Ostrowieccy kierowcy w niebezpiecznej Europie

Ostrowieccy kierowcy są regularnie okradani za granicą, a właściciele firm mówią, że najbezpieczniejszym krajem w Europie stała się Polska.
O dziwo, za bezpieczniejsze zaczyna się uważać wyjazdy za wschodnią granicę kraju niż na Zachód.
Ostrowieckich przewoźników, a także kierowców samochodów ciężarowych mocno poruszyło wydarzenie, do którego doszło w grudniu w Berlinie. Przypomnijmy, że życie stracił młody kierowca. Jego ciężarówka została uprowadzona przez terrorystę, który wjechał nią w tłum. Zginęło 12 osób, wiele było rannych.
-O zdrowie i życie kierowców obawiamy się już od kilku lat – przyznaje ostrowiecki przedsiębiorca, prowadzący działalność transportową na terenie krajów Europy. Nasz kierowca został okradziony w Ostrawie. Złodzieje w biały dzień weszli do kabiny samochodu stojącego na parkingu przy czeskiej hucie. W Berlinie kierowca walczył ze złodziejem także w biały dzień. Spał na leżance, gdy do kabiny wszedł złodziej. Jeszcze 3 lata temu nie słyszało się nawet o próbie złodziejstwa w Danii czy Szwecji. Teraz bandyci przecinają na tym terenie nawet plandeki od naczep.
-Nie ma już bezpiecznych krajów w Europie -dodaje kolejny przedsiębiorca. Wydawać by się mogło, że Skandynawia jest półwyspem, gdzie nic złego stać się powinno. Można tam nawet nie zamykać mieszkań czy samochodów na ulicy. Tymczasem nasz kierowca był niedawno w Malme.  Okazuje się, że jest tam więcej emigrantów niż Szwedów. Rozładowywał towar na jednym z osiedli. Musiał stanąć na drodze, bo w głębi prowadzono budowę. Szwedom to nie przeszkadzało, a właśnie emigranci tam mieszkający zadzwonili na policję z pretensjami, jakim prawem tam stoi ciężarowy samochód? Kilku próbowało wejść do kabiny. Policja podjeżdżała dwukrotnie. Nasi kierowcy zakupili dodatkowe zabezpieczenia drzwi – specjalne klamry. Tradycyjny zamek można otworzyć w ciągu 30 sekund.
-Jak coś się dzieje na parkingu, przykładowo zorganizowana grupa spuszcza paliwo, nie ma mowy, żeby wysiąść z kabiny – radzi przewoźnik. -Kierowcy, jeśli mają jeszcze resztki paliwa, natychmiast odjeżdżają, przekraczając czas jazdy i ryzykując ukaraniem przez lokalne służby, ale ja się nie dziwię, że tak robią. Złodzieje śmieją się w oczy kierowcom. Podjeżdżają busem i wypompowują paliwo. Kierowców pracujących w naszej firmie prosimy, aby zatrzymywali się wyłącznie na monitorowanych parkingach, ale i to niczego nie gwarantuje. O zostawieniu samochodu przez kierowcę na jakiś czas nie ma mowy.
Niebezpiecznie zrobiło się też na całym szlaku bałkańskim. Poza Polską stosunkowo spokojnie jest tylko w Hiszpanii i Portugalii. -Brakuje parkingów – żalą się właściciele firm transportowych. Płatne i dozorowane są przepełnione. O godz. 16 kierowca musi szukać parkingu. Jeśli spóźni się o dwie, trzy godziny, to może przejechać 100 kilometrów i nie znaleźć bezpiecznego miejsca na nocny postój. Czas pracy się kończy, a kary za jego przekroczenie są dotkliwe. Zdarzyło się jednak naszemu kierowcy, że przekroczył aż o 2 godziny czas jazdy i został zatrzymany. Nie dostał jednak nawet 1 euro kary. Przedstawił wydruki, które mówiły o tym, że szukał tak długo miejsca na postój i wyraźnie zwalniał przed parkingami. Uszło mu to na sucho. Na Zachodzie policja widzi, co się dzieje. Na wjazdach na autostrady, na parkingi, wszędzie stoją TIR-y.
-Nie wiem co będzie, jak wejdą nowe przepisy, które nie pozwalają na ciągły pobyt kierowcy w kabinie. Kierowcę po 24 godzinach obecności w samochodzie ma obowiązywać aż 45–godzinna przerwa i odpoczynek w hotelu.
Ubezpieczalnie zapytają, czy towar był zabezpieczony? I co wtedy powiem, że nie, bo kierowca poszedł do hotelu spać. Nikt mi nie zwróci ubezpieczenia. Doprowadzi to do tego, że kierowca będzie musiał zjeżdżać na bazę do Polski, a stawki wyjazdowe i zjazdowe są przecież bardzo wysokie. Przewoźnicy wskazują na jeszcze jeden problem, a mianowicie traktowanie ciężarówek jako magazynu. Często zdarza się, że kierowca po dojechaniu do celu nie może rozładować składu i odjechać. Czeka na rozładunek do drugiego czy nawet trzeciego dnia. Przewoźnikowi nikt za to nie zapłaci. Tak też było w przypadku wspomnianego kierowcy, który zginął w Berlinie. Gdyby zaraz został rozładowany, z pewnością żyłby, a tak czekając na rozładunek stał się ofiarą terrorysty.
J.Boleń, K.Florys

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *