Kiedy nasi dziadowie piwo warzyli (zdjęcia)

Niebawem ruszy przebudowa Ostrowieckiego Browaru Kultury. Musimy pamiętać o tym, że przed laty właśnie tu, przy ulicy Siennieńskiej, warzono piwo i to jakie…

Nieprzypadkowo, jeszcze do dziś mamy w nazwie ulice Piwną, niegdyś Browarną. Świadczy to tylko o tym, że dawny Ostrowiec rozwijał się na wielu płaszczyznach  gospodarczych. Miał nie tylko hutę, ale cegielnię, browar, młyn, gorzelnię… Dziś mówimy, że nasze miasto systematycznie przełamuje monokulturę przemysłu ciężkiego, ale chętnie wracamy do jego historii, podkreślając że nasi dziadowie z wielkim smakiem urządzali Ostrowiec, dbając o jego wszechstronny rozwój.

Pierwszy browar pracował niedaleko kirkutu
Prekursorem piwowarstwa w Ostrowcu był Jerzy Dobrzański. To on, tuż przy skarpie prowadzącej na kirkut, przy dzisiejszej ulicy Mickiewicza, a dawnej Browarnej, na początku XIX wielu postawił browar. Piwo warzono również w takich dzielnicach obecnego Ostrowca, jak Denków i Częstocice. Zapewne te tradycje piwowarskie spowodowały, że Sascy podjęli decyzję o budowie browaru z prawdziwego zdarzenia…
Sascy budują browar
Było to w 1908 roku. Okazały budynek stanął, a jakże tak, jak dzisiaj, przy ulicy Siennieńskiej. Jego głównym akcjonariuszem był urodzony w Radomiu w 1886 r. Stanisław Leon Saski, syn właściciela radomskiego browaru, Juliusza Saskiego. To on prowadził browar samodzielnie aż przez dziesięć lat, m.in. w czasie pierwszej wojny światowej doprowadzając do młynu bocznicę kolejową. Stanisława Leona Saskiego nazwalibyśmy dzisiaj biznesmenem z krwi i kości. W Ostrowcu był bowiem także współwłaścicielem Towarzystwa Akcyjnego Witulin w Dołach Biskupich, cegielni w dzielnicy Jadwigów przy obecnej ulicy Kilińskiego i Spółki Handlowej przy alei 3 Maja. Nadto, był prezesem zarządu Spółdzielczego Banku Przemysłowo-Rolnego, prezesem zarządu Kasy Spółdzielczej Wzajemna Pomoc, członkiem zarządu Spółdzielczego Banku Przemysłowców Ostrowieckich, współzałożycielem Ostrowieckiej Chrześcijańskiej Kasy Bezprocentowej oraz radnym Rady Miejskiej i Sejmiku Powiatowego Opatowskiego.
Jasne i ciemne z Ostrowca
W 1918 roku umarł Juliusz Saski i nastąpił podział jego majątku. W jego skład wchodziła oprócz browaru również m.in. słodownia, stolarnia, suszarnia i młyn parowy. Współwłaścicielami tego zakrojonego na szeroką skalę przedsiębiorstwa „Browar Parowy Stanisław Saski i Spółka” zostali oprócz Stanisława Leona również Julian i Józef Sascy oraz Maria Cybulska. Pracowało w nim 25 robotników, dwie osoby personelu technicznego oraz czterech urzędników. Firma rozwijała się i jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej zmieniła szyld na „Browar Parowy, Słodownia, Młyn i Fabryka Wód Gazowych w Ostrowcu nad Kamienną”. Co ciekawe, nasz browar wytwarzał wówczas rocznie około 50 tysięcy hektolitrów różnych napojów. Specjalizował się w produkcji piwa jasnego i ciemnego. Z kolei w młynie produkowano około 550 ton mąki. Przedsiębiorstwo kontynuowało warzenie piwa także w trakcie wojny.
Półtora tysiąca hektolitrów miesięcznie
Trauma wojenna nie ominęła rodziny Saskich. Ostrowczanie doskonale pamiętają, że 30 września 1942 roku na ostrowieckim Rynku Niemcy powiesili 56-letniego wówczas Stanisława Saskiego. Niespełna pół wieku później, kiedy w byłym browarze otwierano podwoje Miejskiego Centrum Kultury, placówce nadano imię właśnie Stanisława Leona Saskiego, choć odbyło się to bez oficjalnego aktu prawnego. Po śmierci ostrowieckiego patrioty firmą zajął się jego brat, Julian. Browar ciągle rozwijał produkcję. Na początku 1945 roku warzył 1,5 tysiąca hektolitrów piwa miesięcznie, zatrudniając stu pracowników.
Komunistyczny zabór
W rok po wojnie, mimo iż w browarze na jednej zmianie pracowało mniej, niż 50 osób, przedsiębiorstwo zostało znacjonalizowane. Oznaczało to, że zostało wpisane do wykazu przedsiębiorstw przechodzących na własność Skarbu Państwa. Sascy, owszem, dostali odszkodowani, ale nie mogli się pogodzić z myślą, że ich majątek i działalność gospodarcza rozwijana przez dziesiątki lat zostanie upaństwowiona. W 1947 roku spadkobiercy Stanisława Saskiego wystąpili do sądu w Warszawie o reprywatyzację przedsiębiorstwa, które w tym czasie zostało podzielone na browar, fabrykę lemoniady i młyn. Tymczasem w Ostrowcu komuniści wpadli na pomysł, by powołać do życia Spółdzielnię Pracy Wytrzymałość. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, jej celem było przejęcie browaru i przekazanie go wraz z młynem i fabryką lemoniady PSS Społem. I chociaż tak się nie stało, to w 1948 roku z inicjatywy ówczesnego przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej Wacława Biela przy poparciu załogi, browar i młyn przekazano państwu. Aż cztery lata trwała inwentaryzacja majątku, którym najpierw zarządzał Centralny Zarząd Państwowego Przemysłu Fermentacyjnego Oddział w Łodzi, a później jego nazwę zmieniono na Browar Ostrowiec.
„Zemsta Jędrzejowa”
Piwosze, którzy pamiętali smak przedwojennego piwa mówili, że po nacjonalizacji nigdy już nie było tak dobre… Było mętne, a w butelkach prawie zawsze coś pływało. Od 1951 do 1957 roku zakład funkcjonował pod nazwą Ostrowieckie Zakłady Spożywcze Przemysłu Terenowego, a od 1957 do 1970 roku na etykietach piwa figurował napis Kieleckie Zakłady Piwowarskie – Browar Ostrowiec Świętokrzyski. Być może dlatego żartobliwie mówiono w naszym mieście, że to piwo, to „zemsta Jędrzejowa”. W tym czasie zaczęły powstawać duże piwowarnie i w końcu w latach siedemdziesiątych XX wieku nastąpiła ostateczna likwidacja ostrowieckiego browaru. Zaprzestano własnej produkcji i pozostawiono w nim jedynie funkcje rozlewni, jako filię browaru w Warce. 1979 roku właśnie do Warki przeniesiono pozostała część urządzeń. Przy obecnej ulicy Polnej zlokalizowano magazyny Herbapolu. Od tego momentu rozpoczął się proces postępującej degradacji zabudowań kompleksu: browaru wraz z suszarnią, słodownią, zabudowaniami magazynowymi oraz młynem, budynkiem administracyjnym i portiernią. Pod koniec stanu wojennego, w 1984 r. rozpoczęto adaptację budynków browaru na centrum kulturalne. Od 1948 do 1998 roku spadkobiercy Saskich toczyli sądową batalię o cofnięcie krzywdzącej ich decyzji lub wypłacenie odszkodowania. Ostatecznie odzyskali swoją własność 15 grudnia 1998 r. W 2009 r. zakończył się trwający pięć lat proces przejmowania przez Gminę Ostrowiec Świętokrzyski udziałów od spadkobierców rodziny Saskich. Przeznaczono na to 6 milionów 700 tysięcy złotych.
W opinii architekta
W opinii architekta Marka Paka, kompleks browaru, jakkolwiek powstał na początku wieku XX jest typowym przykładem dziewiętnastowiecznej architektury przemysłowej. Pod tym względem można umownie przyjąć, że aż do wybuchu I wojny światowej architektura przemysłowa kształtowana była wciąż według wzorców wypracowanych w wieku XIX. W ostatnich latach coraz częściej dziewiętnastowieczne kompleksy poprzemysłowe adaptowane są na obiekty użyteczności publicznej. Projekty takie zawsze wiążą się z dylematem, w jakim stopniu zachować autentyczna substancje oraz układ przestrzenny. Niejednokrotnie też względy konserwatorskie stoją w opozycji do awangardowych koncepcji projektantów. Czynnikami decydującymi są tu zazwyczaj walory estetyczne oraz użytkowe budynków w istniejącej formie. Pamiętać trzeba bowiem, że zabudowania przemysłowe, jakkolwiek posiadające niejednokrotnie atrakcyjną formę, wzbogacona detalem architektonicznym, to stanowią one przede wszystkim obudowę dla procesu technologicznego.
No właśnie, choćby z tego powodu do historii i teraźniejszości byłego browaru i teraźniejszego Ostrowieckiego Browaru Kultury będziemy jeszcze nie raz powracali na naszych łamach.
Opracowali: Dariusz Kisiel i Paweł Słowiński

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Kiedy nasi dziadowie piwo warzyli (zdjęcia)

  • 13 stycznia 2017 at 14:44
    Permalink

    Niejednokrotnie piłem piwo jasne z ostrowieckiego browaru,w latach 60. ub. wieku.Szczerze mówię , nie ma co żałować że zaprzestano produkcji tej cieczy w Ostrowcu.Ostrowieckie piwo z ostatnich lat produkcji było niesmaczne. Oczywiście nie mogłem skosztować piwa z okresu przedwojennej produkcji bo dziś mam 74 lata.
    A gdy już wspomniano,że w piwie z beczki coś pływa – niepasteryzowane piwo produkowane naturalnymi metodami bez udziału chemicznych preparatów, ma to do siebie ze na trzeci dzień od chwili rozlania mogą pojawić się w nim nieapetyczne szare włókniny,wyglądem przypominające szmatę.W ten sposób wytrącają się jakieś struktury po fermentacji jęczmienia.Nie jest to trujące ale bardzo nieestetyczne,jakkolwiek świadczące o naturalnej metodzie warzenia piwa.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *