Woda dla świadka

Świadek, który w dniu 30 maja 2018 r. opowiadał sądowi o tym, jak to z ukrycia obserwował wyborczy zatarg w Skarbce, nagle poczuł się słabo.
Przez chwilę nie było wiadomo, czy nie upadnie na sali sądowej obok pulpitu dla świadków. Sędzia Jolanta Iwon pozwoliła mężczyźnie usiąść, a po chwili, gdy poczuł się trochę lepiej, zgodziła się, by wyszedł na korytarz i przyniósł sobie zimnej wody do picia. Dalsze zeznania świadek składał już na siedząco.
Nie oglądali meczu
Sprawa dotyczy radnego powiatowego, Huberta Żądło, który walczy przed sądem o całkowite oczyszczenie go z zarzutu postawionego mu w 2015 r. Chodzi o prokuratorski zarzut zmuszenia innej osoby do określonego zachowania (art. 191 par. 1 Kodeksu karnego). Zdaniem prokuratora, przemoc (ze strony radnego) miała polegać na szarpaniu za ubranie i na popychaniu kierowcy opla corsy, Mariusza K. Zdaniem oskarżyciela publicznego, radny chciał w ten sposób zmusić go do okazania wnętrza auta. Oskarżony podejrzewał bowiem, że szkalujące go ulotki wyborcze, znajdują się właśnie w tym oplu.
Sprawa przeszła już przez pierwszą instancję. W dniu 15 listopada 2016 r. Sąd Rejonowy w Ostrowcu Świętokrzyskim uniewinnił radnego od zarzutu uszkodzenia auta. W sprawie drugiego zarzutu (zmuszenia innej osoby do określonego zachowania), sąd umorzył postępowanie. W dniu 2 czerwca 2017 r. Sąd Okręgowy w Kielcach rozpatrzył apelację od tego wyroku, utrzymując go w mocy odnośnie zarzutu uszkodzenia auta, a nakazując ponowne rozpatrzenie sprawy co do drugiego zarzutu.
Przypominam, że słynny „incydent wyborczy” miał miejsce w gminie Bałtów w dniu 14 listopada 2014 r. Ok. godz. 17, radny Hubert Żądło telefonicznie dowiedział się, że w okolicy są kolportowane szkalujące go ulotki. Wynikało z nich, że on, jako kandydat na radnego, nie może pełnić funkcji wójta. Mimo meczu piłkarskiego w telewizji Polska –Gruzja radny wspólnie ze znajomym ruszył w teren oplem astrą, aby sprawdzić te pogłoski. Dziwnym trafem po drodze doszło do zapewne przypadkowego spotkania z Mariuszem K. oraz Piotrem L., którzy również nie oglądali w tym dniu meczu, a na rekonesans wyruszyli oplem corsą.
Kłopoty świadka
Świadek, który poczuł się słabo, był ukrytym obserwatorem zajścia z dnia 14 listopada 2014 r. Jak twierdzi, oglądał wszystko z terenu opuszczonej posesji, znajdującej się przy placu w Skarbce. Wcześniej świadek pokłócił się z żoną, bo on chciał oglądać mecz, a ona film. Wsiadł więc na rower i ruszył przed siebie, aby ochłonąć. A gdy znalazł się przy zatoczce drogowej i usłyszał odgłos nadjeżdżającego samochodu, ukrył się na terenie opuszczonej posesji. Sądził bowiem, że to jego żona jedzie za nim samochodem, by się z nim pogodzić.
-Z odległości ok. 30 metrów widziałem dwa auta –zeznawał swego czasu świadek. Zatrzymały się w zatoczce jakieś 8 – 10 metrów jedno od drugiego. Z astry wysiadł Hubert Żądło i podszedł od strony pasażera do opla corsy. Stukał do okna i mówił: proszę wysiąść. Innych słów nie usłyszałem. Potem wysiadł kierowca i podszedł do oskarżonego Żądło. Była jakaś wymiana zdań między nimi. Usłyszałem: uderz mnie. Potem z astry wysiadł znany mi Tomasz O. On chciał jakby „gasić” całą sytuację, bo powiedział: uspokójcie się. Żądło stwierdził, że chce obejrzeć wnętrze auta. Mówił: panie Piotrze, niech pan pokaże, co pan posiada. Do obejrzenia wnętrza corsy nie doszło, po czym wszyscy się stamtąd rozjechali.
Na prośbę sędzi Jolanty Iwon świadek sporządził szkic sytuacyjny zdarzenia. Podobny szkic musiał sporządzić także podczas pierwszego procesu. I gdy zapewne sądził, że zaraz będzie mógł opuścić sąd, usłyszał kolejne pytania. Były one związane z zeznaniami świadka. No bo co dokładnie widział tego dnia świadek? Co konkretnie usłyszał? Czy naprawdę mógł zauważyć, jak radny Żądło stukał w szybę opla corsy? A może nie widział pewnych zdarzeń, lecz je sobie dopowiedział? A zatem czy jego zeznania są prawdziwe?  A może tak naprawdę opowiadał sądowi to, co wyczytał w mediach lub dowiedział się od innych osób?
To właśnie takie pytania, padające z ust sądu oraz pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, zaprowadziły świadka w tzw. kozi róg. No bo jak świadek mógł widzieć rzeczy, które musiały być ukryte przed jego wzrokiem? Jeśli prawdą jest, że świadek obserwował zdarzenie z ukrycia, a ciemności rozświetlała jedynie lampa uliczna, to jak mógł zobaczyć niewidoczną stronę opla corsy? Czy widział szarpaninę pomiędzy Hubertem Żądło, a Mariuszem K.? I kiedy świadek zaczął gubić się w swoich opowieściach, a nawet przyznał, że się, raz, czy dwa, pomylił oraz że nie wszystko dobrze zapamiętał, usłyszeliśmy, że poczuł się słabo.
Na szczęście chwila odpoczynku i zimna woda sprawiły, że sytuacja szybko wróciła do normy. Świadek zeznawał już do końca na siedząco. Na tym raczej nie koniec jego występów w sądzie, bo niewykluczone, że czeka go jeszcze konfrontacja sądowa z innymi świadkami.
W przerwie meczu
Dwaj inni, zeznający w tym dniu świadkowie, obserwowali zajście z odległości ok. dziesięciu metrów. Było mniej więcej w przerwie meczu, kiedy to zauważyli światła samochodowe, skierowane w stronę ich domu. Ojciec oraz syn, powodowani ciekawością, niezależnie jeden od drugiego wyszli na zewnątrz domu.
-Początkowo nie rozpoznałem tych ludzi, ale po chwili zrozumiałem, że są to Hubert. Ż., Tomasz O. oraz Mariusz K. i Piotr L. –zeznał świadek. Szybko się okazało, że po czterech latach od zdarzenia świadek nie pamiętał wszystkich szczegółów. Dlatego, gdy sędzia Jolanta Iwon odczytała jego wcześniejsze zeznania, złożone w śledztwie oraz w toku pierwszego procesu, świadek je podtrzymał, jako bardziej wiarygodne od tych, które złożył w dniu 30 maja 2018 r.
-Ja wyszedłem z domu przed ojcem –zeznał kolejny świadek. Widziałem dwa auta i czterech mężczyzn. Całe zdarzenie trwało ok. 8 minut.
Także zeznania i tego drugiego świadka, złożone w śledztwie oraz podczas pierwszego procesu, były bardziej szczegółowe. Niektóre fakty jakby „wyparowały”, albo zostały zapomniane. Widać to było jak na dłoni, po odczytaniu przez sąd jego wcześniejszych zeznań. Świadek tłumaczył, że miał prawo czegoś nie zauważyć, czy o czymś zapomnieć. W końcu coś mogło umknąć jego uwagi.
-Podtrzymuję swe wcześniejsze zeznania –powiedział świadek.
Świadek przyznał przed sądem, że był w komitecie Przyjazna Gmina Bałtów. Brał udział w liczeniu głosów z ramienia tego komitetu. Tak się akurat złożyło, że z tego komitetu na wójta gminy startował Hubert Żądło.
-Ulotki szkalujące Huberta Żądło, były działaniem niedemokratycznym i czynem tchórzliwym -podsumował świadek. To jest moje zdanie.
Świadek wytknął też liderowi przeciwnego ugrupowania, że wziął udział w wiejskim zebraniu w Skarbce, gdzie Hubert Żądło prezentował swój program wyborczy. Lider konkurencji nie powinien był tego robić, bo nie mieszka w Skarbce. Być może chodziło o próbę zakłócenia tego zebrania.
Jak widać, mała gmina, a walka wyborcza szła na całego. Nie ma się więc co dziwić, że niektórzy nie oglądali meczu i teraz włóczą się po sądach.
Na nowo
Radny Hubert Żądło czuje się niewinny. Dla niego ten kolejny proces jest sporym przeżyciem. Bo na nowo odtwarzane są zeznania, na nowo świadkowie rysują szkice sytuacyjne, na nowo padają pytania ze strony sądu i stron procesu. A czas nieubłaganie płynie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *