Ruth Webber: „Kiedy miałam cztery lata straciłam swój świat, a kiedy dziewięć wyszłam z Auschwitz”

Ruth Webber urodziła się w Ostrowcu Św. w 1935 roku.
Teraz powróciła tu  po latach na  premierę książki Wojciecha Mazana przybliżającej dokonania jej ojca Szmula Muszkiesa, który w naszym mieście prowadził przedwojenny zakład fotograficzny “Rembrandt”. Podczas spotkania z ostrowczanami po raz pierwszy w rodzinnym mieście opowiedziała o swoich traumatycznych przeżyciach.

– Dziękuję za możliwość przemawiania do Was dziś i uhonorowanie mojego ojca- mówiła podczas wizyty w Ostrowcu Św. Ruth Webber. Chciałabym przywołać z pamięci więcej szczegółów dotyczących mojego ojca i jego pracy sprzed wojny. Jednak moje wspomnienia z nim związane to uściski, które mi dawał, gdy wracał z pracy, jego szczera troska o moje zdrowie i radość, której doświadczałam bawiąc się w jego studiu.
Jestem tu, żeby powiedzieć o nieszczęściu, które spotkało mnie 75 lat temu. Doświadczyłam tego nieszczęścia – Holokaustu – od wewnątrz, i chcę opowiedzieć Wam, jak ten wstrząs, ta katastrofa, wyglądała od środka. Jest mi bardzo trudno mówić o moich doświadczeniach z czasu Holokaustu. To bardzo traumatyczne doświadczenia. Jestem tu, żeby opowiedzieć Wam moją historię, żebyście przekazywali ją innym, kiedy nie będę już w stanie tego zrobić.
Przypuszczam, że większość z nas tu zgromadzonych prowadzi normalne życie, gdzie wszystko jest w miarę przewidywalne i bezpieczne. Moje życie też takie było, bezpieczne i normalne. Aż do chwili, gdy miałam cztery lata. Urodziłam się Ostrowcu, wtedy było to średniej wielkości miasto w Polsce. Mój ojciec był fotografem, a matka pomagała mu w zakładzie. Miałam starszą siostrę, która grała bardzo dobrze na pianinie i uczęszczała na lekcje muzyki w Warszawie. Troje dziadków, jedna ciotka i dwóch wujków mieszkało obok nas, a 30 innych cioć, wujków było porozrzucanych po Polsce. Byłam za młoda, żeby iść do szkoły, więc spędzałam większość czasu w domu, bawiąc się rekwizytami w studiu mojego ojca. Moje ciotki i wujkowie zwykli opowiadać mi historie i bawić się ze mną. Obchodziliśmy żydowskie święta, modliliśmy się w synagodze i jedliśmy koszerne posiłki. To było bardzo szczęśliwe, bardzo normalne życie.
Wszystko skończyło się, gdy miałam cztery lata. Niemcy zajęli Polskę. Straciliśmy wolność, straciliśmy domy, straciliśmy siebie nawzajem. Moja wspaniała, zżyta rodzina została zniszczona. Moi pałający miłością dziadkowie, mój silny i pomysłowy ojciec, moje ukochane ciocie i kuzyni zostali zamordowani.
Gdy wybuchła wojną moi przewidujący rodzice znaleźli miłą rodzinę, która zgodziła się ukryć moją starszą siostrę. Byłam za mała, zbyt przerażona, żeby opuścić dom, wiec zamiast ukrywać mnie u nie-żydowskiej rodziny, zostałam z matką przez większość wojny. Między 1940 a 1945, mieszkałam w dwóch gettach i pięciu obozach pracy i obozach koncentracyjnych. W tym czasie chorowałam na tyfus, zapalenie płuc, odrę, gruźlicę i jakimś cudem nie umarłam na żadną z tych chorób.
Jest to niemal niemożliwe dla mnie, żeby opisać moje życie w ciągu tych pięciu lat w sposób zrozumiały dla Was. Brak słów żeby to wyrazić. Nie wiem, jak opisać Auschwitz. Brakuje mi słów, żeby opisać dźwięki, które tam słyszałam lub panującą tam ciszę, lub zapachy. Mogę wymienić słowo ‘głodna’, albo słowo ‘zimno’, ale one znaczyły coś innego w Auschwitz niż to, w jaki sposób rozumiemy je w obecnej sytuacji. Mogę użyć słowa ‘przerażona’ – ale to słowo nie mówi Wam, jak to jest być w ciągłym strachu, że każda minuta lub oddech mogą być ostatnie. Pozwólcie, że powiem o kilku rzeczach, które przydarzyły mi się, tak żebyście mogli wyobrazić sobie to, co jako dziecko widziałam i czułam.
Getto było straszne, ale przynajmniej moja rodzina była tam razem. W październiku 1942, kiedy miałam 7 lat, moja rodzina doznała pierwszego wstrząsu. Pojawiła się plotka, że ostrowieckie getto ma być zlikwidowane konkretnego dnia. Mój ojciec pozyskał papiery i prawdopodobnie dał kilka łapówek, żeby wydostać mnie i mamę z getta do pobliskiego obozu pracy. Ale nie było papierów dla moich dziadków, cioci i dwóch wujków. Poszliśmy się z nimi pożegnać. Wszyscy płakali, wszystkich ogarnął nas chaos. Babcia mnie pocałowała. Obiecała, że wkrótce się ze mną zobaczy. Zdjęła szal z ramion i dała mi go, mówiąc, że może będę go potrzebować. Pocałowaliśmy się i potem wyjechaliśmy. Byłam owinięta szalem. Następnego ranka, moi dziadkowie, ciocia i wujkowie zniknęli. Około 6 miesięcy później, moja matka dowiedziała się, że zginęli w komorze gazowej w Treblince.
Moi rodzice i ja byliśmy razem w obozie pracy w Bodzechowie. Chowałam się na strychu w ciągu dnia, kiedy moi rodzice pracowali. Potem Niemcy zabrali ojca. Zostałyśmy same we dwie. Po krótkim przeniesieniu do innego obozu, Niemcy rozkazali mojej matce i innym żydowskim kobietom wsiąść do ciężarówki, która jechała do kolejnego obozu pracy. Matka przemyciła mnie w ciężarówce. Jakaś inna matka również przemyciła ze sobą swoje dziecko.
Kiedy ciężarówka dojechała do celu,  Niemcy odkryli, że było tam dwoje dzieci. Wyciągnęli nas zza matek. Komendant miał problem: mieli przywieźć dorosłych  – a tu była też dwójka dzieci. Co zrobić z dziećmi? Zrozumiałam, że Niemcy zaczęli debatować: komendant kazał kierowcy odwieźć nas na miejsce, z którego przyjechaliśmy. Kierowca odmówił. Komendant zdecydował, że nas zastrzeli. Strażnik wymierzył w nas pistolet i czekał na rozkaz. Moja matka i matka drugiego dziecka stały z resztą kobiet na boku i nie odważyły się odezwać. Trzęsłam się. Z przerażenia straciłam kontrolę nad pęcherzem i poczułam urynę cieknącą mi po nogach. Komendantowi towarzyszył doktor i to on zasugerował wstrzymanie egzekucji. Dzieci mogłyby pomóc w kuchni lub roznosić wiadomości, a poza tym nie jadły by za dużo. Komendant przystał na propozycję. Strażnik opuścił pistolet i mały chłopiec i ja zostaliśmy przyjęci do ostrowieckiego obozu z matkami. Miałam już osiem lat będąc w obozie. Rok później deportowano nas do Auschwitz.
Matka dbała o mnie tam, w bardzo niekorzystnych okolicznościach. W Auschwitz, gdzie nikt nie miał wystarczająco jedzenia, żeby przetrwać, matka oddawała mi swój chleb. W najbardziej poniżających, okropnych i niewyobrażalnych sytuacjach, matka próbowała zajmować moje myśli przyjemnymi rzeczami. W świecie zadedykowanym masowemu mordowi mojej matce udało się nauczyć mnie ludzkich wartości i uczciwości. Moja matka była bohaterską kobietą.
A potem zabrali mi ją. Jak wiecie, małe dzieci miały być mordowane zaraz po przyjeździe do Auschwitz. Jednak, kilkoro z nas przedostało się przez szczeliny i byliśmy rozrzuceni po różnych barakach w obozie. Niemcy zebrali nas razem i umieścili w osobnym bloku. Kiedy matka mogła, wymykała się nocą ze swojego baraku, żeby zobaczyć się ze mną. Potem pewnej nocy powiedziała mi, że jest na liście i będzie przetransportowana. Próbowałam nie pokazać, jak bardzo mnie to zmartwiło. Żeby zabrzmieć jak dorosła osoba, powiedziałam jej ‘Nawet jeśli byś tu została, nie ocalisz mnie od śmierci w komorze’.
Następnego dnia już jej nie było. Zostałam sama. To był koniec świata. Nie dbałam już o to, czy przeżyję. Nic się nie liczyło. Absolutnie nic. Przeniesiono mnie do bloku Mengele, ale nie obchodziło mnie to wcale.
W tym czasie mój ojciec też był w Auschwitz, w obozie obok mojego. Jakimś cudem udało mu się skontaktować się ze mną i umówił się ze mną na spotkanie. Mój ojciec wyglądał teraz jak starzec, choć miał 45 lat. Nie takiego go pamiętałam. Ponieważ ciągle chciał mnie chronić, jak tylko mógł, błagał, żebym wyjechała w jakimkolwiek transporcie z obozu – myśląc, że pozostali więźniowie zostaną zabici. Nie byłam w stanie spełnić jego życzenia i to właśnie ocaliło mi życie. Mój ojciec wyjechał w ostatnim transporcie i zginął niedługo potem.
Kiedy w końcu rosyjska armia uwolniła mnie z Auschwitz, miałam 9,5 roku. Moja matka została uwolniona kilka miesięcy później z obozu pracy w Czechosłowacji. Wróciła do Ostrowca, gdzie odnalazła moją siostrę, Helenę, i dowiedziała się, że ja też żyję i jestem w sierocińcu w innym mieście.  I tak właśnie znów byłyśmy razem we trójkę. Tylko my przeżyłyśmy z całej naszej polskiej rodziny.
Jak możecie sobie wyobrazić, nie jest łatwo uwolnić się od traumatycznych doświadczeń Holokaustu. Ale w jakiś sposób musiałyśmy iść naprzód i stworzyć dla siebie przyszłość. Miałyśmy rodzinę w Kanadzie i matka zdecydowała, że najlepiej będzie dołączyć do nich i dać sobie szansę na odbudowanie normalnego życia. Wyszłam za Marka i przenieśliśmy się do Detroit, Michigan. Mamy trzy ukochane córeczki, które uszczęśliwiły nas piątką cudownych wnucząt. Moja matka była bardzo dumna z szóstki wnucząt i osiemnastu prawnucząt, którzy mieszkają w Stanach, Kanadzie i Izraelu. Jestem pewna, że mój ojciec byłby też równie dumny.
Chcę podzielić się z Wami jeszcze jednym wspomnieniem. W styczniu 1945 rosyjska armia zbliżała się do Auschwitz. Niemcy wysłali już prawie wszystkich Żydów na teraz niesławne ‘marsze śmierci’, ale ja zostałam w Auschwitz razem z innymi dziećmi. To było 10 dni przed tym, jak rosyjska armia do nas dotarła, a my czuliśmy się bardzo samotni. Przytulaliśmy się do siebie w baraku, gdzie było ogrzewanie i rozmawialiśmy o tym, co się nam przydarzyło. Wszyscy z nas mieliśmy w sobie wielką nienawiść wobec ludzi, którzy przysporzyli nam tak wiele bólu i agonii. Rozmawialiśmy o tym, jakie to okropne rzeczy zrobimy im pewnego dnia. Ale potem zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli zrobilibyśmy im te rzeczy, byłabym taka jak oni. I pomyślałam sobie – ‘Odmawiam bycia taką jak oni’.
To był punkt zwrotny dla mnie. Wtedy to stwierdziłam, że pomimo całego bestialstwa, którego doświadczyłam, pomimo kominów, komór gazowych, egzekucji i tortur, które mnie otaczały – byłam żyjącą i kierującą się zasadami ludzką istotą. Miałam 9 lat i wiedziałam o tym.
Nie było to oczywiste, czy kiedykolwiek będę w stanie prowadzić normalne życie. Kiedy miałam 4 lata, straciłam swój świat, a 9 kiedy wyszłam z Auschwitz. Nigdy nie chodziłam do szkoły. Skradziono mi dzieciństwo i widziałam rzeczy, których nikt – dorosły czy dziecko –nie powinno nigdy widzieć. Ale jestem tu dziś, żoną, matką, babcią – pod wieloma względami jak większość amerykańskich żon, matek, babć. To nie lada wyczyn i zawdzięczam to temu momentowi w Auschwitz, mojej matce i ojcu i ukochanemu mężowi, Markowi, który kochając, wskazał mi bezbłędnie drogę powrotną do świata i mojej przyszłości.
Tłumaczenie Mikołaj Chałupczak
opr.pas

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Ruth Webber: „Kiedy miałam cztery lata straciłam swój świat, a kiedy dziewięć wyszłam z Auschwitz”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *