„Róbta, róbta, a pieniądze będą”. Pokrzywdzone firmy, podwykonawcy i dostawcy

Szpital opatowski został wyremontowany, ale ostrowieckie firmy zostały pokrzywdzone na grube miliony złotych.
Co gorsze, nie widać winnych tego stanu rzeczy, bo ani katowicka spółka dzierżawiąca szpital, ani starostwo nie czują się zobowiązane do zapłaty całej należności za wykonane roboty.
Przypominam, że śledztwo prokuratorskie dotyczyło inwestycji budowlanej w postaci remontu i rozbudowy szpitala w Opatowie w latach 2013 -2014 oraz działań podejmowanych w tym zakresie przez m.in. funkcjonariuszy publicznych ze Starostwa Powiatowego w Opatowie, czy przedstawicieli spółek „Twoje Zdrowie – Lekarze Specjaliści” w Katowicach, „Medical Stocks – Składy Medyczne” w Katowicach” i „Top Medicus” w Opatowie. Prokuratura postawiła zarzuty trzem osobom: Janowi G., Bogusławowi W. oraz Joannie Sz. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Kielcach.
Łudziliśmy się nadzieją zapłaty
W dniu 6 lutego 2019 r. zeznawali dwaj przedstawiciele jednej z ostrowieckich firm, która wyremontowała dwa piętra opatowskiego szpitala. Wskutek nie otrzymania zapłaty za wykonane roboty, mająca ponad 24- letnie doświadczenie na rynku firma, wpadła w poważne tarapaty finansowe. Sąd ogłosił jej upadłość likwidacyjną i przez pewien czas wszystko wskazywało na to, że nie da się jej już uratować.
-O remoncie szpitala w Opatowie dowiedziałem się od jednego z kierowników pracujących na tej budowie –zeznał Zbigniew W. O szczegółach rozmawiałem z pełnomocniczką spółki „Twoje Zdrowie – Lekarze Specjaliści” Barbarą J. oraz ze starostą Bogusławem W. Wydawało mi się, że starosta jako właściciel szpitala ma do tego pełne prawo. Sugerowaliśmy zakończenie prac w marcu 2014 r., ale Jan G. chciał ten termin skrócić o dwa miesiące. Do porozumienia nie doszło. W końcu jednak do negocjacji włączył się starosta. Przyjechał do szpitala i powiedział do Jana G., aby podpisał z nami umowę.
Pierwsza umowa, jaką ostrowiecka firma podpisała ze spółką „Twoje Zdrowie – Lekarze Specjaliści”, opiewała na kwotę ponad 1,9 mln zł. W sumie ostrowiecka firma podpisała trzy umowy ze spółką Jana G. na łączną kwotę 3,7 mln zł. Termin płatności pierwszej umowy wynosił do 60, a kolejnych do 90 dni. -Od początku był problem z wyegzekwowaniem należności za wykonane roboty –zeznał świadek. Co gorsze, nie było z kim o tym rozmawiać, bo Jan G. z uwagi na swoje rozliczne obowiązki lekarskie nie miał dla nas czasu, a starosta ciągle obiecywał, że wszystko będzie dobrze i że pieniądze dostaniemy. Powiem, że wierzyliśmy staroście do tego stopnia, że podpisaliśmy ze spółką „Twoje Zdrowie – Lekarze Specjaliści” dwie kolejne umowy na prace w szpitalu. Cały czas łudziliśmy się nadzieją, że pieniądze w końcu do nas dotrą.
Ostrowiecka firma nie doczekała się zapłaty za wykonane prace. W końcu sama popadła w tarapaty finansowe. Chcąc się ratować, wystąpiono do sądu o ogłoszenie upadłości układowej. Niestety, sąd po zbadaniu sytuacji firmy ogłosił upadłość likwidacyjną. Ratunek nadszedł w chwili, gdy dzierżawę opatowskiego szpitala przejęła spółka Top Medicus. Wynajęta przez trzy firmy Kancelaria Radców Prawnych wniosła do sądu powództwo o zapłatę, a jednocześnie spowodowała, że wykupiono od ostrowieckiej firmy część wierzytelności (ok. 2,5 mln zł). Do zapłaty pozostała jeszcze kwota 1,2 mln zł oraz odsetki. To jednak wystarczyło do cofnięcia decyzji sądu i wznowienia działalności przez firmę.
-Wraz ze wspólnikiem oczekujemy, że brakująca kwota zostanie nam zapłacona –zeznał świadek. Roboty zostały przez nas wykonane i odebrane. Jest nam obojętne, kto nam wypłaci te pieniądze – spółka Jana G. czy Top Medicus.
Zostaliśmy oszukani
Kolejny świadek – Robert B. zeznał, że jeszcze przed podpisaniem drugiej umowy dotarły do niego informacje o kłopotach finansowych firmy Jana G. To majstrzy innych firm, także pracujących w szpitalu, zaczęli narzekać na brak zapłaty należności za faktury wystawione za wykonane roboty.
-Wspólnik i ja próbowaliśmy dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej bezpośrednio od Jana G., co okazało się niemożliwe, oraz od starosty, który powiedział, że spółka Jana G. ubiega się o kredyt w banku –zeznał świadek. Wspólnik otrzymał w starostwie telefon do dyrektora banku, z którym rozmawiał. Jak mi powiedział, dokumenty w sprawie kredytu zostały przez spółkę Jana G. złożone, ale nie wszystkie. Ale sprawa była na dobrej drodze.
Robert B. uczestniczył w kilku rozmowach ze starostą Bogusławem W., w trakcie których rozmawiano o zapłacie za wykonane roboty. Wynikało z nich, że pieniądze w końcu się znajdą. Jednak tak się nie stało. Dopiero wynajęta przez poszkodowane firmy Kancelaria Radców Prawnych doprowadziła do sprzedaży części naszej wierzytelności. Nadal jednak domagają się zapłaty kwoty 1,2 mln zł.
-Zostaliśmy oszukani przez kontrahenta –zeznał świadek. Jan G. podpisał z nami umowy na grube miliony, których tak naprawdę nie miał. Starosta nazbyt zaufał Janowi G. i niepotrzebnie mówił: „nie bójta się, róbta, róbta, a pieniądze będą”.
Świadek zeznał też, że słyszał o wekslu, rzekomo podpisanym przez Jana G., którym ponoć miał dysponować starosta. Jak przyznał, to dodatkowo uśpiło jego czujność. Sądził bowiem, że w tej sytuacji Jan G. nie wymiga się od zapłaty.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *