Wojna sąsiadów

W gminie Iwaniska trwa wojna sąsiadów. Toczy się ona o prawo do niezakłóconego korzystania z drogi wewnętrznej – nie całkiem prywatnej i nie gminnej.
W dniu 5 lipca na placu boju zjawił się komornik, który usiłował udrożnić przejazd. Sporny fragment drogi był częściowo zastawiony, m.in. pojazdami, w tym TIR-em oraz deskami, a nawet łańcuchem.
Na drodze obecni byli też dwaj policjanci, którzy – jak podkreśliła kom. Agata Frejlich, oficer prasowy KPP w Opatowie – nie brali udziału w czynnościach po stronie komornika, lecz jedynie pilnowali, by mógł on wykonać – zlecone mu wyrokiem Sądu Rejonowego w Opatowie, opatrzonego klauzulą natychmiastowej wykonalności – nakazane prawem czynności służbowe.
Postanowienie tymczasowe
Nie wszyscy mieszkańcy, których domy położone są wzdłuż tego fragmentu ulicy, zdecydowali się wystąpić do sądu. Sprawa cywilna o ustanowienie drogi koniecznej – w pasie istniejącego asfaltowego szlaku drogowego o szerokości 5 metrów – została wniesiona przez jedną rodzinę. Obecnie jest ona w toku, a stronie powodowej udało się jedynie uzyskać od sądu, do czasu zakończenia postępowania, zabezpieczenia poprzez nakazanie uczestnikom, wymienionym w postanowieniu sądu z imienia i nazwiska, usunięcia z drogi pojazdów i innych przedmiotów oraz zakazanie grodzenia, wbijania palików, ustawiania pojazdów, innych przedmiotów, jak i stawiania innych przeszkód w pasie istniejącego asfaltowego szlaku drogowego, w sposób uniemożliwiający swobodne korzystanie z drogi dojazdowej.
Sąd wydał to postanowienie w dniu 17 stycznia 2018 r., jednak dopiero po wydaniu przez sąd klauzuli natychmiastowej wykonalności, można było przystąpić do egzekucji. Dzień egzekucji nastał wyznaczony właśnie na 5 lipca 2018 r.
Racje rodziny
Powodowie twierdzą, że szlak drogowy, o który toczy się wojna, stanowi ich dojazd do drogi publicznej.
-Szlak ten został wydzielony na początku lat 80. ubiegłego wieku, z części działek stanowiących prywatną własność –mówi jedna z osób obecnych podczas egzekucji postanowienia sądu. Szlak ten był następnie wyasfaltowany na nasz koszt i do sierpnia 2017 r. wspólnie używany jako droga dojazdowa.
Niestety, po tym terminie – jak wynika z opowieści mojej rozmówczyni – zaczęły się prawdziwe schody. Druga strona miała ponoć utrudniać korzystanie z tego szlaku drogowego. W jaki sposób? Otóż poprzez ustawianie składu tarcicy, desek, a także parkowanie samochodów na całej szerokości drogi.
Zdaniem grupy osób, pozbawiało to ich dostępu do drogi publicznej i stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa, gdyż m.in. utrudniało interwencję służbom ratunkowym.
Werdykt sądu
Sąd uznał żądania wnioskodawców za słuszne. Dalsze bowiem odgradzanie, blokowanie, czy zastawianie nieruchomości w sposób trwały, może spowodować, iż usunięcie skutków tego działania byłoby długotrwałe, kosztowne i znacznie utrudnione.
W ocenie Sądu zastosowany sposób zabezpieczenia uwzględnia interesy wnioskodawców, zapewniając niezakłócone korzystanie z istniejącego szlaku drogowego, a jednocześnie nie obciąża uczestników postępowania sądowego ponad potrzebę, skoro – jak uprawdopodobnili to wnioskodawcy – sporny szlak istnieje od ponad 31 lat i nie stanowił dotąd przedmiotu sporu.
-Przez 31 lat korzystaliśmy z tej drogi –mówi jedna z mieszkanek. W końcu gdyby nie było tej drogi, to nie byłoby w tym miejscu tych kilku naszych domów. Ja zawsze korzystałam z tej drogi, bo z innej drogi, która jest wąska i długa, nie da się korzystać. Żaden pojazd nie jest w stanie tamtędy przejechać.
Kobieta powiedziała także, że w 1986 r. cała społeczność lokalna przekazała sporny kawałek drogi, stanowiącej bezpośredni i krótki dojazd do drogi wojewódzkiej, Urzędowi Gminy. Przekazali cały pas 5-metrowy. Zrobili to wszyscy, w tym poprzedni właściciel posesji, która teraz ma innego właściciela. Ale było to przekazanie na tzw. gębę – nieformalne, i gmina tej prywatnej drogi nigdy nie przejęła.
Władze gminy
Władze gminy twierdzą, że zrobiły wszystko, co w ich mocy, aby konfliktu nie było. W tym celu zorganizowały zebranie w siedzibie Urzędu Gminy, ale do zgody nie doszło. Jednak władze gminy nawet teraz, gdy w sądzie toczy się sprawa cywilna o ustanowienie drogi koniecznej, nie złożyły broni. Usłyszałem, że trwają przygotowania do przekazania tej sprawy do komisji rolnej.
Komornik – siła spokoju
Mimo upału komornik próbował wykonywać swoje czynności. Na jego wniosek policjanci spisali właścicieli pojazdów blokujących chwilowo przejazd. Jednak usunięcie ciężkiego sprzętu, takiego jak załadowany płytami TIR, to nie była robota dla pojazdu z lawetą na auta osobowe.
-Panowie, poinformujcie kierowcę, że blokuje przejazd – usłyszałem słowa komornika skierowane do policjantów. -A czy państwo wiecie, czyje są te samochody?
Padła odpowiedź, że pracowników.
Druga strona
Ten spór ma dwie strony i żadnej z nich dziś nie czaiłbym z góry przyznawać racji.
-Tu nie ma drogi, tu jest prywatny teren –twierdzi druga strona. Mam na to stosowne dokumenty, w tym mapę. Na ten moment tu nie wolno wchodzić nikomu: ani tej pani, ani panu (redaktorowi).
Mój rozmówca, jeden z głównych bohaterów tego lipcowego wydarzenia, dodał, że to jego sąsiad podał cywilną sprawę do sądu. Zrobił to dlatego, że nie chcę się z nim dogadać.
-Ja się starałem dogadać z sąsiadem, aby nie jeździli po mojej posesji –mówi druga strona. Aby mi nie mielili kołami, nie piszczeli, lecz zachowywali się jak ludzie. Ponieważ nie poskutkowało, to stwierdziliśmy, że nie będą tędy jeździć, bo to jest nasz teren.
Mój rozmówca stwierdził jeszcze, że druga strona nie może zrozumieć, że oni jeżdżą przez prywatne działki.
-My przez wszystkie lata płacimy z tego podatek -mówi. Nikt mi nie dołożył złotówki do tej drogi. Ale i druga strona przyznaje, że wszyscy kiedyś jeździli zgodnie po tej drodze.
-Natomiast nie jest prawdą, że tę drogę, tę pod moim domem, robił ktoś inny oprócz mnie -słyszę. Było ciche przyzwolenie, że wszyscy mogą po tej drodze jeździć. Tak było do momentu, w którym sąsiedzi nie zaczęli uprawiać sobie rajdów samochodami. Koła piszczały, a w nocy trąbili. Stwierdziliśmy, że tak dalej być nie może. Policja na nasze wezwania nie reagowała, twierdząc, że tu nie ma drogi publicznej. Parę lat temu złożyliśmy pismo w Urzędzie Gminy w sprawie tej drogi, ale odmówili. Uzasadnienie było takie, że to droga prywatna. Jeśli nikt nie chciał nam pomóc, to co mieliśmy zrobić, gdy jeździli pod naszymi oknami w sposób niebezpieczny?
Mój rozmówca podkreślił, że to, co komornik zastał na drodze w dniu 5 lipca, było przez niego anonsowane. Wiedział o tym sąd. Wiedział o tym komornik.
-Te ładunki, które przyjechały, były planowane cztery miesiące wcześniej –mówi.
A ten łańcuch? Mój rozmówca wyjaśnił, że jest zabezpieczeniem na czas rozładunku pojazdu, a nie blokadą przejazdu na stałe. Takie rozładunki w tym miejscu miały miejsce wiele razy w przeszłości.
Dwie racje
Dwie strony, dwie racje. Brak jedynie zrozumienia. Stawianie na swoim, przez tę lub inną stronę, może nie przynieść oczekiwanego sukcesu. Jeśli dojdzie do ustalenia przez sąd nowego stanu rzeczy, może nikomu nie przypaść w 100 proc. do gustu.
Szkoda, że spotkanie w Urzędzie Gminy, to z ubiegłego roku, nie zakończyło się pojednaniem. Tylko w dialogu jest szansa na dogadanie się. Na wojnie są tylko przegrani.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *