Madagaskar – urodzinowy prezent

Życie zaczyna się po czterdziestce? A może po sześćdziesiątce? Z okazji 60. urodzin wybrałam się w podróż na Madagaskar, a właściwie na jedną z jego wysp – Nosy Be.
Lotnisko małe, pas lądowania krótki, wkoło zieleń i mocne słońce. Choć była dopiero godz. 8 rano, już mocno paliło. Szczęśliwa, że wreszcie mam za sobą 10 godzin lotu, udałam się z wszystkimi po wizę, a potem do hotelu. Po drodze czarująco szokujące widoki… Zewsząd wyglądała bieda. Maleńkie domeczki z bambusa, przykryte liśćmi palmowymi, zwierzęta z wystającymi żebrami i mocno ruda ziemia – to moje pierwsze spostrzeżenia. Upał. Mimo wszystko bardzo zielono, kwitnąco, kolorowo. Przy hotelu piaszczyste białe plaże okolone palmami cudnie się prezentowały. Na piasku sklepiki, stragany, gdzie można było kupić regionalne produkty – przyprawy, wyroby rzemieślnicze, a także miejsca, gdzie można było dać się wymasować za niewielkie pieniądze. Okazało się, że ceny tuż przy hotelu były niższe niż w mieście i tam, gdzie zwiedzaliśmy.


Woda w oceanie choć mocno ciepła, ale dawała ulgę i można było się w niej schłodzić. Miasta – widziałam tylko dwa, więc trudno wyrokować jakie są. Te konkretne miały jedną asfaltową ulicę przez środek. Boczne były już piaszczyste. W centrum miasteczka piękny kolorowy targ. Tylko zapach psującej się żywności trudny do zniesienia. Co można przywieźć? Wanilia i pieprz najlepsze są właśnie stamtąd. Innych przypraw też jest duży wybór. Dla każdego coś dobrego. Rum z różnymi dodatkami (kawa, kakao, kott, imbir), piwo, miejscowe sympatyczne prezenty. Samochodów nie ma zbyt wiele w mieście. Za to sporo lokalnych taksówek. Miejscowi jeżdżą jakby było brak jakichkolwiek przepisów. Zebu z wozem to też częsty widok na ulicy. A zebu to dla Malgasza bogactwo, bo za jednego można mieć żonę. U nich dochód w granicach 50 euro oznacza normalne życie przez miesiąc, a 200 euro miesięcznie oznacza zamożność. Wynajęcie dużego domu z basenem, to koszt w granicach 450 euro miesięcznie. Ostatnio często Francuzi i Włosi biorą sobie za żonę Malgaszkę. Dzięki temu mogą nabywać ziemię i budować domy. Biały około pięćdziesiątki lub po i młoda, piękna, czarna kobieta to widok jednak zwracający uwagę swoim kontrastem.


Dzieci na Madagaskarze mają obowiązek szkolny, tyle tylko, że rodzice wolą posyłać je do pracy niż do szkoły. Małe wzbudza litość, więc więcej uhandluje. Jednak ogólnie zawsze jedno z rodziny idzie się uczyć, by dać na przyszłość lepszy byt dla najbliższych. Rodziny tu obfite w dzieciaki. Nie wymieniałam waluty na tutejsze ariary, bo okazało się, że wszędzie można płacić w euro. Dla nas to wygodne, choć Malgasze nieco zaokrąglają ceny. Zawsze jednak można było się dogadać. Wielu z nich, w takich miejscach turystycznych jak Nosy Be, rozumie lub zna trochę słów po polsku. Resztę można załatwić na migi. Spotkałyśmy Malgasza, który pięknie mówił po rosyjsku. Twierdził, że w latach 80. studiował na Ukrainie 3 lata. W ogóle młodzi chętnie uczą się języków. Ciekawostką było dla mnie to, jak pokazywali coś/kogoś palcem. Zawsze był zgięty, więc zapytałam dlaczego. Okazało się, że wskazywanie wprost jest niegrzeczne. Po prostu, nie wypada tak robić i już.
Wszystko to daje klimat jak z innego świata. Bo rzeczywiście jest to inny świat. Tu wszystko jakby się zatrzymało dawno, dawno temu. Może nie jest to takie złe. Malgasze mówią mora, mora, co oznacza powoli, powoli. I faktycznie nikt tam się nie spieszy, wszystko płynie w swoim rytmie. Żują sobie swoje liście i mają dobry nastrój. Małe dzieci noszą z tyłu w zawiązanych na plecach chustach. A kobiety chodzą z koszem na głowie w pięknych, barwnych strojach. Mają proste plecy i nikt im nie musi mówić: „nie garb się”. Ogólnie panuje luz w relacjach damsko – męskich. Do religii podchodzą bez wielkiego spięcia.


Choć mają swoje święte drzewo i różne tabu, to nie powoduje w nich stresu. Łączą zgrabnie ze sobą stare wierzenia i nowe religie.
Wybrałam się na kilka wycieczek po okolicznych wyspach. Nosy Komba, Nosy Tanikley, Nosy Sakatia, Nosy Iranja, Nosy Lokobe. Wszystkie urokliwe. Mało turystów, bo ok. 50 tys. na rok sprawia, że są tam jeszcze dzikie piękne plaże z piaskiem jak zaprawa murarska. Miękkim i białym. Woda turkusowa, ciepła, niczym ta z kąpieli w wannie. Na Nosy Tanikley miałam okazję nurkować wśród pięknych raf koralowych, gdzie pływało mnóstwo różnorodnych, różnobarwnych rybek. Jak w wielkim akwarium! Były to chwile, których się nigdy nie zapomina. Z kolei będąc na Iranji przeżyłam szok, gdy nagle fala gorącej wody (według mnie powyżej 40 st.) wręcz wygoniła mnie z oceanu. To było trochę przerażające doświadczenie. Woda nie chłodziła, powietrze też nie dawało ulgi. Jak w piekarniku. Za to widoki przecudne, turkusowy ocean Indyjski oblewający z obydwu stron długą, wąską plażę, łączącą dwie wyspy, a w tle palmy. Zdawałoby się raj. Za to Nosy Komba zapewniła nam niezwykłe przeżycia ze zwierzętami. Lemury, węże boa, żółwie, kameleony, piękna przyroda, cudne widoki. Madagaskar to przecież siedziba wielu gatunków fauny i flory, która nigdzie indziej nie występuje. Piękne rafy koralowe są siedliskiem wyjątkowych stworzeń, a lasy tropikalne pełne rzadkich roślin i zwierząt.


W tym wszystkim jednak przerażające jest to, że mieszkańcy nie dbają o swoją cudowną wyspę. Wyrzucają wszystkie śmieci tam, gdzie popadnie. Różne ekipy ze świata starają się uświadamiać tubylców co do ekologii. Bo należy zrobić wszystko, by ratować ten cudny zakątek. Turyści z jednej strony przydają się, ale z drugiej dostarczają wielu pokus, które odbijają się w różny sposób na przyrodzie. Na tę chwilę mam mieszane uczucia. Z jednej strony przepiękna przyroda, wyjątkowi, przyjaźni mieszkańcy i zachwyt we mnie, z drugiej jednak – przychodzi refleksja, że człowiek sam to wszystko niszczy pośrednio lub bezpośrednio. Przerażające.


Podróże kształcą, to pewne. Sama wyprawa niesamowita. Mieszkać tam bym jednak nie chciała, bo dla mnie za gorąco, ale odwiedzić po raz kolejny ten kraj – tak. I cieszę się, że tu jest jak jest. Doceniam i rozumiem to, że każdy ma swoje miejsce na Ziemi. Ja je mam tu. Jednak miło jest mieć fajne wspomnienia, bo można do nich wracać w zimowe wieczory albo wtedy, gdy nastrój jest gorszy.
Halina Metryka

Print Friendly, PDF & Email

One thought on “Madagaskar – urodzinowy prezent

  • 16 listopada 2019 at 10:19
    Permalink

    Z pewnością fajna taka egzotyczna podróż bo można na własne oczy zobaczyć te pocztówkowo-słodkie widoki czystej wody w oceanie,piękne plaże i rosnące tam palmy.Wszystko super i tylko pozazdrościć takiej eskapady… a w Ostrowcu ma kto zazdrościć bo zdecydowana większość mieszkańców 60+ widziała morze raz albo wcale.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *