Chiny uczą cierpliwości (zdjęcia)

Patrycja Śmigała, studentka III roku sinologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w Chinach spędziła 4 miesiące. O wrażeniach z pobytu, gościnności Chińczyków, ich kulturze i zachwycie nad urodą Europejek rozmawiałyśmy przy herbatce jaśminowej w jej rodzinnym domu na Sudole.
Patrycja to piękna, skromna, obdarzona wspaniałym głosem młoda kobieta. W rozmowie ze mną nie ukrywała zadowolenia z możliwości podzielenia się wrażeniami z Chin z czytelnikami „Gazety Ostrowieckiej”.
Patrycja do Chin wyjechała na II roku studiów 3 marca br. w ramach wymiany studenckiej. Uczyła się na Yangtze Normal University w Fuling.
-Niektóre wykłady były po angielsku, ale większość w języku chińskim, wszyscy wykładowcy pochodzili z Chin- wspomina Patrycja. Mieszkaliśmy w akademiku tej uczelni.

Nieodzowne wsparcie rodziny
Do Chin z roku Patrycji wyjechało 4 osoby. Pojechali studenci, którzy osiągnęli dobre wyniki podczas sesji zimowej.
-Opłaconą miałam szkołę i mieszkanie, musiałam kupić bilet na lot oraz utrzymać się tam- mówi Patrycja.
Jak wspomina, nie było łatwo podjąć decyzji o wyjeździe . Patrycja wahała się do samego wylotu.
Naszej rozmowie przysłuchują się najbliżsi Patrycji, rodzice Anna i Marcin oraz babcia Irena. Wszyscy jej kibicowali. Zdawali sobie sprawę, że to duża szansa poznania Chin oraz podszlifowania, co tu dużo mówić, trudnego języka.
-Najbliżsi kibicowali mi, nie bali się, zaufali mi- mówi Patrycja. Często rozmawialiśmy przez Internet.
-Wyjazdy wzbogacają, wnoszą doświadczenie, kształcą, jak zaczęła się już uczyć tego trudnego języka to taki wyjazd był dla córki dużą szansą na rozwój- mówią zgodnie rodzice.
-Wiedziałam, że przez 4 miesiące w ogóle nie odwiedzę Polski- wraca pamięcią Patrycja. To ciekawość kraju przeważyła i poleciałam. Wylot był z Warszawy do Helsinek. Stamtąd do Chongqing. Miejscem docelowym, gdzie dostaliśmy się autobusem było Fuling. Cała podróż trwała 14 godzin. Z lotniska odebrali nas studenci uniwersytetu. Chcieliśmy odpocząć, ale niestety musieliśmy się zająć formalnościami, m.in. wyrobieniem legitymacji studenckiej, czy zrobieniem podstawowych badań. Chiny to całkowicie inny świat. Na początku trudno było mi się zaklimatyzować. Pierwszy tydzień nie był łatwy. Jednak z czasem czułam się tam coraz lepiej. Działo się dużo, więc ciągłe wrażenia sprawiały, że dni leciały mi szybko.
Upalne dni, podróże i usposobienie Chińczyków
Miasto Chongqing z uwagi na panującą tam wysoką temperaturę powietrza nazywane jest jednym z trzech pieców Chin. Jak wspomina Patrycja, bywało też tak, że temperatura sięgała nawet 40 stopni C.
-Nosiłam wtedy tak jak Chinki parasolki z koronki, chroniące od słońca- mówi.
Do Chin z grupą czterech studentów II roku, pojechał także na kolejną wymianę student V roku sinologii. Pokazał on młodszym kolegom jak zabrać się za organizację wycieczek w ciekawe zakątki Chin. Początkowo podróżowali w jego asyście, potem odważyli się na wyjazdy w czwórkę.
-Byliśmy w Guilin – miejscu wyjątkowym, uważanym przez Chińczyków za jedno z piękniejszych do odwiedzenia. Krajobraz z rejsu, który tam przebyliśmy widoczny jest na banknocie 20 yuanów, więc wciąż patrząc na niego trudno mi uwierzyć, że tam byłam – rozpamiętuje Patrycja. Do Leshan jechaliśmy kilka godzin, a później po 5 godzinach oczekiwania w kolejce zobaczyliśmy olbrzymi posąg Buddy wykonany w skale. Dotarliśmy także do Wulong, gdzie podziwialiśmy 3 mosty znane z filmu „Transformers” oraz do Miasta Duchów w Fengdu. Płynęliśmy rzeką Jangcy, u wybrzeży której rozpościerają się charakterystyczne góry.
Chiny to kraj kontrastów. Jak wspomina Patrycja widzieli ogromne bogactwo, ale także dużą biedę. Starszych ludzi niosących olbrzymie kosze z produktami do sprzedaży. Jednak widzieli także grupy starszych osób, gromadzących się, tańczących na ulicach wieczorami i cieszących się z życia.
-Organizacja wyjazdów i same wyjazdy nauczyły nas większej otwartości, praktyki języka i tego jacy naprawdę są Chińczycy- mówi.
-Niektórzy Chińczycy nie mają pojęcia o istnieniu Polski i języka polskiego. Zdarzało się, że nie kryli zdziwienia i pytali wprost: „to wy macie swój język?”- mówi Patrycja. Dla nich Europa to język angielski. Młodzi Chińczycy znają angielski w różnym stopniu, ale z reguły boją się go używać. Ciągle mylili nas z Amerykanami. Z Europy tak naprawdę znają Rosję, z uwagi na jej wielkość.
Chińczycy są jak jedna wielka rodzina. Pomocni, życzliwi, ciepło nastawieni. Często sami wychodzą z pomocą.
-Pamiętam, jak wysiedliśmy na dworcu w Leshan, podeszła do nas dziewczyna i spytała czy może akurat nie szukamy autobusu do Wielkiego Buddy?- mówi Patrycja. Byliśmy zaskoczeni jej chęcią pomocy.
Patrycja opowiada o tym, jak wiele osób chciało sobie robić z nimi zdjęcia. Uważali czwórkę studentów z Polski za bardzo atrakcyjnych.
-Mówili do nas często, że jesteśmy wyjątkowi, atrakcyjni- mówi Patrycja. Chinki mają piękne, grube włosy. Powiedziałam do jednej z dziewczyn : „ Przecież Ty też jesteś piękna, dlaczego sądzisz inaczej?” . Usłyszałam: „Bo my jesteśmy wszyscy tacy sami”.
Jedzą wolno, pracują szybko
Chińczycy, jak mówi Patrycja jedzą wolno, delektują się jedzeniem. W zamian pracują szybko i ich miejsce pracy może znajdować się dosłownie wszędzie.
-Pewnego dnia jedliśmy przy „budce z jedzeniem”, a obok nas krawcowa szyła sukienki, z drugiej strony mężczyzna naprawiał telefony, dwa kroki dalej kobieta z dzieckiem około 4- letnim rozdawała ulotki- mówi Patrycja. Chińczycy są od małego nauczeni pracy. Przez to są bardzo pracowici, sumienni i swoją pracę wykonują najlepiej jak potrafią. Mają ogromny szacunek do osób starszych oraz wyższych rangą. W restauracji nie przyjmują napiwków, bo odbierają to jako znak, że muszą coś polepszyć, zmienić się. Mieszkańcy Chin chcą się wyróżniać, nie patrzą na opinię innych, ubierają się w to co chcą. Podczas uroczystości rodzinnych i państwowych kobiety ubierają qipao czyli sukienkę z kolorowymi zdobieniami i upinają włosy w kok, a mężczyźni zakładają jedwabne koszule.
Początkowo Patrycji trudno było się przekonać do chińskiego jedzenia. Jak mówi, jak dla niej, jest zbyt pikantne. Znalazła jednak dla siebie inne, łagodniejsze w smaku dania. W regionie w którym się znajdowała, dość popularne jest huoguo. Duża misa z zupą, często dzielona na pikantną i łagodną. Wokół ustawiane są talerze z warzywami, mięsem, grzybami, owocami, które je się po wcześniejszym zanurzeniu w huoguo. Ceny są stosunkowo niskie. Zaledwie za 10 yuanów można zjeść obiad. 10 yuanów to równowartość 5 złotych.
Nawiązywanie przyjaźni z całego świata
Na wymianie studenckiej, w której przez 4 miesiące uczestniczyła Patrycja, byli studenci z Korei, Tajlandii, Zimbabwe, Zambii czy Konga.
-Uczyliśmy się wzajemnie swoich ojczystych języków- wspomina z uśmiechem Patrycja. Było super. Zżyliśmy się. Mimo tęsknoty za rodziną, było mi smutno odjeżdżać. Tym bardziej, że miałam świadomość nie zobaczenia tych osób już nigdy. Spotkanie tych wszystkich ludzi nauczyło mnie otwartości na inne kultury i zrozumienia ich.
Pierwsza Wielkanoc poza domem
Mimo smutku, że tym razem nie w gronie rodzinnym, Patrycja wraz z przyjaciółmi zorganizowała namiastkę Wielkanocy w Chinach.
-Miłym zaskoczeniem w tym czasie, była postawa jednej z naszych nauczycielek- mówi Patrycja. Wczesnym rankiem w Wielką Sobotę zapukała do drzwi naszego pokoju. Otworzyłyśmy i usłyszałyśmy z jej ust chińską wersję: “Wesołego Alleluja!”. Co więcej, dostałyśmy jajka do pomalowania! Później z naszą grupką wybraliśmy się na wspólny obiad. Żałowaliśmy, że nie możemy zjeść wspólnego posiłku ze swoimi bliskimi…, ale w małym polskim gronie, mogliśmy się poczuć choć trochę jak w domu.
Polak z Florydy i trudny język chiński
Przyjemnym spotkaniem dla studentów z Polski było spotkanie wykładowcy Polaka, który na Yangtze Normal University uczył w języku angielskim marketingu.
-Profesor był mile zaskoczony, gdy nas spotkał- mówi Patrycja. Nie znał języka chińskiego. Obiady z panem Krzysztofem były spotkaniami cennymi w doświadczenie. W końcu nie na co dzień ma się okazję porozmawiać z tak przyjaźnie nastawionym do świata i ludzi profesorem z Florydy. Zaprosił nas do odwiedzenia Florydy. Jak już byłam tak daleko to teraz wszystko wydaje mi się być bliskie. Więc … dlaczego nie USA?
Patrycja na uniwersytecie w Chinach uczyła się nie tylko języka w mowie i piśmie -kaligrafii oraz kultury kraju, ale także miała zajęcia relaksujące, wyciszające- np. taiji i malarstwo.
-W języku chińskim nie ma gramatyki – słyszę. – A przynajmniej tak twierdzi nasz nauczyciel z Chin. Zatem, język ten może wydawać się prosty. W rzeczywistości jest jednak nieco inaczej. Podstawowa gramatyka istnieje, ale jest odmienna od powszechnie nam znanej. Na uczelni uczymy się znaków w wersji zarówno uproszczonej, jak i tradycyjnej. Myślę, że teraz jest mi już trochę łatwiej, ponieważ wypracowałam sobie swój własny sposób nauki. Jednak wciąż czeka na mnie sporo znaków, które w różnym połączeniu mogą mieć kompletnie inne znaczenia. Tony w tym języku również potrafią sprawić wiele problemów, ale mam nadzieję, że z odrobiną chęci i cierpliwości dam sobie z nimi radę!
Na pytanie czy chciałaby odwiedzić jeszcze raz Chiny, Patrycja odpowiada tak, ale może następnym razem na krótszy okres.
-Na pewno chciałabym odwiedzić Shanghai i Pekin oraz zobaczyć Wielki Mur Chiński- mówi Patrycja.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *