Waldemar Bartosz: -Podwyżki wynagrodzeń przestaną mieć znaczenie, skoro wszystko zdrożeje…

-Pan też ulega temu wrażeniu, że „Solidarność” jest wartością stałą, niezmienną i że – mimo tak olbrzymich zmian w kraju – wciąż musi walczyć o rzeczy wydawałoby się oczywiste dla społeczeństwa?


-Mogę być posądzony o brak obiektywizmu, ale tak to odczuwam, bo jestem w związku od samego jego początku, od 1980 r. – mówi szef Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność”, Waldemar Bartosz. -„Solidarność” była i jest dla mnie wartością, nie tylko dla samego środowiska związkowego, ale i dla kraju. Moim zdaniem jest tak, bo jesteśmy związkiem wielobranżowym, pozbawionym egoizmu. Przecież my nie mówimy tylko o nauczycielach. Zresztą, uważam, że ta dyskusja wokół oświaty, z całym szacunkiem dla nauczycieli, powinna się jak najszybciej zakończyć. Mówię tak, choć ja i cała moja rodzina wywodzi się ze środowiska nauczycielskiego. Zastąpić ją powinna według nas dyskusja o sytuacji pracowników zatrudnionych w całym sektorze państwowym.
-Dlaczego?
-Bo „Solidarność” ma wizję całościowego problemu, związanego z wynagrodzeniami pracowniczymi. Nie mówimy więc tylko i wyłącznie o nauczycielach, lekarzach, czy pielęgniarkach, ale o wszystkich grupach zawodowych i to w kontekście sytuacji w kraju. Jeśli my dzisiaj wiemy, że o 40% zdrożeje cena energii elektrycznej, to chociaż jej skutki odczują pracownicy, myślimy o kondycji całej gospodarki narodowej. Jeśli nie wypracujemy systemu rekompensat, to w Polsce będzie dramat. Wzrostu cen energii nie wytrzyma przemysł, który ma takie znaczenie dla Ostrowca, a także sektor usług. Co za tym idzie, podrożeje wszystko, również ceny niezbędnych nam na co dzień towarów. W przypadku ostrowieckiej huty, która funkcjonuje na rynku zewnętrznym, jej cena stali będzie więc mało konkurencyjna.

-Stąd te ostatnie manifestacje „Solidarności”? Niektórzy się dziwią protestowi, bo wie pan, co mówią? Że ten rząd z prospołeczną polityką jak żaden inny nie był tak blisko „Solidarności”…
-Nie byliśmy i nie jesteśmy przybudówką żadnego rządu, choć – oczywiście – cenimy sobie, że ten rząd obniżył wiek emerytalny i podjął sporo inicjatyw prospołecznych. Nie oznacza to jednak, że mamy zamknąć oczy i nie dostrzegać problemów. A tych w całej sferze budżetowej nagromadziło się i popełniamy błąd, że nie rozwiązujemy ich natychmiast. Protestują przecież nie tylko nauczyciele, ale aktorzy i pracownicy muzeów. Ci ludzi, nawet z 30- letnim doświadczeniem zawodowym, wysoko wykwalifikowani i niezwykle cenieni, zarabiają po… 1.700 zł na rękę. Przecież nie zbudujemy kraju, jeśli traktujemy inteligencję, jako gorszą cześć społeczeństwa. Można się zapytać: po co się kształcić? Przy obecnym strajku nauczycieli co mają powiedzieć pracownicy naukowi? Mój siostrzeniec jest profesorem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim i zarabia mniej, niż jego kolega, który w Kielcach zatrudniony jest w jednym z zawodów technicznych. Nie możemy w ten sposób deprecjonować profesora najstarszej uczelni w Polsce! Ba, budować kraju bez wykwalifikowanych pracowników! Na Litwie mówią, że stawiają głównie na edukację i naukę, które mają być na najwyższym poziomie. My też powinniśmy podążać tą drogą.
-Mówi pan, że nie wierzy już w to, że rząd w tym roku przyjmie pakiet rekompensat związanych ze wzrostem cen energii i przyjęciem pakietu klimatycznego. Dlaczego?
-Jestem realistą. Da Bóg, że nastąpi to może w ciągu kilku lat. Przyjęcie pakietu klimatycznego jest dla nas, dla Polski, po prostu porażką. Za chwilę skutki tej decyzji odczuje w swej kieszeni każdy Polak. Żeby to odwrócić, trzeba byłoby rozpocząć na nowo prace w całej Europie, bo przyjęcie pakietu klimatycznego zostało egoistycznie przeforsowane głównie przez Niemcy i Francję. Nie zanosi się na to nawet po zbliżających się wyborach do europarlamentu. Co to za ochrona środowiska, skoro można sprzedawać prawo do emisji zanieczyszczeń? Jeśli te kraje mają elektrownie atomowe, to mają wolne moce do sprzedaży zanieczyszczeń. Co to za ochrona ekologii, skoro Niemcy otwierają kopalnie węgla brunatnego, które zanieczyszczają środowisko bardziej, niż kopalnie węgla kamiennego? Polska jako kraj słabiej rozwinięty technologicznie, musi sobie takie prawo kupić. Została więc obarczona dodatkowymi kosztami, które przeniosą się na każdego z Polaków. Emitujemy dwutlenek węgla, bo nie mamy innego wyjścia. Na zmianę systemu energetycznego kraju potrzeba co najmniej 20 lat. Przecież nie zamkniemy z dnia na dzień kopalni.
-No właśnie, potrzeba chyba wielkich pieniędzy z budżetu, by zrekompensować wzrost cen energii…
-Niestety, musimy dopłacić do tego, by skutków wprowadzenia pakietu klimatycznego nie odczuwał przemysł i my sami, obywatele. Tych pieniędzy nie mamy zwłaszcza, że wkrótce wydamy 40 mld zł na całą sferę wydatków społecznych, także tych związanych z tzw. „Piątką” Kaczyńskiego. My to dostrzegamy i dlatego alarmujemy i ostrzegamy rząd. Przecież podwyżki dla nauczycieli, pielęgniarek i lekarzy wkrótce nie będą miały znaczenia, skoro wszystko podrożeje.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Waldemar Bartosz: -Podwyżki wynagrodzeń przestaną mieć znaczenie, skoro wszystko zdrożeje…

  • 3 maja 2019 at 09:02
    Permalink

    Dość specyficznie solidaryzuje się ten pan,nie oburzając się na comiesięczną wypłatę 500PLN-ów na dziecko bogatych czy nawet bardzo bogatych rodziców,jednocześnie nie dostrzegając mizeroty finansowej “znanego mu środowiska” ludzi oświaty.Twierdzenie,że obecna NSZZ “S” nie jest przybudówką tego rządu to kpina,proszę pana przewodniczącego.Pana związkowi chodzi o władzę a nie autentyczną obronę ludzi pracy w Polsce.

    Reply
  • 3 maja 2019 at 11:57
    Permalink

    “Nie byliśmy i nie jesteśmy przybudówką żadnego rządu”

    Byliście! Niektórzy pamiętają czasy rządów AWS-UW z którego wywodzi się wielu, którzy teraz są w PO i PIS. Niektórzy też wiedzą dokładnie co zrobił niejaki Proksa, który ze wstydu powinien zapaść się pod ziemię za to co zrobił.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *