Hodowca z Jędrzejowa stracił ponad milion pszczół

Pszczoła, to jedyny owad, który wytwarza pokarm nie tylko dla siebie, ale i dla człowieka.
Przy jej współudziale powstaje jedna trzecia produktów spożywczych. Niestety, nie zawsze pamiętają o tym rolnicy przy wykorzystywaniu środków ochrony roślin. Niewłaściwe ich stosowanie przyczynia się często do masowego wyginięcia tych pożytecznych owadów.
Jednym z hodowców, który stracił ostatnio ponad milion pszczół, jest Marek Majewski z Jędrzejowa. Pszczelarstwo, to w jego rodzinie tradycja kontynuowana od trzech pokoleń. Pszczelarz z Jędrzejowa, liczył że to będzie dobry rok dla niego i jego pszczelej rodziny. Przyszedł jednak feralny czwartek i wszystkie jego nadzieje legły w gruzach.
-Wyszedłem rano do pasieki i już z pewnej odległości zauważyłem, że pszczoły nie pracują, one bowiem wynosiły te martwe przed ule -mówi pan Marek. Przez wlotek zobaczyłem stosy owadów leżących wewnątrz ula. Nie miałem wątpliwości, moja pasieka została zniszczona. W ciągu jednej nocy zginęła większość pszczół. Zrozpaczony pszczelarz zadzwonił do prezesa koła, który powiedział, że jeśli ktoś spowodował zatrucie pszczół, to musi mieć na to konkretne dowody. Potem zadzwonił do powiatowej weterynarii. Usłyszał, że oni się tym nie zajmują. Zawiadomił więc na policję, a następnie skontaktował się ze Państwową Inspekcją Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Jest to instytucja sprawująca nadzór nad prawidłowym stosowaniem w rolnictwie preparatów chemicznych. Po przyjeździe inspektorzy PIORiN dokonali oględzin okolicznych upraw. Nie mieli jednak kompetencji do pobrania próbek padłych pszczół do przebadania i ustalenia przyczyny ich zatrucia.


Sprawa ruszyła z miejsca po zgłoszeniu straty w Urzędzie Gminy w Bodzechowie.
-Powołana została komisja, której prace, mam nadzieję, pozwolą ustalić, dlaczego padło tyle moich pszczół i kto mógł być tego sprawcą -mówi pan Marek. -Na razie wstępnie udało się wytypować dwa gospodarstwa rolne, gdzie ostatnio stosowano opryski. Tylko czy uda się zebrać wystarczające dowody, obciążające sprawcę zatrucia pszczół? Dopiero wówczas mógłbym dochodzić w sądzie swych roszczeń. Choć tak naprawdę to nie odszkodowanie tu chodzi, lecz o wskazanie winnego i przeciwdziałanie takim zdarzeniom. -Po zawiadomieniu nas przez pszczelarza natychmiast została powołana komisja – informuje Eliza Misiura z referatu techniczno -inwestycyjnego Urzędu Gminy w Bodzechowie. -Oprócz przedstawiciela gminy w komisji, która w ubiegłym tygodniu dokonała oględzin miejsca zdarzenia i sporządziła stosowny protokół, byli także: lekarz weterynarii i przedstawiciel Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Właśnie państwowa inspekcja przejęła tę sprawę i będzie ją dalej prowadzić. Nie ma obowiązku informowania o tym urzędu gminy. Do tej pory nie otrzymaliśmy w tej sprawie żadnych informacji. Poza tym tylko inspektorzy mogą pobrać próbki materiału roślinnego do badania.
W ostatnich latach takich zdarzeń na terenie gminy Bodzechów było kilka. Pracownicy urzędu gminy podkreślają, iż pszczelarze są narażeni na tego typu zdarzenia. Nie ma bowiem przepisu zabraniającego rolnikom i sadownikom stosowania oprysków w określonej porze dnia czyli w czasie oblotu pszczół. Jedynie w art. 35 ustawy o środkach ochrony roślin mówi się, że rolnicy powinni stosować te środki w taki sposób, aby nie spowodować szkól w środowisku.
Pszczelarze, którzy byli już w podobnej sytuacji wiedzą, że postępowanie w takich sprawach, nie oznacza jeszcze wygranej poszkodowanego. Nie ma bowiem u nas jednoznacznego zakazu stosowania szkodliwych także dla pszczół środków ochrony roślin. Jest nawet pewne złagodzenie dotychczasowych zakazów. Przykładem, wydane przez ministra rolnictwa zezwolenia na czasowe użycie środków z grupy neonikotynoidów przy uprawie rzepaku. Była to odpowiedź na apele rolników występujących o takie zezwolenie ze względu na nieskuteczność stosowania metod nie chemicznych. Tymczasem neonikotynoidów nie da się stosować bezpiecznie. Przy zastosowaniu ich podczas wysiewu rzepaku ozimego, szkodliwe substancje mogą być obecne wiosną również w pyłku zbieranym przez pszczoły. Najbardziej atrakcyjne dla pszczół miodnych uprawy mogą być więc dla tych owadów niebezpieczne.
Jedyną nadzieją byłoby wydanie zakazu stosowania związków chemicznych na terenie Unii Europejskiej. Teoretycznie ta zasada obowiązuje, życie dostarcza jednak przykładów, iż stosowana jest wybiórczo. Organizacje ekologiczne oskarżają nawet Komisję Europejską o stawianie interesów przed aspektami zdrowotnymi. Póki co pszczelarze bezskutecznie walczący o bezpieczeństwo swoich pasiek próbują organizować się przez Internet, szukając sposobów wzajemnej samopomocy. I tak, hodowca z Chmielnika, u którego niedawno wytruto 2,5 mln pszczół, dzięki pomocy internautów i innych pszczelarzy zamierza stworzyć pierwszy w kraju Bank Pszczół, by za darmo pomagać w odbudowie wytrutych lub zniszczonych pasiek.
Dla M. Majewskiego to niewielka pociecha. Jak twierdzi, ten rok jest już dla niego stracony. Pszczoły, które przetrwały, będą jedynie pracować nad odbudowaniem pasieki. Poza tym nie ma żadnej pewności, że podobna sytuacja mu się nie powtórzy. Nic przecież tak nie rozzuchwala trucicieli, jak bezkarność.
Danuta Moskalik, Krzysztof Florys

Print Friendly, PDF & Email

2 thoughts on “Hodowca z Jędrzejowa stracił ponad milion pszczół

  • 3 lipca 2019 at 13:06
    Permalink

    Czy w tym Państwie coś jeszcze kogoś dziwi? W jedzeniu sama chemia, wszędzie glifosaty, które pustoszą rakiem ludzi. Ale na to wszystko jest przecież odgórne przyzwolenie…

    Reply
  • 3 lipca 2019 at 14:35
    Permalink

    W pierwszej kolejności pod lupę powinni pójść okoliczni sadownicy

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *