Najlepszy polski taekwondoka dla Gazety Ostrowieckiej

-Był pan gościem specjalnym rozgrywanych w naszym mieście zawodów taekwondo dla dzieci i młodzików. To był mile spędzony czas?
-Jak najbardziej – mówi nasz olimpijczyk, reprezentant Polski w taekwondo, Piotr Paziński. –Miło jest przyjechać na zawody czasem w odmienionej roli, jako trener, a nie zawodnik.
-Taekwondo pozostaje  wciąż dyscypliną niszową, tymczasem np. w Ostrowcu na każdych zawodach hala pęka w szwach…
-Nasza dyscyplina ciągle się rozwija. Sporo działań ukierunkowanych jest na promocję dyscypliny. To tylko wspomaga wysiłki zmierzające do uzyskiwania coraz lepszych rezultatów. Ostrowieckie zawody, skupiające na starcie dzieci i młodzików, mają właśnie na celu wyłonienie za kilkanaście lat, daj Bóg, właśnie medalistów mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.
-Co przekazałby pan tym adeptom taekwondo, których tak licznie oglądaliśmy w Ostrowcu?
-Na pewno muszą z zajęć wyciągać jak najwięcej przyjemności i zabawy, wiedzieć że zyskają bardzo dobre przygotowanie ogólnorozwojowe. Później, jeśli tylko będą konsekwentni i wytrwali, świat otworzy się przed nimi otworem. Jestem przykładem, że po 20 latach szkolenia i ponoszonego trudu spełniłem swoje marzenia. Muszą wierzyć w to, że faktycznie się spełniają i uparcie dążyć do celu.
-Nie sposób nie zapytać o to, jak się pan czuje, jakie ma refleksje i wnioski w te kilka  miesięcy po starcie na igrzyskach w Rio?
-Choć po Rio rozgrywane były jeszcze mistrzostwa Polski, to był czas przede wszystkim na wypoczynek, tym bardziej że do startu w igrzyskach nie przygotowywałem się bezpośrednio w ciągu kilku miesięcy, ale przez ostatnie trzy i pół roku. Powoli jednak wracam do normalnego rytmu treningowego. Szykuję się do startu na zawodach w Chorwacji, które odbędą się w połowie listopada.
-Jak to jest być w tej rodzinie olimpijskiej?
-Start na igrzyskach dla mnie, to spełnienie marzeń. Działa także jak narkotyk, bo mimo, iż zająłem wysokie, piąte miejsce, to ciągle mam pewien niedosyt i w głowie kołacze się teraz myśl o medalu. To daje mi kopa do jeszcze większego zaangażowania na jeszcze bardziej ciężkich treningach. Na pewno dla mnie, jak i mojego kolegi Karola Robaka start w Rio był historyczny, bo po raz pierwszy na igrzyskach wystąpiła dwójka zawodników z Polski. Liczę, że za cztery lata nasza reprezentacja będzie bardziej liczna, bo realne szanse startu ma aż 8 zawodników. Musimy jednak pamiętać, że tylko pierwsza „6” z rankingu światowego ma zapewnioną kwalifikację.
-Kiedyś Otylia Jędrzejczyk w rozmowie z nasza gazetą stwierdziła, że zaraz po każdym starcie na igrzyskach układała sobie w głowie plan przygotowań do następnych. Czy tak też jest w pana przypadku?
-Nie zadeklarowałem na sto procent, że wystartuję na kolejnych igrzyskach, choć gdzieś w głowie faktycznie mam plan startu. Nie mam też zagwarantowanej kwalifikacji, o której zdobycie czeka mnie ostry bój. Postanowiłem do celu dojść małymi kroczkami. Na razie myślę więc o stracie w przyszłorocznych mistrzostwach świata, a później zobaczymy, co przyniesie sportowe życie.
-Dziękuję za rozmowę.
Dariusz Kisiel

paz29-letni PIOTR PAZIŃSKI, na co dzień zawodnik AZS AWF Warszawa, podczas igrzysk olimpijskich w Rio w kategorii wagowej do 80 kg zajął piąte miejsce. Jest brązowym medalistą mistrzostw Europy z 2016 roku. W styczniu 2016 roku awansował do finału europejskiego turnieju kwalifikacyjnego do Letnich Igrzysk Olimpijskich 2016, tym samym wywalczając awans na igrzyska. To także wielokrotny medalista mistrzostw Polski. Oprócz uprawiania sportu jest również trenerem taekwondo, a także pracuje jako nauczyciel.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *