Ostrowiec sprzed lat. Kolorowy, rozśpiewany i roztańczony. Oj działo się, działo w ZDK i “Kryształowej”… (zdjęcia)

Mira – od Melorytu do Blackoutu
Kubasińscy mieszkali w piętrowym domu przy Starokunowskiej  po drugiej stronie osiedla Skarpa. Ten dom stał jeszcze do lat 60-tych, później go zburzono. Matka Miry sprzedawała na Rynku jakąś pasmanterię, a na targowicy miała swój stragan z wyrobami mięsnymi. Z racji handlu, miała sporo z bazarowego zachowania. Mówiła dosadnie. Znana była w Ostrowcu z widzenia, ale większość ludzi zaczęło ją kojarzyć dopiero w momencie, gdy córka zaczęła robić karierę z zespołem Blackout…
Nieżyjący już Gustaw Kowalski opowiadał nam, że Mira… była piękną i zdolną dziewczyną… Śpiewali razem z Melorytmem na Festiwalu w Opolu. Ona wykonywała jedna piosenkę, on kolejną i jeszcze jedną z duecie. Miała cygańska urodę i wspaniały głos. Jeden z krytyków mówił niedawno, że był to głos niepowtarzalny. Nikt nie śpiewał później jej piosenek.
Główną postacią w tym zespole był Janusz Łuba, który grał na fortepianie, Gustaw Kowalski na klarnecie, Jerzy Jędrzejewski na akordeonie, Leszek Figurski na puzonie, Zygmunt Hajski na gitarze, a Marian Ruszkowski na perkusji. Solistką była Mira Kubasińska. Z zespołem tym grał też warszawiak Adamczyk. Dzięki jego znajomościom, Meloryt pojechał na opolski festiwal.
Mirę Kubasińską uczył muzyki Janusz Łuba. Przed laty opowiadał, że gdy przyszła do zespołu niewiele umiała, ale była za to niezwykle zdolna i miała słuch. Najpierw obie ze swą siostrą Alką tańczyły w balecie u Zbyszka Federaka. Dopiero później Mira trafiła do zespołu. Śpiewała „Dianę” i dlatego otrzymała taki przydomek.

 

Na strychu
Mira Kubasińska najpierw występowała w zespole pieśni tańca. Tańczyła, śpiewała.  Równocześnie przychodziła na próby zespołu estradowego i zaczęła występować jako solistka na potańcówkach jak to się mówiło na zabawy na strychu, organizowane przez ZMS, czyli – dla mniej wtajemniczonej młodzieży – Związek Młodzieży Socjalistycznej. Śpiewały tam razem z siostrą, Alką. Bo te zabawy na strychu były niczym magnez. Przyciągały tłumy. Z organizacją potańcówek na strychu wiązało się kilka nazwisk – Tadeusz Gontarczyk, Roman Kozłowski, Józef Sajda… Solistą Melorytu był też Gustaw Kowalski.
Nie było wtedy mikrofonów. Musieli śpiewać głośno, ale mieli taki głos, że wypełniał całą sale. Gdy zbliżała się godzina rozpoczęcia, cały korytarza był zakorkowany. Gustaw Kowalski przed laty wspominał o tym, że jeden z gości wspinał się na górę na drugie piętro po rynnie. Okno było otwarte i w pewnej chwili wszyscy usłyszeli wołanie: pomóżcie…! Podał mu rękę i wciągnął go do sali. Albo raz… tak się przepychali i poturbowali portiera Wojsę… Trzeba było wzywać lekarza.. Później  o tych imprezach na strychu mówiło się na mieście.
-Pamiętam, jak na strychu występował Stasiu Adamczyk – opowiada kierownik Zakładowego Domu Kultury w latach 1968-1974, Jerzy Zajączkowski. -Przywiózł swą towarzyszkę życia, która grała na saksofonie. Występowała także późniejsza członkini wojskowego zespołu pieśni i tańca, Bożena Kowalska.
Mirka szybko stała się gwiazdą estradową. Była niezwykle żywą, wszędobylską dziewczyną w odróżnieniu od spokojnej, wytonowanej siostry Alicji. Kiedy pojechali z Januszem Łubą na nagrania do Warszawy od razu wpadła w oko reżyserowi i warszawskim muzykom. Tak jakby nikogo więcej nie było tylko ona. Później pojechali z zespołem Pieśni i Tańca do Rzeszowa. Przyszedł na występ do Domu Kultury  Tadek Nalepa, bo gdzieś blisko mieszkał. Powiedział kim jest i co robi. Przywitał się ze mną a Mirka akurat stała blisko, więc ją przedstawiłem Nalepie. Tak się zaczęła ich znajomość i życiowa przygoda… Od pierwszego wejrzenia musieli sobie wpaść w oko, bo na Festiwalu w Opolu, Nalepa przyszedł i dosłownie ściągnął Mirę z estrady. Poszli gdzieś na miasto. Dość szybko pobrali się. Mira wyjechała z Ostrowca, ale wszyscy śledzili jej karierę z Blackoutem, później z Breackoutem i słuchali w radiu  przebojów.
Ukoronowaniem jej estradowej kariery było wydanie w latach 70-tych wspaniałej płyty zatytułowanej ”Po drugiej stronie tęczy”. Obok tytułowej piosenki Kapitalnie zaśpiewała utwór “Gdybyś kochał”.  Błyskawicznie trafił on na pierwsze miejsce muzycznych list krajowych i zagranicznych. Mira znakomicie wkomponowała się w bluesową muzykę Nalepy i Breackoutów. Do Ostrowca przyjeżdżała bardzo rzadko. Podróżowała po świecie, śpiewała chyba na wszystkich kontynentach.
Kolorowe Koty
-My także mieliśmy swoje kapele – opowiada Jerzy Zajączkowski. -Prym wiodły „Kolorowe Koty”.  Zanim objąłem kierownictwo ZDK byłem przez lata kierownikiem klubu „Młodość”, który miał swoją siedzibę przy ulicy Czystej w pałacyku pana Ryla. Tam odbywały się próby, małe występy, także potańcówki… W pałacyku stałą siedzibę miał zespół „Seven Boy’s”, który przekształcił się później właśnie w „Kolorowe Koty” i występował już w ZDK. Największym sukcesem zespołu było zajęcie trzeciego miejsca w finale ogólnopolskim muzycznych zespołów młodzieżowych. Zwyciężył wówczas zespół Dżamble. Koncert galowy odbył się w Sali Kongresowej. W zespole występowali bracia Mazurkiewiczowie, Janusz Wesołowski, Witold Gawron, Leszek Kwasek.
Najbardziej znany w zespole był Bogusław Mazurkiewicz, który już od 1964 roku, jako niespełna 20-latek grywał już na trąbce w krakowskim teamie Playing Family. Zasłynął w światku krakowskiego jazzu. Uchodził nawet za jednego z najbardziej uzdolnionych dixielandowych polskich trębaczy. Po rozpadzie grupy w 1968 roku współpracował z Cyganami Michaja Burano i Wiślanami. Wrócił jednak do Ostrowca i żył z dala od świata jazzu. Założył „Kolorowe Koty”, grał w zespole na organach. Zmarł nagle w wieku 32 lat…
Człowiek orkiestra
Janusz Łuba najpierw kopał piłkę i to na tyle dobrze, że występował w pierwszym zespole KSZO. Strzelał bramki. Drugą jego pasja była muzyka. Chyba niema drugiego takiego człowieka związanego z Domem Kultury. Gdyby wybrać dziesięciu najciekawszych i najbardziej związanych ludzi ze środowiskiem to w tej dziesiątce powinien się znaleźć pan Janusz. Jest żywą historią miasta.
-Janusz Łuba potrafił z dwóch nut zagrać melodię – wspomina Jerzy Zajączkowski. –Akompaniował na próbach zespołu tanecznego, później był kierownikiem zespołu. Nigdy nie rozstawał się z domem kultury. Zawsze zastanawialiśmy się, skąd ten człowiek ma tyle energii i zapału. Rano szedł do pracy do huty. Po południu przychodził na próby do Domu Kultury a wieczorami grywał jeszcze w Kryształowej i Hotelu Gromada. Do domu wracał o północy, a o piątej rano był już na nogach, by zdążyć do pracy. Zastanawialiśmy się, jak znajdował czas na prywatne życie?
W  młodości pracował jako radca młodzieżowy w Radzie Zakładowej związków. Krótko był kierownikiem Domu Kultury jeszcze w czasach, gdy mieścił się ona w obiektach KSZO. Z ZDK był związany ponad 30 lat. Dwadzieścia pięć razy brał udział z zespołem Pieśni i Tańca na Centralnych Dożynkach. jako akompaniator. Grał na stadionie X-lecia.  Poznał wielu wybitnych dyrygentów i muzyków…  W tej roli pan Janusz był doskonały. Zapraszany był przez kolejnych reżyserów tej centralnej imprezy. Sam mówi o sobie, że jest samoukiem. Grywał na pianinie, fortepianie i organach. nie mając wykształcenia dobył tytuł muzyka solisty na wszystkie instrumenty klawiszowe.
Grali, tańczyli i śpiewali
Zakładowy Dom Kultury utrzymywany był przez radę zakładową i dyrekcję huty. Pierwszym kierownikiem ZDK, jeszcze mieszczącego się na obiektach KSZO, był Wacław Włostowski. Później stanowisko to pełnił przez 11 lat Jan Żaczek, a następnie wielki miłośnik astronomii Jerzy Ułanowicz, który na dachu ZDK zainstalował obserwatorium. Schedę po nim przejął pan Śpiewak, a później Władysław Romanowski, Jerzy Zajączkowski oraz Stanisław Penksyk, który później parał się działalnością kabaretową i aktorską, a który obecnie jest autorem tekstów piosenek, reżyserem i producentem audycji radiowych oraz płyt. Jego następcą został Tadeusz Maj, a działalność ZDK przed jego komunalizacją kończyła Wiesława Sarba, założycielka Klubu „Perspektywy”.
-W ZDK chór prowadził przez wiele, wiele lat Bronisław Kosztowniak – wspomina Jerzy Zajączkowski. Później przejął go Andrzej Zając ze Starachowic. Ikoną zespołu tanecznego, czasami nazywanego „baletem”, był Zbigniew Federak. Nasi tancerze co roku występowali na centralnych dożynkach. Orkiestrą smyczkową i dętą dyrygował z kolei Lucjan Pawlik. Biblioteką opiekowała się Genowefa Krasińska. Pamiętam, że w szkole przyzakładowej nauczycielem, a później jej dyrektorem był Edward Lis, który wpadł na pomysł, aby utworzyć młodzieżową orkiestrę dętą. I utworzono ją. Zajęcia prowadził Adam Daniel.
Jak mówi pan Jerzy, który sam marzył o karierze aktorskiej, bogate życie prowadziła sekcja teatralna. Jej motorem napędowym był Stanisław Górny. Charakteryzacją artystów i wystrojem wnętrz sztuk granych na deskach ZDK zajmował się Stanisław Szypowski. Sekcja wystawiała swe sztuki w Starachowicach, Stalowej Woli, a nawet w Choszcznie niedaleko Szczecina, gdzie zaprezentowała „Odwety” Leona Kruczkowskiego. Nie sposób w tym miejscu zapomnieć o Zofii Wesołowskiej, Barbarze Tkacz z domu Gołąbek, Urszuli Walczak, Mieczysławie Żaku, Ryszardzie Kalinowskim, który był sekretarzem rady miasta i grał główną rolę w „Przewodniku Tatrzańskim”, Tadeuszu Ogórku, czy też bracie Miry Kubasińskiej, który pracował w ostrowieckim PKS-ie. Ostrowiecki „teatr” wystawiał m.in. „Zemstę Cygana”, w którym główne role kreowali Lucyna Koseła i Feliks Kończak, „Awanturę o Basię” Kornela Makuszyńskiego. Największym powodzeniem cieszyła się sztuka „Za siedmioma górami…”, w której z pasją rolę Pasibrzucha odgrywał Wacław Włostowski, a Dusigrosza Mieczysław Żarek.  Sztuka ta była wystawiana kilkadziesiąt razy, jeszcze w czasach, gdy Zakładowy Dom Kultury mieścił się w hali KSZO. Członkami sekcji scenicznej byli również Stanisław Tępicz, Roman Piątek,  Stanisław Karbowniczek, Wiesław Wieżel, Leon Galewicz, Wiesław Perczak, Witold Pater. Sekcja swoją działalność, co ciekawe, zaczęła jeszcze w okresie międzywojennym, a po wojnie wznowiła ją bodajże w 1947 roku.
Wtedy były takie czasy, że występy zespołów ZDK odbywały się podczas półgodzinnych przerw śniadaniowych na poszczególnych wydziałach huty. Co jakiś czas odbywały się cieszące się ogromną popularnością konkursy „Mikrofon dla wszystkich”, których laureaci mieli szansę podnosić swoje umiejętności artystyczne i występować również na scenie. W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych na deskach ZDK odbywały się mecze bokserskie. Walki zapowiadał Wacław Włostowski. W sali zawsze był komplet, a atmosfera na trybunach niesamowita. W lato festyny połączone z występami artystycznymi odbywały się przy muszlach koncertowych na Gutwinie i Bielinach. W ZDK, na początku lat siedemdziesiątych, działał chyba jedyny w historii Ostrowca romski zespół pieśni i tańca, dla którego stroje szyła ta sama firma, która ubierała słynne „Mazowsze”. Zespół, na czele z członkami rodzin Laczko i Głowackich,  występował w całej Kielecczyźnie. W budynku ZDK – tak jak obecnie – funkcjonowało kino o dość socrealistycznej nazwie „Przodownik”. Wielu pamięta tzw. dni otwartego kina z darmowymi seansami filmowymi dla dzieci i młodzieży. Wielkim zainteresowaniem cieszyły się westerny. Później takie hity ekranu, jak „Krzyżacy”, czy „Potop” grane były od rana do późnego wieczoru. Na deskach ZDK występowali niezwykle popularni artyści operetki lubelskiej i śląskiej.
Przyjeżdżały sławy
Dużą popularnością cieszyła się impreza z nazwą skopiowana z tytułu piosenki „Jeśli chcesz, proszę wstąp”. W jej trakcie najpierw występowali ostrowieccy artyści estradowi, a następnie same gwiazdy. Ostrowiec odwiedzili wówczas Emilia Radziejowska, Bogdan Łazuka, Irena Kwiatkowska, Hanka Bielicka, Mieczysław Wojnicki z małżonką, solistką operetki warszawskiej – Krystyną Kostal. W Ostrowcu gościł także niezwykle popularny Hans Kloss, czyli Stanisław Mikulski. Spotkanie z nim odbyło się na trzecim piętrze ZDK. Była pełna sala. Spotkanie prowadził redaktor Jerzy Figas. Niestety, nie udało się zaprosić do Ostrowca Ludwika Sempolińskiego – ikonę artystyczną ówczesnej Polski.
-Pamiętam, byłem bardzo przejęty rozmową z panem Ludwikiem – wspomina Jerzy Zajączkowski. -Umówiliśmy się w warszawskiej kawiarni „Nowy Świat”. Owszem, rozmowa była serdeczna i sympatyczna, ale nie byliśmy w stanie wypłacić panu Ludwikowi takiej gaży, jaką sobie zażądał.
W Ostrowcu koncertował także – jeszcze jako solista Niebiesko – Czarnych Czesław Wydrzycki – Niemen. W ogóle Niebiesko – Czarni cieszyli się w Ostrowcu ogromną popularnością.
No cóż, po tamtych latach pozostaną wspomnienia. Trudno jednak nie pokusić się o refleksję, że nie mielibyśmy nic przeciwko temu, aby dziś budynek po ZDK tętnił podobnym rytmem, co bez mała pół wieku temu…
Dariusz Kisiel
Krzysztof Florys

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *