Skąd ten smród?

To pytanie pojawiało się kilkakrotnie podczas spotkania mieszkańców Karczmy Miłkowskiej, miejscowości w gminie Kunów, z przedstawicielami zarządu i pracownikami Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów w Janiku, z burmistrzem Kunowa oraz przedstawicielami Nadleśnictwa Ostrowiec Świętokrzyski.
Pojawianie się fetoru w wiosce mieszkańcy odczuwają od ponad roku. Są przekonani, że dochodzi on z usytuowanego niedaleko Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów. Sytuacja o tyle jest niespodziewana, że zakład funkcjonuje od ponad 20 lat, a obecnie – wykorzystywane tam nowoczesne technologie i instalacje powinny eliminować takie uciążliwości. Stąd też rodzi się pytanie, gdzie jest źródło fetoru, który w ostatnim czasie negatywnie wpływa na komfort życia ludzi?
-Nie możemy otworzyć okien, aby wywietrzyć mieszkania. Budzimy się z bólem głowy. Co zamierzacie z tym zrobić –pytali mieszkańcy pracowników ZUO „Janik”.
Pracownicy technologiczni zakładu przedstawili w prezentacji multimedialnej proces unieszkodliwiania odpadów, wykorzystywane technologie oraz urządzenia. Podczas dyskusji, w której nierzadko emocje sięgały zenitu, trudno było o jej merytorykę. Tworzyły się hipotezy i sugestie. Niektórzy mieszkańcy mówili, że fetor przy ich posesjach czuć od trzech lat. Inni mówili o smrodzie padliny. Jak tłumaczył prezes ZUO Janik, Marek Nowak, w zakładzie nie są utylizowane martwe zwierzęta.
-Największy smród jest pomiędzy godz. 22, a 4 nad ranem. Fetor najbardziej odczuwalny jest nocą. Nie da się tu mieszkać. Kiedy kupowaliśmy działki i budowaliśmy domy, nikt nie mówił, że będziemy żyć w takim smrodzie. Co to za życie przy zamkniętych oknach – mówił inny mieszkaniec.
Mieszkańcy pytali, co zmieniło się od jesieni ubiegłego roku, skoro wtedy nie śmierdziało, a dziś śmierdzi? Sugerowali, że pewnie zakład przyjmuje coraz więcej odpadów i to jest przyczyną przykrego zapachu. Z kolei pracownicy zakładu wskazywali, że jedną z przyczyn migracji nieprzyjemnej woni jest fakt pojawienia się otwartych przestrzeni w lesie oddzielającym składowisko od wioski na skutek planowego, gospodarczego wycięcia części lasu oraz zadrzewionych, prywatnych gruntów rolnych pomiędzy zakładem a wsią.
Adam Podsiadło, nadleśniczy Nadleśnictwa Ostrowiec Świętokrzyski wyjaśniał że prowadzone cięcia były ustawowym, planowanym działaniem, zatwierdzonym przez ministerstwo środowiska. Zatem Nadleśnictwo nie ponosi odpowiedzialności za zaistniały problem.
-Była to wycinka opisana w planie zarządzania lasu, zatwierdzona przez ministra środowiska. W 2013 r. dokument był wyłożony dla wszystkich zainteresowanych stron. Nie ma nigdzie w umowie z Nadleśnictwem Ostrowiec Świętokrzyski takiego warunku czy zapisu, aby wycinka nie mogła być przeprowadzona. Gdyby taki zapis zakład zawarł lub zwrócił się do Lasów Państwowych, do Nadleśnictwa Ostrowiec Świętokrzyski, że ze względu na to będzie czuć zły zapach, wówczas sytuacja byłaby inna. Jednak takiego zapisu nie ma. Stąd Nadleśnictwo Ostrowiec Świętokrzyski wykonało swoją pracę zgodnie z prawem – wyjaśniał A. Podsiadło.
Pracownicy ZUO „Janik” mówili, że przyjechali na spotkanie z mieszkańcami po to, aby znaleźć rozwiązanie ich problemu. Jak mówił prezes Marek Nowak, obecnie zostały wdrożone działania, których celem jest zmniejszenie emisji złowonnych ze składowiska.
-Zależy nam na tym, aby mieszkańcy odczuwali jak najmniej uciążliwości związanych z sąsiedztwem ZUO „Janik”. Jesteśmy zdziwieni nagłością pojawienia się przykrego zapachu i próbujemy ustalić jego źródła. I z pewnością źródłem tego zapachu nie jest las. Od jesieni 2018 r., a więc od momentu pojawienia się substancji złowonnych wyczuwalnych przez mieszkańców, nie przeprowadziliśmy zmian w technologii, które mogłyby pogorszyć sytuację emisji przykrych zapachów. Odkąd działa zakład, a jest to już 20 lat, przepisy się zaostrzają i jesteśmy zobligowani do stosowania zaawansowanych technologii, które w jak największym stopniu chronią środowisko. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z urzędem gminy zasypaliśmy trzy czwarte powierzchni składowiska tak, aby emisja zapachów była jak najmniejsza –mówi prezes M. Nowak.
Technolog zakładu Tomasz Kosiak i kierownik Albert Langa odpowiadali na pytania mieszkańców, dotyczące procesu biodegradacji odpadów. Zdaniem jednej z mieszkanek odpady śmierdzą, gdyż po procesie biostabilizacji dostaje się do nich wilgoć.
-Unieszkodliwiamy odpady, które ulegają biodegradacji. Podczas tego procesu odpady śmierdzą, więc robimy to w zamkniętej hali zaopatrzonej w biofiltr w biostabilizatorach. Kluczowym czynnikiem procesu biodegradacji jest zapotrzebowanie na tlen. Aby ograniczyć emisję do środowiska, proces następuje w zamkniętej hali. Odpady po biostabilizacji mogą być składowane. W tym zakresie akredytowane laboratorium wykonuje badania – podkreślał T. Kosiak.
Przypuszczenia, dotyczące źródła emisji złowonnych, pracownicy zakładu kierują w stronę składowiska. Stąd też szereg działań już zostało podjętych, których efektem ma być zmniejszenie emisji złowonnej. Pracownicy przedstawili mieszkańcom plan, którego realizacja ma znacznie ograniczyć emitowane ze składowiska zapachy.
-Zmniejszyliśmy powierzchnię emisji poprzez pokrycie spoistą gliną o grubości 20 –30 cm, co powinno przełożyć się na komfort życia mieszkańców. Do tego wdrożyliśmy proces wapnowania. Jeżeli te działania nie przyniosą efektów, zostanie wdrożony kolejny proces dezodoryzacji, co wiąże się z zamontowaniem dodatkowych urządzeń, które zwiększą możliwość usunięcia niepożądanego zapachu. Jednak jest on dosyć kosztowny i wymaga dłuższych przygotowań. Jesteśmy gotowi na podjęcie wszelkich działań, których celem jest zmniejszenie emisji złowonnych. Nie chcemy, aby składowisko było przyczyną uciążliwości dla mieszkańców. Nie ma tu złej woli, stąd nasza obecność na spotkaniu i szukanie przyczyn oraz sposobu rozwiązania problemu –zaznaczył prezes Marek Nowak.
Mieszkańcy pytali również o to, kto decyduje o lokalizacji składowiska. Zapowiedzieli złożenie właściwych wniosków do marszałka i sejmiku województwa. Żądali utworzenia niezależnej komisji, która zbada technologię stosowaną przez ZUO „Janik”, a także spotkania z głównym udziałowcem zakładu, którym jest gmina Ostrowiec Świętokrzyski. Ludzie obawiają się, że działania podjęte przez zakład są jedynie tymczasowe i nie dadzą trwałego efektu. Mieszkańcy ponadto domagali się rekompensaty za uciążliwości codziennego życia lub zwolnienia ich przez gminę z opłat za wywóz śmieci. Burmistrz Kunowa, Lech Łodej zapowiedział, że zwróci się do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Kielcach o przeprowadzenie kontroli w zakładzie.
-Faktem jest, że, po prostu, śmierdzi. My jako udziałowcy mamy jedynie 12 proc., stąd możemy jedynie proponować, a nie decydować. Wszystkie sygnały mieszkańców zostały przekazane. Miejscowy plan zagospodarowania stanowi, że ten teren został zaplanowany pod składowisko odpadów. Pierwsza decyzja lokalizacyjna została podpisana w 1981 r. Nie możemy tego zmienić, bo tak stanowi prawo. Poprosimy Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska o przeprowadzenie kontroli zewnętrznej, która potwierdzi słuszność działań zakładu albo jej brak –mówił burmistrz L. Łodej.
Jak poinformował na zebraniu kierownik Działu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta i Gminy w Kunowie Andrzej Sidor, nie ma możliwości zwolnienia z opłat za śmieci.
-Ustawodawca tak skonstruował prawo, że system musi sam się bilansować, stąd gminy nie mogą dołożyć do tego systemu choćby przysłowiowej „złotówki”. Dlatego też nie jest możliwe, aby ktokolwiek mógł być zwolniony z opłaty za wywóz śmieci –wyjaśniał A. Sidor.
Emocje próbował wyciszyć prowadzący spotkanie radny Marek Bilski, który apelował do mieszkańców o szansę dla zakładu.
-Dajmy szansę zarządowi zakładu, aby przedstawione przez pracowników działania zostały wdrożone i przekonajmy się, czy przyniosą one oczekiwany efekt. Usłyszeliśmy co można zrobić, aby zmniejszyć uciążliwości na tym etapie. Spotkamy się za miesiąc, wówczas ocenimy, czy problem został rozwiązany, czy też nie –mówił M. Bilski.
Ok. godz. 23 udałam się wraz z pracownikami ZUO „Janik” ponownie do Karczmy Miłkowskiej, aby przekonać się, jak dużą uciążliwość dla życia mieszkańców stanowi odór. Wjechaliśmy główną drogą do wioski. Fetor pojawił się na odcinku ok. 200 m między posesjami i leśno –polną przestrzenią. W kolejnych odcinkach drogi nie był już wyczuwalny. Nie było go także czuć w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu, gdzie również udaliśmy się leśnym traktem. Jednak nasze zapędy do dalszych spacerów ostudził wilk, który niespodziewanie pojawił się przy jednej z posesji. Nie ma wątpliwości, że problem istnieje. I z pewnością rekompensaty go nie zlikwidują. Prawdą też jest, że na przestrzeni minionych 20 lat zwiększyła się ilość wytwarzanych odpadów, w tym odpadów mieszanych, komunalnych, a to właśnie one są przyczyną przykrego zapachu. Jednak powstająca złowonność nie ma działania toksycznego dla ludzkiego organizmu, co potwierdza Instytut Medycyny Pracy, do którego zwracał się ZUO „Janik”. Z pewnością gdyby wszyscy sumiennie realizowali ustawowy obowiązek segregacji, to problem byłby znacznie mniejszy. Zakład przyjmuje odpady komunalne z 13 gmin województwa świętokrzyskiego. Nie planuje zwiększenia liczby odbiorców, gdyż byłoby to niemożliwe z uwagi na uwarunkowania prawne, które ściśle określają wydajność instalacji.
Najbliższa przyszłość pokaże, czy podjęte przez ZUO „Janik” działania przyniosą oczekiwany efekt, a mieszkańcy będą mogli żyć w komforcie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *