W 30. rocznicę śmierci Księdza Infułata Marcina Popiela. Historia pewnej fotografii

W 30. rocznicę śmierci Księdza Infułata Marcina Popiela, niezapomnianego proboszcza parafii szewieńskiej, przygotowano ponad dwa tysiące świec z wizerunkiem kapłana. Sięgnięto tu po jedną z najbardziej znanych fotografi i księdza, wykonaną czterdzieści lat temu przez ostrowczanina Janusza Gajewskiego.
Miałem szczęście
-Miałem ogromne szczęście spotkać w swoim życiu tak wspaniałego kapłana i człowieka, jakim był ks. Marcin Popiel -wspomina Janusz Gajewski,  który wiele lat mieszkał w Ostrowcu, a wychowywał się na plebanii w Szewnie. Później wyemigrował do Kielc, gdzie pracował jako operator Telewizji Kielce, a następnie do Warszawy. Ukoronowaniem pasji dokumentalisty była praca w Instytucie Pamięci Narodowej.
-Urodziłem się w niezwykle trudnych latach, bo pod koniec wojny. Ojciec pracował w Cukrowni Częstocice i ze skromnej pensji utrzymywał rodzinę. Przed przyjściem na świat młodszego brata, rodzice postanowili, że zamieszkam u niezamężnej siostry ojca (cioci Wali) w Szewnie, która razem z naszą babcią wykonywała różne prace gospodarcze na terenie parafii. Tam też miała niewielki pokoik. Niebawem na terenie Zespołu Kościelnego rozpoczął się remont i ciotkę ze mną i całym naszym skromnym dobytkiem przeniesiono do maleńkiego pokoju w domu ludowym przy Placu Kościelnym, gdzie później wydawane były leki. Na plebanii mieszkała wówczas siostra księdza Rafalskiego z siostrzeńcem Tadziem Mittelstaedtem, z którym wychowywaliśmy się jak bracia. Była to rodzina słynnego przedwojennego lekkoatlety, reprezentantakraju, Mieczysława Mittelstaedta i Tadeusza, Mittelstaedta, żołnierza AK, który zginął z rąk okupanta. Pamiętam, jak z rówieśnikami z Szewny Dolnej, chodziliśmy po strychu nad kościołem. Dla nas dzieci było to miejsce baśniowe. Tam puszczaliśmy wodze fantazji, skacząc po balach nad nawą główną i kapsułą kościoła, pokonując przy okazji stada gnieżdżących się tam nietoperzy.
Uczył szacunku do ludzi
Pan Janusz nie pamięta momentu, gdy Marcin Popiel przyjechał do Szewny. Był zbyt młody, ale ks. Marcin – (wiem to z opowiadań rodzinnych) – wywierał od samego początku ogromny wpływ na życie miejscowej społeczności i to nie tylko w sferze duchowej. Był arystokratą, doskonale wykształconym z biegłą znajomością kilku języków, w tym oczywiście języka francuskiego. Ukończył przecież dwa czy trzy fakultety na renomowanych zagranicznych uczelniach i przez pewien czas, zanim wstąpił do seminarium duchownego, zarządzał ogromnym rodzinnym majątkiem. Był równocześnie bardzo skromnym człowiekiem, który z szacunkiem, życzliwością i taktem odnosił się do każdego spotkanego na swej drodze człowieka.
-Szkoła podstawowa w Szewnie, w której uczyłem się, miała swoją siedzibę w Pałacu Wielopolskich w Częstocicach -mówi. Później wybrałem hutniczą szkolę zawodową. W klasie odlewniczej uczyłem się z późniejszym proboszczem parafii na Pułankach, ks. Andrzejem Salą. Obaj trafiliśmy później do pracy w wydziale odlewni na Starym Zakładzie Huty, a następnie zapisaliśmy się do liceum dla pracujących. Siedzieliśmy w jednej ławce. Andrzej Sala pochodził z Częstocic. Ks. Marcin miał duży duchowy wpływ na jego dalsze zycie. Moją życiową pasją i to od najmłodszych lat była fotografia. Pierwszy aparat marki Druh kupiłem za oszczędności w szkolnym SKO w sklepie fotooptycznym przy zbiegu ulicy Młyńskiej i alei. Kosztował 192 zł. Muszę tu dodać, że rodzice mieszkali w bloku cukrowniczym przy ulicy Osadowej. W tym osiedlu mieszkał kolega, również pasjonat fotografi i, Henryk Skrucha. W piwnicy bloku w prymitywnych warunkach, wywoływaliśmy zdjęcia metodą prób i błędów Obaj ukończyliśmy kurs, a prawdziwym naszym nauczycielem okazał się Sławek Kostkowski, który również pracował w hucie na Starym Zakładzie.
Rozmowy z ks. Marcinem
-Przyjeżdżałem regularnie z Kielc do Ostrowca –mówi Janusz Gajewski. Zawsze odwiedzałem w Szewnie ciotkę, która mnie przecież wychowała. Ksiądz często zapraszał nas na obiad. Niech nikt nie myśli, że były to jakieś wykwintne obiady. Zwyczajne, jak w wielu rodzinach. Ksiądz proboszcz żył zresztą bardzo skromnie. Zaprzyjaźnieni parafianie widząc podniszczoną odzież czy buty, wykorzystywali różnorakie okazje i robili księdzu prezenty, przekazując nowe odzienie, ale ks. Marcin, zazwyczaj po kilku dniach, obdarowywał nią innych, którzy jego zdaniem potrzebowali wsparcia. Obiady były natomiast okazją do spotkania i rozmów na wiele tematów. Traktowałem księdza jako Duchowego Ojca. Co charakterystyczne, ks. Marcin miał czas dla każdego i o każdej porze.
-Pamiętam dokładnie, kiedy powstało zdjęcie umieszczone obecnie w formie nadruku na świecy, bowiem rozpoczynał się wtedy remont pomieszczeń gospodarczych plebanii. Prawdopodobnie był to początek lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku. Przyjechałem z Kielc i ciotka już w progu mieszkania oznajmiła, że ksiądz mnie oczekuje. Było lipcowe, słoneczne popołudnie.Ksiądz wychodził z budynku plebanii. Ucieszył się z naszego spotkania. Poprosiłem, by spoczął na murku, jak zwykle miałem przy sobie aparat i zrobiłem kilka zdjęć. Klisze z tymi zdjęciami mam obecnie w Warszawie. Gdy już po śmierci ks. Marcina pokazałem fotografie znajomym, ktoś z nich zrecenzował je, mówiąc „jak żywy”. I tę opinię słyszałem później wielokrotnie. Nie wszystkie zdjęcia, które zrobiłem księdzu, pokazująjego duchowość i wnętrze. Aby uchwycić osobowość człowieka, jego duszę, trzeba go poznać, być z nim w bliskich relacjach. Ksiądz Marcinw chwili, gdy robiłem zdjęcia, czuł się naturalnie, prowadził ze mną swobodną rozmowę. Te kilka zdjęć, które wtedy zrobiłem, wyrażają osobowość i duszę tego niezwykłego człowieka i uduchowionego kapłana. Plik cyfrowy zdjęć ks. Marcina przekazałem po latach w Sandomierzu ks. Jackowi Beksińskiemu. Znalazły się one w książce ks. Jana Pałygi poświęconej Marcinowi Popielowi. Na okładce widnieje zdjęcie ks. Marcina, które zrobiłem latem w ogrodzie przed plebanią.
Po dwudziestu latach to samo zdjęcie z okładki książki, dzięki proboszczowi parafii Szewna ks. dr Tomaszowi Cuberowi, znalazło się na na druku na świecach, bowiem w ramach obchodów Dni Księdza Marcina Popiela zakończonych w niedzielę, 25 lipca b.r. wykonano 2200 świec. Dla wszystkich będą pamiątką po szanowanym i ciągle wspominanym, wieloletnim proboszczu parafii, który w Szewnie rozpoczął i zakończył swoją niezwykłą posługę kapłańską.
Praca operatora
Na początku lat siedemdziesiątych, Janusz Gajewski otrzymał pracę najpierw asystenta operatora, a później operatora w Regionalnym Ośrodku Telewizyjnym w Kielcach. Był w grupie pracowników, którzy przygotowywali program Nowoczesność w domu i w zagrodzie oraz materiały do Telewizyjnego kuriera kieleckiego. 
-Wtedy już byłem, jak to się mówi, na własnym: „ożeniony i z dziećmi”. Mieszkaliśmy w wieżowcu przy ulicy Sienkiewicza na 10 piętrze, miałem więc wspaniały widok na dolną część miasta.
Na kliszach szklanych pan Janusz uwiecznił dawny Ostrowiec. Posiada zbiór zdjęć ukazujących wspaniałą panoramę miasta od wzgórza i kościoła św. Michała po Rawszczyznę i Kuźnię. W pierwszym okresie pracy w Kielcach, codziennie dojeżdżał autobusem z Ostrowca do ośrodka telewizyjnego. Tam brał kamerę i wyruszał w teren. W połowie lat 70-tych przeprowadził się definitywnie do Kielc, a później do Warszawy.
– Po raz ostatni spotkałem się i rozmawiałem z ks. Marcinem, kilka miesięcy przed jego śmiercią. Mieszkał w skromnym domku przy ul. Świętokrzyskiej. Przygotowywałem wtedy zdjęcia do kolejnej książki. Wypiliśmy herbatę, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. To była bardzo przyjacielska rozmowa. Do dziś żałuję, że w czasie tamtej rozmowy nie wgłębiłem się w tematykę związaną z doczesnością i wiecznością. Dziś wiem, że moja przyjaźń z księdzem Marcinem, duszpasterzem uznawanym za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli duchowieństwa XXwieku, była bezcennym darem od losu. 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *