Z dr Pawłem Gotowieckim o 30-leciu samorządu lokalnego. Od szczytnych idei po oligarchizację władzy

-Czy z punktu widzenia historycznego samorząd wolnej Polski w ciągu ostatnich trzydziestu lat obronił się przed wszystkimi zawirowaniami zewnętrznymi? Mam tu na myśli wpływy polityczne, czy też pewne determinanty ogólnokrajowe, wyznaczane np. przez politykę społeczną, czy też gospodarczą. Udało nam się zbudować te małe ojczyzny, o których mówili twórcy reformy samorządowej kraju?

-Samorząd lokalny nie zdołał się odseparować od polityki, a  wręcz jest częścią systemu politycznego – mówi rektor Wyższej Szkoły Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim, historyk najnowszej Polski, dr Paweł Gotowiecki. –Ale bądźmy realistami, jeżeli nawet polityzacja samorządów w obecnej skali nie jest czymś dobrym dla samego samorządu, to naiwnością byłoby sądzić, że samorząd będzie apolityczny. Nie był, nie jest i nie będzie. Przecież już w okresie międzywojennym upolitycznione były wybory nawet do… kas chorych. Samorząd lokalny jest więc naturalnym polem walki politycznej. Pytanie tylko, czy w tej walce politycznej debata samorządowa nie traci swej podmiotowości. A także, czy polityka samorządowa musi być funkcją wielkiej polityki na szczeblu krajowym. W moim przekonaniu taka zależność nie musi mieć miejsca i  rolę partii politycznych na szczeblu samorządowym mogą pełnić – i to czynią – różne komitety lokalne. Choć oczywiście partie polityczne próbują i będą próbować maksymalizować swój stan posiadania w samorządach.

-Partie, wchodząc w struktury samorządowe, są pana zdaniem w stanie odrzucić swój partykularyzm polityczny?

-Myślę, że nie, gdyż praktyka funkcjonowania partii politycznych pokazuje ich naturalną tendencję do „zawłaszczania” jak największych obszarów funkcjonowania państwa, rozprzestrzeniania swoich struktur i wpływów oraz eksportowania idei. Takie działanie samo w sobie nie jest złe. Problem pojawia się, jeżeli mówimy o tym co partia polityczna realnie wnosi w życie samorządu. Jeżeli jest to np. profesjonalny zespół ludzki posiadający odpowiednie doświadczenie, kontakty, know-how, to samorząd może na tym skorzystać. Ale obawiam się że częściej mówimy o wartościach nieco innego typu, a często wręcz o patologiach w postaci przenoszenia aparatu partyjnego, niezależnie od posiadanych kompetencji bądź ich braku, z przysłowiowego stołka na stołek.

-Czy przypadkiem wybory powszechne prezydentów miast jeszcze bardziej nie upolityczniły samorządów, zwłaszcza w tych największych miastach?

-To pewien paradoks, ponieważ wybory powszechne miały umożliwić mieszkańcom danej miejscowości większy wpływ na to, co się dzieje w samorządzie. Stworzyliśmy jednak urząd prezydenta, burmistrza, wójta nie podlegający tak naprawdę żadnej realnej kontroli. Czy było to dobre rozwiązanie? Z jednej strony można mówić o większej stabilności władzy, ale z drugiej strony o mniejszej odpowiedzialności. Osobiście raczej skłaniałbym się do obdarzenia rady gminy kompetencją wybierania i odwoływania prezydenta, burmistrza, wójta.

-Dlaczego powszechność wyborów nie dotyczy też starostów?

-No właśnie, to dobre pytanie i nie łatwo na nie odpowiedzieć. Pojawiały się na przestrzeni ostatnich lat projekty wprowadzenia tego typu rozwiązań, lecz nie stały się one przedmiotem zaawansowanych prac legislacyjnych. Jednak w przypadku powiatów od lat toczy się dyskusja, czy są one w ogóle potrzebne. W moim przekonaniu są potrzebne, realizując część powszechnych dla mieszkańców danego powiatu usług administracyjnych, których realizacja byłaby utrudniona w przypadku gmin wiejskich czy miejsko-wiejskich.

-Mówi się radni-bezradni. Co pan na to?

-Radni nie muszą być bezradni, zgadzam się jednak ze stwierdzeniami, że istniejące uregulowania prawne sprzyjają opiniom o bezradności radnych. Co jednak powoduje taką sytuację? Byś może  radny nie będzie bezradny, jeśli wybory będą odbywać się w okręgach jednomandatowych, a radnego będą wybierali ludzie z jego osiedla, jego kampania będzie niezależna od większych nakładów finansowych i kiedy faktycznie będzie on reprezentantem swojej społeczności lokalnej. Jeśli zaś będziemy wybierali radnych w okręgach wielomandatowych, w których możliwość wystawienia własnej listy ściśle wiąże się ze znalezieniem tzw. grupy „biorących” mandaty i wyłożeniem znacznie większych środków finansowych na związaną z tym kampanię wyborczą, to jest to sytuacja może nie warunkująca, ale sprzyjająca tworzeniu lokalnej oligarchii. 

-Czy na przykładzie Ostrowca Świętokrzyskiego  możemy mówić, w kontekście samorządu lokalnego, o oddolnych inicjatywach tworzenia pewnych struktur obywatelskich o ambicjach przejęcia władzy w mieście?

-Oczywiście, takich pomysłów było wiele. Wspomnę chociażby rady osiedlowe, które tworząc własny komitet i wystawiając na listy swoich najbardziej aktywnych członków na kandydatów na radnych, zdobywały mandaty. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie w ogóle o aktywność społeczną i partycypację społeczności lokalnej w życiu publicznym, która niestety nie jest na wysokim poziomie. Im niższy jest ten poziom, tym większa rola przypada zorganizowanym grupom, dysponującym ludźmi, strukturami i pieniędzmi, jak partie polityczne albo ugrupowania o quasi-partyjnym charakterze. Dlatego osobiście jestem zwolennikiem organizowania się w stowarzyszenia, nawet w grupy nieformalne, bo tylko w ten sposób kształtuje się świadomość dojrzałego wyboru u ludzi, którzy są w stanie wziąć odpowiedzialność za swoją „małą ojczyznę”.

-Za której kadencji samorząd ostrowiecki, pana zdaniem, podjął najbardziej spektakularne, wręcz strategiczne decyzje dla naszego miasta?

 -Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ inna była rola, zadania, uwarunkowania działalności trzydzieści lat temu i obecnie. Zresztą miarodajna ocena działań możliwa jest dopiero z pewnej perspektywy czasowej. Jeżeli zaś możemy sobie na nią pozwolić w kontekście pierwszych kadencji samorządu, to chyba należy je ocenić pozytywnie. W ogóle warto przypomnieć, że wybory samorządowe 1990 roku były nie tylko pierwszymi wyborami do zdecentralizowanego samorządu, ale pierwszymi wolnymi wyborami w III RP w ogóle. Wielu ludzi, którzy wówczas zasiadło w radzie miasta było politycznymi debiutantami, ale jednocześnie wielu z nich było ludźmi reprezentatywnymi dla swoich środowisk. Sam zaś samorząd był faktycznym, nie tylko nominalnym ośrodkiem lokalnej demokracji.

-Wtedy bardziej liczyła się idea, aniżeli interes jakiś grup?

-Interes zawsze się liczył, bo trzeba na sprawy patrzeć realistycznie. Jednak liczyło się też coś więcej. Pamiętajmy, że np. solidarnościowa opozycja wyrosła w zakresie programowym z filozofii politycznej samoorganizacji społeczeństwa – na wskroś demokratycznej koncepcji „Samorządnej Rzeczpospolitej”.  Myślę, że demokratyzacja w pewnym, choć krótkim okresie czasu, nie była tylko deklaratywna.

-Sceptycy podkreślają, że wciąż trudno mówić o pełnej samorządności, skoro państwo wciąż przerzuca na samorządy coraz większy zakres obowiązków z zakresu służby zdrowia, czy też oświaty, a w ślad za tym nie nadąża z ich finansowaniem…

-Należałoby, moim zdaniem, raz jeszcze przedefiniować uprawnienia i obowiązki samorządu. Przytoczone przez pana obszary stanowią coraz większe bolączki w zakresie prawidłowej gospodarki finansowej i efektywności jednostek samorządu terytorialnego. Z drugiej strony pamiętajmy jednak, że Polska jest i zapewne będzie w najbliższych dekadach państwem unitarnym, częściowo tylko zdecentralizowanym, więc nie spodziewajmy się rozwiązań typowych dla państw o ustroju federalnym.

-A jak prowadzonej przez pana uczelni współpracuje się z samorządami lokalnymi?

-Z mojego punktu widzenia, jako rektora WSBiP, w samorządzie widzę partnera do współpracy strategicznej w rozwoju uczelni. Nie da się tego realizować bez przychylności samorządu. Zrozumienie tego, że uczelnia jest czynnikiem miastotwórczym, jest podstawą do budowania rzetelnej, solidnej i realnej współpracy. Jesteśmy jedynym, poza Kielcami, miastem na terenie województwa świętokrzyskiego, które ma własną uczelnię z siedzibą w mieście powiatowym. Stąd znaczenie tej współpracy jest duże, a potencjalne korzyści znaczne dla obu stron. Generalnie oceniam pozytywnie współpracę z władzami naszego miasta i powiatu, nawiązaliśmy też dobrą współpracę z powiatem opatowskim, a jeszcze wcześniej limanowskim, gdzie mamy swoją filię. Natomiast wciąż widzę we współpracy uczelni z samorządem istniejący potencjał w wielu obszarach. Tego typu kooperacja może być nastawiona nie tylko na rozwój samego szkolnictwa wyższego, ale i na działania promocyjne, np. w sektorach kultury, sportu, czy różnych innych wydarzeń społecznych.

-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *