Dawida Ogórka transfer z siatkarskiego KSZO SMS do piłkarskiej Sandecji

-Z końcem grudnia zakończyłeś dwuletnią pracę na stanowisku dyrektora klubu siatkarskiego KSZO SMS. Dlaczego?

-Rozpocznę może od tego, że nie była to dla mnie łatwa decyzja – mówi Dawid Ogórek. –Przez te dwa lata zżyłem się z KSZO, Ostrowcem, siatkarkami, kibicami, pracownikami Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, zawiązałem wiele znajomości i mam nadzieję przyjaźni. Z pewnością tak uznana marka, jak KSZO zajmuje znaczące miejsce w moim CV. Otrzymałem jednak ofertę rozpoczęcia pracy, dokładnie z dniem 1 stycznia, w moim rodzinnym mieście, Nowym Sączu, jako prezes Fundacji „Akademia Sandecji”. To nowy podmiot, który będzie prowadził działalność akademii piłkarskiej w jednej z najatrakcyjniejszych form prawnych zarówno pod względem korzyści podatkowych, jak i prawnych. Od nowego roku fundacja przejęła całkowicie zarządzanie akademią. Nowy podmiot prawny nie będzie związany z działaniem spółki akcyjnej, która sprawowała władzę nad pierwszoligowym zespołem oraz akademią. To ciekawy pomysł, w którym postanowiłem uczestniczyć. „Akademia Sandecja” będzie mogła pozyskiwać fundusze ze środków publicznych oraz granty i różnego rodzaju dofinansowania. Projekt zakłada utworzenie na Sądecczyźnie poważnego ośrodka szkolenia, a także edukacji dzieci i młodzieży, co ważne w oparciu o 111-letnią historię klubu. Tak więc nowy rok, a przede mną nowe wyzwania zawodowe, ale cieszę się, bo nadal przecież będę pracował na rzecz sportu.
-No właśnie, dość łatwo zmieniłeś dyscyplinę, na rzecz której pracowałeś – z ostrowieckiej siatkówki na nowosądecką piłkę nożną…
-Sandecja, to mój klub, w którym sam kiedyś grałem w piłkę. Zanim rozpocząłem pracę w KSZO, byłem rzecznikiem prasowym oraz dyrektorem ds. marketingu i komunikacji w 1-ligowej Sandecji. Można więc rzec, że wracam na stare śmieci i chyba czeka mnie tam wiele pracy, bo akademia piłkarska obecnie skupia niemal 300 zawodników, wywodzących się z Nowego Sącza, a także jego okolic w promieniu około 35 kilometrów. Do szkółki przynależą młodzi adepci piłki nożnej m.in. z terenów Krynicy Zdrój, Piwnicznej, Szczawnicy, Limanowej oraz Gorlic. Docelowo mam zamiar, poprzez kooperację z mniejszymi klubami, stworzyć rozbudowaną siatkę skautingu oraz późniejszego szlifowania największych talentów z południowej części Małopolski.
-Pracując w KSZO zawsze miałeś sporo pomysłów na promocję siatkówki. Musisz przyznać, że niektóre wypaliły, a niektóre nie. Dlaczego?
-Zacząłem pracować w Ostrowcu w momencie, kiedy KSZO nie był już praktycznie w stanie obronić się przed spadkiem z Ligi Siatkówki Kobiet. Ogromne problemy nastręczała sytuacja finansowa klubu. Z tego powodu odchodziły z niego, jedna po drugiej lub wręcz grupowo, zawodniczki. Wszelkie akcje marketingowe pozostawały w cieniu ciągłej dyskusji o kondycji klubu. Mimo starań, nie udało się pozyskać strategicznego sponsora tak w LSK, jak i po spadku do I ligi. Do tego dochodził budowany nie tylko w Ostrowcu czarny PR, a to nie sprzyjało dobremu wizerunkowi klubu. To zrozumiałe, że w takiej sytuacji żadna duża firma nie chciała angażować się finansowo w ratowanie klubu, a władze samorządowe ograniczyły środki na promocję miasta poprzez siatkówkę. Mimo, iż KSZO utrzymał się w I lidze, to zapadła decyzja o likwidacji spółki sportowej i wycofaniu się z rozgrywek. Ratunkiem dla całej dyscypliny jest więc obecnie drugoligowy KSZO SMS. Cieszę się, że prezes Mariusz Rokita od początku sprzyjał realizacji tego pomysłu. Trzymam kciuki, by nasz młody zespół nabierał doświadczenia i awansował niegdyś do I ligi.
-Wielokrotnie podkreślałeś, że w Ostrowcu nigdy nie było wystarczających środków finansowych na funkcjonowanie zespołu w siatkarskiej ekstraklasie…
-To prawda. Z analizy dokumentów wynika, że kłopoty zaczęły się już po pierwszym sezonie gry KSZO w ówczesnej Orlen Lidze, a później było już tylko coraz gorzej. Każdy z prezesów stawał na głowie, by mniej lub bardziej udanie dobranymi metodami odmienić tę sytuację, ale przy jednoczesnym zapewnieniu poziomu sportowego płynności finansowej nie udało się zachować. Uważam, że nie może to być jednak powodem do jakiegoś wstydu. Każdy przecież wie, że pod względem gospodarczym ani Ostrowiec, ani najbliższy region nie należą do bogatych i pozyskanie przez klub prężnego sponsora nie jest łatwe. Jeśli byłoby to łatwe, to piłkarze KSZO już graliby w I lidze. Ciężko też utrzymać klub w najwyższej klasie rozgrywkowej opierając jego funkcjonowanie jedynie na środkach z budżetu miasta. Taki klub, jak Muszynianka miał znacznie większy budżet od KSZO, ale i tak działacze uznali, że jest niewystarczający i wycofali zespół z rozgrywek. Wielka szkoda, że tak też się stało w Ostrowcu, bo kibice potrafi li w ostrowieckiej hali zbudować niesamowity klimat, którego nigdy nie zapomnę. Wiem, co mówię, bo siatkarki z przyjezdnych zespołów często twierdziły, że bardzo ciężko im się gra w Ostrowcu. KSZO zawsze pozostanie w moim sercu i wierzę, że w niedalekiej przyszłości uda się klubowi odbudować siatkówkę co najmniej na pierwszoligowym poziomie. A ja w miarę możliwości czasowych bardzo chętnie będę odwiedzał halę oraz stadion piłkarski przy Świętokrzyskiej 11.
-Twoim zdaniem, ostrowiecka siatkówka ma szansę odrodzenia się?
-Nie będzie to na pewno proste zadanie do realizacji. By liczyć na odrodzenie, to w obecnych warunkach zarówno KSZO, jak i Szkoła Mistrzostwa Sportowego muszą zacieśniać współpracę i podnosić poziom szkolenia. Wspólnie dbać o jak najlepszy nabór, wspólnie prowadzić działania promocyjne i wspólnie pracować nad strategią działania. Trzeba się też zastanowić nad tym, czy możliwe jest zatrzymanie w KSZO zawodniczek po ukończeniu przez nie SMS, skoro każda z nich marzy o studiach i wyjeździe z Ostrowca. Trudność realizacji zadania potęguje też fakt, że pod względem siatkarskim Świętokrzyskie nie należy do potentatów. W wojewódzkich rozgrywkach kadetek, czy juniorek rywalizuje zaledwie po kilka zespołów. By ogrywać młode siatkarki trzeba więc startować w wielu turniejach. Z drugiej strony, nigdy nie zbudowano mocnego klubu wyłącznie z własnych wychowanek. Idąc tym tokiem myślenia znów wracamy do jakże potrzebnych pieniędzy na wzmocnienia zespołu i zapewnienie poziomu sportowego niezbędnego do promocji do wyższej klasy rozgrywkowej.
-Od czego zaczniesz swoją nową pracę w Nowym Sączu?
-Akademia „Sandecja” ma już odpowiednio, przez doświadczonych szkoleniowców, zaplanowany system szkolenia. W pierwszej kolejności, po tych dwóch latach pracy z „dorosłymi” zawodniczkami, muszę oswoić się z tym, że uczestnictwo bardzo młodych piłkarzy w projekcie akademii, to nie tylko trening i rozgrywki sportowe. Plan zajęć, nakreślony przez fundację, obejmuje również aspekty wychowawcze, jak: dyscyplina, systematyczność, umiejętność pracy w grupie, zdrowa rywalizacja, higiena czy wpojenie nawyków odpowiedniego żywienia, które służą wspieraniu w procesie kształtowania młodego piłkarza. Na początek, chciałbym każdego z nich, a także jego rodziców przekonać, że uczestnictwo w zajęciach akademii daje olbrzymią szansę gry w przyszłości w MKS Sandecja, zespole występującym na co dzień w Fortuna 1 Lidze. Ważnym aspektem moich zadań jest także pozyskiwanie środków finansowych z różnych źródeł takich jak dotacje miejskie, dotacje z Ministerstwa Sportu czy współpraca ze sponsorami oraz partnerami, bez których funkcjonowanie akademii piłkarskiej nie jest możliwe na odpowiednio wysokim poziomie.
-Dziękuję za rozmowę.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *