną próbą podejmowania działań konspiracyjnych. Skutki tych akcji werbunkowych oceniłbym, na bazie znanych mi dokumentów, jako średnie. Np. część internowanych, którzy podpisali dokumenty o współpracy, po wyjściu na wolność różnymi sposobami starała się z tej współpracy wykręcić. Symptomatyczny jest też przykład działacza związkowego, który zapewne pod wpływem strachu podpisał deklarację współpracy na początku stanu wojennego, po czym rozmyślił się i dekonspirując całe przedsięwzięcie, współpracę natychmiast zerwał. Swoją drogą zastanawiające jest pozyskiwanie przez SB różnych groteskowych postaci  na współpracowników. Tak więc, w przypadku TW, trudno czasem oddzielić mity od mniej barwnej rzeczywistości.
-Po ogłoszeniu stanu wojennego wielu działaczy spotkały porachunki i represje. Jak wielu?
-Przez niemal cały 1981 rok szeroko rozumiany obóz władzy znajdował się w defensywie. „Solidarność” kolejnymi roszczeniami nie tylko podważała podwaliny ustroju, ale także system nomenklaturowy, wykazując coraz to nowe żądania o charakterze rewindykacyjnym. „Szerzyły się coraz to nowe, najwymyślniejsze formy protestów, wzmagał się terror psychiczny wobec członków partii i aktywu” – stwierdzono w sprawozdaniu Komitetu Miejskiego PZPR i było to chyba faktyczne odczucie partyjnych aktywistów. Stąd nie dziwi swego rodzaju Schadenfreude i potrzeba wzięcia rewanżu nie tylko na „solidarnościowcach”, ale i członkach PZPR, którzy wykazali w okresie 1980-1981 chwiejną postawę.
Z największymi represjami spotkali się przywódcy strajku w ostrowieckiej hucie. W trzech procesach zapadło jedenaście wyroków skazujących na karę pozbawienia wolności. Były to oczywiście najgłośniejsze sprawy, ale rozliczenia ciągnęły się przez cały 1982 rok, mając różny charakter represyjności – od zwolnień z pracy czy ze stanowisk kierowniczych, przez zablokowanie awansu, relegowanie z partii, skończywszy na zwykłych upomnieniach W różnych sektorach różnie owe rozrachunki wyglądały. Wnikliwie weryfikowano kadry np. w oświacie, gdzie do „Solidarności” należało 77% nauczycieli.
Oczywiście nie brakowało głosów rozsądku i wezwań do opamiętania w dążeniu do rewanżu. Np. grupa członków Egzekutywy Komitetu Zakładowego PZPR Huty im. Nowotki wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie kary partyjnej dla niejakiego Żarskiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego ogłosił się w jednym z wydziałów huty „komisarzem politycznym”. Przyzwoicie zachowywali się I sekretarze Komitetu Miejskiego i Komitetu Zakładowego huty – Waldemar Kowalski i Bolesław Rybak. Ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć, że w Ostrowcu – na tle innych regionów kraju – skala rozliczeń i represji była umiarkowana. Oczywiście jest to ocena historyka, a doświadczenie uczestników tamtych wydarzeń może być i pewnie częściowo jest odmienne.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “35 lat temu zastanawialiśmy się: wejdą, czy nie wejdą…? Między mitem a rzeczywistością

  • 14 grudnia 2016 at 09:40
    Permalink

    Rzetelna ocena faktów dobrze się to czyta

    Reply
  • 14 grudnia 2016 at 13:54
    Permalink

    super ze mlode pokolenie jak dr Gotowiecki bada tamtą przeszłość i trzeba mu pogratulować nie znałem paru faktów przedstawionych w wywiadzie na pewno dla młodego pokolenia ma to znaczenie edukacyjne i patriotyczne

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *