Urodziła się, gdy odzyskiwaliśmy Niepodległość

Rok 2018 dla nas Polaków jest szczególny. W tym roku mija bowiem 100 lat, kiedy Polska odzyskała niepodległość. Ta podniosła rocznica jest wyjątkowa także dla pani Stanisławy Gryz, która 2 listopada, skończyła 100 lat.
Tragiczne lata wojny
Pani Stanisława Gryz z domu Kłos urodziła się we wsi Skały obok Grzegorzowic. Miała czworo rodzeństwa. Najstarszego brata Janka, młodsze siostry Czesławę i Genowefę oraz najmłodszego brata Tadeusza (byłego bosmana portu na Helu), który obecnie ma 86 lat.
-Moi rodzice byli biedni, nie mieszkaliśmy w Skale długo, przeprowadziliśmy się do Wronowaopowiada pani Stanisława. Cały front tam mieszkaliśmy. Bomba zniszczyła nam domu. We wsi byli dopiero Ruskie, dopiero Niemcy. Potem mieszkaliśmy w Kowalkowicach w chałupie z jedną izbą. Opowiadanie o latach wojny wywołują u pani Stanisławy ogromne emocje. Co jakiś czas powtarza, że nie chciałaby przeżyć takich rzeczy, jakie widziała i odczuła w wojnę.


-Należałam do Batalionów Chłopskich, brat Janek do AK – mówi. Mieliśmy broń, malutką „szóstkę”. Byłam sanitariuszką i łączniczką. Pamiętam jak pewnej zimy szłam z Wronowa do Nieskurzowa i Piórkowa. Cała byłam obłożona prasą. Patrzę, a tu jadą Niemcy. Wzięli mnie na sanie i pytają gdzie idę. A ja, że do rodziny. Zamarłam wtedy ze strachu, jakby znaleźli to co miałam na sobie, już by mnie nie puścili. Wypuścili mnie w Nieskurzowie. Jak się rozebrałam, to gazety były całe mokre. Drugi raz jak szłam z prasą, jak Nowa Słupia, Niemcy urządzili polowanie. Idę przez pola, doliną. Widzę, Niemiec biegnie do mnie. Myślałam, że chce mnie zabić. A on złapał mnie za ręce i kolano. Potem dowiedziałam się, że zrobił to, żeby udało mu się polowanie.
Pani Stanisława pamięta, jak 1 września samoloty zaczęły strzelać i czubki drzew spadały jeden za drugim. W pamięci utkwiło jej także ukrywanie się w bunkrze wraz z młodymi Niemcami.
-To były młode chłopaki, mieli po 18 lat i medaliki oraz krzyżyki na szyjach- wraca pamięcią pani Stanisława. Modlili się na głos okropnie. Dołem szły Ruskie. Nikt na szczęście nie widział bunkra. Ruskie przeszły dalej. Nie widzieli nas. We wsi biegały świnie, ptactwo, ludzie krzyczeli. Nie daj Boże, abym czegoś takiego doczekała.
-Niemcy u nas mieszkali – usłyszałam. Jak pewnego wieczoru modliliśmy się przy świeczkach w pokoju, to poukładali się w kuchni i nam nie przeszkadzali. Gdy z lasu przywozili poranionych Niemców, to ja ich opatrywałam. Wtedy pytali, skąd ja to umiem. Dawali nam jedzenie, tatusiowi papierosy i konserwy. Pamiętam ryżego Niemca – 8 braci ich było. Dostał wiadomość, że 4 zginęło. Wyjechał za Nieskurzów. Zabrał mi złoty pierścionek. Płakałam bardzo o ten pierścionek. Powiedział, że jak wróci, to mi go odda. Ale jak wrócił, to powiedział, że mi go nie odda, bo mu przyniósł szczęście. Gdy zrobiliśmy wyrób, to zakopaliśmy go w dole. To ten Niemiec chodził i kazał nam odkopać. Pewnego razu pamiętam, tatuś nosił siano, aż miał ranę na ramieniu i rzucił to siano, bo był zmęczony. Jeden Niemiec pyta kto to kazał robić, „wojsko mi kazało”- odpowiedział tatuś. Wtedy ten Niemiec wziął bata i bił tym batem młodych Niemców. Ruskie jak przyszły, to nawet zielone gruszki objadły, chleb i bydło zabierali ludziom.
Naszej rozmowie przysłuchują się dwie córki pani Stanisławy- Anna i Barbara oraz zięć Maciej. Od 35 lat mieszkają w Toronto w Kanadzie. Przylecieli do Polski, aby wspólnie świętować piękny wiek swojej mamy.


Walka o mieszkanie
Pani Stanisława za mąż wyszła w 1946 roku. Jak mówi, po wojnie we wsiach była bieda. Mimo to jak pamiętają córki pani Stanisławy, dziadek Michał-ojciec matki miał w domu bibliotekę i aksamitne kapy na łóżka. Pamiętają także, że był w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Niemczech, ale zawsze wracał do babci. Znał język niemiecki i trochę angielskiego. Był wzorem dla całej rodziny. Stąd jego 6 potomków nosi imię Michał.
-Jak się pobraliśmy, wynajęliśmy mieszkanie na Okólnej w Ostrowcu Świętokrzyskim – wspomina pani Stanisława. Pierwszy mebel to beczka po kapuście, przykryta stolnicą.
-Ojciec miał zawód spawacza, nawet w nocy po niego przyjeżdżali jak była awaria w wodociągach – mówi Anna Nawalany. Miał piękny charakter pisma. Gdy nastały czasy stalinowskie, ojciec przesiedział 2,5 roku w więzieniu za to, że powiedział coś nieopatrznie. Pracował wówczas w urzędzie skarbowym, jak został zatrzymany i osadzony w więzieniu bez procesu.
-Mama musiała iść do pracy, ponieważ ojciec siedział w więzieniu, ciężko mamie było dostać pracę- mówi Barbara Zborowska. Wreszcie udało jej się dostać pracę w hucie. Jedna córka trafiła do dziadków Gryzów, druga do dziadków Kłosów. Mamę widziałyśmy jedynie dwa razy w miesiącu.
-Gdy ojciec wrócił, nie było bardziej zagorzałego przeciwnika tego co działo się w Polscemówi Barbara. Niestety nie mógł znaleźć od razu pracy. Pamiętamy jak tata założył się, że Jan Paweł II zostanie Papieżem. W domu z radia leciała tylko Wolna Europa. Musieliśmy siedzieć cicho w kuchni i słuchać.
Gdy mąż pani Stanisławy znalazł pracę, ona zajęła się wychowywaniem córek. Do dzisiaj wszystkie panie doskonale pamiętają jak straciły mieszkanie na Okólnej.
-Właściciel mieszkania wydawał córkę za mąż – wspominają. Podpiłował od dołu naszą podłogę. Pamiętamy jak kredens dosłownie wisiał na deskach, które zostały z naszej podłogi. Zrobił to po to, abyśmy się wyprowadzili. Były to czasy, kiedy o mieszkanie było niezmiernie trudno.
-Miasto dało nam mieszkanie na Sienkiewicza w pralni na cemencie – mówi pani Stanisława. Kilka lat tam mieszkaliśmy. Nie chciałam tam mieszkać. Prezydentem miasta był Pożoga. Poszłam do urzędu i czekałam z dziećmi na schodach. Mówię, nie wyjdę, jak nie dostanę jakiegoś lepszego mieszkania. Dostaliśmy w centrum. Potem wykupiliśmy na własność. To jest nie do opowiedzenia co ja przeszłam. To była komuna. Mąż bronił Pomnika Piłsudskiego, jak komuniści go rozbierali. Boso pobiegłam, aby go nie aresztowali.

W restauracji Venus, pani Stanisława w otoczeniu rodziny oraz zaproszonych gości świętowała 100. urodziny. Z życzeniami, kwiatami i upominkami do szanownej jubilatki przybyli: wojewoda świętokrzyski Agata Wojtyszek, prezydent Ostrowca Świętokrzyskiego Jarosław Górczyński, przedstawiciele Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – Małgorzata Staszczak i Beata Uchańska oraz przedstawiciele Urzędu Stanu Cywilnego – kierownik Łukasz Witkowski i Anna Majewska -Stelmasik. Nie zabrakło gromkiego „Dwieście lat” przy lampce szampana oraz pysznego tortu.

Kanada wybawieniem
Kiedy w latach 80. w Polsce był na półkach tylko ocet i sytuacja polityczna stawała się zagmatwana i niezrozumiała, coraz więcej osób opuszczało kraj.
-Po studiach na AGH mąż dostał stypendium fundowane do Huty w Stalowej Woli- wraca pamięcią córka pani Stanisławy, Barbara. Gdy w Polsce za Solidarności wybuchały co rusz strajki, mężowi nakazano zwalniać ludzi. Zaczęły się także aresztowania.
Wtedy uznaliśmy, że musimy wyjechać. Dostaliśmy trzy paszporty do Włoch na wycieczkę. Było to celowe działanie, bo mieliśmy dwoje dzieci. Zdecydowaliśmy jednak wyjechać we dwoje. W Polsce została nasza 2,5 roczna córka i 14 letni syn. Do Włoch wyjechało nas 47 osób, aż 29 zostało. Mieszkaliśmy w okropnych warunkach, w obozie w Latinie wraz ze szczurami. To nas jednak nie zniechęciło. Dostaliśmy pobyt do Kanady. Dzieci dojechały po 1,5 roku do nas. Za namową siostry do Kanady wyjechała także pani Anna.
-Wyjechałam odpocząć po ciężkich przeżyciach kiedy w wieku 13 lat zmarła moja córka Tamara- mówi pani Anna. Zostaliśmy w Kanadzie. Zawsze moim największym marzeniem, tak jak naszej mamy, był własny dom. Może dlatego, że wraz z rodzicami nigdy go tak naprawdę nie mieliśmy. Zaprojektowałam go sama.
Pani Anna w Polsce stara być się dwa razy w roku. Pani Barbara z racji aktywności zawodowej Polskę odwiedza rzadziej. Mimo, że w Kanadzie są już od 35 lat tęsknią za Polską i – jak mówią – z wiekiem ta tęsknota się zwiększa. W Polsce jest także pochowany mąż pani Anny.


-Tu są nasze serca i Nasza Polska – podkreślają.
Pani Barbara działa w organizacjach polonijnych m.in. w Związku Polaków w Kanadzie, a także w Polish Orghans Charity – Fundacji, która od 12 lat wspomaga utalentowane sieroty na Mazowszu i w Radomiu. W tym roku kwota przeznaczona na tę pomoc przekroczyła 1 mln złotych.
Z zamiarem pozostania w Kanadzie 25 lat temu do córek wyjechała pani Stanisława wraz z mężem Józefem.
-W pogrzebie taty uczestniczył syn nauczyciela języka rosyjskiego w dawnej SP Nr 6 i w LO im. St. Staszica pana Majki- mówi pani Barbara. Powiedział wówczas piękne słowa „ Gdzie zaczynają się groby, tam zaczyna się nasza nowa ojczyzna”.
Po pogrzebie męża, pani Stanisława postanowiła wrócić do Polski. Potem w Kanadzie była jeszcze dwa razy. Ostatni raz w wieku 90 lat. Najdłużej w Kanadzie wytrzymała 2 lata.
-Bardzo mi się w Kanadzie podoba, ale nie znam języka i w Polsce czuję się najlepiej – mówi pani Stanisława.
Gdy weszłam do domu pani Stanisławy, zażartowałam, gdzie jest ta „stulatka”, bowiem pani Stanisława nie wygląda zupełnie na swój wiek. Dobre geny po mamie odziedziczyły także córki.
-Lubię obejrzeć dziennik, lubię czytać gazety – mówi pani Stanisława. Jak się coś dzieje na rynku, to muszę zobaczyć co. Chodzę na spotkania, które organizuje kościół.
Pani Stanisława sama gotuje, sprząta i robi zakupy. Jest także bardzo dumna ze swojej rodziny, wnuków: Ziemowita prowadzącego własną działalność, Michała – chirurga naczyniowego, Kingi współpracującej z Polską oraz prawnuków Daniela, Natalii, Mateusza, Naomi, Leo, Isabelle. Pani Stanisława ma także wspaniałą pamięć. Recytuje wiersze, niektóre mające kilkadziesiąt wersów. Specjalnie dla mnie zaprezentowała wiersz o Kościuszce. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć pani Stanisławie jak najdłuższego życia w zdrowiu.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *