Robert Bauer – niezwykły kolekcjoner i pionier filobutonistyki. Guzik to coś, co jest nic nie warte?

Robert Bauer zbiera guziki i gromadzi o nich wiedzę. Proszę powiedzieć, po co pan to robi?
-To moja pasja, którą nazywam filobutonistyką – mówi dr inż. Robert Bauer. -Niegdyś też uważałem guziki za przedmioty niegodne uwagi, bo przecież guzik to coś, co jest nic nie warte. Mówi się, że coś jest guzik warte, że podniesienie z ziemi guzika przynosi pecha. Tymczasem wiele lat temu guziki przedstawiały dużą wartość. Część była wykonywana z metali szlachetnych, były nawet inkrustowane drogimi kamieniami albo złocone czy posrebrzane. Zainteresowanie guzikami spadło na mnie przypadkowo. Kolekcjonowałem polskie orły, które noszono głównie na różnego rodzaju mundurowych nakryciach głowy. Kiedy liczba orłów w mojej kolekcji przekroczyła 100 sztuk, okazało się, że zaczyna się to robić drogie hobby. Jak miałem przekonać żonę, że kolejny orzeł jest na tyle unikatowy, że warto go kupić? Dostrzegłem, że na guzikach również są orły, a guziki są dużo tańsze, przynajmniej tak mi się wydawało… Kolekcję orłów poszerzyłem o kolekcję polskich guzików z orłami. Szukając kolejnych eksponatów zauważyłem, że na guzikach jest mnóstwo bardzo ciekawych motywów. Z czasem zacząłem też zbierać historyczne guziki mundurowe.
-To pan wprowadził do słownika języka polskiego pojecie „filobutonistyka”?

32253121_193383277950526_4551794249967861760_n
-Tak. Hobby nie posiadało nazwy. Mówiło się „kolekcjonowanie guzików”. Postanowiłem to zmienić. Poprzez znajomą dotarłem do znakomitych polonistów z Uniwersytetu Warszawskiego. Z ich pomocą wymyśliłem, że moje hobby będzie się nazywało filobutonistyką. Zacząłem promować to słowo, które przyjęło się w środowisku kolekcjonerów. Jestem więc filobutonistą.
-Ile guzików ma Pan już w swojej kolekcji?
-Dzielę je na cztery kategorie: guziki z kolekcji, dublety, destrukty oraz „popularesy”, które z racji słabej jakości wykonania nie nadają się do kolekcji, są to guziki pasmanteryjne, chińskiej produkcji, wykonane z plastiku przy pomocy wtryskarki. W kolekcji mam około 10 tysięcy, dubletów jakieś 2-3 tysiące, kilka tysięcy destruktów oraz jakieś 100 -200 „popularesów”, które regularnie przekazuję znajomej artystce z Niska, wykorzystującej je do wykonywania różnego rodzaju prac artystycznych.

3_top
-Zbiera pan wszystkie guziki, jakie wpadną panu w ręce, czy raczej konkretne egzemplarze?
-Zacząłem od zbierania polskich guzików mundurowych z orłami na awersie, a z czasem zacząłem zbierać wszystkie historyczne guziki mundurowe. Obecnie staram się ukierunkowywać na polskie guziki wojskowe i urzędnicze z końca XVIII, całego XIX oraz z I połowy XX wieku. Lubię guziki z okresu wojen napoleońskich, podobają mi się guziki rosyjskie oraz austriackie. Szczególny stosunek mam też do szlacheckich guzików liberyjnych, pięknie zaprojektowanych, starannie wykonanych i bogato zdobionych.

?

-Które guziki są najcenniejsze w pana kolekcji?
-Co pan rozumie pod pojęciem najcenniejsze? Chodzi o wartość materialną? Jeśli tak, to jak obiektywnie mam wycenić wartość częściowo skorodowanego guzika, wykonanego ze stopu cyny i ołowiu, który należał do żołnierza któregoś z regimentów piechoty, czy szwadronów jazdy z okresu Insurekcji Kościuszkowskiej? Czy może chodzi o wartość historyczną wspomnianego guzika? Zważywszy na znikomą ilość eksponatów historycznych ze schyłkowego okresu I Rzeczypospolitej, zważywszy na braki w opracowaniach naukowych dotyczących chociażby umundurowania z tego okresu, to jest to bardzo cenny eksponat. A może chodzi panu o wartość estetyczną, w tym wypadku raczej nie, bo wspomniany wcześniej guzik jest mało atrakcyjny dla oka: ciężki, szary, spatynowany, niekształtny, na awersie widnieje pokracznie, ręcznie wyryta cyfra o archaicznym kroju. Guziki tego typu są często pogięte, ukruszone, częściowo rozwarstwione, niekiedy pozbawione uszka. Dla mnie osobiście, guziki z okresu końca I Rzeczypospolitej są szczególnie cenne, gdyż pozwalają wypełnić lukę w poznawaniu naszej historii. Podobnie jest z guzikami związanymi z naszymi zrywami narodowymi, z latami odzyskiwania niepodległości oraz okresem II Rzeczypospolitej. Wielu jednak kolekcjonerów ceni wysoce estetyczne, herbowe guziki liberyjne, które można połączyć z historiami wielu zacnych i bogatych rodów.

banerek
-Są takie guziki, które było panu najtrudniej zdobyć?
-Są w Polsce guziki nie do zdobycia. Znam kolekcjonerów, którzy są w ich posiadaniu. Wiem, że szybko się ich nie pozbędą. Nawet nie myślę o ich zdobyciu. Trudne do zdobycia guziki to nie te pięknie błyszczące, tzw. „szufladowce”, a raczej nadgryzione zębem czasu guziki konkretnych, mało licznych i krótko istniejących jednostek wojskowych lub takich, które w sposób szczególny zapisały się w naszej historii. Jakieś 10 lat temu byłem na kontrakcie zagranicznym na tzw. Bliskim Wschodzie. Serfując po Internecie natrafiłem na rosyjski portal aukcyjny o ciekawej nazwie Mołotok. Zauważyłem tam przepiękny, polski, w doskonałym stanie i bardzo u nas rzadki guzik specjalnych polskich oddziałów, które były formowane w Jekatierynburgu w 1917 roku. Przy pomocy znajomego Ukraińca zarejestrowałem się na portalu, zalicytowałem i wygrałem tę aukcję. Zanim trafił ten guzik do mnie zdążyłem wrócić z kontraktu, przez półtora miesiąca przebył kilka tysięcy kilometrów, a kosztował jedyne 10 dolarów.

Kompozycja
-Postanowił pan zdobyć guzik od sutanny naszego Papieża-Polaka – Jana Pawła II…
-Tak. Żona poprzez siostrę zakonną uczącą w tej samej, co ona szkole, zdobyła adres pocztowy do papieża. Żona pomogła mi też w ładnym zredagowaniu listu do Papieża. W bardzo krótkim czasie przyszła odpowiedź z Watykanu, oczywiście z tym wymarzonym, papieskim guzikiem.

3_top_medal
-Gdzie wyszukuje pan egzemplarze do swojej kolekcji?
-Głównie poprzez polskie portale aukcyjne i społecznościowe oraz fora internetowe. Odwiedzam targi staroci, bazary i antykwariaty. Obserwuję też kolekcje oraz zbiory znajomych. Zdradzę jednak, że obserwuję też to, co mam pod stopami. Podczas wizyty w starym kompleksie koszarowym w Oleśnicy spostrzegłem wciśnięt y w kostkę brukową metalowy guzik z okresu PRL. Po dłuższym spacerze znalazłem ich aż cztery. Tkwiły w tym bruku co najmniej 30-40 lat.

ekslibrys
-W jak i sposób można przechowywać guzki?
-Świetnie nadają się do tego pudełka i pudełeczka, dające możliwość wzięcia do ręki każdy z eksponatów, choć guziki w takich warunkach niszczą się, a poza tym trudno szybko odnaleźć interesujący nas egzemplarz. Do tematycznych kompozycji wykorzystuję też plansze i gablotki, ale to rozwiązanie też ma wady, bo niektóre guziki są atrakcyjne, ciekawe i wartościowe z powodu tego, co znajduje się na ich rewersie. Niedawno pojawiły się na rynku specjalne albumy na guziki, miałem nawet okazję być konsultantem na etapie ich powstawiania i modyfikowania. Guziki umieszcza się na specjalnie zaprojektowanych kartach i można je obserwować zarówno z przodu, jak i z tyłu.
-Filobutonistyka to droga pasja?
-Najwięcej za jednego guzika zapłaciłem 250 zł. Są guziki, za które nie żal by mi było wyłożyć nawet 1000 złotych i byłbym pewien, że to dobry zakup. Nie wszystkie eksponaty z mojej kolekcji pochodzą z zakupów. Część zdobywam z wymian kolekcjonerskich. Początkowo, przyznaję naiwnie, sądziłem, że kolekcjonowanie guzików będzie dużo tańsze, niż zbieranie orzełków. Z tego powodu postanowiłem „kolekcjonować” chociaż zdjęcia tych najciekawszych eksponatów, zamieszczając je na swoim portalu.
-No właśnie, pana projekt Buttonarium jest dość popularny w Internecie… Portal ma 1500 zgłoszonych kolekcji oraz 8000 prezentowanych guzików. Skąd pomysł na ten portal?
-Należy raczej powiedzieć, że portal ma zgłoszonych ponad 1500 właścicieli, których guziki trafiły do @Kolekcji Buttonarium. Czasami są to pojedyncze guziki, które należą do osób całkowicie niezwiązanych z tym hobby. Za pomocą portalu ludzie piszą do mnie z prośbą o pomoc w identyfikacji jakiegoś guzika. Początkowo dokumentowałem tylko swoją kolekcję orłów oraz oczywiście guzików i robiłem to w formie strony internetowej. Z czasem zacząłem mimowolnie „kolekcjonować” zdjęcia unikatowych guzików należących do innych kolekcjonerów. To „kolekcjonowanie” zdjęć unikatowych guzików oraz chęć podzielenia się nimi z innymi kolekcjonerami, a także chęć zaprezentowania własnej kolekcji guzików były przyczyną, dla której postanowiłem opublikować w Internecie swoją, prywatną stronę kolekcjonerską. Jednym z głównych założeń publicznej wersji strony Buttonarium było, aby strona miała zbierać w jednym miejscu oraz porządkować całą wiedzę na temat historycznych guzików mundurowych. Dziś Buttonarium ma swoją nawet zaawansowaną wyszukiwarkę guzików. Portal odwiedza 250-300 osób dziennie, co tylko potwierdza, że jest potrzebny i powinien być rozwijany.

?

-Czy nie czuje się pan trochę jako pionier w rozpowszechnianiu wiedzy o filobutonistyce?
-Przyznaję, że trudno znaleźć informacje, dotyczące guzików, brakuje opracowań naukowych, nie wspomnę już o braku katalogów podobnych do tych, które mają do swojej dyspozycji np. numizmatycy, czy filateliści. Faktycznie, filobutonistyka jest takim pionierskim zajęciem, zmuszającym do aktywnych poszukiwań, odkrywania rzeczy dotąd nieznanych, dopisywania kolejnych kart z historii, chociażby naszej wojskowości. Jest w tym coś tajemniczego i romantycznego. Dlatego myślę o założeniu Fundacji Buttonarium, by projekt mógł być dalej rozwijany, co przerasta możliwości jednego człowieka, tym bardziej, że portal wykorzystywany jest jako źródło informacji na temat historycznych guzików, jest wymieniany we wszystkich polskich publikacjach z zakresu filobutonistyki, pojawia się nawet w różnych opracowaniach naukowych. Ostatnio dowiedziałem się, że jest umieszczany w przypisach do opisów niektórych eksponatów w jednym z warszawskich muzeów. Fundacja pozwoliłaby zdobyć fundusze na dalszy, szybki rozwój strony, która jest już pewnego rodzaju dobrem społecznym. Marzą mi się własne artykuły, publikacje, może nawet jakieś opracowania naukowe, wsparcie dla autorów książek z zakresu filobutonistyki, tłumaczenie książek zagranicznych, może nawet jakaś konferencja naukowa.

portal
-Od czego warto zacząć kolekcjonowanie guzików? -Ma pan jakieś rady dla początkujących filobutonistów?

-Oczywiście, ja zacząłbym od zapoznania się ze stroną Buttonarium (śmiech). Na szczęście dla kolekcjonerów guzików na terenie naszego kraju rozegrały się wszystkie najważniejsze wojny. Przez nasze ziemie przeszły wszystkie europejskie wojska, prowadziły tędy wszystkie główne szlaki komunikacyjne i handlowe, wszystko to powoduje, że możemy się tutaj natknąć na najbardziej egzotyczne guziki. Dzięki temu hobby to jest bardzo ciekawe, atrakcyjne i pouczające i gorąco polecam bliższe zainteresowanie się kolekcjonowaniem guzików. Nowych kolekcjonerów mogę zapewnić, że zbieranie guzików można rozpocząć od niewielkiego pudełka oraz że początkowo nie potrzeba przeznaczać żadnych dużych kwot pieniędzy, żeby zacząć budować swoją własną kolekcję guzików.
-Dziękuję za rozmowę.

32313318_193383434617177_1249301382477905920_nDr inż. Robert Władysław Bauer jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej, topografem wojskowym, geodetą, kartografem z 30-letnim stażem, oficerem w stopniu podpułkownika, doktorem nauk technicznych. Przez wiele lat był harcerzem i instruktorem. Należał do Amarantowej Osiemnastki z Hufca Mokotów. Obecnie pracuje jako dyrektor Instytutu Geodezji i Kartografii w Warszawie. Wraz z pochodzącą z Ostrowca Świętokrzyskiego żoną Magdaleną, absolwentką „Chreptowicza” i pedagogiem specjalnym, prowadzi Fundację Kenya Asante Sana Polska (www.pomagamywkenii.org.pl), której celem jest niesienie wszelkiej pomocy mieszkańcom Afryki Wschodniej w sytuacjach zagrażających ich zdrowiu, życiu i dobrobytowi, dotkniętym skutkami kryzysów gospodarczych i humanitarnych, klęsk żywiołowych oraz wojen domowych. Prywatnie ojciec dwójki dorosłych dzieci, który ostatnio opiekuje się około setką „adoptowanych” dzieci z kenijskiej wioski Mwabungu.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *