Waterpolista, artysta filmowy, trener pływania. Pan Jan, który cały Ostrowiec uczył pływać…

Starsi ostrowiacy, mimo iż Jan Zakrzewski zmarł ponad 35 lat temu, doskonale go zapamiętali. Wielu z nich dzięki panu Janowi umie pływać i z nieukrywaną dumą mówi, że nasze miasto można zaliczać do zakochanych w pływaniu. Czyż można się dziwić, że Ostrowiec jest wciąż ważnym ośrodkiem sportów pływackich na mapie Polski?
Chłopak ze stolicy zakochał się w ostrowczance


Jan Zakrzewski urodził się 13 maja 1912 roku w Warszawie. Od najmłodszych lat uwielbiał pływanie. Nic więc dziwnego, że zapisał się do robotniczego klubu Skra. Jako młody chłopak z powodzeniem startował w maratonach pływackich, organizowanych na Wiśle. Tu też w 1931 roku ukończył studium dramatyczno – filmowe i zdobył zawód artysty filmowego. Kilka lat później, wszystko wskazuje na to, że w 1936 roku, zakotwiczył w Ostrowcu. Poznał Teodozję Szwagierczak, którą poślubił w czerwcu 1940 roku. O mały włos zostałby wysłany na przymusowe roboty do Niemiec, ale uległ wypadkowi i nabawił się uszkodzenia kręgosłupa. Tuż po wojnie Zakrzewscy wyjechali z naszego miasta i zamieszkali w bytomskiej dzielnicy Bobrek. Pan Jan rozpoczął pracę w Gliwickich Zakładach Hutniczych Przedsiębiorstwo Państwowe Huta „Bobrek”. Życie dzielił na pełnienie funkcji przewodniczącego Rady Zakładowej Huty „Bobrek” i waterpolisty tamtejszej Polonii Bytom. Było jednak coś, co ciągnęło go do Ostrowca. Wraz z rodziną wrócił więc nad Kamiennę w 1953 roku. Mieszkali na osiedlu tzw. „Czerwonych Bloków”, niedaleko restauracji „Malinowa”, w której stołowali się sportowcy. Bez reszty poświęcił się rodzinie i KSZO. W październiku 1977 r. otrzymał tytuł „Zasłużony dla miasta Ostrowca Świętokrzyskiego”.
Pamiętny 1936 rok…

Przed wojną waterpolowy KSZO był mistrzem okręgu lubelskiego i rywalizował o awans do Ligi Państwowej. W przywoływanym już, jakże udanym 1936 roku, z rozgrywek nasz klub najpierw wyeliminował walkowerem Pogoń Lwów. Walkowerem zdobył także punkty w półfinale z Cracovia. O awansie do Ligi Państwowej decydował mecz z Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół” w Poznaniu. 23 sierpnia KSZO wygrał w stolicy Wielkopolski po dogrywce 6:4 (4:4, 2:0). Trzy bramki zdobył Mieczysław Sosiński, dwie Antoni Kierysz, a jedną Józef Kowalski. W zespole występowali ponadto: Jan Zakrzewski w bramce, Zdzisław Bukowicz i Zygmunt Malanowski w obronie, w pomocy Feliks Okołów, a Józef Kowalski, Mieczysław Sosiński i Antoni Kierysz grali w ataku. Co ciekawe, mecz na żywo, jakbyśmy todziś określili, obserwował sam prezes KSZO, Jerzy Dickman. Ostrowiec był dumny, bo wieczorem w radiowych wiadomościach sportowych cała Polska dowiedziała się, że drużyna piłki wodnej KSZO Ostrowiec pokonała „Sokoła” Poznań i weszła do Ligi Państwowej.
Wspomnieliśmy już, że 1936 rok był niezwykle intensywny dla ostrowieckich przedstawicieli sportów wodnych. Dokładnie 9 sierpnia pływacy KSZO w pierwszych swych międzynarodowych zawodach podejmowali 12-osobową reprezentacją węgierskich szkół średnich (USC). Madziarzy wygrali wszystkie wyścigi, a w meczu piłki wodnej, mimo dzielnej postawy Jana Zakrzewskiego w bramce, rozgromili KSZO 15:0 (8:0).


W reprezentacji Polski
Dwa lata później Jana Zakrzewski został powołany do reprezentacji Polski na zaplanowane w dniach od 23 do 24 lipca spotkanie pływackie z Finlandią. Obok konkurencji pływackich rozegrano z Finami dwa mecze piłki wodnej. W pierwszym nieoficjalnym spotkaniu reprezentacja Warszawy zremisowała z Helsinkami 2:2 (1:2). W drugim reprezentacja Polski, z Janem Zakrzewskim w bramce, także zremisowała z Finlandią 2:2 (2:0). Z kolei wiosną 1939 roku Jan Zakrzewski i inna gwiazda naszej waterpolowej drużyny – Antoni Kierysz zostali powołani na zgrupowanie kadry narodowej na Węgrzech, na którym trenowali razem z reprezentacyjną drużyną węgierską. Dwójka naszych waterpolistów wystąpiła także w rewanżowych meczach z Finlandią, które miał stanowić ostatni etap przygotowań do olimpiady zaplanowanej w 1940 roku w Helsinkach. W pierwszym nieoficjalnym pojedynku reprezentacje zagrały pod szyldem swoich stolic – Helsinek i Warszawy. Polacy przegrali 2:4 (2:3). Jednego z goli zdobył Antoni Kierysz. W oficjalnym meczu Polska uległa Finlandii 4:6. W obu meczach grali obaj zawodnicy KSZO.
Powojenni mistrzowie


Zaraz po wojnie pływacy KSZO nie wystartowali w zaplanowanych na lipiec mistrzostwach Polski w Poznaniu. Natomiast rozgrywki o krajowy championa w piłce wodnej toczyły się w trzech grupach: północnej, południowej i środkowej. Do tej ostatniej należały okręgi kielecki, warszawski, łódzki i lubelski. Z okręgu kieleckiego grał KSZO, z łódzkiego – Filmowiec Łódź, z warszawskiego – Elektryczność Warszawa. Okręg lubelski nie posiadał drużyn piłki wodnej. W ostrowieckiej ekipie występował wówczas 42-letni Feliks Okołów, mieszkający wówczas w Łodzi i Jan Zakrzewski, który po spędzonej w Ostrowcu okupacji wyjechał na Śląsk. 21 lipca 1946 roku na pływalni przy ulicy Kolejowej KSZO prowadził z łódzkim KS Filmowiec 4:0, po golu Antoniego Kierysza i trzech Zbigniewa Kawwy, kiedy kapitan łodzian nakazał swojej drużynie wyjście z wody. Wygraliśmy więc walkowerem. Tydzień później w Warszawie KSZO, w składzie bez Jana Zakrzewskiego, pokonał tamtejszą Elektryczność 7:2 (4:1). W ten sposób drużyna awans do kolejnego szczebla rozgrywek. W meczach decydujących o mistrzowskim tytule ostrowczanie wygrali 3 sierpnia na własnej pływalni z mistrzem grupy północnej RKS San Poznań 8:3. Drugim rywalem KSZO była Cracovia. Przed spotkaniem, które odbyło się 11 sierpnia, krakowianie złożyli protest, gdyż Jan Zakrzewski tydzień wcześniej miał reprezentować jeden ze śląskich klubów. W ostrowieckim zespole wystąpili: Feliks Okołów, Mieczysław Kierysz, Antoni Kierysz, Zbigniew Kawwa, Bogusław Ul i Józef Rybkowski. Do przerwy był wynik bezbramkowy. W drugiej połowie gol Zbigniewa Kawwy dał KSZO prowadzenie, ale kolejne dwa gole były dziełem gospodarzy. Przy stanie 1:2 za obrażenie arbitra Antoni Kierysz został ukarany opuszczeniem basenu. Nasz zawodnik nie podporządkował się decyzji arbitra, wobec czego ten przerwał mecz przy stanie 2:1 dla Cracovii. KSZO złożył protest i tydzień później mecz został powtórzony na neutralnym basenie w Poznaniu. W regulaminowym czasie był wynik bezbramkowy. W dogrywce krakowianie wyszli na prowadzenie, jednak ostrowczanie wytrzymali psychicznie stawkę meczu i pokonali mistrza grupy południowej 2:1. Gola wyrównującego zdobył Zbigniew Kawwa, a zwycięskiego Antoni Kierysz.
W 1947 r. Jan Zakrzewski wraz ze Zbigniewem Kawwą przeniósł się do Polonii Bytom, z którą w tym samym roku wywalczył mistrzostwo kraju, wicemistrzostwo w 1948 i w rozłożonym na dwa lata sezonie 1949-1950 już, jako Ogniwo. W barwach klubu z Bytomia także był powoływany do reprezentacji Polski. W 1949 roku w Ostrowcu zagrał w spotkaniu przeciwko Rumunii, przegranym zresztą 0:8.
Po powrocie do Ostrowca Jan Zakrzewski grał w barwach KSZO z przerwami. Reprezentował nasz klub do 1957 roku. Po dwóch latach przerwy znów założył czepek z logo KSZO i strzegł naszej bramki. Miał wtedy 47 lat. Bronił także w 1960 roku m.in. w cyklicznym turnieju o Puchar im. Jerzego Szajnowicza, a później zajmował się już tylko wyłącznie prowadzeniem szkółki pływackiej.
Pamięć na wieki
Jan Zakrzewski zmarł 25 czerwca 1984 roku, ale pamięć o nim jest i będzie wieczna. Świadczy o tym chociażby fakt, że zawiązane w naszym mieście Stowarzyszenie Pływackie, które będzie miało na celu jak najszersze wspieranie sportów pływackich w Ostrowcu Świętokrzyskim, będzie nosiło imię właśnie Jana Zakrzewskiego. Założyciele stowarzyszenia mówią, że patron ich organizacji jest nieprzypadkowy. To przecież były reprezentacyjny bramkarz waterpolowej reprezentacji Polski, a później wieloletni trener pływacki i piłki wodnej. Starsi mieszkańcy naszego miasta świetnie pamiętają kto ich uczył pływać i to w samym klubie KSZO, jak i poza klubem.
Trzy miłości
Wielkiego wzruszenia i zdziwienia, że aż tylu byłych sportowców pamięta stare czasy KSZO, nie kryje Michał Zakrzewski, syn pana Jana, tym bardziej że od czasu gdy jego tata odszedł na zawsze minęło ładnych 35 lat.
-Ojciec miał w swym życiu trzy miłości – KSZO, rodzinę i pracę – wspomina pan Michał, absolwent ostrowieckiego „Staszica”. –Ojca mało pamiętam, bo nie miałem okazji rodzinnie tak z nim przebywać. Wychodził z domu przed 6, zjawiał się w nim po 2 na obiad, a wracał po godzinie 20. Ba, nawet na emeryturze KSZO było u niego na pierwszym miejscu. Jest mi niezmiernie miło, że tak wielu byłych sportowców wspomina ojca. Związki z Ostrowcem miał mój ojciec, ale i ja. Mieszkam obecnie w Skarżysku –Kamiennej. Można rzec, że wyszedłem z Ostrowca, ale Ostrowiec ze mnie już nie. Bywam na grobie ojca, ale kilka razy w roku spotykam się na klasowych zjazdach ze swymi wspaniałymi koleżankami i kolegami ze wspaniałego „Staszica”.
Pan Michał liczy na to, że stowarzyszenie z powodzeniem będzie służyło całemu, ostrowieckiemu środowisku pływackiemu. On sam uczestniczył w zajęciach treningowych, a najlepiej zapamiętał Zbigniewa Pacelta.
Pan Jan i jego powiedzonka
-Pamiętam patrona naszego stowarzyszenia, pana Jana Zakrzewskiego, który wrzucał nas wody i drągiem z niej wyciągał, jak pisał na murze: „Chcesz mieć wyniki, jedz naleśniki..”. Ja do dziś robię te naleśniki i bardzo mi smakują. Cieszę się, że pod jego patronatem będziemy podtrzymywać tradycje pływackie w Ostrowcu – mówi poseł Zbigniew Pacelt.–Mam nadzieję, że wydobędziemy z pamięci to, co się zdarzyło i może wydarzyć w ostrowieckim pływaniu, które powinno coraz szerzej wypływać na szerokie wody.
Jan Zakrzewski uczył pływać kilka pokoleń ostrowczan. Doskonale pamiętają o tym jego wychowankowie. Tomasz Jasiński z „Czerwonych Bloków” mówi, że jego uczył pływać zarówno na stawach hutniczych, jak na krytej pływalni. Regionalista Marek Rej podkreśla, że nauczył się pływać dość późno, ale dzięki Janowi Zakrzewskiemu przełamał wstyd, wszedł do wody i następnego dnia umiał już pływać.


Wielu wspomina, że Jan Zakrzewski uczył pływać w sposób niekonwencjonalny. Ot, wrzucał do wody, a później odciągał tyczką od murku…
Leszek Łucki zapamiętał pierwszą rozmowę z nim. –Zapytał: czy miałeś kontakt z wodą? Zanim zdążyłem odpowiedzieć, już pływałem – wspomina.
-Dzięki panu Janowi pokochałem piłkę wodną i jestem jej wierny do dzisiaj – mówi były kapitan KSZO i waterpolowej reprezentacji Polski, obecny jest trener, Robert Serwin.
-Pan Jan mnie także uczył pływać – wspomina mistrz Polski w piłce wodnej, Józef Różalski. -Miałem niezwykłą przyjemność grać z nim w jednej drużynie. Był to ostatni jego mecz jako bramkarza KSZO. Było to w Krakowie, na początku lat sześćdziesiątych… Do dziś pamiętam jego słynne powiedzonka w stylu „Chcesz zwiedzić kraj, w piłkę wodną graj”.
Jan Zakrzewski zapewne nigdy się nie spodziewał, że dla przyszłych pokoleń stanie się wzorem swojego sportowego wysiłku i trenerskiej, żmudnej pracy, że po wielu latach pod jego patronatem odbywała się będzie popularyzacja sportowców pływackich w Ostrowcu Świętokrzyskim i najbliższym regionie.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *