Pracowali na czarno i bez pieniędzy

Do redakcji trafił dramatyczny apel o pomoc pracownikom zatrudnionym w gospodarstwie sadowniczym w powiecie opatowskim.
Chodzi o 90-osobową grupę, w tym 60 obywateli Ukrainy. „Ludzie ci do dzisiaj nie otrzymali wynagrodzenia za swoją ciężką pracę za miesiąc wrzesień pomimo, że każdego dnia słyszą, że już niebawem będą pieniądze.
W dniu 17 października otrzymali zapewnienie, że pieniądze już są i zostaną wypłacone o godz. 15. Po zakończeniu pracy okazało się, że biuro firmy jest już zamknięte, a dyrektor… uciekł” -czytamy w piśmie przesłanym do redakcji.
„Dziś rano cała grupa solidarnie odmówiła wyjścia do pracy. Dyrektor –poprzez pracownika poinformował, że pieniędzy nie ma i nie wiadomo, kiedy będą. Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ pracownicy zakwaterowani są w gospodarstwie, wielu z nich nie posiada już absolutnie żadnych pieniędzy, nawet na chleb. I nie wiedzą, co mają robić dalej. Była to praca sezonowa, maksymalnie do końca października, w najbliższych dniach niektórym pracownikom ukraińskim kończy się wiza i zostaną bez pieniędzy za swoją ciężką pracę przy zbiorze jabłek, a być może nie będą mieli za co wrócić do kraju. Pracownicy ukraińscy posiadają umowy o dzieło, ale stawka w tych umowach jest zaniżona (2.500 zł brutto) – de facto większość z nich zmuszana była do pracy na akord, ponieważ w ten sposób rzekomo mogli zarobić więcej (…) ale w tej chwili mają uzasadnione obawy o to, że nie otrzymają absolutnie żadnych pieniędzy. A tymczasem zbliża się zima, która nie jest lekka na Ukrainie. Jestem przyjacielem tych ludzi, bardzo ich wszystkich szanuję, a oni szanują mnie, ale ci ludzie nie wiedzą do kogo zwrócić się o pomoc w rozwiązaniu problemu. Dziś rano zgłosiłem sprawę do Okręgowej Inspekcji Pracy w Kielcach, ale podjęcie interwencji trwa długo (do 30 dni), a czas nagli (ludziom kończą się wizy, kończy się też sezon na zbiór jabłek)”.
Jak zostaliśmy poinformowani, z kolei polscy pracownicy sezonowi, pracujący od początku września, nie otrzymali do tej pory nie tylko wynagrodzenia, ale i absolutnie żadnych umów o pracę.
„Pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że właściciel firmy (nazwisko do wiadomości redakcji), zatrudniający Polaków „na czarno” i bez umów, nie wypłacający wynagrodzeń, zaniżający stawki na umowach, oszukujący ZUS i Urząd Skarbowy, był przez wiele lat posłem na Sejm RP (cztery kadencje), wicepremierem, ministrem rolnictwa, i został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (bardzo wysokie odznaczenie państwowe)- dowiadujemy się z przesłanych informacji. Problemy finansowe jego przedsiębiorstwa mają się nijak do problemów pracowników, na których właściciel z dyrektorem, przerzuca ryzyko biznesowe. Za pracę po prostu należy się wynagrodzenie. Sam osobiście jestem w trudnym położeniu- jutro powinienem stawić się w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu, na posiedzeniu od którego zależy moja wolność. Niestety, wobec braku wynagrodzenia, nie posiadam środków, aby dotrzeć na posiedzenie Sądu, a w tej sprawie nie będę miał możliwości skorzystać z drogi odwoławczej. Tak więc łamanie praw pracowniczych i obowiązków pracodawcy w tym przypadku oznacza dla mnie katastrofalne skutki”. W piśmie czytamy także o tym, jak w Polsce prawa pracowników ukraińskich są nagminnie łamane. Obywatele Ukrainy nie otrzymują wynagrodzeń, pracują za niższe stawki niż Polacy, nie pamięta się o ich urlopach, przerwach w pracy.
– ”Po jedenastu latach spędzonych za granicą byłem przekonany, że wiele się zmieniło w Polsce w relacjach pracownik – pracodawca” – czytamy na koniec pisma. „Tkwiłem w błędzie, niestety, nie zmieniło się nic. Kuriozalne jest w tej sytuacji jojczenie pracodawców, że nie ma komu pracować, bo Polacy opuszczają ojczyznę, wybierając życie za granicą”.
Skontaktowaliśmy się z dyrektorem gospodarstwa. Jedyne co odpowiedział to, że pieniądze są powoli wypłacane. Po odpowiedź na inne pytania odesłał do właściciela gospodarstwa, którego niestety nie udało nam się namierzyć. Sprawą zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy w Kielcach. Jak poinformowała z PIP Barbara Kaszycka, aktualnie toczy się postępowanie sprawdzające problemy, o których mowa w piśmie.
-Po zakończeniu czynności przekażę informacje o ustaleniach i zastosowanych środkach prawnych – mówi B. Kaszycka.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *