::photoreport{"type":"full-print","item":"6839"}
Kamienny głos na pustyni: twórczość i filozofia życia Stanisława Wójcika
Na uboczu Udzicowa, w starej stodole zamienionej w galerię sztuki, mieszka człowiek, który o kamieniu wie wszystko, a o życiu jeszcze więcej. Stanisław Wójcik nie tylko rzeźbi w piaskowcu – on w nim medytuje, szuka kobiecej mistyki i zatrzymuje „myślowy hałas”.
Wrota do innego świata
Do Udzicowa, w gminie Kunów jadę z niezwykłą ciekawością. Wszystko za sprawą wyjątkowego człowieka, jakim jest Stanisław Wójcik. Tę ciekawość zaszczepił we mnie fotoreporter „Gazety Ostrowieckiej”, Stanisław Dulny. Powiedział krótko: „Musimy go pokazać. Jego pracę rzeźbiarza, filozofię życia, ogromną wiedzę i to, jak postrzega kobietę. Ten człowiek jest niesamowity!”
Już u bramy widzę mężczyznę, który porusza się przy rzeźbie ustawionej we wrotach wiekowej stodoły. Obok na trójnogu pali się ogień, a dym powoli opływa posiwiałą postać. Na miejscu dostrzegam postać medytującej młodej kobiety wydobytej z bloku piaskowca.
-Szanuję kobiety, ich piękno ciała, mądrość, seksualność. Ta rzeźba to mój głos – głos wołającego na pustyni – aby kobiety odzyskały swój utracony, zagubiony element kobiecej duchowości, mistyki – mówi Stanisław.
Odzyskać pełnię kobiecości
Zanim pojawiła się duchowość męska i zanim powstały patriarchaty, to kobiety odpowiadały za zdrowie duchowe, psychiczne i fizyczne całych społeczności. Za ich pośrednictwem życie przychodzi na świat. Bardziej są osadzone w istnieniu, w czynnościach związanych z życiem, bardziej ufają przeczuciom i intuicji. Zwracają uwagę na synchroniczność. Posiadają inny rodzaj wiedzy – mądrość serca, której mężczyźni często nie są w stanie zrozumieć ani docenić.
-Ta rzeźba to moja prośba, wołanie, żeby odzyskały swoją pełnię, którą zatraciły. Rzeźba będzie się nazywała „De kobiety” albo „Urzeczywistnienie immanentności”. Jeszcze nie wiem, jaką wybrać- słyszę. Co znaczą te nazwy? Słowo „De” oznacza esencję, naturę, skondensowanie, wewnętrzny charakter danego bytu. „Urzeczywistnienie immanentności” natomiast to pokazanie, że człowiek konstruowany jest przez jedność przeciwstawnych sił.
Warsztat: między surowością, a gładkością
Rzeźba powstaje z dość dużej bryły piaskowca z już nieistniejącej kopalni w Nietulisku Małym. Mogła ważyć powyżej jednej tony.
– To jest delikatny pilniczek, niech weźmie pani teraz ten i przejedzie tym, a to bardzo gruby pilnik – słyszę i wykonuję z dużą ciekawością nakazaną czynność. – Tu ma pani średniej ziarnistości pilnik, a potem idzie kamyczek, proszę przejechać. Na koniec idzie papier gąbkowy, niech pani przejedzie gąbką. Widzi pani, ile leży tu tych pilniczków, gąbek? Są różnej gradacji. Jak to dopracuję, to będzie idealnie gładkie. To jest średniej wielkości rzeźba, którą ustawię na postumencie. Postument będzie z bloku kamiennego, z którego częściowo wydobędę prostopadłościan, a resztę zostawię w stanie surowym. Chcę tym pokazać, że daliśmy się za bardzo uformować cywilizacji, społeczeństwu. Ociosani cywilizacji nakazami: moralnymi, religijnymi, prawnymi, konwenansami. Wyjałowieni, oszlifowani. Zostaliśmy rozbici, podzieleni, poprzebierani w kostiumy i maski, pozy i miny. Na to, co dobre i złe, akceptowalne i nieakceptowalne.
Cień Junga i pińczowskie korzenie
-To, co społeczeństwo nie akceptuje, upychamy do wewnątrz. Tam tworzy się nasza druga tożsamość – cień według Karla G. Junga - zaznacza mój rozmówca. To bomba z opóźnionym zapłonem. On jest przyczyną przyszłych chorób, problemów i nieszczęść. Wypaliliśmy z siebie naturalność, dzikość, swobodę.
Stanisław Wójcik w rozmowie stwierdza, że w projektach, które realizował w życiu, zastrzegał sobie możliwość prawa dla swojej interpretacji różnych jego części – bez późniejszej zgody. Uważa bowiem, że jest tylko częścią procesu tworzenia i na plan materialny spłynie to, co ma spłynąć. Tak, nie jesteśmy decyzyjni.
– Pochodzę z Pińczowa, z miasta białego kamienia, z sarmackich Aten, kolebki kamieniarstwa polskiego - mówi mistrz rzeźbiarstwa. Życie stawia nas tam, gdzie być mamy. Choć niektórym ludziom wydaje się, że są decyzyjni, że to, kim są, co posiadają, to wynik ich zdolności, umiejętności, pracowitości, mądrości, pochodzenia. Nie widzą działania istnienia, dopóki nie przyjdzie okoliczność – nagła śmierć bliskich, ciężka choroba, wypadek, utracone należyte zdrowie. Wtedy dostrzegają swoją bezradność.
Kamień jak magnes
Do kamieniarstwa pchnęły go sytuacje życiowe – ojciec uległ wypadkowi. Pomagał matce od dziecka, zbierał zioła, złom, makulaturę. Później chodził do pracy z kamieniarzami w czasie wakacji. Zauważył, że cieszyli się szacunkiem społecznym i bardzo dobrze zarabiali. Przez okres wakacji zarobił na ubranie, przybory szkolne.
Do kamienia pociągnęła go sytuacja życiowa, ale jak przyznaje, kamień też przyciągnął go jak magnes.
– Zacząłem mu się bacznie przyglądać. Zauważyłem, że reaguje na moje do niego podejście, ale też udziela mi się jego jestestwo, jego pokój, cicha nieporuszoność, wewnętrzna siła i pewność siebie. Dla mnie, ex aequo z kwiatami, jest najbardziej osadzonym w istnieniu bytem - podkreśla Stanisław. Kwiaty przemawiają zapachem, kolorami i ulotnością swojego istnienia, kamień wewnętrzną siłą i długowiecznością, pięknem cichego bezruchu.
Przestrzeń stodoły: sprawiedliwość wszechświata
W dawnej stodole stworzył przestrzeń dla swoich prac. Wszechświat dla niego składa się z dwóch podstawowych rzeczy: przestrzeni i obiektów, które się w niej znajdują. Przestrzeń wewnętrzną ograniczają ściany, podłoga i sufit – mogą być one biedne lub bogate, ładne lub brzydkie, ale sama przestrzeń jest jednakowa dla wszystkich – jest to największa sprawiedliwość wszechświata.
Widok wnętrza i umieszczonych w nim kamiennych rzeźb, jak również drzewa, obrazów powala i zapiera dech. Każdy, nawet najmniejszy detal poszczególnych prac, jak i samego wnętrza, jest w harmonii z resztą.
-Nie jestem twórcą, jestem częścią złożonego procesu tworzenia. Oddalając ciało i zmysły, zatrzymuję zbędny myślotok, umysłowy hałas, oddaję ciało i zmysły czemuś niemierzalnemu- wsłuchuje się z zainteresowaniem. Ta sama inteligencja, która nadzoruje wszystkie procesy we wszechświecie, mieszka też w nas. Jesteśmy mikro kosmosem. Nauka mówi, że 14 miliardów lat temu powstał wszechświat – 14 mld lat powstały tylko obiekty, przestrzeń już była – nie trzeba jej stwarzać, to ona tworzy, z niej wszystko powstaje trwa jakiś czas i do niej wraca. Jest ona także w nas i to ona kieruje procesem stwórczym wszystkich twórców, czy o tym wiedzą, czy nie”.
Myślę, więc... czy na pewno jestem? Francuski filozof René Descartes powiedział: „myślę więc jestem”. A jak nie myślę, to co, nie ma mnie? A może dopiero jestem? 300 lat później inny wielki filozof, też francuski, przyjrzał się temu stwierdzeniu wnikliwie, wziął je pod lupę i rzekł: „Świadomość, która wypowiada słowa: myślę więc jestem, nie jest tą samą świadomością, która myśli”. Co dostrzegł Sartre? Świadomość poza ego, fałszywym ego, jest wewnątrz – uważa Stanisław. Prawdziwe ja jestestwa. Przystanek. Cały ten myślotok (inteligencja niższa) zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni. Nie jesteśmy tu, gdzie jest życie, tu i teraz. Nic nigdy nie zdarzyło się w przeszłości i nic nigdy nie zdarzy się w przyszłości. Wszystko będzie zdarzać się w „teraz”. Obowiązkiem moim jest być tu i teraz. Obowiązkiem moim jako współtwórcy, uczestnika procesu tworzenia, jest być tu i teraz i nie zakłócanie tego procesu myśleniem. Dzieło spłynie niczym woda z gór, wystarczy tylko nie stawiać tam myślowych zapór.
Od 20 kilometrów płotów do orła w stodole
W przestrzeni stodoły swoje skrzydła majestatycznie rozpościera kamienny orzeł wydobyty z dwutonowego bloku, podniesionego na wysokość półtora metra, aby uchwycić go w przestrzeni, oddać jak ląduje, pokazać jego drapieżność. Na stole leżą zdjęcia elewacji budynków, ogrodzeń, architektury ogrodowej, świątków, bram.
-Współtworzyłem przez lata trudne elewacje wentylowane, kiedy to ściany kamienne były oddzielone od budynku- wraca pamięcią do swojej pracy zawodowej. W środku była wełna mineralna jako ocieplenie, potem pustka i mur kamienny, w którym krążyło powietrze od dołu do góry. Najtrudniejsze były bramy garażowe i wielkie przeszklenia – trzeba było ukryć dźwigary stalowe, a pokazać tylko kamień, portale, detale. W życiu uczestniczyłem w wykonaniu około 20 km różnych płotów, murów i parkanów.
Stan umysłu przed pracą
Przed działaniem sprawdza swój wewnętrzny stan. Jeśli jest nawet odcień niechęci, niepokoju, jakichś emocji, oddycha świadomie, aż pojawi się spokój.
-Stan wewnętrzny jest ważniejszy niż zewnętrzny. Przeleje się na formę. Emocje są gorsze od myślenia – o ile myślenie można zatrzymać, to emocji często nie. Są jak głośniki umysłu - podkreśla Stanisław Wójcik. Schemat myślowy stwarza emocje w ciele, a emocje wzmacniają schemat – współpracują.
Jak zaznacza S. Wójcik przeprowadzka na Udziców, to zejście z głównego nurtu społecznego. To czas tylko na twórczość, medytację, przygotowanie się do zmiany formy istnienia, do przemiany bytowej.
-W wieku 30-kilku lat dotarło do mnie, że nie wiem, kim jestem. Mówię nie swoimi słowami, jestem przepełniony wiedzą wtłoczoną przez społeczeństwo, rodziców, szkoły. Postanowiłem to wszystko odrzucić, stanąć pustym. Wyprałem umysł- mówi.
Ścieżki serca i piaskowiec z Nietuliska
-Zadawałem pytania wszechświatowi i wchodziłem w ścieżki, które się pojawiały. Sprawdzałem je sercem- słyszę.
Udziców to jedna z ostatnich ścieżek. Znalazł ogłoszenie w Internecie. Cisza, spokój. Całkowita ruina, w której mieszkały sowy i nietoperze. Masa pracy, aby móc zamieszkać.
-Wyremontowałem budynki zimami, w sezonie jeździłem na Śląsk, gdzie miałem duże zlecenia. Weekendy poświęcałem na twórczość- opowiada. Zakupiłem bloki piaskowca w Nietulisku Małym. Ten piaskowiec jest drobnoziarnisty, przyjemny w obróbce. Blok trzeba sprawdzić, czy nie jest pęknięty, wzrokowo i opukać go, czy nie jest „głuchy”. W kamieniach trafiają się różne rzeczy, pustki i inne minerały.
Pośród prac z kamienia, wzrok przyciągają również rzeźby kobiet z drewna. Potężny pusty korpus – pień drzewa, który rozpościera się po jednej ze ścian, sięgając po sufit stodoły. Celem drzewa jest pokazanie życia wyżej ziemi. Kiedyś pojawią się na nim zwierzęta – ssaki, gady, ptaki.
100 metrów szaleństwa
-Różne materiały nie sprawiają mi trudności. Niejednokrotnie nawet architekci nie wiedzieli, w jaki sposób można wykonać to, co zaprojektowali. Kiedy pytali, czy jest wykonalne, kiwałem głową, że tak. Później kontemplowałem, medytowałem i rozwiązanie się pojawiało- zwraca uwagę mój rozmówca. Kiedyś właściciel kopalni zawiózł mnie do klienta. Nikt nie wiedział, jak wykonać płot przy nowoczesnym budynku z pofalowanymi narożnikami. Właściciel chwalił się, że jedyny taki w Polsce. Mur miał wyglądać jak fale morskie zawieszone w powietrzu. Zapada chwila oczekiwania, potem pytają: – Podejmie się pan tego? Wielu już próbowało.
Przyjrzałem się uważnie. 100 metrów długości jakiegoś szaleństwa. Słupy bramowe również udziwnione, a wejście nic ciekawego. Wyjąłem ołówek. Doszkicowałem fale, które ją zalewają i zawisają w powietrzu. To była odpowiedź.
Stan Alfa i wieczny Piątek
-Obecny rozdział życia jest już ostatni – to czas na przyglądanie się życiu. Ale uczyć trzeba się dalej. Stan Beta, w którym teraz rozmawiamy, to stan brzydki, szary, szybki. Kiedy wchodzimy w stan Alfa, fale mózgowe zwalniają. Stajemy na ziemi świętej, wchodzimy w strefę cudów. Nie potrzeba Jerozolimy, Mekki czy Fatimy- mówi Stanisław.
Żyję bez zegarka, telefonu, kalendarza. Każdego dnia jest dla niego piątek po południu. Nie ma weekendu, jest świętowanie z egzystencją. Stara się niczego nie rozdzielać, a wręcz scalać w jedno. Przed projektem ma fotel i koc, stolik z herbatą, książki, zeszyt i długopis. Mówi: „Twórczość to rodzaj istnienia”.
-Gdyby mnie określić, jaka jest moja filozofia życia, odpowiedziałbym: Wu Wei. To termin z taoizmu. To niedziałanie, działanie bez wysiłku. To droga wody, która z niczym nie walczy, najdelikatniejsza, a przecina skały- mówi.
Swoje credo Stanisław Wójcik wieńczy cytatem z Tao Te Ching, który dla niego stanowi ostateczną definicję siebie: „Większość ludzi jest inteligentna i spostrzegawcza, ja jestem pogrążonym w niewiedzy – głupcem. Patrzą na mnie pełni pogardy, gdyż jestem nudny i zakłopotany, szary jak ocean, bezcelowy jak wichura. Ludzie dążą do celów, ja ich nie posiadam. Jestem niepotrzebny i niezdarny, zupełnie inny, lecz najbardziej różnie się tym, że wiem by szukać pokarmu u "matki", doceniam opiekuńczą moc Tao”.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ostrowiecka.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz