Chcę tylko, aby dzieci wróciły…

W połowie listopada 2016 r. do Placówki Opiekuńczo -Wychowawczej w Opatowie trafiło  rodzeństwo: 14-letnia niepełnosprawna Anna i jej o rok starszy brat Piotr.
1Dzieci zostały odebrane Urszuli Karpińskiej, będącej dla nich opiekunem prawnym w postaci rodziny zawodowej. Anię kobieta wychowuje niemal od urodzenia, a Piotrka odkąd skończył roczek. Dzieci kobiecie zostały zabrane zgodnie z postanowieniem Sądu Rodzinnego w Zgorzelcu. Pracownicy zgorzeleckiego PCPR 14.11.2016 r. wykonali postanowienie sądu. Pani Karpińskiej zarzucono izolowanie dzieci od społeczeństwa, nie posyłanie do szkoły (kobieta prowadziła sama nauczanie w domu), szukanie na siłę chorób, według sądu, u zdrowego chłopca.
-Na przestrzeni ostatnich 7 lat pracownicy zgorzeleckiego PCPR-u notoryczne odnotowywali w swoich raportach o zjawisku „zamkniętych drzwi” w domostwie p. Urszuli K. – informuje starszy koordynator rodzinnej pieczy zastępczej Monika Czernicka-Wałoszek Działo się tak za każdym razem, kiedy próbowano zlustrować to domostwo bez zapowiedzi. Z robionych systematycznie przez pracowników wywiadów wyłania się obraz wskazujący na izolowanie dzieci – nastolatków od grup rówieśniczych czy szerzej – społeczeństwa.
Chłopiec wycofany przez opiekuna p. Urszulę K. ze szkoły zapadał na różne przypadłości: bóle brzucha, zatoki, przeziębienia, astmę, epilepsję. Opiekun każdorazowo dysponował stosownymi zaświadczeniami lekarskimi. Co istotne, brał na siebie nauczanie domowe nie mając do tego stosownych kwalifikacji i wykształcenia.
Jeden opiekun uczący na poziomie gimnazjum wszystkich przedmiotów. Pani Urszula jest jedną z 7 rodzin zawodowych tzn. mających ze starostwem normalny stosunek pracy, jest po prostu pracownikiem starostwa z wszelkimi konsekwencjami wynikającym z umowy o pracę. Urszula K. jest jedyną rodziną o tak dużej skali niesubordynacji i torpedowania wszelakich inicjatyw zmierzających do poprawy rozwoju i bytu dzieci.
-PCPR proponował mi różne kursy dla rodzin zastępczych, dotyczących uzależnienia od narkotyków, od alkoholu, ja nie miałam na to czasu -mówi pani Urszula. Opieka przy dzieciach pochłania bardzo dużo godzin. Poprosiłam o kurs z zakresu pierwszej pomocy, bo Piotrek stracił przy mnie kiedyś przytomność. Piotr ma problemy zdrowotne. Ma niedoczynność tarczycy i przysadki mózgowej. Miał operację na zatokę klinową. Tymczasem zarzucano mi, że pcham dzieci do choroby.
Co ważne, jak dodała dyrektor zgorzeleckiego PCPR, przez lata sytuacja w rodzinie była z trudnościami, ale jednak tolerowana ze względu na ogólnie rozumiane dobro dzieci, ich zażyłość z opiekunem prawnym, długoletniość tej opieki, jak również przekonanie, że wspólna praca umożliwi poprawę w jakiejś perspektywie czasowej.
-Może nie byłam idealną matką, ale niech dzieci trafią do dobrej placówki, przygotowanej dobrze, a nie do takiej, która powstała 3 miesiące temu, a teraz na siłę szuka dzieci -mówi U. Karpińska. Ania ma siniaki na rękach, które zrobił jeden z wychowawców. Dzieci 2 miesiące nie chodziły do szkoły, nie miały także nauczania indywidualnego. Piotr miał złamane śródstopie, z którym nic nie robiono przez 3 tygodnie. Dziecko było nazwane symulantem. Ania ma zwichnięty staw biodrowy, bardzo bolesny, w placówce nikt nie bierze tego pod uwagę podczas pielęgnacji. Specjalna wanna do kąpieli została zakupiona dopiero po mojej interwencji. Wyrobiono Ani dokumenty o upośledzeniu intelektualnym bez mojej wiedzy. Dzieci większość czasu spędzają w sali telewizyjnej, przed telewizorem. Zabrano Piotrkowi telefon, przez co nie ma z dziećmi kontaktu telefonicznego. Dzieci nie mają książek. Ania wysyłana jest do ośrodka z reklamówką, w której jest kanapka, picie i pielucha.
Dyrektor placówki w Opatowie, Agnieszka Jachimkowska nie chciała rozmawiać na temat zarzutów, które stawia pani Urszula. Dyrektor szybko  odprowadziła mnie do drzwi i równie szybko się pożegnała. Odesłała mnie jedynie do kierownika PCPR w Opatowie, Katarzyny Ambryszewskiej.
-Dbając o dobro dzieci, które potrzebują szczególnej ochrony i pomocy ze strony dorosłych, atmosfery szczęścia, miłości i zrozumienia, w trosce o ich harmonijny rozwój, zgodnie z obowiązującymi normami i przepisami prawa, nie będę się odnosić bezpośrednio do poszczególnych zarzutów postawionych przez rodzinę zastępczą dotychczas sprawującą opiekę nad dziećmi – mówi K. Ambryszewska. W mojej ocenie zarzuty są całkowicie bezpodstawne, o czym świadczą liczne interwencje ze strony pracowników PCPR w Opatowie, policji, pracowników Wydziału Polityki Społecznej i Zdrowia w Kielcach, a które nie wykazały żadnych nieprawidłowości w funkcjonowaniu placówki i pracy z dziećmi. Jednocześnie pragnę poinformować, iż w obecnym czasie trwa postępowanie sądowe, dotyczące zarządzeń opiekuńczych nad małoletnimi i ewentualnym powrotem do rodziny zastępczej.
Pani Urszula pokonywała 600 kilometrów, aby zobaczyć się z dziećmi. Od momentu, kiedy Ania i Piotr trafi li do opatowskiej placówki, spędziła z nimi – w przeliczeniu na dni – miesiąc. Kobieta przyjeżdżała, nocowała w Opatowie i spędzała czas z dziećmi. Zgorzelecki PCPR szukał miejsca dla dzieci bliżej ich dotychczasowego miejsca zamieszkania. Jednak żadna placówka nie chciała przyjąć dwójki dzieci z powodu braku miejsc. Dlatego trafiły do aż tak oddalonej od rodzinnego domu placówki. Zwrócenie się pani U. Karpińskiej m.in. do telewizji, prasy, policji i Rzecznika Praw Dziecka spowodowało pojawienie się wielu pytań i kontrowersji wokół działań zgorzeleckiego i opatowskiego PCPR, z czego nie są zadowoleni zarządzający tymi instytucjami.
Skutkiem rozpaczliwych działań pani Urszuli, które są swoistym krzykiem matki, było zastosowanie ograniczonego prawa kontaktu z dziećmi oraz wyznaczony przez sąd czas odwiedzin jedynie w weekend przez 3 godziny.
-Bardzo chcę, aby Ania i Piotr do mnie wrócili, nie robiłam im krzywdy, kocham je bardzo – mówi pani Urszula.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *