Katastrofa bez wyroku

-Uszkodzenie wodociągu o średnicy 100 mm lub kanalizacji sanitarnej – to dwie prawdopodobne przyczyny katastrofy, jaka miała miejsce na ul. Polnej – powiedział przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim, biegły Józef Grzywna.
Mogły nawet wystąpić obie te przyczyny naraz: nieszczelność wodociągu oraz kanalizacji. Sąd Rejonowy w Ostrowcu Świętokrzyskim miał wydać wyrok w tej sprawie. Sąd nie jest związany opiniami biegłych, lecz dokonuje swobodnej oceny dowodów. Wszyscy byliśmy więc ciekawi, jakie będzie stanowisko sądu?
Władze wodociągów na ławie
Zdaniem dziesięciu mieszkańców miasta, poszkodowanych w katastrofie z 19 grudnia 2012 r., winę za katastrofę ponosi szefostwo Miejskich Wodociągów i Kanalizacji. Wszyscy utracili garaże zlokalizowane u stóp skarpy i zgromadzony w nich dobytek. Przed sądem zażądali ukarania winnych i odszkodowań.
W imieniu poszkodowanych sprawę do Sądu Rejonowego w Ostrowcu Świętokrzyskim skierowała Neyder&Gronek Adwokacka Spółka Partnerska w Poznaniu. Zarzuty, postawione czwórce oskarżonych, polegały na niedopełnieniu obowiązków służbowych, przez co nieumyślnie mieli spowodować zdarzenie zagrażające życiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać obsunięcia się uwodnionych mas gruntu wraz z elementami jezdni i chodnika na położone poniżej drogi garaże. Wobec braku ugodowego załatwienia sprawy, pokrzywdzeni żądali od oskarżonych (prezesa i pracowników MWiK) solidarnie w sumie ponad 300 tys. zł odszkodowania za zniszczone: garaże, samochody oraz inne mienie ruchome.
-Odbudowa jedenastu garaży przy ul. Polnej, jakie zostały zniszczone podczas pamiętnej katastrofy, nie będzie prosta -mówi Jerzy Zajączkowski. Trzeba wynająć firmę, bo każdy garaż musi być jednakowy. Niezbędna jest też zgoda na odbudowę i pozwolenie, a także pieniądze. Wstępnie koszt takiej odbudowy szacuje się na ok. 150 tys. zł.
Kielecki przełom
W sprawie toczyło się śledztwo, prowadzone z art. 163 par. 2 Kodeksu karnego przez Prokuraturę Rejonową w Ostrowcu Świętokrzyskim. Umarzając je prokuratura oparła się na opinii geologicznej i budowlanej, według których osuwisko było następstwem szeregu działań administracyjno -budowlanych, które nastąpiły w okresie 23 sierpnia -4 października 1978 r. Wówczas to zapadła decyzja, że u stóp naturalnie ukształtowanego wału ziemnego, na szczycie którego zbudowana została droga, powstaną garaże. Nikt nie miał pojęcia, że skarpa nie została należycie wzmocniona. W latach 1978 -2012 r. nie było ludzkiej ingerencji w ukształtowanie terenu wokół osuwiska. Nie było też żadnych sygnałów ze strony osób będących użytkownikami garaży lub też osób postronnych,
że może tam pojawić się osunięcie gruntu.
W dniu 20 stycznia 2015 r., rozpatrując zażalenie, sąd kielecki uznał, że oskarżeni mieli prawny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi w postaci obsunięcia się uwodnionych mas gruntu wraz z elementami jezdni i chodnika poprzez nadzór nad stanem technicznym sieci wodociągowej i kanalizacyjnej.
-Ustalenie odpowiedzialności za czyn z art. 160 par. 2 Kodeksu karnego ma charakter niezwykle złożony –napisano w uzasadnieniu werdyktu sądu kieleckiego. Nie można ograniczać się do stwierdzenia, że żaden z przepisów wprost nie mówił o obowiązku zapobiegnięcia obsunięciu się uwodnionych mas ziemi. Taka interpretacja jest nieprawidłowa.
Sąd dodał, że obsunięcie się ziemi może być następstwem zdarzeń zależnych bądź niezależnych od czynnika ludzkiego. W celu kompleksowej analizy należy więc ustalić, jaka była bezpośrednia przyczyna obsunięcia się uwodnionych mas ziemi, a następnie ustalić, czy ta przyczyna była zależna od zachowania określonych osób?
Mowy końcowe
Odbyła się kolejna rozprawa przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim. Pełnomocnik poszkodowanych w katastrofie wniósł o zarządzenie przez sąd kolejnej ekspertyzy sądowej. Sąd tego wniosku nie uwzględnił i zakończył postępowanie dowodowe. Strony wygłosiły więc tzw. mowy końcowe.
Pełnomocnik oskarżycieli nie zażądał dla oskarżonych żadnej kary. Powiedział tylko, że jego zdaniem, nie wszystkie dowody, niezbędne do rozstrzygnięcia tej sprawy, zostały już wyczerpane. Rzeczą sądu jest zbadanie wszystkich okoliczności sprawy, co nie zostało w tym przypadku uczynione.
-Wnoszę, aby sąd otworzył na nowo i kontynuował postępowanie w tej sprawie –powiedział adwokat.
Obrońca głównego oskarżonego powiedział, że cała ta sprawa jest trudna, bo samo zdarzenie było nagłe, nieprzewidywalne, a złożyło się na nie wiele przyczyn, często przez nikogo nie zawinionych.
-Nie sposób winy za tę katastrofę przypisać określonym osobom, w tym mojemu klientowi – powiedział. Nie ma przepisów, które by nakazywały takim osobom, jak mój klient, realizowania konkretnych obowiązków, takich np. jak wymiana rur wodociągowych po 50 czy 60 latach ich eksploatacji.
Zdaniem adwokata, w toku toczącego się procesu nikt nie udowodnił, aby jego klient ponosił odpowiedzialność za katastrofę. On należycie dbał o stan techniczny urządzeń. Wniósł więc o uniewinnienie dla prezesa MWiK. Drugi z obrońców, występujący w imieniu trzech innych oskarżonych, także odrzucił oskarżenie.
-Doszło tu do szeregu zaniedbań, ale ze strony innych osób, których oskarżyciele pominęli w akcie oskarżenia –powiedział adwokat. Z całą pewnością nie stwierdzono zaniedbań ze strony służb technicznych wodociągów.
On również wniósł o uniewinnienie dla swych klientów. Obecni w sądzie właściciele garaży, nie chcieli pogodzić się z decyzją sądu o zamknięciu przewodu sądowego.
-Prokurator w toku śledztwa stwierdził na piśmie, że nie zlikwidowano starego rurociągu po ułożeniu nowego, a należało to uczynić –mówił Jerzy Zajączkowski. Jednocześnie zarzucił sądowi, że ten niesłusznie oddalił wniosek o kolejną ekspertyzę.
-Klucz do tej sprawy leży w dowodzie, który został dziwnym zbiegiem okoliczności gdzieś zagubiony –stwierdził J. Zajączkowski. Zabezpieczono rury MEC-u, a co z rurami MWiK? Dodał, że budowa garaży u stóp skarpy nie miała nic wspólnego z katastrofą.
Zamiast wyroku biegły
W dniu 10 listopada 2016 r. przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim miał zapaść wyrok w sprawie katastrofy na ul. Polnej. Na sali sądowej obecni byli wszyscy oskarżeni na czele z prezesem MWiK oraz oskarżyciele, w tym Jerzy Zajączkowski. Jednak zamiast słów: „proszę powstać, sąd ogłosi wyrok”, usłyszeliśmy: „proszę usiąść”.
-W dniu dzisiejszym nie będzie ogłoszenia wyroku –powiedział sędzia i wznowił postępowanie. Następnie sąd zarządził przeprowadzenie jeszcze jednego dowodu z opinii biegłego inżyniera sanitarnego, dotyczącej eksploatacji wodociągu w ul. Polnej. Opinię taką ma sporządzić inż. Jacek Jędrzejkiewicz. Powinna być gotowa w ciągu 4 miesięcy. Ma ona ułatwić wydanie wyroku w sprawie, która nie należy do prostych. Postanowienie sądu jest zaskarżalne. Strony mogą więc złożyć zażalenie w ciągu 7 dni. Sędzia nie wyznaczył kolejnego terminu rozprawy, lecz zawiesił postępowanie do czasu nadesłania opinii przez biegłego.
W.Rogala

Od katastrofy przy ulicy Polnej mija już cztery lata…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAdsc_0253dsc_0252dsc_0251dsc_0250dsc_0249dsc_0246dsc_0235dsc_0046dsc_0036dsc_0032dsc_0033dsc_0035dsc_0009dsc_0007dsc_0004dsc_0003dsc_0034

Print Friendly, PDF & Email

4 thoughts on “Katastrofa bez wyroku

  • 30 stycznia 2018 at 15:49
    Permalink

    Kilka miesiecy po osuwisku remontowano most na Kamiennej, poniewaz mogl stanowic zagrozenie, a most podobnie jak instalacja wodna naleza do grupy instalacji wymagajacych ciaglego monitorowania, poniewaz lekcewazenie sygnalow o usterkach zwykle moga sie zakoonczyc naglymi katastrofami ze skutkiem trudnym do przewidzenia, mozliwym jednak do latwego wyobrazenia sobie co by sie moglo stac gdyby nie byl np taki most wyremontowany na czas. To samo dotyczy budynkow, elektrowni i bardzo wielu instalacji w tym instalacji wodnych. Umywanie rak od odpowiedzialnosci jest kpina z Panstwa Prawa. To ze cos moze sie stac nagle z zaniedbana instalacja jest latwe do przewidzenia jezeli sie jest kompetentnym do wykonywania obowiazkow, zarzadzania nimi i ich monitorowania. Wodociagi nie mogly nie wiedziec ze instalacja jest stara i istnieje tam ryzyko powaznej awarji. Wystepowaly tam rowniez widoczne sygnaly nawet dla osob postronnych, wiec tlumaczenie ze awaria nastapila nagle jest bzdetem. Za samo takie tlumaczenie ta osoba powinna otrzymac dorzywotni zakaz wykonywania tej pracy, poniewaz stanowi zagrozenie dla osob znajdujacych sie w poblizu takich instalacji. Przeglady obowiazkowe, nawet w prywatnych samochodach, maja zapobiegac tragedii, lub szkodom wyrzadzonym wlasniie przez nagle i niespodziewane awarie, a skala zagrozenie jest niewspolmierna. Te garaze zawsze byly intensywnie urzywane w dzien jak i w nocy stale ktos tam byl i to ze w momencie awari nie bylo tam nikogo bylo jedynie opatrznoscia losu. Lekcewazenie problemu wyciekw i starej instalacji w tym miejscu jest karygodne. I nie mowimy tu o prawdopodobienstwie ale o skutku. Brak wyobrazni widac rowniez dzisiaj na sali sadowej. Ci ludzie stanowia zagrozenie dla zycia i zdrowia mieszkancow tego miasta.
    P.S. Gdyby w tym miejscu nstapila nagla awaria woda wybila by korek w suchym gruncie i nawet wyplywajac z duza sila nie byla by w stanie zmyc garazy. Tylko masy ziemi rozmiekczone dlugotrwalym wyciekiem mogly spowodowac taka katastrofe. Czy pracuje choc jedna odpowiedzialna osoba w naszych urzedach aby to zauwazyc? Czy znowu musimy wszystkich wymienic.

    Reply
  • 30 stycznia 2018 at 16:23
    Permalink

    Jesli popatrzymy na zdjeia powyzej warstwy gruntowe ukladaja sie idealnie w plaszczyznie poziomej, jak katrki w zeszycie. W takim gruncie osuwiska nie sa mozliwe bez dlogotrwalego permanentnego rozmiekczania ich woda od srodka. Woda deszczowa nawet po dlugotrwalych ulewach, erozja, i inne cuda na ktore powoluja sie oskarzeni nie jest w stanie ich naruszyc. (nawet po trzesieniu ziemi w tym miejscu szkod by nie bylo.) Taki grunt nie osiada i nie wystepuja w nim zadne ruchy, jest bardzo stabilny. Aby to stwierdzic nie sa nawet potrzebne do tego koosztowne odwierty, ktore i tak potwierdzily bardzo dobra spojnosc gruntu.

    Reply
  • 30 stycznia 2018 at 16:38
    Permalink

    Ostatnie zdjecie wyraznie pokazuje gdzie gromadzila sie woda. ktorej ciezaru nie wytrzymala skarpa. Idealnie pod rurami Wodoiagow. Dlatego masy ziemi znajdujace sie za tym miejscem osunely sie tak nagle.

    Reply
  • 31 stycznia 2018 at 03:01
    Permalink

    Cieniem hanby kladzie sie na waznych Urzedach tego miasta fakt usuwania dowodow w sprawie jakim byly same rury, ktore same mogly by oreslic jak dlugo trwal wyciek. Lecz po prawdzie ten dowod likwiduje jedynie mozliwosc zadania odszkodowan ze strony urzytkownikow sieci, ktorzy placili zawyzone rachunki. Bo samego faktu spowodowania osuwiska ukryc nie sposob. Sposob prowadzenia postepowania wyjasniajacego byl karygodny, a raczej w ogole go nie bylo. Robiono wrecz wszystko aby nic nie wyjasnic. Mega zaslona dymna byly badania geologiczne, ktore posluzyly do przesuniecia mozliwosci szybkiego ukarania winnych o rok i ucichniecia sensacji w mediach. Teraz po tylu latach, choc minelo znacznie wiecej lat, wciaz nie probuje sie nawet wyciagnac konsekwencji za to zaniedbanie, a wodociagi oficjalnie mowia ze nie maja obowiazku dbac o siec wodociagowa, bo nigdzie nie ma takiego zapisu ze maja dbac i zapobiegac awariom. Twierdza nawet ze nie ponosza odpowiedzialnosci za szkody przez siebie wyrzadzone. Istny Stalinizm. Skoro Stalin nie kazal ukarac to niema winnych. To miasto wygladz jak jakas prywatna wyspa Wladz Miasta i Urzedow. Prokuratura szczyci sie najlepszymi wynikami w karaniu obywateli, a nie potrafi wyjasnic prostej sprawy, przyczyn osuwiska, w dodatku gina jej dowody w sprawie. Brzmi to jak kpina, ale postepowanie w tej sprawie waznych urzedow wyglada wlasnie jak z najciemniejszych komunistycznych czasow. Obecne Wladze rowniez zdaja sie czekc na wyrok w Sadzie jaki wypracuja sobie poszkodowani, bo nie wskazuje nic aby swoimi urzedowymi sciezka chcieli wyjasnic to zanieedbanie. Lub postawili na przedawnienie, zeby winni zaniedbania dociagneli sobie do emeryturki. I to jest cakiem prawdopodobne. Znamy to ze slynnych afer minionych lat z ktorymi obecnie powolane komisje (ktorych jest stanowczo za malo) probuja walczyc i wyjasniac, a sami winni nie dosc ze wciaz sprawuja wazne Urzedy to jeszcze smieja im sie w twarz mowiac ze nie ma takiego prawa ktore moglo by pociagac do odpowiedzialnosci bogow. Koronnym przykladem jest Pani Prezydent Warszawy ktora zarabia dziesiec razy wiecej niz najwyzsza kara ktora jej moze dac Sad za niestawiennictwo na wezwania, wiec ona tak moze az do emerytury. Pamietacie pewnie czasy kiedy mandaty za przekroczenia drogowe byly tak niskie ze prakrycznie nie bylo prawa na drogach. Najwyzszy mandat to bylo1000 starych zlotych, co jest odpowiednikiem dzisiejszych 10. Dowcipni dawali policjantom 2000 mowiac ze zaraz beda wracac. W stosunku do obywateli prawo sie zmienilo, jednak w stosunku do urzednikow wciaz nie ma zadnego prawa i nadzoru, a to prawo co jest wyglada jak wyzej przyklad z tymi dawnymi mandatami. Dlatego poprzednie wladze tak bardzo walcza o niezmienianie tego prawa. Wiele lat temu (jakies 25) , bodaj najwiekszego lapownkia w tym kraju prezesa OSM wywieziono z Urzedu na taczkach. I gdzie go wywieziono? na prezesa SM Kunow. Taki show i mozna mu bylo skoczyc. Teraz wciaz tak jest, tyle ze nkt juz nikogo nie wozi na taczkach, co najwyzej zatrudnia do ciagniecia samolotu za line. Tacy jak pani Gronkowiec, czy prezio wodociagow wciaz moga spac spokojnie. bo nowe wladze i prawo maja za male jajeczka zeby im skoczyc.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *