Pirat bez mandatu. Pędził z żoną do szpitala

Patrolujący drogę wojewódzką: mł. asp. Grzegorz Klechowski oraz sierż. sztab. Jacek Lipiec, funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego ostrowieckiej komendy, zauważyli jak osobowy Peugeot wyprzedzał dwa pojazdy na łuku drogi.

Był 8 lipca 2018 r., godz. 18.40, postanowili więc sprawdzić, co się dzieje?
-Gdy mundurowi wychodzili z radiowozu, z zatrzymanego auta wybiegł mężczyzna, krzycząc, że wiezie żonę do szpitala, gdyż nie może ona złapać oddechu –mówi Sylwester Kaniewski, oficer prasowy KPP w Ostrowcu Świętokrzyskim. Mundurowi natychmiast pobiegli do kobiety i udzielili jej pierwszej pomocy przedmedycznej. Ponieważ stan zdrowia 27-latki rzeczywiście wymagał szybkiego transportu do szpitala, mł. asp. Grzegorz Klechowski oraz sierż. sztab. Jacek Lipiec włączyli w swoim radiowozie sygnały pojazdu uprzywilejowanego i bezpiecznie dowieźli kobietę na miejsce, gdzie przekazali ją pod opiekę lekarzy. Dzięki właściwej reakcji policjantów na zaistniałą sytuację, 27-latka szybko trafiła pod opiekę lekarzy. Życiu kobiety nie zagraża już niebezpieczeństwo.


Ile na godzinę?
Tu rodzi się pytanie: jakie zasady rządzą prędkością jazdy po drogach publicznych i czy w ogóle wolno nam, kierowcom, je przekraczać?
Otóż według Kodeksu drogowego, dozwolona prędkość w obszarze zabudowanym wynosi do 50 km/h, a w godz. 23-5 do 60 km/h, chyba, że znaki pokazują co innego. Zgodnie z prawem prędkość ta może zostać podniesiona do 60, 70 czy też 80 km/h, jeżeli pozwalają na to warunki. W takiej sytuacji odcinek drogi musi być oznaczony znakiem B- 33 (ograniczenie prędkości). Co ważne – podniesienie prędkości dopuszczalnej w obszarze zabudowanym do 70 km/h i więcej nie dotyczy samochodów ciągnących przyczepę.
Prędkość dopuszczalna na drodze ekspresowej i na autostradzie wynosi odpowiednio 120 km/h i 140 km/h. Z kolei prędkość dopuszczalna w strefie zamieszkania jest ograniczona do 20 km/h. Obowiązuje ona do odwołania przez znak, oznaczający koniec drogi/strefy.
Co więcej, o czym może nie wszyscy wiedzą, na drodze dwujezdniowej o przynajmniej dwóch pasach ruchu (poza obszarem zabudowanym) dla każdego kierunku jazdy, prędkość dopuszczalna wynosi nie 90 km/h, ale 100 km/h. Podobnie jest na drodze ekspresowej, gdzie standardowo prędkość dopuszczalna wynosi 120 km/h, ale jeżeli jest to droga jednojezdniowa, to limit dopuszczalnej prędkości wynosi nie 120 km/h, lecz 100 km/h.
Mit o wyprzedzaniu
Wszyscy wiemy, że po drogach publicznych należy poruszać się z dozwoloną, na danym odcinku, prędkością. Ale czy ta zasada obowiązuje nas także podczas wyprzedzania innych pojazdów? Czy kierowca, który wyprzedzając inny pojazd, przekroczy dopuszczalną prędkość, popełnia wykroczenie, czy też nie? I czy może on być za to ukarany mandatem karnym przez policjantów?
Choć te pytania wydają się na pozór zasadne, to są z gruntu fałszywe. Bo jeśli przepis mówi, że po danej drodze należy poruszać się z prędkością do 90 km/ h, to tak należy robić. Każdy więc, kto łamie taki przepis, naraża się na mandat bez względu na to, czy wyprzedza inny pojazd, czy też sam jest wyprzedzany. Nie można bowiem wyprzedzać samochodu jadącego z maksymalną dopuszczalną prędkością, a tym bardziej takiego, który tę prędkość przekracza.
Czy ta zasada nie zna wyjątków? Jedynym wyjątkiem, który można tu brać pod uwagę, wydaje się być sytuacja bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa. Np. gdy pojazd wyprzedzany zwiększa prędkość w trakcie manewru wyprzedzania, czego mu czynić nie wolno, a pojazd wyprzedający musi zjechać z lewego pasa ruchu, aby nie stworzyć zagrożenia drogowego i nie doprowadzić do czołowego zderzenia z innym uczestnikiem ruchu.


Co wolno wojewodzie?
Wszyscy wiemy, że poruszanie się po drodze z wyznaczoną dopuszczalną prędkością jest w zasadzie niemożliwe. Niektórzy interpretują to po swojemu, sądząc, że skoro nie da się jechać dokładnie 50, czy 90 km/h, to – nie narażając się na mandat – można jechać odpowiednio 65 i 100 km/h.
Wśród kierowców nie brak takich, którzy dokładnie tak myślą. Bo nie mając na ten temat rzetelnej wiedzy, coś tam niedokładnie usłyszeli, np. w programach telewizyjnych, i od tego momentu wydaje im się, że to już tak jest albo że za chwilę tak ma być. Ale i tu prawo (Rozporządzenie Ministra Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych zez mianami) pozbawia złudzeń tak myślących lub tak czyniących. Jeśli na znaku napisano „50”, to tylko do tej prędkości wolno nam legalnie rozpędzić nasze bmw czy porsche. Nie ma tu żadnych wyjątków poza zapisanymi w ustawie. Co prawda aparatura pomiarowa naszej policji nie zawsze będzie w stanie wychwycić drobne przekroczenia dozwolonej prędkości, ale to nie ma nic wspólnego z prawem i zasadami, jakimi ono się kieruje.
Wyższa konieczność
Życie, nie raz i nie dwa, udowodniło, że wyprzedza ustalone dawno temu zasady prawa. Tak było również w przypadku zakazu przekraczania dozwolonej prędkości. No bo jak tu karać kierowcę, który chcąc ratować czyjeś życie i zdrowie, naruszył przepisy o dopuszczalnej prędkości, wioząc chorego lub osobę poszkodowaną w wypadku do szpitala? Pomysł jak to naprawić, zrodził się w Senacie, a został poprawiony i poszerzony w Sejmie. Jeśli chodzi o przekroczenie dozwolonej prędkości, to stosowny projekt nowelizacji ustawy był poniekąd „wymuszony” werdyktem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11 października 2016 r. (sygn. akt K, 24/15). Trybunał Konstytucyjny uznał bowiem za niezgodne z Konstytucją odbieranie prawa jazdy w sytuacji, gdy kierowca przekroczył dopuszczalną prędkość ze względu na stan wyższej konieczności związanej z ratowaniem życia lub zdrowia. Dnia 12 kwietnia 2018 r. Sejm RP przegłosował nowelizację ustawy o ruchu drogowym. 412 posłów było za, dwóch się wstrzymało, a tylko jeden był przeciw. Nowe przepisy, które weszły w życie po 14 dniach od ich ogłoszenia, umożliwiają kierowcom zachowanie prawa jazdy, gdy w terenie zabudowanym przekroczyli dopuszczalną prędkość o 50 km/h. Kryterium decydującym jest tu właśnie stan wyższej konieczności. Ostatecznie policjant może legalnie odstąpić od odebrania prawa jazdy, kiedy kierowca złamał przepisy w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa tego nie można uniknąć inaczej, a poświęcone dobro w postaci bezpieczeństwa na drodze przedstawiało wartość niższą od dobra ratowanego.

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Pirat bez mandatu. Pędził z żoną do szpitala

  • 22 lipca 2018 at 16:10
    Permalink

    Sprytny sposób na uninęcie płacenia mandatu.Wynika z tego że zawsze można wmówić policjantowi w trakcie zatrzymania za przekroczenie prędkości ,że wiezie się do szpitala osobę ,która żle sie czuje…A ponieważ czasem trudno policjatowi na drodze stwierdzić czy pasażer rzczeywiscie wymaga natychmaistowej pomocy czy po prostu symuluje ,policja moim zadniem nie powinna tak pochopnie odstępować od wymierzania kary kierowcy.Kierowca mandat powinien i tak otrzymać a jak jest do tego podstawa starcić prawo jazdy.Jesli kierowca czuje się pokrzywdzony powinien odmówić jego przyjęcia i sprawę rozstrzygnła by sąd.Sąd mogłby mieć wgląd np w dokumentację medyczną i sprawdzić co tak na prawdę doległo osobie wiezionej do szpitala i czy zwyczajnie nie symulowała, można by sparwdzic czy z rzeczywiscie z miejsca zamieszkania kierowca jechał najkrótszą dorgą i czy nie zasadne było by jednak wezwanie pogotwia.Sąd mogłby zawsze taki mandat anulować.Jak policjanci będa bezkrytycznie wierzyć w to co mowią kierowcy ,to źle nasze drogi będą wyglądać ….I co gorsza nabrany policjant naraża sie na śmieszność i taki kierowca bedzie sie potem we wsi chwalić jak to polcjanta oszukał symulowaniem chrorby….Nie wiem jak było w tym przypadku ,mam nadzieję że policjanci dowiadywali się w szpitalu o dlasze losy i ostateczną diagnoze pacjentki …Jesli rzeczywiście uratowali kobiecie życie do gratulacje i czapki z głów !!! Ale jeśli nie……

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *